Adam pisze: ↑pt gru 20, 2024 10:34 am
Finał nie rozczarował, praktycznie wszystkie wątki domknięte, większość w mądry sposób, plus start do historii spinoffów o (prawdziwym!) Ranczu 6666 oraz drugiego o Beth i Ripie. No i cudny score w całym odcinku!
S5B miał momenty bardzo dobre i słabsze, był nierówny, ale biorąc pod uwagę całość sytuacji z nagłym odejściem Costnera oraz ze strajkiem scenarzystów, to wg mnie cud, że udało się po tym wszystkim całkowicie zmienić scenariusze i na porządnym poziomie serial zakończyć (choć oczywiście nie jest to najlepszy sezon ze wszystkich) - duża w tym zasługa Sheridana, który musiał powrócić w pełni by napisać sam scenariusze oraz na największy jak do tej pory jego występ aktorski w serialu.
Będzie mi brakowało tego serialu. Dla mnie jeden z najlepszych w historii tv.
Sheridan aktualnie zbiera laury za Landmana (nomki do Globów), który jest takim Yellowstone, tyle że w Texasie na polach naftowych.
A drugi sezon świetnie przyjętego prequela Yellowstone - 1923 - z Fordem, Daltonem i Mirren już wkrótce.
Nie dziwię sie Costnerowi, że dał sobie spokój. Ten piąty sezon nie dość, że jest okropną, bezsensownie wydłużaną snują, to jeszcze jest już totalną kowbojsko-rednecką propagandą, bijącą na głowę nawet wysrywy Netflixa i Disneya w kwestiach BLM, LGBTQitd czy inne woke'izmy.

Już pomijam fakt, że od początku ten serial był przegięty fabularne, a główna familia to zwyczajna banda psycholi i kowbojska mafia, która powinna skończyć w pierdlu, a ranczo być rozdzielone między park narodowy a indiański rezerwat. Ale póki akcja szła wartko to jeszcze dało się to oglądać, nawet pomimo tego że wszystkie rozmowy z Johnem Duttonem brzmiały jak jakieś kowbojskie coelhizmy. Już w czwartym sezonie zaczęło to niestety zmierzać w kierunku festiwalu piosenek country i pokazów kowbojskich sztuczek, ale to co się odpieprza w sezonie piątym męczy już niemiłosiernie. Zostały mi ze dwa odcinki, ale nie wiem czy dam radę, bo jak się słyszy wzniosły tekst policjantki, żeby podziękowała mężowi za kowbojowanie, bo ona wie ile to ciężkiej pracy, żeby ona mogła zjeść stek... Job Twoju mać... może po prostu żryjcie mniej wołowiny w tej Ameryce.

Wszystkim na świecie będzie lepiej.
Jedyne co w tym piątym sezonie serialu nadal udane, to zdjęcia landszaftów Montany (dzięki czemu serial ma bardziej kinowo-epicki look niż 3/4 współczesnych blockbusterów ziejących z ekranu pejzażami z CGI) i solidna muzyka Brajana i kolegi. Tyle że ta, jak wspomniałem, im dalej, tym bardziej ustępuje pola muzyce country.
PS: Po pierwszym sezonie wydawało się, że jedyną normalną osobą jest tam Jamie, ale twórcy się chyba zreflektowali, że nie może być, żeby jedyny nie-kowboj w rodzinie był spoko, więc trzeba było z niego zrobić na siłę psychopatę, dorobić mu skrzywdzenie Beth (aborcją a jakże

) no i żeby nie było, że taki chujek to z rodziny, no to jeszcze wyszło że adoptowany.
