Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 15434
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#376 Post autor: lis23 » śr lip 22, 2026 16:52 pm

Elon Musk nie daje za wygraną, twierdzi, że do końca 2026 roku AI Grok Imagine stworzy pełnometrażowy film "który będzie zgodny historycznie i wiernie odda sztukę Homera", albo wyłoży 100 milionów USD dla Mela Gibsona, który nakręci film "w którym aktorzy mówiliby po grecku, a zbroje, statki, casting i wszystko inne byłoby "zgodne historycznie"" ;) :mrgreen:

https://naekranie.pl/aktualnosci/odysej ... 1784728379
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 10671
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#377 Post autor: Ghostek » śr lip 22, 2026 17:15 pm

Za sto baniek to on sobie może co najwyżej wyanimować ten film.
Obrazek

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9985
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#378 Post autor: Wojteł » śr lip 22, 2026 18:36 pm

Tak zgodne historycznie jak Apocalypto, gdzie wymieszał ze sobą rózne kultury Majów z różnych okresów historycznych, czy Braveheart, który miał jeszcze więcej anachronizmów? Chociaż nie powiem, oglądało się dobrze, i klimat był spoko.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 15434
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#379 Post autor: lis23 » śr lip 22, 2026 19:57 pm

Np. całkowicie przekłamana bitwa pod Stirling, gdzie nie było walnej bitwy w polu, tylko bitwa na moście po ulewnych deszczach, gdzie Szkoci zrzucali ciężką Angielską jazdę z mostu albo dziecko z żoną przyszłego króla Anglii, która miała wtedy 12 lat? ;)
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 15434
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#380 Post autor: lis23 » pt lip 24, 2026 08:18 am

Kłótnie były epickie. Adaptacja "Odysei" Christophera Nolana budziła złość, na długo zanim ktokolwiek zobaczył chociażby jej fragment. Przed premierą 17 lipca słychać było narzekania na wszystko, od aktorki grającej Helenę (zbyt czarna), przez kolor pióropusza na hełmie Odyseusza (zbyt czerwony), zbroje żołnierzy (znów zbyt czarne i za bardzo w stylu Batmana), po słownictwo syna Odyseusza (zbyt amerykańskie - w pewnym momencie używa on słowa "tata"). Pod trailerem na YouTubie pojawiła się krytyka. "Nawet gdybym oglądał to w samolocie, to i tak bym wyszedł" - napisano w jednym z niepochlebnych komentarzy.

Sam film raczej nie rozwieje obaw. Wszystko, począwszy od scenerii po psychologię, mówi więcej o współczesnym Zachodzie niż o starożytnej Grecji. Fabuła jest zaskakująco swobodna, zmieniając Odyseusza - starożytnego bohatera z licznymi naturalnymi wadami - w zwykłego współczesnego dobrego gościa, poprzez wygładzanie jego niedoskonałości. Każde złe zachowanie jest tłumaczone albo użyciem narkotyków, albo proto-PTSD (zbyt często diagnozowaną epidemią, która najwyraźniej dotarła również do starożytnych brzegów Itaki). Jeszcze głupsze jest jednak zakończenie, w którym jest on przekuwany przez strzały i zmienia się poduszeczkę do szpilek w stylu św. Sebastiana.

Sceneria również nie pasuje, często jest zbyt piękna. Żołnierze w eleganckich szarych metalowych zbrojach przypominają antycznych wojowników w mniejszym stopniu niż zabawki z serii Warhammer. Pałace w kolorze ochry rozświetlone świecami nie przypominają kryjówek przywódców wojennych, a raczej butikowe hotele.

Podczas sceny na plaży z nimfą Kalipso (Charlize Theron) Odyseusz (Matt Damon) wydaje się być bardziej na krótkim urlopie na Karaibach niż na męczącym wygnaniu (oboje noszą dużo lnu). A im mniej mówimy o Kalipso, tym lepiej.
https://wydarzenia.interia.pl/interia-b ... d,23518018
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35830
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#381 Post autor: Wawrzyniec » pt lip 24, 2026 12:18 pm

Obrazek

Proszę, po tygodniu nadchodzi moja radyklana i prowokacyjna opinia!

