Jak to dobrze że trylogia Jacksona powstała jeszcze w czasach gdzie nie panowało wariactwo na "różnorodność"...
Nie ma nic gorszego niż wciskana na siłę, wymuszana polityczna poprawność. Te różnokolorowe elfy w "Rings of Power" to jest taka żenada że głowa boli. Podobnie jak elfy murzyny z Brooklynu, jak w tym Netflixowym crapie, który ktoś nazywa "Wiedźminem". Zresztą tam było jeszcze gorzej bo z jednej z najpiękniejszych kobiet w tym świecie jaką była Margaritha Laux-Antille, zrobili grubą murzynke w dredach.
A dajcie spokój.