Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Możliwe, że temat się zmieni w trakcie filmu wraz z nowymi mocami i przemianą Petera?
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
No i nima. Sony chyba wyczuł akcję z tą Nową Zelandią 
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Więc, tak:
Na "Odysei" byłem w sobotę na 20:20 i nie było Nikogo przy kasie a na sali było z 10 osób w weekend, na Pająku byłem we czwartek na 20:00, w środku tygodnia i pierwszy raz nie dostałem się do kasy przed seansem, takie były kolejki, na salę wszedłem dopiero dziesięć po a byłem już za dziesięć dwudziesta, więc te 600 milionów może paść w weekend
Film bardzo oszukiwał widzów,
Na razie więcej nie napisze, niech więcej Osób obejrzy - co do muzyki: ta scena ze strony wcześniej nie jest prawdziwa, tzn. jest tam piosenka, gdy Spidey lata nad miastem i wszędzie, gdzie mógłby wejść temat, jest piosenka ... Jednak suita z YT też oszukuje bo w filmie na jej końcu jest normalny temat i dopiero w kinie mi się ten utwór spodobał, na napisach końcowych 
Na "Odysei" byłem w sobotę na 20:20 i nie było Nikogo przy kasie a na sali było z 10 osób w weekend, na Pająku byłem we czwartek na 20:00, w środku tygodnia i pierwszy raz nie dostałem się do kasy przed seansem, takie były kolejki, na salę wszedłem dopiero dziesięć po a byłem już za dziesięć dwudziesta, więc te 600 milionów może paść w weekend
Film bardzo oszukiwał widzów,
Spoiler:
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)

1. Web Letter Days (2:40)
2. A Good Day to Dive (4:10)
3. Possession Is Nine-Tenths of the Brawl (3:49)
4. What’s Your Damage Control (0:39)
5. The Metzger Set (1:37)
6. Ned Man Walking (1:09)
7. Quick as a Flashback (3:17)
8. Peter’s Walk of Shame (2:11)
9. Settling Old Scorpions (3:53)
10. Strong First Expressions (0:57)
11. The Speed of Thought (5:00)
12. Come Fly With Me (0:31)
13. Kiss of the Spider-Man (4:59)
14. Always Hulking About (3:47)
15. Damage Control to Major Bomb (6:13)
16. The Morning Aftermath (1:42)
17. Mask Me No More Questions (2:12)
18. Big Sister Energy (2:58)
19. A Brave Neural World (2:28)
20. To the V-Max (2:09)
21. Fight the Hand That Bleeds You (2:54)
22. I Spider With My Little Eye (3:47)
23. Mi Cabeza, Su Cabeza (4:25)
24. Say Hero to My Little Friend (2:36)
25. Better Off Ned (0:54)
26. Suite New Day (6:14)
Cały soundtrack:
youtu.be/MhiHctbz0aQ
Szkoda tylko, że ta suita jest przekłamana bo w kinie jest inna końcówka
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Wywiad Jona Burlingame z Michaelem serii Dolby.
youtu.be/XZN9i0houtQ
Michael przyznaje, że musiał odmówić zrobienia Kapitana Ameryki czego żałuje do dziś, ale miał wtedy inne zobowiązania. Miał też propozycje zrobienia Avengers, ale tu już odmówił, ze względu na sam film z którym miał problemy i powiedział dopiero tak, przy okazji Doctora Strange.
Szkoda, że w "Suite New Day" brakuje końcówki z kina.
https://x.com/spidermanfiles/status/2086512670149054955
youtu.be/XZN9i0houtQ
Michael przyznaje, że musiał odmówić zrobienia Kapitana Ameryki czego żałuje do dziś, ale miał wtedy inne zobowiązania. Miał też propozycje zrobienia Avengers, ale tu już odmówił, ze względu na sam film z którym miał problemy i powiedział dopiero tak, przy okazji Doctora Strange.
Film faktycznie zaczyna się od montażu z perypetiami Pająka, gdzie leci piosenka, ale w scenie z klipu leci już "A Good Day to Dive", także w tym klipie na yt była podstawiona jakaś aranżacja ze starej trylogii.ta scena ze strony wcześniej nie jest prawdziwa, tzn. jest tam piosenka, gdy Spidey lata nad miastem i wszędzie, gdzie mógłby wejść temat, jest piosenka ... Jednak suita z YT też oszukuje bo w filmie na jej końcu jest normalny temat i dopiero w kinie mi się ten utwór spodobał, na napisach końcowych
Szkoda, że w "Suite New Day" brakuje końcówki z kina.
https://x.com/spidermanfiles/status/2086512670149054955
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Zawsze, jak mógłby wejść główny motyw to wciskana jest piosenka, pierwszy utwór kończy się kulminacją, i ... w filmie leci tu piosenka ...