Dokładnie tydzień minął od kiedy zobaczyłem „Odyseję” Sir Christophera Nolana. I jako wielki miłośnik twórczości tego brytyjskiego filmowca, wybrałem się w punktualnie w dniu premiery na godzinę 23:59 na pokaz w berlińskim kinie IMAX. Wróciłem do mieszkania o 4 nad ranem i w sumie dopiero teraz po tygodniu udało mi się uporządkować moje myśli.

Jak wspomniałem moja opinia odnośnie tego filmu, może dla wielu wydać się bardzo radykalna, wręcz obrazoburcza. Albowiem, ani nie uważam tego filmu za Meisterwerk i najlepszy w film w karierze Christophera Nolana, jak większość profesjonalnych krytyków z prestiżowych i opiniotwórczych magazynów uważa. Ani też nie uważam go za najgorszą rzecz jaka kiedykolwiek powstała, jak jego najwięksi krytycy, hejterzy uważają, z których wielu tego filmu nie widziało. Dlatego też ani nie oceniam tego filmu 10/10, ani 1/10. Nie, dla mnie ten film był w porządku, choć nie wyszedłem z kina zachwycony. Niektóre rzeczy mi się podobały, niektóre podobały, a niektóre w ogóle nie podobały, czy też miałem do nich pewne uwagi.

Przede wszystkim na mój ostateczny odbiór tego filmu wpłynęło tego jak ja wyobrażam sobie Illiadę i Odyseję Homera. Naturalnie czytałem różne wersje i w pewnym sensie one wpłynęły na to, jak ja ten świat sobie wyobrażam. I naturalnie Christopher Nolna jako artysta ma prawo na swoją interpretację tego dzieła. I dlatego ja nie krytykuję jego filmu, dlatego że jego interpretacja się różni od mojej. Christopher Nolan bardziej od podróży bohatera interesuje się bohaterem, który walczy z traumą wojenną. W sumie Nolan wraca do motywów z Oppenheimera, gdzie bohater walczył z wyrzutami stworzenia bomby atomowej. Tak tutaj Odyseusz jest trochę jak Oppenheimer, który zamiast bomby ma konia trojańskiego. To jest ciekawe podejście, ale też trochę różniące się od tego jak ja sobie tego bohatera wyobrażałem czytając Odyseję (szczególnie w tłumaczeniu Parandowskiego).

Sam i przedstawiony świat różni się trochę od tego, jak ja sobie go wyobrażam. Plus też wiedząc z moich podróży jak wyglądają miejsca w basenie Morza Śródziemnego. Świat jaki przedstawia Christophera Nolana, nie jest miejscem pięknym, magicznym, a bardziej surowym, groźnym, nieraz szarym. I choć nie brakuje pięknych ujęć, które uzupełniają kamery IMAX, to jednak nie jest to świat, który sam chciałbym odkryć. Nie wspominając, że i ludzkie cywilizacje nie szczególnie mnie zachęcały do swoich progów. Ze szczególnym uwzględnieniem kostiumów, które po prostu uważam za bardzo brzydkie. W sumie często oglądając ten film, wizualnie i pod względem przedstawionego świata kojarzył mi się z Ostatnim Kuszeniem Chrystusa Martina Scorsese.

Największym moim problemem Odysei Christophera Nolna, pozostaje casting. Film naszpikowany jest gwiazdami nie niestety przez cały seans, nie widziałem postaci, które ci aktorzy mieli grać. Nie, przez cały seans ja widziałem te gwiazdy i to mocno psuło mi imersję. Nie pomagał też fakt, że wszyscy rozmawiają współczesną językiem z bardzo mocnym amerykańskim akcentem, jakby zamawiali coś w McDonaladzie lub Starbucksie w L.A. lub N.Y. Przy czym też jestem świadomy, że w antycznych czasach nie rozmawiało się pięknym angielskim rodem z najlepszych brytyjskich teatrów.

