Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Przekroczyłem 50 lat. Wychowałem się głównie na filmach z lat 70 i 80. Lubię wracać do starszych produkcji i podziwiać jak musieli twórcy wykorzystywać starą technikę do opowiadania swoich historii.
Czy spełniam warunki współczesnego widza? W kinie jakby co jestem parę razy w tygodniu (oglądam większość premier).
Czy spełniam warunki współczesnego widza? W kinie jakby co jestem parę razy w tygodniu (oglądam większość premier).
- qnebra
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3358
- Rejestracja: pn mar 11, 2013 12:28 pm
- Lokalizacja: Zadupie Mordoru
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Nie spełniasz. Taki modelowy "The Modern Audience" to aktywista, domagający się określonych rzeczy od twórców, lecz jak przychodzi co do czego to na film nie idzie. Potem rzuca mięsem na Bluesky i innych redditach, że ci hejterzy nie poszli na film i w ogóle wszystko i wszyscy to naziści.
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15444
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Mam prawie 48 lat, też wychowałem się na filmach z lat 80.tych ale zawsze lubiłem filmy efektowne, a wręcz efekciarskie, zawsze lubiłem efekty specjalne i choć lata 90.te Nas rozpieściły pod tym względem to obecnie nie narzekam na poziom CGI, który jest równy we wszystkich filmach i uważam się za współczesnego widza, gdyż współczesne kino mnie nie odrzuca, nie chodzę i nie mówię, że "kiedyś to było"swordfish pisze: ↑czw lip 30, 2026 16:49 pmPrzekroczyłem 50 lat. Wychowałem się głównie na filmach z lat 70 i 80. Lubię wracać do starszych produkcji i podziwiać jak musieli twórcy wykorzystywać starą technikę do opowiadania swoich historii.
Czy spełniam warunki współczesnego widza? W kinie jakby co jestem parę razy w tygodniu (oglądam większość premier).
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
- Michał Turkowski
- Zdobywca nieistotnych nagród
- Posty: 1299
- Rejestracja: sob wrz 15, 2012 13:45 pm
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Ja pierdole, jakie gówno.
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9987
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
A no właśnie, tak sobie myślałem o niektórych decyzjach Nolana. Może w tej Itace nie chciał dodawać budynków, i cała flota Odyseusza i Agamemnona to może z tuzin statków, żeby podkreślić te straty po wojnie i świat w stanie rozkładu, pokazać bardziej kameralną i osobistą historię Odyseusza, więc mogę to zrozumieć. Ale za cholerę nie mogę zrozumieć obsadzanie rapera w roli barda, i nie dać mu ani śpiewać, ani rapować, ani nawet recytować poematu, tylko wykrzykiwać pojedyncze słowa i stukać laską. To nie jest liryka ani nawet epika, to jest bardzo niewulgarna odmiana zespołu Tourette'a. Albo ewentualnie humor rodem z niektórych europejskich filmów, bo mam wrażenie, że dla tych reżyserów nie ma nic śmieszniejszego niż facet stojący w kącie i wykrzykujący w kółko tych samych kilka słów. Tej decyzji nie mogę zrozumieć ani z perspektywy castingowej, ani z perspektywy diegetycznej. Idą sobie starożytni Grecy na ucztę, będzie muzyka i zabawa, a tu wchodzi jakiś koleś, woła TWARZ! JEBJEBJEB FLOTA! JEBJEBJEB MORZE! JEBJEBJEB! WOJNA JEBJEBJEB! Dziękuję za dzisiaj kochani, to był mój najnowszy secik, w czwartek widzimy się w Sparcie!
Sam soundtrack zaś okej - te elementy liryczne naprawdę dobre, chociaż temat główny słyszałem chyba w jednej scenie Mando i Grogu. Muzyka akcji - różnie. Oparta na dość prymitywnych i agresywnych konceptach, czasami to działa (np. w Troy), a czasami nie. Laestrygonians mnie przekonuje tylko połowicznie. Świetnym pomysłem, o którym już mówiłem wcześniej, było podkreślanie tego napinania cięciwy lirą, i to bardzo homeryckie w założeniu, bo on sam porównywał Odyseusza do barda. Ta podlinkowana piosenka jest świetnie wyprodukowana, ale cały ten wokal jest do dupy. Najsłabszą ilustracyjnie sceną był IMO Hades, bo zastanawiałem się, czy była jakaś głębsza idea w wałkowaniu przez 10 minut tego rytmicznego, ale niezbyt wyszukanego scratchowania, ale nic mi nie przychodzi do głowy, i brzmi to po prostu, jakby Ludwigowi też nic nie przyszło do głowy i zrobił scenę na odwal, żeby coś grało. Ale jak ktoś widzi tam jakiś myk, to niech mnie oświeci. Pod wieloma względami ta muzyka opowiada historię Odyseusza ciekawiej od filmu, ale miejscami jest przestrzelona.