Michael ponoć mówił, że tutaj najpierw dużo ujął z tematu, żeby pokazać samotność Petera, by na końcu powrócić do pełnego motywu, choć na płycie tego, chyba nie ma, łącznie z końcówką suity, ale słuchałem tylko ok. 30 minut i czekam na CD.
Michael ponoć mówił, że tutaj najpierw dużo ujął z tematu, żeby pokazać samotność Petera, by na końcu powrócić do pełnego motywu, choć na płycie tego, chyba nie ma, łącznie z końcówką suity, ale słuchałem tylko ok. 30 minut i czekam na CD.
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Wywaliło forum tydzień temu gdy akurat pisałem dłuższy post, więc wklejam całość teraz to co wtedy:
Udało się uniknąć wszystkich spoilerów, poza trailerem puszczanym w naszych kinach od jakiegoś czasu, nic więcej nie wiedziałem. Muzyki też nie słuchałem ani minuty przed seansem. Pare słów bez spoilerów.
Szedłem do kina totalnie bez oczekiwań, bardziej żeby odhaczyć z obowiązku, bo jestem już bardzo zmęczony nieustanną mizerią serwowaną taśmowo w filmach komiksowych, ale ten film okazał się wielkim pozytywnym zaskoczeniem i uważam, że to najlepszy film komiksowy od bardzo wielu lat. Jego pełna dojrzałości fabuła przywraca wiarę w kino komiksowe tworzone dawno temu na najwyższym poziomie i - co tu najważniejsze - będące też jednocześnie czymś znacznie mądrzejszym, niż tylko 2-godzinny zlepek wybuchów i efektów specjalnych zrobionych kiepskim CGI. Ten film działa sprawnie na wielu poziomach, bo nie jest entym głupiutkimi filmem o ratowaniu świata przed arcyłotrem, a filmem o ratowaniu samego siebie.
Film na wielu płaszczyznach jest tak prawdziwe i dogłębnie ludzki, a przy tym emocjonalny i poruszający. Odważnie eksploruje temat alienacji, traum, fizycznego i psychicznego bólu, oraz śmierci. Świetne i mądre dialogi, oraz wspaniała ekranowa chemia między postaciami Spider-Mana, Punishera, Mary Jane i tej granej przez Sink.
To zdecydowanie najlepszy i jednocześnie najtrudniejszy występ Hollanda jako Spider-Mana z wszystkich filmów. Zagrał tu kapitalnie wachlarzem emocji, a szczególnie przekonująco odnalazł się w trudnych momentach. Widać, że osobiste przeżycia wpłynęły na jego grę, bo facet samymi oczami bez słów potrafił wyczarować tu istotę człowieczeństwa. Aż mi się przypomniał Bronson z oczami u Leone…
Brawa też dla Bernthala, który jako Punisher dostał tutaj - co pewnie zaskoczyło pozytywnie i jego samego - swój najciekawszy film o tym bohaterze, w tym przede wszystkim wspaniałe listy dialogowe, które między innymi ukazują w bolesnej prawdzie całe DNA powstania tej postaci.
Sink szczególnie w drugiej połowie ekranowego czasu postaci poradziła sobie świetnie i bardzo dojrzale, choć ta rola jest dla mnie takim trochę rozwinięciem jej postaci ze Stranger Things, więc pewnie bardziej przekonał ją tutaj czek, niż coś nowego aktorsko.
Bardzo dopracowane efekty w całym filmie i udany montaż również zaskakują pozytywnie, tak samo jak bardzo mądrze wydozowana ilość humoru i wiele świetnych easter eggów, którymi są w scenach akcji odtworzenia w zasadzie 1:1 kadrem najsłynniejszych amerykańskich okładek komiksów z Pająkiem z przestrzeni ostatnich 50 lat - niektórych nie byłem w ogóle świadomy i dopiero po seansie jak zacząłem czytać o filmie, kilka faktów się rozjaśniło gdy zobaczyłem oryginalną okładkę.
