Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 61730
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#391 Post autor: Adam » wt lip 28, 2026 12:59 pm

ja już byłem dwa razy w imaxie, a na trzeci seans - i ostatni - idę dopiero w niedziele, bo niestety wcześniej nie było dobrych miejsc, bo się ludzie rzucili na wszystkie.
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9985
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#392 Post autor: Wojteł » wt lip 28, 2026 13:59 pm

Adam pisze:
wt lip 28, 2026 08:24 am
Tak sobie czytam te ostatnie filozoficzne wywody naszego naczelnego forumowego krytyka - a i tak nie całe bo za długie - i mi się idealnie przypomina kultowa scena z filharmonii z filmu E=MC2 (od 45:55 - https://vkvideo.ru/video-128464556_456239503 ), która idealnie oddaje całą istotę "krytyków" - dziś Pazurą w tej scenie jest Wojtek, a cała reszta tej widowni z filmu, to ludzie - w tym ja - których ten film zachwycił. I o takich filmach świat będzie pamiętał, a nie o samozwańczych krytykach, czy się to Wojtkowi podoba, czy nie.
Samozwańczych krytykach... Powiedział były recenzent muzyki filmowej, którego pół kontentu w social mediach to posty o filmach i muzyce, na forum strony recenzentów muzyki filmowej, gdzie od 20 lat ludzie gadają o filmach. Fajne takie słówko, żeby komuś dosrać, ale to w tej chwili ma taką samą moc, jak obrzucanie każdego, kto ma inne poglądy niż lewica, słowem "nazista", bo ani w kontekście działania tej strony nie spełniam tej definicji (Ty też nie), ani w kontekście braku wykształcenia kierunkowego, bo krytyce i mediom była poświęcona spora część zajęć na obu uczelniach, które kończyłem. A może definiujesz "prawdziwego" krytyka jako kogoś, kto miał rzeczy publikowane w czasopismach/prasie, a nie tylko w internecie - ale to znowu muszę Cię zmartwić, bo faktycznie, w tych dwóch ostatnich kontekstach, jeśli ktoś z nas jest samozwańczym krytykiem, to nie jestem to ja :( Może natomiast definiujesz "prawdziwego krytyka" jako kogoś, kto robi to zawodowo i się z tego utrzymuje - to faktycznie, przyznaję się, nie spełniam tej definicji. Obawiam się jednak, że nie spełnia jej też wielu wykształconych filmoznawców, natomiast randomowi jutuberzy krzyczący do kamery na miesiąc przed premierą filmu, że będzie klapą, bo Helena jest czarna, już tak :) Chyba, że używasz słowa "krytyk" wyłącznie w odniesieniu do negatywnej opinii - no ale znowu nieładnie komuś taką wyświechtaną łatkę naklejać, bo się z Tobą nie zgadzam. A może chodziło o to, że sam siebie nazywam krytykiem - ale to też by nie pasowało, bo nigdy sam siebie tak nie nazwałem. Chociaż nie powiem, awans na naczelnego to jest swego rodzaju nobilitacja.

Ciężko mi tutaj jakoś polemizować, skoro attention span Ci nie pozwolił na przeczytanie całego posta, więc tym bardziej muszę potraktować ten przytyk jako wkurw na to, że komuś się film nie podobał, odniosę się zatem do wrzuconego linku:

Ta scena by miała więcej sensu, gdyby zamiast opery Pazura oglądał jakiegoś Andre Rieu, bo to też szczyt muzyki poważnej dla masowej publiczności, która nie ma z nią kontaktu na co dzień, tak jak Nolan jest na pewno ambitniejszy od kapitana ameryki 17, zwłaszcza pod względem realizacyjnym. Od Andre Rieu też, to bardziej analogia pod względem sposobu działania niż pod względem poziomu, ale tak jak mówiłem - to, że świat się zachwycił, wcale mnie nie dziwi w tym kontekście. Swoją drogą, nie wiem czemu wklejasz linki z ruskich stron.

