#8
Post
autor: swordfish » ndz paź 04, 2026 09:37 am
Z chęcią obejrzałem obydwie, tak jak planuję iść na kolejną ekranizację Jane Austen, których powstało wiele.
Jestem na tak, gdy próbują kręcić kostiumowe i historyczne produkcje. Chętnie zobaczyłbym jeszcze wariację Lalki z zombiakami, tak jak było z Jane Austen oraz pełną 5 godzinną Lalkę kinową. Ta z Urzędowską i z Dorocińskim może doczekać się za jakiś czas wersji serialowej.
Okazuje się, że Lalka od Netflixa zachęciła do sięgnięcia po książkę. To jest duży plus, jeśli wzrasta czytelnictwo.
Co do obrazków, w końcu muszę pochwalić za dbałość o szczegóły. Wcześniej kręcili kostiumy przy czystych i ślniących chodnikach, co szczególnie raziło przy tvnowskim "Belle Epoque". Teraz w końcu mamy rozsypaną końską gnojówkę, błoto i brud w każdej scenie ulicznej. Najwięcej tego jest w wersji Netflixa. Można nawet poczuć ten smród.
Obydwie Lalki oceniam pozytywnie, choć nie daję ocen maksymalnych. Gdzieś ocena 6-7/10. Netflixowa Lalka ze względu na prowokacyjną formę z elementami czarnego humoru i szczypty Tarantino uważam za niezłą parodię Prusa.
Baasch i Targosz podkładają muzykę głośno. Nie jest to romantyzm walców Kilara i Kurylewicza, Targosz momentami naśladuje smutek Maxa Richtera. Baasch próbuje przełożyć 19-wiecznych kompozytorów na współczesną muzykę filmową.
Jestem na tak. Wolę takie kino niż autorskie kino LGBTQ od Łukasza Rotundy o rozterkach współczesnych artystów lub świąteczną komedię romantyczną z Karolakiem.