.Ale tutaj też pewnie leży główny mój problem w odbiorze tego filmu. Klasyczna literatura, teatr i kino przez lata ukształtowały moje wyobrażenie greckiej mitologii. Dlatego część decyzji Nolana wydawała mi się zwyczajnie obca. Nie oznacza to jednak, że są błędne. Naturalnie Christopher Nolan nie musi podążać tym klasycznym tropem. Można powiedzieć, że jego Odyseja jest bardziej skierowana do współczesnego widza, wydarzenia są odbiciem świata, w którym żyjemy teraz. (pisząc o świecie mam na myśli głównie centrum Los Angeles lub Nowego Yorku). I ja jestem w stanie zaakceptować, że może po prostu nie byłem odpowiednim odbiorcą tego obrazu, który bardziej skierowany jest dla współczesnego odbiorcy, czy absolwentów Uniwersytetu Yale.

Na koniec naturalnie muszę coś napisać o muzyce Ludwiga Göranssona. Wiadomo Christopher Nolan powiedział szwedzkiemu kompozytorowi by nie korzystał z orkiestry, bo jej wtedy nie było. I dlatego powstał eksperymentalny soundtrack wykorzystujący stare instrumenty zmieszane z dźwiękiem syntezatora z epoki brązu (orkiestry wtedy nie było, albo syntezator najwyraźniej był). I nie ukrywam, że na swój oryginalny sposób to muzyka funkcjonuje w obrazie i jestem w stanie odkryć jej wiele pozytywnych cech. Pomijam piosenkę z napisów końcowych, która jest okropna!

Na początku po seansie opierałem się by napisać, że ten film mnie zawiódł. Ale przy spokojnej analizie uważam, że po prostu nie byłem odpowiednim dla niego targetem. W sumie minął dalej tydzień, a ja o tym filmie myślę i rozmyślam, co dobrze o nim świadczy, że skłania on do refleksji. I naturalnie nie żałuję, że go zobaczyłem o północy w kinie na dużym ekranie i miałem nieprzespaną jedną noc. Nie wiem jedynie czy będę do niego często wracał jak do innych filmów Christophera Nolana. I na pewno nazywanie go „najlepszym filmem Christophera Nolana” uważam za krzywdzącego dla takich obrazów jak „Memento”, czy „Prestiż”, które uważam, za jego wybitne prace. Nie wspominając, że przy wszystkich wadach „Interstellar” pozostaje moim ulubionym filmem Christophera Nolana z najlepszą ścieżką dźwiękową stworzoną dla jego orbazu. „Odyseja” jest w ostateczności w porządku, ale dalekim jestem od zachwytów i wiem jak bardzo radykalnie ta ocena dla wielu może brzmieć.

P.S. Przed filmem leciały zwiastuny: najpierw pojawił się Spiderman i jest Zendaya i Tom Holland, potem dokładnie potem pojawił się zwiastun Diuny 3 i w nim Zendaya i Robert Pattinson. A potem zaczął się film i kogo widzę na ekranie? Zendaya, Tom Holland i Robert Pattinson.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Pawel P.
Metallica
Posty: 1615
Rejestracja: czw gru 29, 2011 21:36 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#382 Post autor: Pawel P. » sob lip 25, 2026 18:47 pm

Nie wiem, czy to jest wątek dotyczący muzyki z tego filmu, raczej nie, ale na wszelki wypadek, dla ewentualnych zainteresowanych - soundtrack jest w Świecie Książki za 80 zł.

https://www.swiatksiazki.pl/the-odyssey ... uzyka.html

Dam temu jeszcze jedną szansę, ale raczej się nie skuszę.