A tak jeszcze co do opinii samych krytyków: To jest jeden z tych filmów, gdzie hype i krzyki byłe na tyle silne przed premierą, że przez pierwszy tydzień ludzie mieli tylko dwie możliwe opinie: albo film jest gówniany, zły i lewacki, bo Helena jest czarna i grał w nim trans aktor, albo szach mat redpillowcy, ten film to arcydzieło, a nawet jakby się czepiać castingu, to ten postaci były w nim tylko trzy minuty, więc wasze argumenty nie zdały egzaminu. Mija parę dni i widzę coraz więcej negatywnych, albo co najmniej mieszanych recenzji Nolana, zwracających uwagę na problemy ze strukturą albo postaciami. Jestem pewien, że im więcej czasu upłynie, tym więcej tego będzie, zwłaszcza jak film będzie dostępny na streamingu. Dziwnie się to pewnie będzie oglądało bez ekranu IMAXA, zwłaszcza scena walki po dokadrowaniu będzie musiała być chaotyczna, no ale Nolan jest na tyle wyważonym reżyserem. A nasza naczelna forumowa chorągiewka będzie pierwsza do nabijania się z tych wad, jeśli tylko staną się odpowiednio nagłośnione w dyskursie.

Tak jeszcze in plus co do filmu - sound design dla Cyklopa był świetny. Tym większa szkoda, że nie było więcej dialogu między nim a Odyseuszem.

Btw - Lis narzekał ostatnio na to, że mu wolno chodzi strona, a ma zmontowanego potwora potężniejszego od wszystkich Bogów greckich. Ja też mam całkiem nowy komp, może nie aż tak potężny, ale ma mniej niż pół roku i nie miałem żadnych problemów z wydajnością, ale dzisiaj mi forum zaczęło się wieszać.
Ostatnio zmieniony wt lip 28, 2026 15:46 pm przez Wojteł, łącznie zmieniany 2 razy.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 15434
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#393 Post autor: lis23 » wt lip 28, 2026 14:24 pm

Dzisiaj forum chodzi jeszcze gorzej i ładuje się nawet trzy minuty ...

Co do filmu to ja byłem bardzo sceptycznie nastawiony bo obawiałem się powtórki z 'Dunkierki", więc jestem pozytywnie nastawiony a co do autorki tego przekładu Homera to zjechała Ona Nolana po całości i ciekawe, czy teraz prawaki będą Ją wychwalać? ;)
- Miałam nadzieję, że uznanie Nolana wobec homeryckiej tematyki zmotywuje go do nowych kreatywnych wyżyn i pozwoli mu stworzyć bardziej wiarygodne postaci. Ale Odyseja pokazuje jego typowe połączenie monumentalności i powierzchowności. Filmowa wizja jest zbyt zagmatwana, a postacie nie są rozwinięte na tyle, by dostarczyć obiecanych wrażeń w kontekście wielkich pomysłów. Chociaż dobrze sobie radzi z pokazaniem wybuchów i olbrzymów.

- Nie ma nic przekonującego do powiedzenia o czasie, pamięci, historii, wojnie czy relacji powracającego wojownika z życiem jego rodziny, wrogów, towarzyszy, przyjaciół i sąsiadów. Brakuje temu psychologicznej, emocjonalnej, politycznej i etycznej głębi. Struktura narracyjna jest efekciarska, scenariusz jest beznadziejny. Żadna postać nie ma przekonujących motywacji w swoich działaniach ani słowach. Nie ma scen s*ksu, a jedzenie wygląda strasznie.
https://naekranie.pl/aktualnosci/odysej ... 1785221737
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 10671
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#394 Post autor: Ghostek » wt lip 28, 2026 15:12 pm

Czy jak napiszę, żę film, to rasowy blockbuster, czyli gówno zawinięte w piękne i lśniące sreberko, to też będę nazwany samozwańczym krytykiem?
Obrazek

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9985
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#395 Post autor: Wojteł » wt lip 28, 2026 21:47 pm

