Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
Bardzo pastiszowy score, jest tu Morricone, Glass, klasyka, sam Zimmer z cienką czerwoną, a nawet Ifukube z wiadomej sceny i mógłby to być śmiało score Portera z jakiegoś Better Fuel Huell, bądź jakiegokolwiek innego serialu telewizyjnego, ale słuchało się spoko i po skończeniu trzeciego sezonu na pewno powrócę, po uważniejszy odsłuch.
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9948
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
No i się skończyło. W całym sezonie to zdecydowanie najlepszy odcinek, ale nie bez problemów.
Jako zakończenie sezonu kuleje, a co dopiero jako zakończenie całego serialu. No ale dobra, po kolei, zaczynając od rzeczy dobrych:
Levinson umie w sceny i estetykę wizualną. Nawet, jeśli podpierdala to innym, to jednak bez dobrego oka to by po prostu nie wyszło estetycznie tak dobrze, jak wyszło. Mnóstwo tu nawiązań do pasgieti westernów I Quentino Tarantino, finałowa akcja też silnie czerpie z Taksówkarza, ale czy to kompozycja kadru, czy ruch kamery są u niego po prostu fenomenalne.
Ten sezon potrzebował więcej tego, a mniej jakiegoś pitolenia o szopenie z Cassie czy odcinaniem po kawałku Elordiego. Może to powinno się oglądać jako taki dyptyk z Frankesteinem, i w jednym Elordi będzie składany do kupy, a w drugim demontowany. Można by nawet zmieniać kolejność w zależności od tego, czy chcemy dekonstrukcję czy konstrukcję Jacoba.
Dużo wątków zostało bez wyraźnego domknięcia, a biorąc pod uwagę, ile na nie stracono w serialu, trudno się oprzeć wrażeniu, że Levinson chciał zrobić sobie ten western albo ewentualnie kontynuować wątek Rue, resztę postaci wpychając na siłę i rozciągając nimi czas antenowy na 8 godzin. Jules jest w tym sezonie postacią mniej ważną niż Faye, Nazista numer 3, albo wycięty z filmu blacksploitation sługus głównego antagonisty.
Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy Levinson to hochsztapler z przebłyskami talentu, czy ktoś, kto ma tego talentu sporo, ale wpada w jakieś dziwaczne fascynacje i fetysze, które chce za wszelką cenę pokazywać na ekranie - coś jak zdziwaczały wujek, któremu nagle odpierdala na punkcie Ai i nie zamyka się na temat utworzonej w nim waifu, albo łapiący fazę na cybertrucki. No nawet nie wiem, do czego to porównać. Może do Zemeckisa, który miał tę swoją fazę na nawalanie kropek na aktorach i robienie z nich fotorealistycznej kreskówki.
I w sumie z wszystkich większych seriali ostatnich lat, które się skończyły w ciągu ostatnich 6 miesięcy - Stranger Things, The Boys i Euforia - ten miał być może najmocniejszy ostatni odcinek, ale wszystkie trzy wypadają marnie, marnują mnóstwo czasu widzów, chodząc w kółko i zapominając o domknięciu połowy wątków. Muszę przyznać, że mimo absurdalnej głupoty Stranger Things był chyba najciekawszy, bo jakkolwiek głupia akcja i fabuła by nie były, tam się jednak cały czas coś działo. W The Boys banda patusów łaziła po pustostanach przez 6 odcinków (jakbym chciał coś takiego oglądać, to bym sobie włączył Instagrama i przeglądał konta tych 40-latków z kryzysem wieku średniego, cosplayujących Peaky Blinders), a w Euforii było dużo srania, cycków i zrzynania Tarantina, ale spokojnie można by większość z tego wziąć i wyjebać. Wątek siostry Cassie poszedł donikąd, tak samo jak Jules; sama Cassie i Maddie niewiele dalej; Elordi z tego serialu spierdalał dosłownie kawałek po kawałku, jak w tym kawałku o trędowatym w pociągu, więc ostatecznie tylko Rue miała jakąś historię, chociaż też dość odbiegającą od tego, co było w poprzednich sezonach, chociaż zdecydowanie płynniej przechodzącą w nowe wątki niż w przypadku innych postaci. Zastanawiam się, czy ktoś się pokusi o jakiś fanedit, w którym zostaną wycięte wszystkie te denne wątki o tylkowiatrakach i demontażu Jacoba (kurde, może Levinson serio potraktował dekonstrukcję postaci zbyt dosłownie), bo przypuszczam, że wyszedłby z tego dużo zgrabniejszy miniserial, albo w ogóle film, gdyby dodatkowo obciąć parę scen na chama rżnących dialogi Tarantina.
Co do muzy - w tym odcinku brzmiała całkiem ok, nawet ten temat rodem z syren i połączony z czymś między ave maria a americaną. Trochę to rekontekstualizuje jego wcześniejsze użycia, ale dalej uważam, że zwyczajnie kiksują w scenach, w których były. Inne tematy też są poniekąd zrekontekstualizowane, tylko że retroaktywnie czyni je to o wiele gorszymi.