Najlepszy film o Pająku zdecydowanie. I wielkie brawa!
Co do muzyki, to niestety uważam ją za wyraźny i największy minus filmu. O ile warstwa liryczna i dramatyczna są bardzo spoko - cała reinwencja starej tematyki robi duże wrażenie, a przy tym jest to zrobione z dużą inteligencją twórczą, bo przecież rozłożenie tematu Pająka na porozrywane fragmenty i całkowite scoverowanie go na inne instrumenty, to celowa muzyczna analogia do porozrywanego życia Parkera pokazanego szeroko i bardzo udanie w filmie. Ktoś wcześniej pisał tu chyba o analogii do konstrukcji tematu z ET - uważam, że to kompletnie co innego, bo w ET temat pojawiał się w częściach stopniowo coraz bardziej dlatego, że nie znaliśmy postaci i była ona odsłaniana na ekranie coraz bardziej wraz z większą ilością tematu głównego. A tu w Pająku jest powód taki, jaki napisałem wyżej, czyli zupełnie inny.
Pozostała część scoru i akcja są muzycznie totalnie unmemorable, nie zauważa się ich, nic nie zostaje w głowie, a na dodatek ginie bardzo w montażu dźwięku i efektów, w przeciwieństwie do liryki i dramaturgii, która podłożona jest głośno.
Nie słuchałem albumu, ale po filmie w zasadzie jedyne do czego chciałbym wracać, to cała świetna suita z End Credits oraz temat liryczny na fortepian, i ten dramatyczny na smyczki. Jestem zdziwiony, że Gjaczin podszedł do tak dobrego filmu tak od niechcenia, przykładając się w zasadzie tylko do jego ludzkiego wymiaru, olewając w zasadzie całą resztę. Tak jakby powiedział, wiecie co, strona emocjonalna i ludzka filmu mnie uwiodły i do niej się wam przyłożę, ale całą resztę to weźcie sobie z szafy jakieś moje generyczne odrzuty ze starych kawałków. Zaskakuje też wyjątkowo skromne jak na niego music team crew w end credits.
Może na albumie jest lepiej, nie wiem tego w tej chwili, ale w filmie uważam że to najsłabszy Pająk Majkela i jeden z jego najsłabszych scorów komiksowych. Muzyka niewykorzystanych szans, a szkoda.
Po drugim seansie opinia ta sama. Albumu wciąż nie słuchałem jeszcze.
Udało się uniknąć wszystkich spoilerów, poza trailerem puszczanym w naszych kinach od jakiegoś czasu, nic więcej nie wiedziałem. Muzyki też nie słuchałem ani minuty przed seansem. Pare słów bez spoilerów.
Szedłem do kina totalnie bez oczekiwań, bardziej żeby odhaczyć z obowiązku, bo jestem już bardzo zmęczony nieustanną mizerią serwowaną taśmowo w filmach komiksowych, ale ten film okazał się wielkim pozytywnym zaskoczeniem i uważam, że to najlepszy film komiksowy od bardzo wielu lat. Jego pełna dojrzałości fabuła przywraca wiarę w kino komiksowe tworzone dawno temu na najwyższym poziomie i - co tu najważniejsze - będące też jednocześnie czymś znacznie mądrzejszym, niż tylko 2-godzinny zlepek wybuchów i efektów specjalnych zrobionych kiepskim CGI. Ten film działa sprawnie na wielu poziomach, bo nie jest entym głupiutkimi filmem o ratowaniu świata przed arcyłotrem, a filmem o ratowaniu samego siebie.
Film na wielu płaszczyznach jest tak prawdziwe i dogłębnie ludzki, a przy tym emocjonalny i poruszający. Odważnie eksploruje temat alienacji, traum, fizycznego i psychicznego bólu, oraz śmierci. Świetne i mądre dialogi, oraz wspaniała ekranowa chemia między postaciami Spider-Mana, Punishera, Mary Jane i tej granej przez Sink.