W sumie to też kwestia do tego, jak do Nolana podchodzić... Jeśli jako do twórcy blockbusterów, które są trochę ambitniejszym kinem rozrywkowym, to spoko, bo wtedy na te dziury fabularne czy logiczne można bardziej przymknąć oko, i zawsze to jakaś alternatywa dla marvela, który przy takim samym budżecie wygląda często jak paździerz. Ale jeśli jako jakiegoś głębokiego artystycznie czy intelektualnie kina, to sorry, dostajemy pretensjonalne i puste wydmuszki. Dla masowej publiczności wydaje się być tym drugim, ale zastanawiam się, jak on sam siebie widzi i w jakim stopniu ta łopatologia wynika z jego indolencji twórczej, a z jakiej to celowo uprasza dla widza - na to ostatnie by wskazywało Tenet, gdzie w jednym momencie bohaterka wprost mówi do protagonisty, żeby nie myślał o zasadach podróży w czasie, tylko szedł na czuja. Z drugiej strony jest o wiele więcej przypadków, w których mam wrażenie, że jego artystyczne ambicje nie idą w parze z możliwościami. Ogólnie spoko, że widzowie wolą iść do kin na film, który jest kręcony w plenerach i z jakimś (choćby i nieudanym) pomysłem, niż na kolejny kręcony na odwal na zielonym ekranie badziew, ale nie ma co robić z niego drugiego Kubricka. To trochę jak z pizzą - jak się położy na niej parę brokułów, to ma jakieś witaminy, ale nie staje się od razu sałatką. Zwłaszcza, jak się przypali.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
qnebra
Zdobywca Oscara
Posty: 3353
Rejestracja: pn mar 11, 2013 12:28 pm
Lokalizacja: Zadupie Mordoru

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#396 Post autor: qnebra » wt lip 28, 2026 22:58 pm

Jako adaptacja poematu Homera to jest to absolutny paździerz, coś na poziomie Pierścieni Władzy jako adaptacji Tolkiena. Ten sam poziom wierności materiałowi źródłowemu. No i jeszcze dochodzą wiadomości, że nawet nie reżyserował aktorów, tylko ci lecieli na autopilocie jak sobie tam chcieli.

Obecny Nolan to purysta i fanatyk Imax, wobec którego i dla którego podejmuje wszelkie decyzje twórcze. Rolka filmu ma trzy minuty maksymalnie, trzeba to wymieniać, więc nie ma robienia ujęć z aktorami do skutku. Efektów też nie daje, bo trzeba skanować film i obniża się jakość w procesie, no i uderzył marketing "Nolan hates CGI" do głowy. Mimo że by się naprawdę przydały akurat w Odysei, żeby ot choćby Itaka nie była pojedynczą ruiną i dwoma namiotami na krzyż.

Awatar użytkownika
Koper
Ennio Morricone
Posty: 26755
Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#397 Post autor: Koper » wt lip 28, 2026 23:01 pm

Wojteł pisze:
wt lip 28, 2026 21:47 pm
W sumie to też kwestia do tego, jak do Nolana podchodzić... Jeśli jako do twórcy blockbusterów, które są trochę ambitniejszym kinem rozrywkowym, to spoko, bo wtedy na te dziury fabularne czy logiczne można bardziej przymknąć oko, i zawsze to jakaś alternatywa dla marvela, który przy takim samym budżecie wygląda często jak paździerz. Ale jeśli jako jakiegoś głębokiego artystycznie czy intelektualnie kina, to sorry, dostajemy pretensjonalne i puste wydmuszki.
Nolan jest trochę jak Cameron (absolutnie świetny w kręceniu takiego trochę bardziej sensownego kina rozrywkowego, ale do czegoś naprawdę bardziej ambitnego czy artystycznego to się nie nadaje) tylko zdecydowanie wcześniej zrobił się pretensjonalny, no i Cameron jest mniej głuchy. :P :D
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9985
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#398 Post autor: Wojteł » wt lip 28, 2026 23:24 pm

qnebra pisze:
wt lip 28, 2026 22:58 pm
Jako adaptacja poematu Homera to jest to absolutny paździerz, coś na poziomie Pierścieni Władzy jako adaptacji Tolkiena. Ten sam poziom wierności materiałowi źródłowemu. No i jeszcze dochodzą wiadomości, że nawet nie reżyserował aktorów, tylko ci lecieli na autopilocie jak sobie tam chcieli.

