co sadzicie o Polskich kompozytorach
-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz mar 23, 2008 13:20 pm
- Lokalizacja: trojmiasto
- Kontakt:
co sadzicie o Polskich kompozytorach
Witam co sadzicie o Polskich kompozytorach muzyki filmowej
mam na mysli takich jak Lorenc, Kilar.
pozdrawiam i zycze wesolych Swiat
mam na mysli takich jak Lorenc, Kilar.
pozdrawiam i zycze wesolych Swiat
-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Kilar ma bardzo dobry warsztat za co go cenię.
Ma na koncie pare ciekawych ścieżek.
Lorenca osobiście nie trawię. Nie mogę zrozumieć dlaczego niektórzy się nim tak zachwycają...
Podobna kwestia jest z Preisnerem. Dla mnie to zupełny dyletant, a Jego kompozycje nudne jak flaki z olejem.
A sam twórca niezwykle zarozumiały i rzucający na prawo i lewo takie opinie i tezy, że nie jednego profesjonalnego muzyka przyprawiają o ból brzucha.
Najbardziej z polskich kompozytorów cenię Krzesimira Dębskiego,a ostatnio też Macieja Zielińskiego.
Ma na koncie pare ciekawych ścieżek.
Lorenca osobiście nie trawię. Nie mogę zrozumieć dlaczego niektórzy się nim tak zachwycają...
Podobna kwestia jest z Preisnerem. Dla mnie to zupełny dyletant, a Jego kompozycje nudne jak flaki z olejem.
A sam twórca niezwykle zarozumiały i rzucający na prawo i lewo takie opinie i tezy, że nie jednego profesjonalnego muzyka przyprawiają o ból brzucha.
Najbardziej z polskich kompozytorów cenię Krzesimira Dębskiego,a ostatnio też Macieja Zielińskiego.
-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz mar 23, 2008 13:20 pm
- Lokalizacja: trojmiasto
- Kontakt:
no no....
No niezle, w sumie to Kilar rzeczywiscie jest niezly co do ostatniego to niewiedzialem, ze tak jest...no prosze...A M Zielinski , no fajny klimat robi troszke nowoczesniej traktuje to wszystko i oto chodzi pozdro


- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26567
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
Kilar to chyba najbardziej 'klasowy' z naszych filmowych kompozytorów.
Kaczmarek tak naprawdę zachwycił dwiema, może trzema pracami.
Lorenc jest ciekawy, ma swój styl i choć nie wszystko mi się u niego podoba to go lubię i cenię.
Zieliński się ciekawie zapowiada, ale on jest jak polski piłkarz - wieczny "młody talent"
- jak się nie wydrze z aklętego kręgu banalnych komedyjek, to nic z niego nie będzie.
Dębski jest niezły i chyba najbardziej hollywoodzki z naszych kompozytorów. Szkoda, że nie trafił tam na przełomie lat 80. i 90., potrafiłby się odnaleźć w wielkiej, epickiej muzyce z pewnością.
Byli jeszcze Matuszkiewicz, Kazanecki, Kurylewicz... ci zasłużyli się głównie kilkoma niezapomnianymi tematami, choć matuszkiewiczowego "Janosika" jako całość bardzo lubię.
A w ogóle to żałuję, że H.M. Górecki nie napisał nic do filmu. Chociaż w sumie "Am i not merciful?" z Gladiatora to tak jakby jego, choć niby Zimmera...
Kaczmarek tak naprawdę zachwycił dwiema, może trzema pracami.
Lorenc jest ciekawy, ma swój styl i choć nie wszystko mi się u niego podoba to go lubię i cenię.
Zieliński się ciekawie zapowiada, ale on jest jak polski piłkarz - wieczny "młody talent"

Dębski jest niezły i chyba najbardziej hollywoodzki z naszych kompozytorów. Szkoda, że nie trafił tam na przełomie lat 80. i 90., potrafiłby się odnaleźć w wielkiej, epickiej muzyce z pewnością.