Awatar użytkownika
Kaonashi
Joe Hisaishi
Posty: 13931
Rejestracja: pt sie 19, 2011 17:36 pm
Lokalizacja: Kraina Bogów

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#383 Post autor: Kaonashi » sob lip 25, 2026 19:35 pm

Soundtrack trzeba dawkować - w formie dwugodzinnego wydawnictwa jest nie do przejścia na jeden raz. Z muzyki wyziera szarzyzna, ascetyzm, ponurość, introwertyzm, ale nie da się jednak odmówić temu miksowi ambientu i world music ciekawego kolorytu, nie tak przecież popularnego w mainstreamie. Mystery pisał o "Another Name", ale moim zdaniem ciekawiej poza kontekstem prezentuje się "Odysseus". Nawet melodia się tu jakaś znalazła, czego nie spodziewałem się po dotychczasowych komentarzach. :wink:


youtu.be/WCxx_OVOVUw

I jeszcze jedno - co robi "Nosferatu" Popol Vuha w "Troy". :D

Fragment od 0:08:

youtu.be/UXO6E3-7ONs

Od samego początku:

youtu.be/huXJ4_fJTc4
Gdyby nie piraci, byłbym jak Zbigniew Hołdys - Eric Clapton.

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 27103
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#384 Post autor: Mystery » sob lip 25, 2026 19:47 pm

"Another Name" to było po pierwszej przygodzie, później rzeczywiście to "Odysseus" kradnie całe show :wink: A to z Nosferatu to fajne skojarzenie :)

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35830
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#385 Post autor: Wawrzyniec » ndz lip 26, 2026 23:27 pm

Dziwne, że tego skojarzenia z Nosferatu sam nie załapałem, ale jest ono naprawdę sekundowe. Inna kwestia, że te bardziej dynamiczne utwory wypadają gorzej w obrazie, gdzie często stają się lekkim łubu-dubu.

Pisanie, że to score bez motywów i tematów też byłoby błędne, tym bardziej, że motyw przewodni, czy też temat Matta Damona (Odyseusza) jest akurat bardzo wyrazisty i "płynie" przez cały score.

Southall zrecenzował i raczej nie jest całkiem zadowolony. Ba, nawet zaczyna chwalić Zimmera w swej recenzji. :shock:
Chociaż najbardziej rozwalił mnie ten fragment:
The opening “Zeus’s Law” features some spoken dramatic lines, presented in a theatrical staccato style. I don’t know who remembers John Williams’s Olympic piece “Call of the Champions” in which a choir shouts Latin expressions symbolising bravery and heroism – this is a bit like that, only a lot shitter
Nie ukrywam, że ten kawałek, jak i w ogóle obecność Travisa Scotta jest gówniana, ale bym raczej takiego gównianego zwrotu nie użył w mojej recenzji.

https://www.movie-wave.net/the-odyssey/
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9985
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#386 Post autor: Wojteł » wt lip 28, 2026 03:29 am

Adam pisze:
pt lip 17, 2026 22:07 pm
Nieprawdopodobny film. Ciężko wstać z fotela w IMAXie. Jestem wstrząśnięty i przytłoczony tym, jak to było kapitalnie zrealizowane, zagrane, zaplanowane i pełne ambicji, powagi ale i wielkiego człowieczeństwa. Gdybym miał dziś obstawiać, to patrząc na to, że to już jest najlepiej oceniany przez światową i - co najważniejsze - amerykańską prasę film Nolana, i to przy tak wielkiej już liczbie recenzji, to na Oscarach stawiam na powtórkę z Powrotu Króla.