To zdecydowanie najlepszy i jednocześnie najtrudniejszy występ Hollanda jako Spider-Mana z wszystkich filmów. Zagrał tu kapitalnie wachlarzem emocji, a szczególnie przekonująco odnalazł się w trudnych momentach. Widać, że osobiste przeżycia wpłynęły na jego grę, bo facet samymi oczami bez słów potrafił wyczarować tu istotę człowieczeństwa. Aż mi się przypomniał Bronson z oczami u Leone…
Brawa też dla Bernthala, który jako Punisher dostał tutaj - co pewnie zaskoczyło pozytywnie i jego samego - swój najciekawszy film o tym bohaterze, w tym przede wszystkim wspaniałe listy dialogowe, które między innymi ukazują w bolesnej prawdzie całe DNA powstania tej postaci.
Sink szczególnie w drugiej połowie ekranowego czasu postaci poradziła sobie świetnie i bardzo dojrzale, choć ta rola jest dla mnie takim trochę rozwinięciem jej postaci ze Stranger Things, więc pewnie bardziej przekonał ją tutaj czek, niż coś nowego aktorsko.
Bardzo dopracowane efekty w całym filmie i udany montaż również zaskakują pozytywnie, tak samo jak bardzo mądrze wydozowana ilość humoru i wiele świetnych easter eggów, którymi są w scenach akcji odtworzenia w zasadzie 1:1 kadrem najsłynniejszych amerykańskich okładek komiksów z Pająkiem z przestrzeni ostatnich 50 lat - niektórych nie byłem w ogóle świadomy i dopiero po seansie jak zacząłem czytać o filmie, kilka faktów się rozjaśniło gdy zobaczyłem oryginalną okładkę.
Najlepszy film o Pająku zdecydowanie. I wielkie brawa!
Co do muzyki, to niestety uważam ją za wyraźny i największy minus filmu. O ile warstwa liryczna i dramatyczna są bardzo spoko - cała reinwencja starej tematyki robi duże wrażenie, a przy tym jest to zrobione z dużą inteligencją twórczą, bo przecież rozłożenie tematu Pająka na porozrywane fragmenty i całkowite scoverowanie go na inne instrumenty, to celowa muzyczna analogia do porozrywanego życia Parkera pokazanego szeroko i bardzo udanie w filmie. Ktoś wcześniej pisał tu chyba o analogii do konstrukcji tematu z ET - uważam, że to kompletnie co innego, bo w ET temat pojawiał się w częściach stopniowo coraz bardziej dlatego, że nie znaliśmy postaci i była ona odsłaniana na ekranie coraz bardziej wraz z większą ilością tematu głównego. A tu w Pająku jest powód taki, jaki napisałem wyżej, czyli zupełnie inny.
Pozostała część scoru i akcja są muzycznie totalnie unmemorable, nie zauważa się ich, nic nie zostaje w głowie, a na dodatek ginie bardzo w montażu dźwięku i efektów, w przeciwieństwie do liryki i dramaturgii, która podłożona jest głośno.
Nie słuchałem albumu, ale po filmie w zasadzie jedyne do czego chciałbym wracać, to cała świetna suita z End Credits oraz temat liryczny na fortepian, i ten dramatyczny na smyczki. Jestem zdziwiony, że Gjaczin podszedł do tak dobrego filmu tak od niechcenia, przykładając się w zasadzie tylko do jego ludzkiego wymiaru, olewając w zasadzie całą resztę. Tak jakby powiedział, wiecie co, strona emocjonalna i ludzka filmu mnie uwiodły i do niej się wam przyłożę, ale całą resztę to weźcie sobie z szafy jakieś moje generyczne odrzuty ze starych kawałków. Zaskakuje też wyjątkowo skromne jak na niego music team crew w end credits.
Może na albumie jest lepiej, nie wiem tego w tej chwili, ale w filmie uważam że to najsłabszy Pająk Majkela i jeden z jego najsłabszych scorów komiksowych. Muzyka niewykorzystanych szans, a szkoda.
Po drugim seansie opinia ta sama. Albumu wciąż nie słuchałem jeszcze.
NO CD = NO SALE
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Idzie się zgodzić z Adamem. Film świetny, choć można mieć z nim kilka problemów, głównie w kontekście jego autonomiczności. Np mając cały katalog złoczyńców Spider-mana, głównym antagonistą uczynić X-Mena, no bo nadchodzą X-meni i czuć, że to część większej Marvelowej układanki i trzeba tu wrzucić z czapy Black Widow by przypomnieć przed Doomsday o New Avengers.