Byli jeszcze Matuszkiewicz, Kazanecki, Kurylewicz... ci zasłużyli się głównie kilkoma niezapomnianymi tematami, choć matuszkiewiczowego "Janosika" jako całość bardzo lubię.
A w ogóle to żałuję, że H.M. Górecki nie napisał nic do filmu. Chociaż w sumie "Am i not merciful?" z Gladiatora to tak jakby jego, choć niby Zimmera...

- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Ja z kolei nie rozumiem wielkiego zachwytu nad tworczoscia Zielinskiego. To taki polski David Newman, bez swojego stylu, bez muzycznej osobowosci podpinajacy sie pod tworczosc innych, zachodnich kompozytorow i piszacy muze dla motlochu. Stworzyl pare fajnych tematow i co z tego? Preisner czy Lorenc to przy nim mistrzowie gatunku, mimo iz sie powielaja jak moga i pisza "nudne jak flaki z olejem" sciezki. Po prostu roznica klas...

- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
nie zgodzę się.
Zieliński pisze bardzo chwytliwe, znakomicie pasujące do filmu tematy - łatwo wpadające w ucho, przy okazji bardzo dobrze zorkiestrowane.
Zapadły mi w pamięć jego motywy. Jedyne co póki co mogę mu zarzucić to zbyt częste użycie bardzo mało wysublimowanej elektroniki.
Natomiast jak idzie o panów Preisnera i Lorenca - przepraszam, ale dla mnie to jest zupełna kicha i nieporozumienie.
To są ludzie piszący muzykę na co najwyżej przeciętnym poziomie, w której razi brak jakiegokolwiek warsztatu, ich muzyka skrzy się dyletanckimi zagrywkami, niedoróbkami i często niesamowitym banałem.
Zieliński pisze bardzo chwytliwe, znakomicie pasujące do filmu tematy - łatwo wpadające w ucho, przy okazji bardzo dobrze zorkiestrowane.
Zapadły mi w pamięć jego motywy. Jedyne co póki co mogę mu zarzucić to zbyt częste użycie bardzo mało wysublimowanej elektroniki.
Natomiast jak idzie o panów Preisnera i Lorenca - przepraszam, ale dla mnie to jest zupełna kicha i nieporozumienie.
To są ludzie piszący muzykę na co najwyżej przeciętnym poziomie, w której razi brak jakiegokolwiek warsztatu, ich muzyka skrzy się dyletanckimi zagrywkami, niedoróbkami i często niesamowitym banałem.
- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Mylisz chyba pojecia, bo minimalizm zwiesz banalem. Skoro masz uprzedzenia do prostych form muzycznego wyrazu to nazywaj to po imieniu. Nawet jezeli Lorenc pluje banalem, to w swoim wykonaniu brzmi to lepiej niz ta tandeta Zielinskiego, ktora beznadziejenie stara sie imitowac zachodnie wzorce.ajdżnatz pisze: To są ludzie piszący muzykę na co najwyżej przeciętnym poziomie, w której razi brak jakiegokolwiek warsztatu, ich muzyka skrzy się dyletanckimi zagrywkami, niedoróbkami i często niesamowitym banałem.

-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
no niestety to Ty mylisz pojęcia.
Minimalizm to nurt muzyki poważnej XX wieku, prezentowany przez takich twórców jak Steve Reich, Henryk Górecki (choć On jest raczej przedstawicielem tzw. Nowego Romantyzmu), Tomasz Sikorski oraz nieco z dolnej półki Philip Glass.
Nie mam uprzedzeń do prostych środków wyrazu. Niezwykle cenię Henryka Mikołaja Góreckiego, Steve'a Reicha, Tomasza Sikorskiego, Zygmunta Krauzego - przykłady prostych form wyrazu na najwyższym poziomie.
Preisner prezentuje muzykę, w której praktycznie nie widać erudycji muzycznej autora. To jest zawsze u Niego takie 'sobie granko'. Pod pozorem muzyki wysokiej (sztuki wysokiej) prezentuje poziom co najwyżej przeciętny.