Nie pamietam czegoś takiego w Krakowie, ostatni raz chyba przy pierwszym Avatarze i Grawitacji było coś takiego żeby dosłownie jednego miejsca na sali przez kilka dni nie można było dostać.
Czyli to już oficjalne, mamy trylogię: Katyń - Infinity War - Odyseja :shock:

Obejrzałem ten film dzisiaj.
Spoiler:
Często narzekałem na postaci Nolana, że to pozbawione osobowości słupy, które tylko pchają fabułę filmu do przodu - tu jednak prawie każdy ma osobowość. Niestety, każdy ma taką samą osobowość, czyli jest strasznym dupkiem/wredną pindą. Ciężko tu komuś kibicować. Nie rozumiem tej potrzeby filmowców przedstawiania Menelaosa jako żądnego krwi brutala, Tutaj jeszcze jest to o tyle śmieszniejsze, że jak Telemach przy nim siada, to przechodzi od small talku do opowiadania najmroczniejszych momentów swojego życia w jakieś 4 sekundy i gada przez pół godziny, nie dając się ani razu odezwać Telemachowi. Żeby być całkowicie uczciwym, muszę jednak przyznać, że nie jest to całkowicie nierealistyczne, bo gdy byłem w wieku Telemacha to podobne sytuacje mi się zdarzały ze starymi ludźmi w kolejce w przychodni albo w pociągu. Sam Odyseusz nie ma ani charyzmy, ani tej mądrości, z której słynął, w zasadzie podejmuje wiele głupich decyzji, a część jego pomysłów została oddana innym postaciom (i spoko, jeśli dają je Penelopie, żeby uczynić ją trochę aktywniejszą kobietą niż tą wiecznie płaczącą w poduszkę wersję znaną z Homera, trochę gorzej, jeśli dają je Randomowemu Żeglarzowi #3). Ciężko mi tego gościa kupić, jako kogoś, kto prowadzi ludzi w boju, sprawia raczej wrażenie kierownika średniego szczebla, którego trzeba słuchać, bo ma wyższe stanowisko, ale nikt nie wie dlaczego. Tu zawodzi zarówno scenariusz, jak i casting, Matt Damon jest mało charyzmatyczny, i dużo bardziej kupowałem Seana Benna jako tę postać w Troi.

Co mogę powiedzieć pozytywnego… — druga połowa filmu zdecydowanie lepsza niż długa, bo zamiast być okropną i nudną, była po prostu przepełniona tymi samymi kiepskimi nolanizmami co wszystkie inne jego filmy. Podobała mi się scena z wiedźmą i świniami, fajnie to było przedstawione. Scena w Hadesie natomiast była niemalże genialna - jedyne, co ją psuje, to ten nudny dialog z Sinonem. Ten pomysł z brzdękaniem cięciwą łuku na początku wydawał mi się trochę głupi, ale jednak był całkiem cool w końcowej walce. Szkoda, że Telemach w niej został tak wykastrowany w stosunku do oryginału.

Ogólnie zachwyty nad tym filmem mnie nie dziwią, nawet u mnie w kinie parę osób klaskało, bo takie filmy Nolana są definicją "normie masterpiece", i jeśli się ma 15 lat, albo się rzadko ogląda coś poza Avengersami, to taki sposób prowadzenia narracji musi być faktycznie bardzo głęboki i prowokujący intelektualnie. Ale jak zwykle u niego robi się 25 fikołków, żeby powiedzieć największą możliwą tautologię, albo robi się maksymalnie możliwe skomplikowanie dla najmniej satysfakcjonującego pay-offu. Chociaż muszę przyznać, że gdy adaptuje już cudzy materiał, to i tak jest dużo lepiej, niż gdy pracuje na oryginalnych scenariuszach, bo jednak historia go jakoś trzyma w ryzach i nie pozwala mu wciskać aż tylu idiotyzmów. Wtedy bardziej przeszkadzają takie rzeczy, jak sposób prowadzenia dialogu, montażu, dodawania mini-twistów ze słabym payoffem czy łopatologia w przekazie.
Spoiler:
Podsumowując - to jest Odyseja w wersji Batman meets Inception. A tak poza tym, to wszystkie filmy Nolana przypominają mi kawał o rolniku i chrytym lisku, chociaż nie wiem, czy twist z niego nie rusza mnie bardziej, niż którykolwiek z Nolanowskich.