Muzycznie głównie typowo służalcza robota Michaela pod obraz z kilkoma momentami. Znając jego praktyki pewnie usiadł na sam koniec do skończonego filmu i machną score od ręki + ewentualne szlify po dokrętkach. W filmie jego muzyka nie ma za bardzo gdzie wybrzmieć, kilka ciekawych scen opisują piosenki i w swoim heroicznym tonie czyni to bodajże dwa razy, podczas pierwszej akcji "A Good Day to Dive" i transformacji w finałowej potyczce z Ninja "I Spider With My Little Eye". Lirycznie za to spisuje się świetnie i jest tu wiele ładnych momentów m.in. również sam początek "Web Letter Days" i sam koniec z elektronicznym "Say Hero to My Little Friend". Jego najbardziej niejednoznaczny score dla Pająka, bo wcześniej wszystko było klarowne, w jedynce i dwójce mieliśmy Spider-mana, MJ i dwójkę antagonistów z rozpoznawalnymi tematami, przepis idealny na komiksowy score. W trójce się już nieco pokomplikowało, doszedł Strange, Goblin, OC i pająki, toteż wziął tematy swoje, z innych Spider-manów i spiął klamrą w postaci nowego dramatycznego motywu. Tu natomiast mamy komplikację do kwadratu. Tworzymy nowy film, ale kontynuujemy też wydarzenia z poprzedniego, wrzucamy Scorpiona, Punishera, Hulka, a głównego antagonistę, który nim tak naprawdę nie jest, pokazujemy dopiero w 3 akcie. Nie był to najbardziej wdzięczny materiał do pracy dla kompozytora, ale czy muzyka to najsłabszy element filmu to może zbyt mocne stwierdzenie. Michael skupił się na Peterze, miał być smutny, zapomniany i wyszło mu to dobrze. Nie byłby też sobą, gdyby nie stworzył kilku innych drobnych motywów, które pomagają mu w muzyce akcji, mamy powracający motyw dla Franka, złowieszczą fanfarę dla Scorpiona czy nutki dla Gray, które wciąż tu odkrywam. Action score nie jest tu jakiś szczególny, na ekranie ginie pod sfx, a i na płycie nie robi większego wrażenia, szczególnie jak na standardy Michaela, gdyż jest bardzo ilustracyjny (kawałki z sekwencji z Hulkiem), choć na kilku utworach idzie się jeszcze rozerwać (A Good Day to Dive, Settling Old Scorpions, Fight the Hand That Bleeds You). W komiksowym rankingu Michaela, za dwoma pierwszymi pająkami, Strangem i F4, może na równi z trójką, ale lepszy od Thora. Nie jest to najłatwiejszy soundtrack do słuchania, brak tu tego flow, ale trzeba mu dać też kilka szans. Po "Far From Home" już po pierwszym razie wiedziałem wszystko, tu nawet po kilku przygodach nadal coś odkrywam, np w "Mi Cabeza, Su Cabeza" w scenie z May, pojawia się dramatyczny temat z trójki zagrany na fortepianie. Soundtrack się kupi za te 6 dyszek, żeby dopełnić serię, może nie będzie się tak wracać jak do poprzednich, ale dla samej końcowej suitki na pewno będzie warto, bo słucham jej dosłownie codziennie
Muzycznie głównie typowo służalcza robota Michaela pod obraz z kilkoma momentami. Znając jego praktyki pewnie usiadł na sam koniec do skończonego filmu i machną score od ręki + ewentualne szlify po dokrętkach. W filmie jego muzyka nie ma za bardzo gdzie wybrzmieć, kilka ciekawych scen opisują piosenki i w swoim heroicznym tonie czyni to bodajże dwa razy, podczas pierwszej akcji "A Good Day to Dive" i transformacji w finałowej potyczce z Ninja "I Spider With My Little Eye". Lirycznie za to spisuje się świetnie i jest tu wiele ładnych momentów m.in. również sam początek "Web Letter Days" i sam koniec z elektronicznym "Say Hero to My Little Friend". Jego najbardziej niejednoznaczny score dla Pająka, bo wcześniej wszystko było klarowne, w jedynce i dwójce mieliśmy Spider-mana, MJ i dwójkę antagonistów z rozpoznawalnymi tematami, przepis idealny na komiksowy score. W trójce się już nieco pokomplikowało, doszedł Strange, Goblin, OC i pająki, toteż wziął tematy swoje, z innych Spider-manów i spiął klamrą w postaci nowego dramatycznego motywu. Tu