Heh, mam taką manierę, że jeżeli o kimś piszę to robię to z dużej litery - zapewne, niepotrzebnie i nie zgodnie z zasadami pisowniPaweł Stroiński pisze:Sama Zimmera jeszcze nie słuchałem. Dobry jest?
HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14956
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
-
Templar
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Dużą literą to jedynie jak się zwracasz do kogoś bezpośrednio.
- muaddib_dw
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3237
- Rejestracja: wt lis 24, 2009 16:40 pm
- Lokalizacja: Kargowa
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Paweł widzę, że mój tekst przedświąteczny żeś facet z ikrą utkwił w tobie niczym zatruta strzała, i teraz wracasz permanentnie do motywu jajPaweł Stroiński pisze:Właśnie nie, ale byłbyś w stanie to dostrzec, jakbyś przestał malować jaja Williamsowi zamiast zagadki zadawać.muaddib_dw pisze:![]()
Tak rzeczywistość musi być strasznie bolesna ostatnimi czasy, laty dla fanboyów Hanzu prawda Paweł
Paweł Stroiński pisze: ...jakbyś przestał malować jaja Williamsowi zamiast zagadki zadawać.
A w tej piaskownicy jeszcze ciebie nie było, może faktycznie już czas być coś zadał, jakiegoś Hanzu może
Hm, czytając co ludziska piszą tutaj i na zagranicznych forach inna odpowedź ciśnie się na usta http://www.youtube.com/watch?v=l8BRbM52gpcPaweł Stroiński pisze: Właśnie nie ...
Water for Elephant, The Tourist, Hunger Games czy nawet wspomniana Snowy w porównaniu do faili Zimmera też rosną w siłę. Tak jeśli chodzi o zaniżenie poziomu to u Hanzu na kokpicie już od dawna alarm krzyczy Pull Up .lis23 pisze:Ale Howard przynajmniej miał później " The Water Horse ", " The Happening " czy " Defiance ", a Zimmer zabłysnął przede wszystkim " Incepcią ".
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9423
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Gdybyś zobaczył, jakie recenzje, oprócz Clemmensena i Broxtona, dostała np. Incepcja i jak dobrze przyjęto trzeciego Batmana (zarówno wśród krytyków filmowych, jak i muzycznofilmowych), mówiłbyś coś innego. Ale twój kontakt z rzeczywistością skończył się gdzieś na 1997 roku zapewne, więc nie masz o niczym pojęcia.
-
hp_gof
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Ojeja, ale nie popadajmy w skrajności z hejtowaniem kogokolwiek, chłopaki ('chłopaku' w zasadzie)... 
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Nie ma co sie spinac, szczegolnie, ze score do Man of Steel jeszcze nie wszedl w ziemska atmosfere....


Za to juz leci....


Za to juz leci....
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Antrytrollujący Agent, coś podobnego 
Gdyby nie piraci, byłbym jak Zbigniew Hołdys - Eric Clapton.
- muaddib_dw
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3237
- Rejestracja: wt lis 24, 2009 16:40 pm
- Lokalizacja: Kargowa
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
A czy ja się czepiam IncepcjiPaweł Stroiński pisze:Gdybyś zobaczył, jakie recenzje, oprócz Clemmensena i Broxtona, dostała np. Incepcja i jak dobrze przyjęto trzeciego Batmana (zarówno wśród krytyków filmowych, jak i muzycznofilmowych), mówiłbyś coś innego. Ale twój kontakt z rzeczywistością skończył się gdzieś na 1997 roku zapewne, więc nie masz o niczym pojęcia.
Tak czy siak nawet Williamsa z pomalowanymi jajami Hanzu nie przebije Pawle. Jestem za to pełen obaw, że wypaczy kolejną legendę.