AA, co do muzyki - podobał mi się ten subtelny temat na jakieś etniczne dęte drewnanie, chyba Penelopy albo samego Odysa. Podobały mi się klastery na chór na wyspie Kalipso. Ale reszta muzy to dla mnie jakieś podkręcone na 120 decybeli szmery, które brzmiały jak ryk silnika słyszany spod wody, albo jakaś perkusja na stałym accelerandzie. Na soundtracku jeszcze tego nie słuchałem, ale w kinie mało mi zaimponowała te zbita ściana dźwięku. Ten subtelny materiał działał dużoooo dużoooo lepiej. Te pieśni aojda, które zamiast śpiewu i grze na formindze prezentowały recytowanie pojedynczych słów i postukiwanie laską, sprawiają, że zaczynam podejrzewać, że Nolan cierpi na na chyba jakiś muzyczny ekwiwalent daltonizmu i nie rozróżnia wysokości tonów, co tłumaczyłoby eksplorowanie mniej lub bardziej rytmicznego stukania we wszystkich jego filmach od czasu Interstellar. Zastanawiam się, czy, jak jedzie po bułki do tesco, to w aucie słucha Radiohead, czy po prostu ma cały czas włączone kierunkowskazy i się do nich buja? Może mu ktoś zsamplował tykanie zegara w czterech różnych tempach i mu to wystarcza?
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 61730
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#387 Post autor: Adam » wt lip 28, 2026 08:24 am

Tak sobie czytam te ostatnie filozoficzne wywody naszego naczelnego forumowego krytyka - a i tak nie całe bo za długie - i mi się idealnie przypomina kultowa scena z filharmonii z filmu E=MC2 (od 45:55 - https://vkvideo.ru/video-128464556_456239503 ), która idealnie oddaje całą istotę "krytyków" - dziś Pazurą w tej scenie jest Wojtek, a cała reszta tej widowni z filmu, to ludzie - w tym ja - których ten film zachwycił. I o takich filmach świat będzie pamiętał, a nie o samozwańczych krytykach, czy się to Wojtkowi podoba, czy nie.
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
dougan
Nominacja do odkrycia roku
Posty: 1090
Rejestracja: pt paź 14, 2016 15:31 pm

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#388 Post autor: dougan » wt lip 28, 2026 10:09 am

https://www.lrb.co.uk/the-paper/v48/n14 ... icated-man

Autorka tłumaczenia z 2017 r, określanego niedawno jako "feministyczne" i do którego jak Nolan się przymilał, jakoś też nie zostawiła suchej nitki. Zresztą już teraz widać, że poważnych ludzi wersja Nolana zwróci z powrotem do Homera, dla reszty zostaną memy i wieczne gadki o ptsd.
"No Don Davis = No Matrix. Simple as that."
~ Jon Burlingame

It’s not a character-driven movie and there’s no humor, there’s no love, there’s no soul.
- Rutger Hauer o Blade Runnerze 2049

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 61730
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#389 Post autor: Adam » wt lip 28, 2026 12:22 pm

Nikt normalny tego nie przeczytał w całości od 3 tys lat i nagle krytycy płaczą jakby to kogoś obchodziło :lol:
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 15434
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)

#390 Post autor: lis23 » wt lip 28, 2026 12:37 pm

Jak już pisałem, największy problem z filmem mają Osoby, które go nie widziały i te, Które nie czytały Homera od podstawówki a może w ogóle, bo Kto dzisiaj czyta lektury szkolne? ;)
Nie przepadam za Nolanem ale nie zgodzę się z oceną Wojteła, że początek i ogólnie, pierwsza połowa filmu jest nudna, naczytałem się, że tak jest a mi się ten początek podobał gdyż jak na Nolana to ten film jest wyjątkowo spójny i ma dwa, główne wątki fabularne. To opowiadanie kolejnych fragmentów historii przez innych bohaterów też mi przypadło do gustu bo było to zgodne z samą ideą mitów i opowieści przenoszonych najpierw ustnie.
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

ODPOWIEDZ