Jako zakończenie sezonu kuleje, a co dopiero jako zakończenie całego serialu. No ale dobra, po kolei, zaczynając od rzeczy dobrych:
Levinson umie w sceny i estetykę wizualną. Nawet, jeśli podpierdala to innym, to jednak bez dobrego oka to by po prostu nie wyszło estetycznie tak dobrze, jak wyszło. Mnóstwo tu nawiązań do pasgieti westernów I Quentino Tarantino, finałowa akcja też silnie czerpie z Taksówkarza, ale czy to kompozycja kadru, czy ruch kamery są u niego po prostu fenomenalne.
Spoiler:
Dużo wątków zostało bez wyraźnego domknięcia, a biorąc pod uwagę, ile na nie stracono w serialu, trudno się oprzeć wrażeniu, że Levinson chciał zrobić sobie ten western albo ewentualnie kontynuować wątek Rue, resztę postaci wpychając na siłę i rozciągając nimi czas antenowy na 8 godzin. Jules jest w tym sezonie postacią mniej ważną niż Faye, Nazista numer 3, albo wycięty z filmu blacksploitation sługus głównego antagonisty.
Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy Levinson to hochsztapler z przebłyskami talentu, czy ktoś, kto ma tego talentu sporo, ale wpada w jakieś dziwaczne fascynacje i fetysze, które chce za wszelką cenę pokazywać na ekranie - coś jak zdziwaczały wujek, któremu nagle odpierdala na punkcie Ai i nie zamyka się na temat utworzonej w nim waifu, albo łapiący fazę na cybertrucki. No nawet nie wiem, do czego to porównać. Może do Zemeckisa, który miał tę swoją fazę na nawalanie kropek na aktorach i robienie z nich fotorealistycznej kreskówki.
I w sumie z wszystkich większych seriali ostatnich lat, które się skończyły w ciągu ostatnich 6 miesięcy - Stranger Things, The Boys i Euforia - ten miał być może najmocniejszy ostatni odcinek, ale wszystkie trzy wypadają marnie, marnują mnóstwo czasu widzów, chodząc w kółko i zapominając o domknięciu połowy wątków. Muszę przyznać, że mimo absurdalnej głupoty Stranger Things był chyba najciekawszy, bo jakkolwiek głupia akcja i fabuła by nie były, tam się jednak cały czas coś działo. W The Boys banda patusów łaziła po pustostanach przez 6 odcinków (jakbym chciał coś takiego oglądać, to bym sobie włączył Instagrama i przeglądał konta tych 40-latków z kryzysem wieku średniego, cosplayujących Peaky Blinders), a w Euforii było dużo srania, cycków i zrzynania Tarantina, ale spokojnie można by większość z tego wziąć i wyjebać. Wątek siostry Cassie poszedł donikąd, tak samo jak Jules; sama Cassie i Maddie niewiele dalej; Elordi z tego serialu spierdalał dosłownie kawałek po kawałku, jak w tym kawałku o trędowatym w pociągu, więc ostatecznie tylko Rue miała jakąś historię, chociaż też dość odbiegającą od tego, co było w poprzednich sezonach, chociaż zdecydowanie płynniej przechodzącą w nowe wątki niż w przypadku innych postaci. Zastanawiam się, czy ktoś się pokusi o jakiś fanedit, w którym zostaną wycięte wszystkie te denne wątki o tylkowiatrakach i demontażu Jacoba (kurde, może Levinson serio potraktował dekonstrukcję postaci zbyt dosłownie), bo przypuszczam, że wyszedłby z tego dużo zgrabniejszy miniserial, albo w ogóle film, gdyby dodatkowo obciąć parę scen na chama rżnących dialogi Tarantina.
Co do muzy - w tym odcinku brzmiała całkiem ok, nawet ten temat rodem z syren i połączony z czymś między ave maria a americaną. Trochę to rekontekstualizuje jego wcześniejsze użycia, ale dalej uważam, że zwyczajnie kiksują w scenach, w których były. Inne tematy też są poniekąd zrekontekstualizowane, tylko że retroaktywnie czyni je to o wiele gorszymi.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
dziwny to był finał serialu, sporo wątków nie wyjaśnionych, śmierci akurat tych bohaterów dość dziwnym wyborem.. Ogólnie dziwny to był sezon, nie wiem po co zrobiony, kompletnie odstający od dwóch poprzednich, jakby zupełnie inna produkcja. szkoda.
NO CD = NO SALE
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35764
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
Chodzi o ten utwór? Bo naprawdę muszę najmocniej przeprosić i przy całych zarzutach wobec Hansa, że jest "dziadersem", czy jak to teraz tam młodzież mówi, to jest to naprawdę bardzo ładny kawałek. Przynajmniej się on naprawdę podoba.
youtu.be/nLnVaq1pegE
#WinaHansa #IStandByDaenerys
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
tymczasem w alternatywnej rzeczywistości - jak zwykle - u Olka Dębicza wszystko w tym sezonie jest zajebiste, genialne, sam serial jak i score też

NO CD = NO SALE
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35764
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
Czyżby Olek Dębicy i Lis to była jedna i ta sama osoba?
Sam M Night Shymalamalan nie wymyśliłby lepszego twistu!
#WinaHansa #IStandByDaenerys
Re: Labrinth & Hans Zimmer - Euphoria (TV)
nie no, te jego wpisy to jest komedia - dosłownie o każdym syfie czy kolejnej nieudanej produkcji, pisze na przekór wszystkim, że jest cudowna i zajebista. jakby był jakimś trollem. już mi się nie chce komentarzy mu pisać.
NO CD = NO SALE