Hildur Guðnadóttir
Re: Hildur Guðnadóttir
Indie od Independent (Niezależny). Do Bollywood Jej daleko.
Maggie zawsze kojarzy mi się z kinem niszowym, arthousem.
Jej debiut reżyserski "Córka" też ciężko nazwać blockbusterem, mimo pojawienia się Dakoty Johnson.
Maggie zawsze kojarzy mi się z kinem niszowym, arthousem.
Jej debiut reżyserski "Córka" też ciężko nazwać blockbusterem, mimo pojawienia się Dakoty Johnson.
Re: Hildur Guðnadóttir
Dość zaskakująco ale CD i LP już na preorderach od WaterSrałer
NO CD = NO SALE
Re: Hildur Guðnadóttir
Bride to film pełen sprzeczności, misz-masz gatunków, jakby ktoś granat wrzucił do garnka z bigosem...
Zacznijmy od wielkich plusów:
- scenografia, zdjęcia na filmowej taśmie, mrok, gotyk, lata 30' w NYC - od lat nie wyglądały lepiej na ekranie kinowym, nie można oderwać oczu jak to w IMAXie wygląda, i widać jak duży budżet i pietyzm w to włożono
- kostiumy Sandy Powell nawiązujące idealnie do w/w rzeczy
- design Frankensteina świetny, znacznie lepszy niż z wersji Del Toro, gdzie był to marvelowy Vision po wypadnięciu przez przednią szybę auta.
- świetna i głośno podłożona muzyka, wypełniająca szczelnie cały film, pełna rockowych brzmień wpadających w orkiestrowy musical, jazz lat 30, smyczkowe solówki, orkiestrowe pasaże wzorowane troche na finale pierwszego Batmana Burtona, muzyka kipi energią i radością, brzmi w filmie wyśmienicie i byłem w szoku
- rola Jaka Gyllenhala który gra śpiewaka (świetny wokal!) i tancerza inspirowanego Fredem Asterem.
Minusy:
- film to taka kopia filmu o Harley Quinn, tylko cofnięta akcja do lat 30 w USA.
- Buckley gra karykaturalnie, kopiuje Robbie z w/w filmu, plus ogrywa oklepane tiki osób z turetyzmem i rozdwojeniem jaźni
- Bale dalej gra cały film z tym kretyńskim batmanowskim charczeniem (żeby było śmieszniej Buckley gra cały film swoim normalnym głosem)
- idiotyczne wstawki muzycznych bitów współczesnych i kopiowanie choreografii z Thriller'a do musicalowej sceny tańca w ciuchach z lat 30
Film na pewno NIE zasługuje na jedynkowe recenzje i na aż taką katastrofę w boxoffice, także trochę współczuję.
Reżyserka chciała zrobić kilka rożnych filmów w jednym, albo raczej dłuższych teledysków, w jednym. Wyszło średnio, ale warto zobaczyć.
3/5
Albumu posłucham na pewno w tym tygodniu. Hildur at her best i myslę że to będzie jeden z najciekawszych i unikalnych scorów w tym roku

Zacznijmy od wielkich plusów:
- scenografia, zdjęcia na filmowej taśmie, mrok, gotyk, lata 30' w NYC - od lat nie wyglądały lepiej na ekranie kinowym, nie można oderwać oczu jak to w IMAXie wygląda, i widać jak duży budżet i pietyzm w to włożono
- kostiumy Sandy Powell nawiązujące idealnie do w/w rzeczy
- design Frankensteina świetny, znacznie lepszy niż z wersji Del Toro, gdzie był to marvelowy Vision po wypadnięciu przez przednią szybę auta.
- świetna i głośno podłożona muzyka, wypełniająca szczelnie cały film, pełna rockowych brzmień wpadających w orkiestrowy musical, jazz lat 30, smyczkowe solówki, orkiestrowe pasaże wzorowane troche na finale pierwszego Batmana Burtona, muzyka kipi energią i radością, brzmi w filmie wyśmienicie i byłem w szoku
- rola Jaka Gyllenhala który gra śpiewaka (świetny wokal!) i tancerza inspirowanego Fredem Asterem.
Minusy:
- film to taka kopia filmu o Harley Quinn, tylko cofnięta akcja do lat 30 w USA.
- Buckley gra karykaturalnie, kopiuje Robbie z w/w filmu, plus ogrywa oklepane tiki osób z turetyzmem i rozdwojeniem jaźni
- Bale dalej gra cały film z tym kretyńskim batmanowskim charczeniem (żeby było śmieszniej Buckley gra cały film swoim normalnym głosem)
- idiotyczne wstawki muzycznych bitów współczesnych i kopiowanie choreografii z Thriller'a do musicalowej sceny tańca w ciuchach z lat 30
Film na pewno NIE zasługuje na jedynkowe recenzje i na aż taką katastrofę w boxoffice, także trochę współczuję.
Reżyserka chciała zrobić kilka rożnych filmów w jednym, albo raczej dłuższych teledysków, w jednym. Wyszło średnio, ale warto zobaczyć.
3/5
Albumu posłucham na pewno w tym tygodniu. Hildur at her best i myslę że to będzie jeden z najciekawszych i unikalnych scorów w tym roku
NO CD = NO SALE
Re: Hildur Guðnadóttir
Po takim wyniku w kinach pewnie zaraz wyląduje na HBO, także wtedy się sprawdzi 
Re: Hildur Guðnadóttir
Bez piosenek sam score Hildur trwa 33 minuty. Obadałem i bez szału, choć po filmie da się jeszcze raz szansę całemu albumowi, ale to co usłyszałem i tak jest bardziej wyraziste, niż Franki Desplata 
youtu.be/p-xzJ9DjaPg
youtu.be/p-xzJ9DjaPg
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35598
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Hildur Guðnadóttir
To i ja teraz na spokojnie sobie przesłuchałem ten score Hildur z parę razy (trzy dokładnie). Jest w porządku, ale tych Achów Broxtona nie rozumiem. I w sumie pod względem brzmienia i charakteru to mi się już jej "Joker" bardziej podoba. I Mystery ma rację za wiele tutaj tego jej score'u też nie ma i dla mnie prezentuje to podobny poziom co "Bone Temple". Czyli jak na Hildur na razie ma dobry rok.
1. Doyle
2. Hildur
3. Desplat
To prawda dlatego też jeżeli chodzi o Frankensteina, sytuacja prezentuje się tak:
1. Doyle
2. Hildur
3. Desplat
#WinaHansa #IStandByDaenerys
Re: Hildur Guðnadóttir
Autorska wizja reżyserki. Przerost formy nad treścią. Poszczególne sceny i ujęcia są zrealizowane ciekawie, ale całość szybko nudzi i ociera się mimowolnie o kicz. Brakuje dobrej historii i emocji. Buckleyowa przeszarżowana i przegięła z rolą na całego. Przemieszczamy się nieustannie z sal kinowych do knajp. Wszystkiego za dużo. Czułem się jak w "Operze za 3 grosze" (opera żebracza) Brechta, której nie lubię.