natomiast mamy komplikację do kwadratu. Tworzymy nowy film, ale kontynuujemy też wydarzenia z poprzedniego, wrzucamy Scorpiona, Punishera, Hulka, a głównego antagonistę, który nim tak naprawdę nie jest, pokazujemy dopiero w 3 akcie. Nie był to najbardziej wdzięczny materiał do pracy dla kompozytora, ale czy muzyka to najsłabszy element filmu to może zbyt mocne stwierdzenie. Michael skupił się na Peterze, miał być smutny, zapomniany i wyszło mu to dobrze. Nie byłby też sobą, gdyby nie stworzył kilku innych drobnych motywów, które pomagają mu w muzyce akcji, mamy powracający motyw dla Franka, złowieszczą fanfarę dla Scorpiona czy nutki dla Gray, które wciąż tu odkrywam. Action score nie jest tu jakiś szczególny, na ekranie ginie pod sfx, a i na płycie nie robi większego wrażenia, szczególnie jak na standardy Michaela, gdyż jest bardzo ilustracyjny (kawałki z sekwencji z Hulkiem), choć na kilku utworach idzie się jeszcze rozerwać (A Good Day to Dive, Settling Old Scorpions, Fight the Hand That Bleeds You). W komiksowym rankingu Michaela, za dwoma pierwszymi pająkami, Strangem i F4, może na równi z trójką, ale lepszy od Thora. Nie jest to najłatwiejszy soundtrack do słuchania, brak tu tego flow, ale trzeba mu dać też kilka szans. Po "Far From Home" już po pierwszym razie wiedziałem wszystko, tu nawet po kilku przygodach nadal coś odkrywam, np w "Mi Cabeza, Su Cabeza" w scenie z May, pojawia się dramatyczny temat z trójki zagrany na fortepianie. Soundtrack się kupi za te 6 dyszek, żeby dopełnić serię, może nie będzie się tak wracać jak do poprzednich, ale dla samej końcowej suitki na pewno będzie warto, bo słucham jej dosłownie codziennie
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Dla mnie fajne jest to, jak bardzo ten film trollował fanów mówiąc min. o tym, jakich i ilu przeciwników ma w nim być a finalnie byli Oni na kilka sekund, główny złol nie jest żadnym superprzestępcą a drugi złol nim nie jest, więc moim zdaniem, sprytnie wprowadzono Jean Grey do MCU - zastanawia mnie tylko, skąd Ona wiedziała, że Spider Man to Peter Parker, skoro do Jego umysłu wejść nie mogła a Nikt inny Go nie pamiętał?
Akurat obecność nowej wdowy jest ok bo pokazuje, że Spider Man jest częścią większej całości, że to nie jest odrębna bańka i Ten Spider Man od początku jest tutaj otoczony innymi bohaterami: Iron Man, Fiury, Doktor Strange, teraz, Punisher i Hulk oraz Wdowa i to jest, moim zdaniem, fajne.
Akurat obecność nowej wdowy jest ok bo pokazuje, że Spider Man jest częścią większej całości, że to nie jest odrębna bańka i Ten Spider Man od początku jest tutaj otoczony innymi bohaterami: Iron Man, Fiury, Doktor Strange, teraz, Punisher i Hulk oraz Wdowa i to jest, moim zdaniem, fajne.
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Pamiętam ploty, że to Tombstone miał tu pociągać za sznurki
A tu pyk, 4 sekundy i do widzenia
Film zaczyna się podobnie do F4, gdzie też mamy montaż z tego jak tytułowy bohater radził sobie ze złolami w przeszłości, tylko tam mieliśmy od Michaela świetne "Fantastic Four, First Cue", a tu był song 
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15459
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Tombstone, Schocker, Bumerang, Tarantula, Szakal i Jego klon, Venom ( bo Peter ma czarne oczy ) a nawet Carnage
Plotek przed premierą było od nowa a film sobie pięknie z nich zatrollował 
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Większość była w zapowiedziach, jak i w samym filmie, tylko jak się okazało był to zaledwie krótki montaż, gdzie odwzorowano okładki komiksów 
Re: Michael Giacchino - Spider-Man Quadrilogy (2017/2019/2021/2026)
Premiera dziś -
208 str - 30x24 cm - hardcover - Penguinn Books.

208 str - 30x24 cm - hardcover - Penguinn Books.

NO CD = NO SALE