John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#661 Post autor: Adam » śr gru 30, 2015 22:45 pm

U mnie odkąd pamietam zawsze najbardziej lubiłem Powrót Jedi, zarówno filmowo i muzycznie. W święta zrobiłem sobie maraton wszystkich części w 2 dni (ale po raz pierwszy na blurayu) i moja odwieczna opinia jest podtrzymana. Score i film dla mnie najlepsze z serii. Może nie jest to popularna opinia, ale ni jak nie chce być u mnie inaczej.
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#662 Post autor: Wojteł » śr gru 30, 2015 23:00 pm

Wstawiłem reckę. Poszedłem się spotkać ze znajomym, z którym dawno się nie widziałem. Poszliśmy na hamburgiery. Hamburgiery za 30 zł. To był spoko hamburger, ale dziewczyna za 1/5 tej ceny robi 5 razy lepsze. Żując tego hamburgiera i sącząc pierwsze tego wieczoru piwo, pomyślałem "pewnie na forum będą drzeć koty o to, że ocena za wysoka, a sami wystawią 4 gwiazdki". Po hamburgerze wyszliśmy na chłód nocy. Zimne powietrze przeszyło nasze ciała niczym strzała przeszywa ciało przegranego żołnierza. Po krótkim rekonesansie znaleźliśmy pub z wolnym miejscem. W środku - więcej starych znajomych, których nie widziałem od lat. Między kolejnymi czczymi pogaduchami ("nie poznałam cię, ale zarosłeś!") a szotami (na początek kamikaze) pomyślałem sobie "kolejna gównoburza o jebane pół gwiazdki. Jakbym komuś matkę zgwałcił albo inną krzywdę zrobił wystawiając prawie identyczną ocenę, odrobinę tylko wyższą". Tak więc kolejne szoty i kolejne piwa, alkohol wtłaczany w mroczne zakamarki fanbojskiego umysłu. Spotkanie dobiegło końca. Czas wyjśc z pubu i ponownie udać się na dwór, gdzie ostre sztylety zimnego powietrza wbijają się w każdy centymetr ciała. Nie wiem wtedy jeszcze, że to nic w porównaniu ze sztyletami krytyki czytelników, wbijanymi w każdy akapit mej recki niczym gwoździe do ramion krzyża. Oto więc jestem i czytam. I spoko, każdy ma prawo do swojej opinii. Zastanawiam się tylko, czy wam się chce serio przybijać do krzyża jak oszołomy na krakowskim przedmieściu o jebane pół gwiazdki? :P :mrgreen:


Btw. Jeśli Wawrzyniec uznał, że przesadnie poetycki, dramatyczny i zjebany styl posta jest parodią jego forumowych wypowiedzi to... to najmocniej przepraszam :P
Ostatnio zmieniony czw gru 31, 2015 01:00 am przez Wojteł, łącznie zmieniany 2 razy.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Marek Łach
+ Jerry Goldsmith +
Posty: 5671
Rejestracja: śr maja 04, 2005 16:30 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#663 Post autor: Marek Łach » śr gru 30, 2015 23:20 pm

Wciąż wydaje mi się, że na ranking ścieżek SW jest za wcześnie i score musi się przegryźć; choć jak widać Wawrzyniec po tygodniu słuchania już wie, jak zestawić TFA ze ścieżkami, które słyszał milion razy, które przemyślał i przeanalizował tysiąc razy i z których zna każdą nutę. ;)

Wracając do TFA, warto zwrócić uwagę na kilka fajnych rzeczy, które przy okazji takich porównań wypływają. Bardzo podoba mi się żelazna logika narracji muzycznej i w filmie i na albumie. O ile prequele z różnych przyczyn pod tym względem kulały, o tyle TFA ma bardzo klarowny "flow" fabularny. Wynika to chyba z dwóch rzeczy. Po pierwsze, narracja filmu Abramsa jest uproszczona w stosunku do prequeli (brak zazębiających się wątków) i w dość jednoznaczny sposób idzie od punktu A do B i C. Po drugie, w odróżnieniu od prequelowych albumów Sony, na płytce Disneya materiał został dobrany całkiem reprezentatywnie i względnie chronologicznie. Pod tym względem TFA najbliżej chyba do AOTC, które na albumie też miało stosunkowo jasny przebieg narracyjny, pozbawiony chronologicznych komplikacji. Na drugim biegunie byłoby ROTS, które jest pod tym względem totalnym bałaganem i w żaden sposób nie odzwierciedla przebiegu filmu (pomijając przy tym gros ważnego materiału). Gdzieś pomiędzy postawiłbym oryginalny program TPM - również liberalny wobec filmowej fabuły, ale muzycznie w miarę logiczny. Oczywiście stare albumy z OT także aranżowane były w mocno nie-filmowej manierze, ale publikowano je w trochę innych pod względem wydawniczym czasach i z większą ilością utworów "koncertowych".