Obecny Nolan to purysta i fanatyk Imax, wobec którego i dla którego podejmuje wszelkie decyzje twórcze. Rolka filmu ma trzy minuty maksymalnie, trzeba to wymieniać, więc nie ma robienia ujęć z aktorami do skutku. Efektów też nie daje, bo trzeba skanować film i obniża się jakość w procesie, no i uderzył marketing "Nolan hates CGI" do głowy. Mimo że by się naprawdę przydały akurat w Odysei, żeby ot choćby Itaka nie była pojedynczą ruiną i dwoma namiotami na krzyż.
IMO najbardziej na tym ucierpiał Opphenheimer, bo choćby nie wiem ile by tej benzyny nie wysadził w powietrze, to to i tak nie będzie miało tego charakterystycznego kształtu eksplozji jądrowej. Żeby to osiągnąć, ma do wyboru albo iść na całość i wysadzić prawdziwą bombę, albo kombinować jakieś hocki klocki z użyciem materiałów archiwalnych, albo przeprosić się na tę jedną scenę z komputerem i wyrenderować kilka pikseli. W Odysei też musiał cyfrowo stworzyć Charybdę, więc faktycznie mógł się gdzieś tam jeszcze nim wspomóc. Zwłaszcza, że CGI najlepiej wypada, kiedy ma solidnie zbudowany fundament na planie. Z drugiej strony, Itaka była tak filmowana, że to się nie rzucało tak bardzo w oczy, bo centralnym punktem był dwór Odyseusza. A poza tym, Nolan po prostu lubi taką ascetyczną i surową estetyką, więc nawet jakby mogliby mu dobrze wyglądające makiety za jakieś śmieszne pieniądze, to by po prostu mógł nie chcieć.

Koper pisze:
wt lip 28, 2026 23:01 pm
Wojteł pisze:
wt lip 28, 2026 21:47 pm
W sumie to też kwestia do tego, jak do Nolana podchodzić... Jeśli jako do twórcy blockbusterów, które są trochę ambitniejszym kinem rozrywkowym, to spoko, bo wtedy na te dziury fabularne czy logiczne można bardziej przymknąć oko, i zawsze to jakaś alternatywa dla marvela, który przy takim samym budżecie wygląda często jak paździerz. Ale jeśli jako jakiegoś głębokiego artystycznie czy intelektualnie kina, to sorry, dostajemy pretensjonalne i puste wydmuszki.
Nolan jest trochę jak Cameron (absolutnie świetny w kręceniu takiego trochę bardziej sensownego kina rozrywkowego, ale do czegoś naprawdę bardziej ambitnego czy artystycznego to się nie nadaje) tylko zdecydowanie wcześniej zrobił się pretensjonalny, no i Cameron jest mniej głuchy. :P :D
Jest jeszcze Scott, ale w sumie jego pierwszy okres twórczości dużo lepiej sobie radził z tymi artystycznymi ambicjami, końcowy to już prawie same robione na szybko gnioty, więc nie wiem czy Nolana by można porównać do tego środkowego, bo chyba był porównywanie sinusoidalny, ale wtedy Scott chyba najbardziej stawiał na czystą rozrywkę - chociaż nie wszystkie jego filmy z lat 90tych widziałem, więc nie wiem, jakie miał ambicje przy 1492 i jak to wyszło w praktyce, może niech eksperci od Scotta się wypowiedzą.

A Cameron to tak przeszedł od zajebiście dobrze zrobionej rozrywki pozbawionej jakiejś pretensjonalności do najbardziej zadufanego w sobie dupka prawie z dnia na dzień, gdy Titanic mu zgarnął wszystkie nagrody :p Nolan nigdy się tak nie miotał między tymi skrajnościami, zawsze mu się te proporcje inaczej rozkładały. No i Cameron by nie był w stanie nakręcić czegoś takiego jak Prestiż albo Oppenheimer (chyba, że mógłby zrobić godzinną sekwencję lotu bombowców nad oceanem i samego detonowania bomby).
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

ODPOWIEDZ