Adam pisze:O mgliste oko podnóża tej góry,
Strzeż uważnie dusz mych braci
I choćby niebo zakrył ogień i dym
Chroń synów Durina
Jeśli to ma się skończyć w ogniu
Spłoniemy wszyscy razem
Patrząc jak płomienie
wzniosą się w noc
Przywołaj ich, Ojcze
Bądź przy mnie, będziemy
Patrzeć jak płomienie trawią
Góry grań
Jeśli to my mamy umrzeć dziś
Zginiemy wszyscy razem
Wznieśmy wina puchar
Ten ostatni raz
Teraz widzę ogień
W trzewiach tej góry
Widzę płomienie
palące drzewa
I widzę ogień
Trawiący dusze
Widzę ognia
Krwisty podmuch
I wierzę, że zapamiętasz mnie
wg Marka - "przeciętniactwo bez krzty metaforyki".
za to score z Parkland wg Marka - "dobra muzyka".
dziękuję, do widzenia
umyć uszy, nauczyć się czytać i myśleć z perspektywy bohaterów.
Teraz pozwól spojrzeć na ten tekst osobie, która czymś takim zajmowała się przez ostatnich 10 lat życia...
Tak oczywistego i banalnego tekstu nie widziałem NIGDY. Metaforyki tu nie ma ŻADNEJ. Wszystko jest podane na tacy, tak jakbyś podczas sceny erotycznej w filmie usłyszał bohatera mówiącego z offu, że się z ukochaną przespał. Ogień trawiący dusze? Toż to nic takiego.
Druga rzecz. Polski przekład jest dziesięć razy lepszy (i tak, choć zachowuje banał oryginału) od tego, co popełniono do tego:
I see fire
Inside the mountain - Widzę ogień we wnętrzu (jakich trzewiach) góry.
I see fire
Burning the trees - Widzę, jak ogień spala drzewa.
Jakoś nie widzę, by ktoś przetłumaczył "Desolation comes upon the sky" (Niebo ogarnia osamotnienie). To też nie jest nic metaforycznego. Po prostu, takie banalne smutno mi, które zrobiono tak, by brzmiało, jakby to miało jakąś głębię. Ma głębię - sięga dna.
Wszystko jest tu podane na tacy. To poziom metaforyki twojego ukochanego Briana Tylera, który wali na chama. I ten tekst wali na chama. Jest subtelny jak skład opiłków żelaza. Marek ma rację. Tekst Sheerana nie ma ANI KRZTY metaforyki. Uwierz człowiekowi, który metaforę, w teorii i praktyce, zna od dziesięciu lat i zna różne podejścia do tego problemu, zarówno językoznawcze, jak i teoretycznoliterackie. Gdzie tu do Mickiewicza, Przerwy Tetmajera, Szymborskiej, Osieckiej, nawet totalnie dziś banalnego Cygana (który skończył się na Łatwopalnych Rodowicz) kogokolwiek o jakimkolwiek poziomie. Już "Życie, życie jest nowelą/Której nigdy nie masz dosyć" jest bardziej ambitne od tego..., by nie przytoczyć "Zamienię ból na wolność (Cambio dolor por libertad) z innej telenoweli, już nie polskiej...