Minimalizm to nurt muzyki poważnej XX wieku, prezentowany przez takich twórców jak Steve Reich, Henryk Górecki (choć On jest raczej przedstawicielem tzw. Nowego Romantyzmu), Tomasz Sikorski oraz nieco z dolnej półki Philip Glass.
Nie mam uprzedzeń do prostych środków wyrazu. Niezwykle cenię Henryka Mikołaja Góreckiego, Steve'a Reicha, Tomasza Sikorskiego, Zygmunta Krauzego - przykłady prostych form wyrazu na najwyższym poziomie.
Preisner prezentuje muzykę, w której praktycznie nie widać erudycji muzycznej autora. To jest zawsze u Niego takie 'sobie granko'. Pod pozorem muzyki wysokiej (sztuki wysokiej) prezentuje poziom co najwyżej przeciętny.
- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Starasz się doszukiwać niewiadomo czego w muzyce, klasyfikować je w jakich ciasnych przedziałach norm i prawideł. Tymczasem dobra muzyka, to nie taka, która mieści się w standardach, tylko ta która się podoba, mimo, że robiona jest na kilku instrumentach i jest prosta jak drut. Muzyka Preisnera podoba się wielu osobom właśnie za takie sobie granie.ajdżnatz pisze:Preisner prezentuje muzykę, w której praktycznie nie widać erudycji muzycznej autora. To jest zawsze u Niego takie 'sobie granko'. Pod pozorem muzyki wysokiej (sztuki wysokiej) prezentuje poziom co najwyżej przeciętny.
Z klasyfikowaniem tworów Preisnera do kanonu sztuki lub wyrzucaniem ich poza tą sferę, też bym uważał, bo co dla jednego jest sztuką wysoką, dla innego chłamem. Ale skoro muzyka Preisnera wywołuje wielkie emocje u multum ludzi, to o czymś świadczy...

-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Pies pogrzebany jest w ostatnich Twoich słowach - niestety, np. festiwal Warszawska Jesień nie wywołuje jakichkolwiek emocji u owego "multum", a jednak jest to sztuka wysoka. Generalnie, muzyka tworzona przez kompozytorów muzyki poważnej dzisiaj, (czyli bezpośrednich kontynuatorów Bacha, Vivaldiego,Beethovena, Chopina, Czajkowskiego, Bartóka, Szymanowskiego etc.) jest trudno przyswajalna dla większości, bo w pewnym momencie ta "większość" przestała nadążać i poczęła zachwycać się kiczem i banałem.
Do którego po prostu Preisnerowi bliżej.
Do którego po prostu Preisnerowi bliżej.
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
A nie zastanawiałeś się nad tym, że to, co nazywasz sztuką wysoką współczesną, czyli atonalna muzyka (nie mówię tutaj o poszczególnych technikach, w tej chwili nieważne, czy mówię o polskiej awangardzie, aleatoryce, dodekafonii czy np. Ligetim, tak, wiem, że nie jestem na czasie) taże mogła się uwtórnić i zbanalizować? Doceniam odkrycie dysonansu w muzyce poważnej i niektóre atonalne prace są naprawdę znakomite, ale eksperymentu dla samego eksperymentu nie jestem w stanie uznać za sztukę. A tak na początku brzmiał i działał Penderecki czy Kilar. Swoją drogą bardziej cenię przedwojenną muzykę dysonującą, w czym brylowali Rosjanie - Prokofiew, Szostakowicz czy Strawiński.
Zwróć uwagę, że najwybitniejsi przedstawiciele polskiej awangardy w końcu wrócili do nowoczesnej, bo nowoczesnej, ale jednak tonalności (specyficzny mistycyzm/minimalizm Góreckiego, muzyka Kilara, neoromantyzm Pendereckiego). Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, ze takiego Preisnera można by podciągnąć pod szkołę New Simplicity. Chociaż z drugiej strony, pamiętajmy, że Preisner jest jednak (tak jak np. Zimmer) samoukiem.