Sam soundtrack zaś okej - te elementy liryczne naprawdę dobre, chociaż temat główny słyszałem chyba w jednej scenie Mando i Grogu. Muzyka akcji - różnie. Oparta na dość prymitywnych i agresywnych konceptach, czasami to działa (np. w Troy), a czasami nie. Laestrygonians mnie przekonuje tylko połowicznie. Świetnym pomysłem, o którym już mówiłem wcześniej, było podkreślanie tego napinania cięciwy lirą, i to bardzo homeryckie w założeniu, bo on sam porównywał Odyseusza do barda. Ta podlinkowana piosenka jest świetnie wyprodukowana, ale cały ten wokal jest do dupy. Najsłabszą ilustracyjnie sceną był IMO Hades, bo zastanawiałem się, czy była jakaś głębsza idea w wałkowaniu przez 10 minut tego rytmicznego, ale niezbyt wyszukanego scratchowania, ale nic mi nie przychodzi do głowy, i brzmi to po prostu, jakby Ludwigowi też nic nie przyszło do głowy i zrobił scenę na odwal, żeby coś grało. Ale jak ktoś widzi tam jakiś myk, to niech mnie oświeci. Pod wieloma względami ta muzyka opowiada historię Odyseusza ciekawiej od filmu, ale miejscami jest przestrzelona.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26756
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
Re: Ludwig Göransson - The Odyssey (2026)
Scott to w sumie zaczął od bardziej ambitnych dzieł ("Duelists" było niczego sobie), a potem doszedł do wniosku, że sci-fi się lepiej sprzedaje. Na starość mu się przypomniało z ambicjami, tyle że efekty znamy.Wojteł pisze: ↑wt lip 28, 2026 23:24 pmJest jeszcze Scott, ale w sumie jego pierwszy okres twórczości dużo lepiej sobie radził z tymi artystycznymi ambicjami, końcowy to już prawie same robione na szybko gnioty, więc nie wiem czy Nolana by można porównać do tego środkowego, bo chyba był porównywanie sinusoidalny, ale wtedy Scott chyba najbardziej stawiał na czystą rozrywkę - chociaż nie wszystkie jego filmy z lat 90tych widziałem, więc nie wiem, jakie miał ambicje przy 1492 i jak to wyszło w praktyce, może niech eksperci od Scotta się wypowiedzą.
Pierwszy "Avatar" jeszcze nie był tak mocno pretensjonalny, ot, taka baśń w kosmosie, niestety potem uznał że trzeba to opowiedzieć raz jeszcze, a potem kolejny raz, za każdym razem co raz to bardziej podkreślając łopatologiczne wątki rodzinne i ekologiczne. No i pamiętajmy, że między "Titanikiem" a "Avatarem" bardziej się bawił w Cousteau niż w kino. Czy by nakręcić nie był w stanie Oppenheimera albo Prestiż. Prestiż mooooże jeszcze, Oppenheimera pewnie zrobiłby zdecydowanie bardziej "po bożemu" gdyby miał kręcić jego biografię. Z drugiej strony jakby Nolan miał zremakować pierwszego Terminatora, napierdoliłby z fabułą tak, że nie wiadomo by było o co chodzi, zacząłby opowiadać od tyłu, zrobiłby pińcset fikołków w chronologii opowieści i oglądać by się tego nie dało.Wojteł pisze: ↑wt lip 28, 2026 23:24 pmA Cameron to tak przeszedł od zajebiście dobrze zrobionej rozrywki pozbawionej jakiejś pretensjonalności do najbardziej zadufanego w sobie dupka prawie z dnia na dzień, gdy Titanic mu zgarnął wszystkie nagrody :p Nolan nigdy się tak nie miotał między tymi skrajnościami, zawsze mu się te proporcje inaczej rozkładały. No i Cameron by nie był w stanie nakręcić czegoś takiego jak Prestiż albo Oppenheimer (chyba, że mógłby zrobić godzinną sekwencję lotu bombowców nad oceanem i samego detonowania bomby).
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński