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14956
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Hmmm ... a czy i Wy podzielacie zdanie, że w dzisiejszych czasach takie tematy, jak ten Williamsa do " Supermana " czy Elfmana do " Batmana " są " infantylne " i niedzisiejsze?
czy kino i muzyka filmowa aż tak bardzo uległy zmianie, że dzisiaj wymogiem jest zwykła muzyczna tapeta bez wyrazu i broń Boże, żeby muzyka wybiła się ponad film?.
czy kino i muzyka filmowa aż tak bardzo uległy zmianie, że dzisiaj wymogiem jest zwykła muzyczna tapeta bez wyrazu i broń Boże, żeby muzyka wybiła się ponad film?.
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
lis23 pisze:Hmmm ... a czy i Wy podzielacie zdanie, że w dzisiejszych czasach takie tematy, jak ten Williamsa do " Supermana " czy Elfmana do " Batmana " są " infantylne " i niedzisiejsze?
czy kino i muzyka filmowa aż tak bardzo uległy zmianie, że dzisiaj wymogiem jest zwykła muzyczna tapeta bez wyrazu i broń Boże, żeby muzyka wybiła się ponad film?.
Uwazam, ze temat Williamsa do Supermana i theme Elfmana do Batmana sa ponadczasowe, a takze maja w sobie spora glebie. Przez co, nawet w dzisiejszym kinie, przy odpowiedniej aranzacji (mrocznej - co juz bylo slychac w Batman TAS), da sie je wkomponowac fajnie w obraz.
Jednak z drugiej strony, nowe podejscie do filmu, wymaga w sumie stworzenie nowej oprawy muzycznej. Szkoda tylko, ze ta nowa muzyka (nowy temat) do danego filmu jest kilka klas nizej od oryginalu z kilkudziesieciu lat wczesniej.
To tak jakby teraz zrobic reboot Star Wars i dac zamiast Williamsa jakiegos kompozytora z rcp. W dzisiejszej muzyce (szczegolnie jesli chodzi o score do filmow z superbohaterami, choc zdarzaja sie wyjatki), brakuje kompozytorom finezji oraz solidnego warsztatu jak i wyksztalcenia. Przez co film, ktory ma wielki potencjal na naprawde swietna muzyke i temat zapadajacy w pamieci, otrzymuje muzyke infantylna i do szybkiego zapomnienia.
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14956
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
A czy to nie jest tak, że w dzisiejszych ekranizacjach komiksów jest albo za dużo Nolana i Jego filozofii z Batmanów, albo za dużo takiego nierównego luzu, znanego z ekranizacji komiksów Marvela ( zwłaszcza, gdy wziął się za to Disney - przykład: wizualny kicz a la " Avengers " ) a nie ma czegoś pomiędzy?
w ogóle, dzisiejsze kino nie potrafi się bawić - i nie chodzi tylko o ekranizacje komiksów: kiedyś, efekty specjalne były dopełnieniem filmu, dopełnieniem gry aktorskiej, scenariusza, historii, muzyki - każdy film z efektami od ILM wyznaczał nowe szlaki w efektach - a dzisiaj? - dzisiaj mamy przerost formy nad treścią a same efekty są robione jakby od niechcenia - ot, zwykłe rzemiosło
niestety, z muzyką bywa podobnie: biorę projekt, robię muzę, inkasuję gaże i zapominam ...
w ogóle, dzisiejsze kino nie potrafi się bawić - i nie chodzi tylko o ekranizacje komiksów: kiedyś, efekty specjalne były dopełnieniem filmu, dopełnieniem gry aktorskiej, scenariusza, historii, muzyki - każdy film z efektami od ILM wyznaczał nowe szlaki w efektach - a dzisiaj? - dzisiaj mamy przerost formy nad treścią a same efekty są robione jakby od niechcenia - ot, zwykłe rzemiosło
niestety, z muzyką bywa podobnie: biorę projekt, robię muzę, inkasuję gaże i zapominam ...
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9423
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Nie powiedziałbym, że temat Elfmana czy Williamsa jest sam w sobie "infantylny" (Superman Donnera... już tak; Batman Burtona jest campowy - to specjalny, mroczny i bardzo samoświadomy typ kiczu, ale nie infantylny w żadnym razie!), bo mówienie o infantylizmie tematu można tylko przywiązać do np. Fantastic Four Ottmana (ja komponowałem lepsze melodie), ale... nie chodzi tu o nazwiska.
Prawdą jest, że bardzo zmieniła się filmowa estetyka w ostatnich kilkunastu latach. Nie wiem, co dokładnie na to wpłynęło, ale na pewno mamy pewnego rodzaju powrót do nastawienia na realizm (nie w sensie racjonalizacji pewnych "nadnaturalnych" zdolności, ale w sensie kreacji świata na bardziej "brudny" - w znaczeniu angielskiego gritty, czyli dosłownie pełne pyłu, zakurzone - i brutalny niż w dość komiksowym kinie akcji nawet w trendach tak gdzieś do późnych lat dziewięćdziesiątych? Zwróć uwagę, że Nolan w Batmanach nie boi się przemocy, tylko po prostu filmuje tak, że krwi nie widać, a nie tak, że jej w ogóle nie ma w filmowym świecie, wyjątkiem jest Incepcja, ale tam mieliśmy świat wykreowany z góry na nie do końca realny).
Tematy Kina Nowej Przygody (Superman, Raiders March) nie bardzo mają zastosowanie do kina, które z natury jest osadzone w innym świecie. Można powiedzieć, że Williams (który sam nie potraktował Supermana Donnera śmiertelnie poważnie; w jego muzyce jest dużo takiej dobrodusznej ironii) z pełną świadomością wykreował stylistykę opartą częściowo na tradycji Golden Age (czyli tradycji wyjątkowo skonwencjonalizowanej już przez samych kompozytorów tamtych czasów, jeśli porównasz aktorstwo Ben Hura z aktorstwem nawet w latach osiemdziesiątych czy siedemdziesiątych, zorientujesz się, że konwencja filmów starej ery była w sposób zdecydowany bardziej teatralna, po części wynikło to z tego, że najstarsze filmy dźwiękowe - te z lat trzydziestych i czterdziestych - z powodu po prostu ciężaru kamer były bardzo, bardzo statyczne wizualnie, kamera z ręki pojawiła się dopiero wtedy, kiedy wymyślono kamerę, którą w ogóle w ręku da się *utrzymać*).
Muzyka Williamsa więc (także Elfmana, pamiętajmy dość prostą rzecz, o której się chyba dość mało dzisiaj mówi, choć ci, którzy powinni wiedzieć, wiedzą o tym na sto procent - studio chciało do pierwszego Batmana Williamsa, ale John nie miał na to czasu) jest bardzo skonwencjonalizowana i steatralizowana i jest to zamierzenie, by stworzyć przygodę, która, jak mówią Amerykanie jest większa niż życie [larger than life]. Nie jest to infantylne, jest to bardzo świadoma kreacja świata przedstawionego na komiksowy i przerysowany. Po części po to, by tenże świat przedstawiony filmu nie był przez widza traktowany zbyt poważnie.
W sytuacji postawienia na zabrudzoną, realistyczną (w większości dzisiejszych filmów niestety przejawia się to w bardzo nieudolnym wykorzystaniu kamery z ręki) konwencję, nie chcesz już kreować świata jako przerysowanego. Dlatego temat Williamsa czy Elfmana nie ma zastosowania w takim, bardziej osadzonym w rzeczywistości filmowej (choć powiedzmy inaczej: konwencja ta ma stworzyć świat, który nas przekonuje jako realny, nie odrealniony) stylu. Muzyka ma być, ma działać, ale ma nie wyrzucać nas ze świata filmowego i nie puszczać do nas oka. Jeden zły ruch i cała misternie zbudowana rzeczywistość filmowa się rozleci. Stąd zmiana paradygmatu we współczesnej muzyce filmowej. Bo zmienił się paradygmat tworzenia filmu.
Dlatego uważam argumentację Muaddiba (a raczej jej zupełny brak...), jakoby Zimmer wypaczał legendę za bzdurną, jeśli nie po prostu, powiem brutalnie, wyjętą z dupy. Żadnej legendy Zimmer nie wypacza. Film od początku jest zamierzony jako stworzenie tej legendy od nowa. I właśnie do tego odnosi się, cokolwiek Hans stworzy. Jakiekolwiek zestawienie tego score z Williamsem jest tak uprawnione, jak czytanie Bogurodzicy z encyklikami JP2 w ręku, albo twierdzenie, że komedia romantyczna to ukryty horror. By tak czytać, trzeba być faktycznie wypaczonym.
Prawdą jest, że bardzo zmieniła się filmowa estetyka w ostatnich kilkunastu latach. Nie wiem, co dokładnie na to wpłynęło, ale na pewno mamy pewnego rodzaju powrót do nastawienia na realizm (nie w sensie racjonalizacji pewnych "nadnaturalnych" zdolności, ale w sensie kreacji świata na bardziej "brudny" - w znaczeniu angielskiego gritty, czyli dosłownie pełne pyłu, zakurzone - i brutalny niż w dość komiksowym kinie akcji nawet w trendach tak gdzieś do późnych lat dziewięćdziesiątych? Zwróć uwagę, że Nolan w Batmanach nie boi się przemocy, tylko po prostu filmuje tak, że krwi nie widać, a nie tak, że jej w ogóle nie ma w filmowym świecie, wyjątkiem jest Incepcja, ale tam mieliśmy świat wykreowany z góry na nie do końca realny).
Tematy Kina Nowej Przygody (Superman, Raiders March) nie bardzo mają zastosowanie do kina, które z natury jest osadzone w innym świecie. Można powiedzieć, że Williams (który sam nie potraktował Supermana Donnera śmiertelnie poważnie; w jego muzyce jest dużo takiej dobrodusznej ironii) z pełną świadomością wykreował stylistykę opartą częściowo na tradycji Golden Age (czyli tradycji wyjątkowo skonwencjonalizowanej już przez samych kompozytorów tamtych czasów, jeśli porównasz aktorstwo Ben Hura z aktorstwem nawet w latach osiemdziesiątych czy siedemdziesiątych, zorientujesz się, że konwencja filmów starej ery była w sposób zdecydowany bardziej teatralna, po części wynikło to z tego, że najstarsze filmy dźwiękowe - te z lat trzydziestych i czterdziestych - z powodu po prostu ciężaru kamer były bardzo, bardzo statyczne wizualnie, kamera z ręki pojawiła się dopiero wtedy, kiedy wymyślono kamerę, którą w ogóle w ręku da się *utrzymać*).
Muzyka Williamsa więc (także Elfmana, pamiętajmy dość prostą rzecz, o której się chyba dość mało dzisiaj mówi, choć ci, którzy powinni wiedzieć, wiedzą o tym na sto procent - studio chciało do pierwszego Batmana Williamsa, ale John nie miał na to czasu) jest bardzo skonwencjonalizowana i steatralizowana i jest to zamierzenie, by stworzyć przygodę, która, jak mówią Amerykanie jest większa niż życie [larger than life]. Nie jest to infantylne, jest to bardzo świadoma kreacja świata przedstawionego na komiksowy i przerysowany. Po części po to, by tenże świat przedstawiony filmu nie był przez widza traktowany zbyt poważnie.
W sytuacji postawienia na zabrudzoną, realistyczną (w większości dzisiejszych filmów niestety przejawia się to w bardzo nieudolnym wykorzystaniu kamery z ręki) konwencję, nie chcesz już kreować świata jako przerysowanego. Dlatego temat Williamsa czy Elfmana nie ma zastosowania w takim, bardziej osadzonym w rzeczywistości filmowej (choć powiedzmy inaczej: konwencja ta ma stworzyć świat, który nas przekonuje jako realny, nie odrealniony) stylu. Muzyka ma być, ma działać, ale ma nie wyrzucać nas ze świata filmowego i nie puszczać do nas oka. Jeden zły ruch i cała misternie zbudowana rzeczywistość filmowa się rozleci. Stąd zmiana paradygmatu we współczesnej muzyce filmowej. Bo zmienił się paradygmat tworzenia filmu.
Dlatego uważam argumentację Muaddiba (a raczej jej zupełny brak...), jakoby Zimmer wypaczał legendę za bzdurną, jeśli nie po prostu, powiem brutalnie, wyjętą z dupy. Żadnej legendy Zimmer nie wypacza. Film od początku jest zamierzony jako stworzenie tej legendy od nowa. I właśnie do tego odnosi się, cokolwiek Hans stworzy. Jakiekolwiek zestawienie tego score z Williamsem jest tak uprawnione, jak czytanie Bogurodzicy z encyklikami JP2 w ręku, albo twierdzenie, że komedia romantyczna to ukryty horror. By tak czytać, trzeba być faktycznie wypaczonym.
- muaddib_dw
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3237
- Rejestracja: wt lis 24, 2009 16:40 pm
- Lokalizacja: Kargowa
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Dokładnie. Tamte czasy i muzyka już nie wrócą. Młodzi idą na łatwiznę (w większości) bo takie teraz są trendy. Co rok fabryka RCP wypuszcza nowe zastępy klonów, które pod przewodnictwem Hanzu serwują nam kolejne suchary, aby tylko głośno, szybko i sztucznie było. No i jeszcze dostają większość ważnych tytułów z czystej oszczędności producentów, bo przecież nie ze względu na walory artystyczne muzyki jaką tworzą te ... twory.Agent pisze:lis23 pisze:Hmmm ... a czy i Wy podzielacie zdanie, że w dzisiejszych czasach takie tematy, jak ten Williamsa do " Supermana " czy Elfmana do " Batmana " są " infantylne " i niedzisiejsze?
czy kino i muzyka filmowa aż tak bardzo uległy zmianie, że dzisiaj wymogiem jest zwykła muzyczna tapeta bez wyrazu i broń Boże, żeby muzyka wybiła się ponad film?.
Uwazam, ze temat Williamsa do Supermana i theme Elfmana do Batmana sa ponadczasowe, a takze maja w sobie spora glebie. Przez co, nawet w dzisiejszym kinie, przy odpowiedniej aranzacji (mrocznej - co juz bylo slychac w Batman TAS), da sie je wkomponowac fajnie w obraz.
Jednak z drugiej strony, nowe podejscie do filmu, wymaga w sumie stworzenie nowej oprawy muzycznej. Szkoda tylko, ze ta nowa muzyka (nowy temat) do danego filmu jest kilka klas nizej od oryginalu z kilkudziesieciu lat wczesniej.
To tak jakby teraz zrobic reboot Star Wars i dac zamiast Williamsa jakiegos kompozytora z rcp. W dzisiejszej muzyce (szczegolnie jesli chodzi o score do filmow z superbohaterami, choc zdarzaja sie wyjatki), brakuje kompozytorom finezji oraz solidnego warsztatu i wyksztalcenia.
- muaddib_dw
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3237
- Rejestracja: wt lis 24, 2009 16:40 pm
- Lokalizacja: Kargowa
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Póki co Hanzu robi wszystko by stać się legendarnym epic fail composerem.Paweł Stroiński pisze: Żadnej legendy Zimmer nie wypacza. Film od początku jest zamierzony jako stworzenie tej legendy od nowa. I właśnie do tego odnosi się, cokolwiek Hans stworzy.
Potok słów, ba lawina z wyszukanym słownictwem w parze z jadem i pospolitymi epitetami (typu dupa) nie wyglądają zbyt dobrze Pawle i nie służą in + dla twojej kariery
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9423
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: HANS ZIMMER - MAN OF STEEL (2013)
Po pierwsze, Hans napisał Cienką czerwoną linię i tym wpisał się do gatunku jako jeden z najwybitniejszych jego przedstawicieli, czego mu nikt nie odbierze, nawet ty.
Po drugie, język może odrobinę ostrzejszy, ale argumentacyjnie jest dokładnie na twoim poziomie. Najwyraźniej to wszystko, jak sądziłem, co z niego zrozumiałeś.
Po drugie, język może odrobinę ostrzejszy, ale argumentacyjnie jest dokładnie na twoim poziomie. Najwyraźniej to wszystko, jak sądziłem, co z niego zrozumiałeś.