Widzisz brak erudycji u Preisnera i Lorenca? I słusznie, bo to samouki! Tylko, że sprawa jest jeszcze nawet bardziej skomplikowana. Lorenc próbuje się rozwijać, jest mistrzem tematu. Preisner jednak idzie w stronę muzyki ulotnej, takiej, którą by można nazwać muzyką metafizyczną. Prostą, wyciszoną. Rozwój jest mu, powiem zaskakująco, o tyle "niepotrzebny", że, po pierwsze, dość rzadko pisze zawsze jest podporządkowany jakiemuś kontekstowi, po drugie, jest to artystyczny wybór.
Wydaje mi się, że zestawienie Preisnera czy Lorenca z Warszawską Jesienią jest niesprawiedliwe. Warszawska Jesień nigdy nie zajmuje się muzyką funkcjonalną, a o takiej mówimy. Dzisiaj oczywiście wszystko się skomercjalizowało i dzieła koncertowe produkuje się niejako na zamówienie (orkiestra zamawia dzieło u np. Pendereckiego i on pisze nową symfonię albo koncert wiolonczelowy dla niedawno zmarłego Mścisława Rostropowicza). Ma oczywiście tutaj wielką artystyczną wolność, bo jedyne, co go obowiązuje, to termin i zamówiona forma. Kompozytor muzyki filmowej poza, dużo mniejszym terminem - trzymajmy się nazwiska - Penderecki ma półtora roku na symfonię, która trwa dajmy na to 80 minut. Kompozytor muzyki filmowej musi stworzyć dwie godziny muzyki w ekstremalnych przypadkach nawet w 2 tygodnie. Po drugie, musi dostosować się do preferencji reżysera. Reżyser odrzuca niektóre utwory i trzeba je przeorkiestrować w trakcie sesji nagraniowej, bo panu, nie wiem, Hoffmanowi nie podoba się to głupie solo na trąbkę. No to je usuwamy, albo piszemy całą scenę od nowa. Po trzecie, film narzuca muzykę, nie na odwrót. Wyjątkiem jest tutaj John Tavener (tak!), którego poproszono o dzieło, które byłoby wykorzystane w filmie, ale zamówienie działało na takim zasadzie jak orkiestra zamawiająca rzeczoną symfonię Pendereckiego, więc miał on prawo podejść do sprawy jak do koncertu. Swoją drogą Fragments of a Prayer jest dziełem znakomitym i je polecam.
Oczywiście, kompozytorzy mają możliwości "obrony" przed nieprzyjemnymi czynnikami. Jednym z nich jest to, że jeśli pracę orkiestrową kompozytor w zasadzie pisze i aranżuje sam, to dzisiaj w większości przypadków twórców filmowych wspomagają orkiestratorzy. Nawet wielki John Williams korzysta z usług Conrada Pope'a i Johna Neufelda, a przez jakiś czas - kiedy dawano na ilustrację więcej czasu - wystarczył mu nieżyjący już Herb Spencer, z małą pomocą np. Alexandra Courage'a, Freda Steinera czy nawet Thomasa Newmana, który dostał jako zadanie rozpisanie na orkiestrę (z bardzo szczegółówych szkiców, więc nic od siebie nie dodawał, a i to się zdarza - vide David Arnold i Nicholas Dodd) sceny śmierci, bądź pogrzebu Dartha Vadera w Powrocie Jedi.
Pamiętajmy o tym, kiedy chcemy odsądzać od czci i wiary Preisnera (którego prostota wspomaga BARDZO MOCNO filmy Kieślowskiego i sądzę, że jest to muzyka metafizyczna) czy Lorenca.
Zwróć uwagę, że najwybitniejsi przedstawiciele polskiej awangardy w końcu wrócili do nowoczesnej, bo nowoczesnej, ale jednak tonalności (specyficzny mistycyzm/minimalizm Góreckiego, muzyka Kilara, neoromantyzm Pendereckiego). Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, ze takiego Preisnera można by podciągnąć pod szkołę New Simplicity. Chociaż z drugiej strony, pamiętajmy, że Preisner jest jednak (tak jak np. Zimmer) samoukiem.
Widzisz brak erudycji u Preisnera i Lorenca? I słusznie, bo to samouki! Tylko, że sprawa jest jeszcze nawet bardziej skomplikowana. Lorenc próbuje się rozwijać, jest mistrzem tematu. Preisner jednak idzie w stronę muzyki ulotnej, takiej, którą by można nazwać muzyką metafizyczną. Prostą, wyciszoną. Rozwój jest mu, powiem zaskakująco, o tyle "niepotrzebny", że, po pierwsze, dość rzadko pisze zawsze jest podporządkowany jakiemuś kontekstowi, po drugie, jest to artystyczny wybór.
Wydaje mi się, że zestawienie Preisnera czy Lorenca z Warszawską Jesienią jest niesprawiedliwe. Warszawska Jesień nigdy nie zajmuje się muzyką funkcjonalną, a o takiej mówimy. Dzisiaj oczywiście wszystko się skomercjalizowało i dzieła koncertowe produkuje się niejako na zamówienie (orkiestra zamawia dzieło u np. Pendereckiego i on pisze nową symfonię albo koncert wiolonczelowy dla niedawno zmarłego Mścisława Rostropowicza). Ma oczywiście tutaj wielką artystyczną wolność, bo jedyne, co go obowiązuje, to termin i zamówiona forma. Kompozytor muzyki filmowej poza, dużo mniejszym terminem - trzymajmy się nazwiska - Penderecki ma półtora roku na symfonię, która trwa dajmy na to 80 minut. Kompozytor muzyki filmowej musi stworzyć dwie godziny muzyki w ekstremalnych przypadkach nawet w 2 tygodnie. Po drugie, musi dostosować się do preferencji reżysera. Reżyser odrzuca niektóre utwory i trzeba je przeorkiestrować w trakcie sesji nagraniowej, bo panu, nie wiem, Hoffmanowi nie podoba się to głupie solo na trąbkę. No to je usuwamy, albo piszemy całą scenę od nowa. Po trzecie, film narzuca muzykę, nie na odwrót. Wyjątkiem jest tutaj John Tavener (tak!), którego poproszono o dzieło, które byłoby wykorzystane w filmie, ale zamówienie działało na takim zasadzie jak orkiestra zamawiająca rzeczoną symfonię Pendereckiego, więc miał on prawo podejść do sprawy jak do koncertu. Swoją drogą Fragments of a Prayer jest dziełem znakomitym i je polecam.
Oczywiście, kompozytorzy mają możliwości "obrony" przed nieprzyjemnymi czynnikami. Jednym z nich jest to, że jeśli pracę orkiestrową kompozytor w zasadzie pisze i aranżuje sam, to dzisiaj w większości przypadków twórców filmowych wspomagają orkiestratorzy. Nawet wielki John Williams korzysta z usług Conrada Pope'a i Johna Neufelda, a przez jakiś czas - kiedy dawano na ilustrację więcej czasu - wystarczył mu nieżyjący już Herb Spencer, z małą pomocą np. Alexandra Courage'a, Freda Steinera czy nawet Thomasa Newmana, który dostał jako zadanie rozpisanie na orkiestrę (z bardzo szczegółówych szkiców, więc nic od siebie nie dodawał, a i to się zdarza - vide David Arnold i Nicholas Dodd) sceny śmierci, bądź pogrzebu Dartha Vadera w Powrocie Jedi.
Pamiętajmy o tym, kiedy chcemy odsądzać od czci i wiary Preisnera (którego prostota wspomaga BARDZO MOCNO filmy Kieślowskiego i sądzę, że jest to muzyka metafizyczna) czy Lorenca.