Tak czy siak, ta jednowątkowa, żelazna chronologia TFA pozwala dobrze wybrzmieć poszczególnym tematom - zyskują one na intensywności dzięki ich czasowemu pogrupowaniu w swego rodzaju bloki utworów (seria utworów poświęconych motywowi Finna, kilka aranżów marszu Ruchu Oporu, zyskujący na znaczeniu w miarę rozwoju fabuły temat Rey, który w finałowych utworach jest najważniejszym nośnikiem emocji). Myślę, że głosy rozczarowania po seansie filmu, adresowane wobec Williamsa, wynikały głównie z tego, że w filmie to pogrupowanie nie jest tak dobrze słyszalne, a bloki muzyczne podporządkowane poszczególnym tematom są bardziej rozczłonkowane (z powodu underscore, scen dialogowych itp.). Dobrze więc, że album podkreśla to, co w kinie trochę ginęło.

Z innych rzeczy: "The Starkiller". Co za piękny utwór. W filmie robi świetną robotę, bo galaktycznej katastrofie nadaje niemal intymnej elegijności, bez nadmiernie patetycznych uniesień (choć oczywiście sam w sobie taki kontrapunkt audiowizualny ma w sobie pewien patos). Duży zwrot w stosunku do melodramatycznego wyciskacza łez z "Anakin's Betrayal". To tak a propos nowości w muzycznym uniwersum SW.

BTW, chyba dawno nie pisałem, jaki temat Rey jest genialny. ;) To co Williams w ciągu trzech minut jest w stanie opowiedzieć o postaci, jest czymś absolutnie niesamowitym. Nie zdziwiłbym się, gdyby całą trylogię sequeli można było zawrzeć w treści tego utworu. ;) I znowuż - to też kawałek dość nietypowy jak na SW. Bo tematyka SW zawsze odzwierciedlała bardziej pewne archetypy, nie zagłębiała się mocno w postaci, które faktycznie widzieliśmy na ekranie. Taki "Across the Stars" dla przykładu to czysta abstrakcja w porównaniu z tym, co widzimy w filmie Lucasa - abstrakt o wielkiej, galaktycznej, melodramatycznej miłości, który niespecjalnie interesuje się postaciami poruszającymi się na ekranie. Z utworów lirycznych również np. "Luke and Leia" jest taką swobodną interpretacją materiału źródłowego, skądinąd strasznie niewykorzystaną w ROTJ. W "Anakin's Theme" trudno z kolei odnaleźć tego akurat małego Anakina, którego widzimy na ekranie - tak jakby temat dotyczył jakiejś wyimaginowanej jego wersji. Oczywiście w tej częściowej abstrakcyjności tkwi wielka siła Williamsa-interpretatora i w żadnym wypadku nie zamierzam jej negować. Ale fajnie, że na gruncie SW John poszedł teraz w inną stronę i stworzył temat, który jest mocno zakorzeniony w faktycznej, filmowej postaci. Od czasu Yoda's Theme (choć tam na mniejszą skalę) takich cudów Gwiezdne Wojny nie widziały.

Ciąg dalszy nastąpi. :P

hp_gof

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#664 Post autor: hp_gof » śr gru 30, 2015 23:52 pm

Oho, przebudzenie fanbojów :mrgreen:

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#665 Post autor: Wawrzyniec » czw gru 31, 2015 02:13 am

Marek Łach pisze:Wciąż wydaje mi się, że na ranking ścieżek SW jest za wcześnie i score musi się przegryźć; choć jak widać Wawrzyniec po tygodniu słuchania już wie, jak zestawić TFA ze ścieżkami, które słyszał milion razy, które przemyślał i przeanalizował tysiąc razy i z których zna każdą nutę. ;)
Cóż jestem po prostu jak Rey. To na co większość potrzebuje więcej czasu, ja jestem w stanie osiągnąć np. w ciągu tygodnia. Taką mam Moc 8)

A już na poważniej to To trochę Drogi Marku wymachujesz obosiecznym mieczem. Gdyż tak jak mi zarzucasz za przedwczesne ocenianie, tak samo i Twoje zachwyty mogą być przedwczesne. Szczególnie z perspektywy reszty 6 soundtracków. Ty też już teraz stawiasz utwory z TFA wyżej nad innymi z poprzednich części, a co dopiero prequeli. Czy nie jest to też aby na to trochę za wcześnie, dokładnie teraz kiedy znajdujemy się w oku cyklonu hype'u?
Marek Łach pisze:Myślę, że głosy rozczarowania po seansie filmu, adresowane wobec Williamsa, wynikały głównie z tego, że w filmie to pogrupowanie nie jest tak dobrze słyszalne, a bloki muzyczne podporządkowane poszczególnym tematom są bardziej rozczłonkowane (z powodu underscore, scen dialogowych itp.). Dobrze więc, że album podkreśla to, co w kinie trochę ginęło.
Trochę skróciłem poprzedni akapit, ale skoncentrowałem się do bardzo ważnego z mojego punktu widzenia fragmentu: Poniekąd sam przyznajesz, że ta muzyka zyskuje na płycie. I ja sam temu nie zaprzeczam, ba naprawdę sprawia mi przyjemność obcowanie z jej, tylko, że właśnie pozostaje film, wszak to muzyka filmowa.
I za nim popadniemy tutaj w profesjonalne, merytoryczne, empiryczne i naukowe wywody zaprzeczające moim tezom i mając sprowadzić mnie do parteru, pozwolę na mega nielubiany (wiem, wiem) argument z perspektywy widza. W tym wypadku mojej, który zanim poznał stronę filmmusic.pl to forum, zanim zaczął kupować soundtracki itd. po prostu obejrzał sobie Gwiezdne wojny i tak się zachwycił tym co usłyszał w tych filmach, że zapragnął cieszyć się tą muzyką i odkrył ją poza filmem, a co za tym idzie inne soundtracki.
Wątpię, aby TFA taki efekt wywołało na nowych słuchaczach. Nie twierdzę, że to zła muzyka filmowa, broń Boże. Ale w filmie prezentuje się dobrze, a wszystkie pozostałe ścieżki prezentowały się dla mnie bardzo dobrze, jak nie wybitnie, jak nie arcywybitnie. Wiem, wiem jakie są tutaj opinie o podłożenie muzyki w prequelach, ale po raz pierwszy jako dzieciak siedzący w kinie i słyszący "Flag Parade", a co dopiero "Duel of the Fates" (wiem, wiem poszatkowany) to było niesamowitym doznaniem. Takich doznań TFA nie oferuje, przynajmniej dla mnie.
Dlatego też oceniam już teraz soundtracki do oryginalnej Sagi i filmu Disneya, właśnie przez ten jeden pryzmat. Oddziaływania w filmie i na tym tle TFA wypada najsłabiej. Co zaznaczam, jest dalej dobrze na tle współczesnej filmówki.
Marek Łach pisze:Z innych rzeczy: "The Starkiller". Co za piękny utwór. W filmie robi świetną robotę, bo galaktycznej katastrofie nadaje niemal intymnej elegijności, bez nadmiernie patetycznych uniesień (choć oczywiście sam w sobie taki kontrapunkt audiowizualny ma w sobie pewien patos). Duży zwrot w stosunku do melodramatycznego wyciskacza łez z "Anakin's Betrayal". To tak a propos nowości w muzycznym uniwersum SW.
Wszystko bardzo pięknie i się zgadzam, że to piękny utwór, ale nie w filmie, gdzie nie robi świetną robotę, a bardziej stara się ratować błędy wynikające z "niedogmatycznego scenopisarstwa" gdyż chyba tak to się teraz nazywa. Weźmy Nową Nadzieję, ze swoim "archaicznym" scenariuszem, gdzie zostaje zniszczona planeta Alderaan. Za pomocą Lei i także samego faktu, że ma być to kierunek naszych bohaterów już coś nas z nią łączy. A w szczególności apele Lei, że jest to pokojowa planeta itd. czyni sam akt jej zniszczenia jeszcze większym bestialstwem i nie powinno zostawiać nas obojętnym. W TFA mamy bazę Starkiller, która potrafi za jednym zamachem zniszczyć trzy planety (genialny i oryginalny pomysł nawiasem mówiąc <sarkazm off>) i widzimy wielką galaktyczną katastrofę. Trzy planety są niszczone, miliardy miliardów istnień ginie i... I don't give a fuck. OK, co to były za planety? Jaki mają związek z fabuły? Czy jakiś z bohaterów z niej pochodził? Dlaczego się mam tym przejmować? A może jedna z nich była miejscem zamieszkałym przez istoty, które cechowały się wyłącznie kopiowaniem cudzych pomysłów? Jeżeli tak, to może dobrze, że spotkała ich taka surowa kara?
"Anakin's Betrayal" jest melodramatyczne i scena od tego wymaga, ale jednak giną tam Jedi, którzy mniej lub więcej przewijali się przez te trzy filmy i jednak można mieć do nich większy emocjonalny stosunek. I w tym wypadku muzyka Williamsa brzmi lepiej, gdyż potęguję scenę. W TFA muzyka Williamsa stara się ratować scenę leniwego scenopisarstwa. Tak, tak użyłem tego zwrotu umyślnie, ale też domyślam się, że pojawią się argumenty, że to nie dogmatyczne scenopisarstwo czy coś w tym stylu, bez urazy ;)
Cóż The Force Awakens najwyżej tam gdzie oczekuję oryginalności kopiuje starsze części, że aż wióra lecą, a tam gdzie jednak chciałbym bardziej tradycyjnego podejścia bawi się w oryginalność. Normalnie film hipster :P
Ale to już moje prywatne widzimisię.
Marek Łach pisze:BTW, chyba dawno nie pisałem, jaki temat Rey jest genialny. ;) To co Williams w ciągu trzech minut jest w stanie opowiedzieć o postaci, jest czymś absolutnie niesamowitym. Nie zdziwiłbym się, gdyby całą trylogię sequeli można było zawrzeć w treści tego utworu. ;) I znowuż - to też kawałek dość nietypowy jak na SW. Bo tematyka SW zawsze odzwierciedlała bardziej pewne archetypy, nie zagłębiała się mocno w postaci, które faktycznie widzieliśmy na ekranie. Taki "Across the Stars" dla przykładu to czysta abstrakcja w porównaniu z tym, co widzimy w filmie Lucasa - abstrakt o wielkiej, galaktycznej, melodramatycznej miłości, który niespecjalnie interesuje się postaciami poruszającymi się na ekranie. Z utworów lirycznych również np. "Luke and Leia" jest taką swobodną interpretacją materiału źródłowego, skądinąd strasznie niewykorzystaną w ROTJ. W "Anakin's Theme" trudno z kolei odnaleźć tego akurat małego Anakina, którego widzimy na ekranie - tak jakby temat dotyczył jakiejś wyimaginowanej jego wersji. Oczywiście w tej częściowej abstrakcyjności tkwi wielka siła Williamsa-interpretatora i w żadnym wypadku nie zamierzam jej negować. Ale fajnie, że na gruncie SW John poszedł teraz w inną stronę i stworzył temat, który jest mocno zakorzeniony w faktycznej, filmowej postaci. Od czasu Yoda's Theme (choć tam na mniejszą skalę) takich cudów Gwiezdne Wojny nie widziały.
Ufff... A mnie zarzuca, że za wcześnie na ocenianie, a sam właśnie podważa 2/3 tematów z serii tworzonej przez prawie 30 lat. :shock:
To przecież nie raz kompozytorzy mówili, że nawet jeżeli film niedokładnie pewną rzecz ukazują to też ich zadaniem jest przynajmniej za pomocą muzyki ukazać to co reżyser chciał przedstawić, a mu nie do końca wyszło.
Pomijając, że cała ta teoria sprowadza się do tego, że w jednej z najdokładniej i najmocniej zapełnionej tematami filmowej serii, przypisane danym postaciom tematy w ogóle ich nie odzwierciedlają.
Mam nadzieję, że mój prosty umysł tego nie zrozumiał, gdyż na razie to brzmi to dla mnie dość strasznie. :shock:
Sam kocham temat "Rey" i też uważam go za highlight tego score'u i najlepszy utwór w tym roku, ALE...
Ale zaprzeczanie nim, ponad 6 filmów? :?
A czy może nie jest tak, że akurat ten jeden, jeden temat, jako jedyny perfekcyjnie oddaje daną postać, nie wynika z prostego powodu, że sama postać do jakiś ciekawych i skomplikowanych się nie zalicza? Rey jest energiczna, wszystko potrafi i ma w sobie dużo Mocy (stąd i wplątany temat Mocy) i nie lubi jak się ją łapie za rękę. Pięknie ją Williams uchwycił, ale też nie była to jakaś wielce rozbudowana i głęboka postać. A więc może dlatego tym razem (a może za pierwszym razem?) udało się stworzyć temat w Uniwersum Star Wars, który wreszcie do kogoś w 100% pasuje?
Chociaż mam dalej nadzieję, że to wszystko tylko nieporozumienie i zła interpretacja?


Domyślam się, że teraz pewnie znowu przez tygodnie nie zawitasz na forum? ;) Wybacz, ale jednak gdzieś głęboko we mnie jest jeszcze fanboy, który czasami sprowokowany daje o sobie znać ;)
Wojtek pisze:Btw. Jeśli Wawrzyniec uznał, że przesadnie poetycki, dramatyczny i zjebany styl posta jest parodią jego forumowych wypowiedzi to... to najmocniej przepraszam :P
Spokojnie Wojtek, ostatnio ostrzejsze rzeczy i zarzuty pod moim adresem słyszałem, że nawet o Twoim poście tak nie pomyślałem. :) Możesz spokojnie wracać do jedzenia i picia, zasłużyłeś na nie, mimo że z oceną końcową przesadziłeś ;)
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Marek Łach
+ Jerry Goldsmith +
Posty: 5671
Rejestracja: śr maja 04, 2005 16:30 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#666 Post autor: Marek Łach » czw gru 31, 2015 08:20 am

Wawrzyniec pisze:Ufff... A mnie zarzuca, że za wcześnie na ocenianie, a sam właśnie podważa 2/3 tematów z serii tworzonej przez prawie 30 lat. :shock:
To przecież nie raz kompozytorzy mówili, że nawet jeżeli film niedokładnie pewną rzecz ukazują to też ich zadaniem jest przynajmniej za pomocą muzyki ukazać to co reżyser chciał przedstawić, a mu nie do końca wyszło.
Pomijając, że cała ta teoria sprowadza się do tego, że w jednej z najdokładniej i najmocniej zapełnionej tematami filmowej serii, przypisane danym postaciom tematy w ogóle ich nie odzwierciedlają.
Mam nadzieję, że mój prosty umysł tego nie zrozumiał, gdyż na razie to brzmi to dla mnie dość strasznie. :shock:
Sam kocham temat "Rey" i też uważam go za highlight tego score'u i najlepszy utwór w tym roku, ALE...
Ale zaprzeczanie nim, ponad 6 filmów? :?
A czy może nie jest tak, że akurat ten jeden, jeden temat, jako jedyny perfekcyjnie oddaje daną postać, nie wynika z prostego powodu, że sama postać do jakiś ciekawych i skomplikowanych się nie zalicza? Rey jest energiczna, wszystko potrafi i ma w sobie dużo Mocy (stąd i wplątany temat Mocy) i nie lubi jak się ją łapie za rękę. Pięknie ją Williams uchwycił, ale też nie była to jakaś wielce rozbudowana i głęboka postać. A więc może dlatego tym razem (a może za pierwszym razem?) udało się stworzyć temat w Uniwersum Star Wars, który wreszcie do kogoś w 100% pasuje?
Chociaż mam dalej nadzieję, że to wszystko tylko nieporozumienie i zła interpretacja?
Na szybko odpowiem tylko na to, a reszta poźniej.

Wawrzyniec, czytanie ze zrozumieniem. :P Powtórzę to co napisałem poprzednio w tej kwestii:

"Oczywiście w tej częściowej abstrakcyjności tkwi wielka siła Williamsa-interpretatora i w żadnym wypadku nie zamierzam jej negować."

Oczywiście w tej częściowej abstrakcyjności tkwi wielka siła Williamsa-interpretatora i w żadnym wypadku nie zamierzam jej negować.

Oczywiście w tej częściowej abstrakcyjności tkwi wielka siła Williamsa-interpretatora i w żadnym wypadku nie zamierzam jej negować.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#667 Post autor: Adam » czw gru 31, 2015 11:27 am

zaczynacie mi obrzydzać te star warsy :P serio :|
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Koper
Ennio Morricone
Posty: 26567
Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#668 Post autor: Koper » czw gru 31, 2015 11:31 am

No, gorzej jak Wawrzek Zimmera swego czasu... :|
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#669 Post autor: Adam » czw gru 31, 2015 11:34 am

dokładnie :| ale komu jak komu, ale Marasowi to się dziwie, że skacze koło tego scoru jak wesz na kożuchu..
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Marek Łach
+ Jerry Goldsmith +
Posty: 5671
Rejestracja: śr maja 04, 2005 16:30 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#670 Post autor: Marek Łach » czw gru 31, 2015 12:07 pm

Ło matko, score będący jednym z najważniejszych tytułów sezonu miał premierę ledwo dwa tygodnie temu, wczoraj dopiero recka wskoczyła, dyskusja jest merytoryczna i do rzeczy (przynajmniej w tych miejscach, w których Wawrzyniec czyta uważnie ;) ), więc czego się tu czepiać? :roll: Jak za pół roku dalej będziemy pisać elaboraty to wtedy nas upominajcie. Sorry, ale ja nie jestem z tych, którzy będą o muzyce pisać memami albo jednozdaniowymi banałami.

Awatar użytkownika
Koper
Ennio Morricone
Posty: 26567
Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#671 Post autor: Koper » czw gru 31, 2015 12:52 pm

Niby merytoryczna, ale co tu lukru niektórzy wylewają... ;)

Tematy były "abstrakcyjne" - super
Tematy nie są "abstrakcyjne" - super

nie będzie tematów - też super ;)
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński

hp_gof

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#672 Post autor: hp_gof » czw gru 31, 2015 12:58 pm

Marek Łach pisze:Sorry, ale ja nie jestem z tych, którzy będą o muzyce pisać memami albo jednozdaniowymi banałami.
:mrgreen:
Obrazek

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#673 Post autor: Adam » czw gru 31, 2015 13:14 pm

Wymyślcie choć raz własny tekst!! :P wszystkie moje powiedzonka zgapiacie :D
NO CD = NO SALE

hp_gof

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#674 Post autor: hp_gof » czw gru 31, 2015 13:30 pm

No bo nabijałem się z Ciebie :roll: :mrgreen:

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: John Williams - Star Wars: The Force Awakens (2015)

#675 Post autor: Wawrzyniec » czw gru 31, 2015 13:45 pm

@Marek OK to rozumiem, ale mimo wszystko mam nadzieję, że mimo uwag tutaj co niektórych jednak się odniesiesz do moich innych kontrargumentów?
Przy czym z tym tematem Rey to wybacz, ale dalej nie do końca rozumiem. OK, gdyż wiadomo to jest dalej pochwała do wszystkich stworzonych tematów, ale Rey jest niezwykła i inna od wszystkich gdyż? Sam napisałem, że pierwszy temat, który w 100% do kogoś w tym uniwersum pasuje, tak napisałeś i dla mnie to jest dziwne i niezrozumiałe i to w pewnym sensie przekreśla, jak nie muzykę, to wszystkie inne postacie z Oryginalnej i Prawdziwej Sagi. Gdyż na tej zasadzie to mogę napisać, że temat Jabby na tubę idealnie oddaje tę postać. Albo najlepszym tematem jest ten Jar Jar Binksa, gdyż też doskonale oddaje tę postać? Tego nie rozumiem :?
I jakby co ja w pełni rozumiem, że Rey jako postać może się podobać. I nawet nie chcę tego ciągnąć już pod Mary Sue, gdyż rzeczywiście jednak wady ma, jak chociażby straszne miny podczas scen akcji i strzelania z blastera. Ale po za tym wiadomo, że taka postać, czy partnerka to marzenie niejednego faceta i lesbijki, plus jeszcze ten niesamowity, wręcz niemożliwy brytyjski akcent. I wiadomo śliczna muzyka, ale... No wlaśnie wybacz nie rozumiem :oops: :(

Plus wiadomo liczę, na odpowiedzi do mych dalszych zarzutów.
Adam pisze:Wymyślcie choć raz własny tekst!! :P wszystkie moje powiedzonka zgapiacie :D
Sam niedawno mi pisałeś, że w dzisiejszych czasach trudno wymyślić coś oryginalnego :P
#WinaHansa #IStandByDaenerys

ODPOWIEDZ