Howard Shore - Hobbit
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14779
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Howard Shore - Hobbit
Moja nadinterpretacja
- może i tak nie piszesz ale hejtujesz tak jak Adam, który od trzech tygodni pisze, że film to dno 
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9415
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Howard Shore - Hobbit
Nie pisze, że film to dno, ale że nie chce go oglądać. Jego prawo.
- DanielosVK
- Howardelis Vangeshore
- Posty: 7895
- Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14779
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Howard Shore - Hobbit
Danielos, a Ty byłeś już w kinie? 
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Howard Shore - Hobbit
nigdzie nie pisałem i nie napiszę że film to dno
nigdzie nie hejtowałem filmu i nie zamierzam tego robić
napisałem, że rozczarowanie i do bólu średniak będący wyłacznie odcinaniem kuponów, jadący na fali LOTRa i tyle. zresztą nie odkryłem ameryki bo jak ten film jest odbierany na świecie wszyscy wiedzą i umieją czytać prasę i internet (poza tolkienowskimi ultrasami bo oni jak zawsze są ślepi, ale takie rzeczy się fanbojom wybacza bo to wpisane w magię kina)...
NO CD = NO SALE
- DanielosVK
- Howardelis Vangeshore
- Posty: 7895
- Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm
Re: Howard Shore - Hobbit
W poniedziałek idę.lis23 pisze:Danielos, a Ty byłeś już w kinie?
Fe.
Cóż za score, Howard Shore.
Cóż za score, Howard Shore.
- DanielosVK
- Howardelis Vangeshore
- Posty: 7895
- Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm
Re: Howard Shore - Hobbit
Napisałbym Ci coś, ale nie lubię być wulgarny. :]
Fe.
Cóż za score, Howard Shore.
Cóż za score, Howard Shore.
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35293
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Howard Shore - Hobbit
Oj, wymęczyły mnie trochę te 2 CD. Początek "Dear Frodo" zapowiadał coś fajnego, a w sumie to w pewnym czasie tylko patrzyłem na intunesa, ile jeszcze zostało do końca. Nie twierdzę, że to złe i gdybym był Clemmensenem to walnąłbym wysoka ocenę za samą orkiestrę. Ale po za tym jednak wszystko to już było. Pod koniec fakt dzieje się sporo, a i piosenka Finna może być, ale jednak to produkt z myślą o fanboyach. Zapewne w filmie to się dobrze sprawuje, ale na razie nie mam zamiaru, chęci, czasu i żal mi pieniędzy, aby to sprawdzić.
Między 3/5 a 3,5/5 będzie. I muszę przyznać, że akurat co do "Hobbita" to Olek miał rację.
Między 3/5 a 3,5/5 będzie. I muszę przyznać, że akurat co do "Hobbita" to Olek miał rację.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 14779
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Howard Shore - Hobbit
Widzisz, recenzji czytałem wiele i na niepochlebną jeszcze nie trafiłem - może nie ma euforii ale nie ma też rozczarowania i rozpaczyAdam pisze:nigdzie nie pisałem i nie napiszę że film to dnonigdzie nie hejtowałem filmu i nie zamierzam tego robić
napisałem, że rozczarowanie i do bólu średniak będący wyłacznie odcinaniem kuponów, jadący na fali LOTRa i tyle. zresztą nie odkryłem ameryki bo jak ten film jest odbierany na świecie wszyscy wiedzą i umieją czytać prasę i internet (poza tolkienowskimi ultrasami bo oni jak zawsze są ślepi, ale takie rzeczy się fanbojom wybacza bo to wpisane w magię kina)...
Ty nie czytałeś książki, nie Wiesz więc zapewne, że pierwszy film to 6 pierwszych rozdziałów z książki + dodatki ( do " Powrotu Króla ", " Silmarilion " i " Niedokończone Opowieści " + notatki Tolkiena )
narzekając na to, ze film jest nudny nie Wiesz zapewne też tego, że w książce w ciągu tych pierwszych sześciu rozdziałów niewiele się dzieje, jest tylko przygoda z Trollami i Goblinami w Górach Mglistych, gdzie nie ma chyba żadnej walki, Gandalf robi jakąś magiczną sztuczkę i wszyscy uciekają, film jest więc bardzo rozbudowany jeżeli idzie o akcję, więc nie ma się gdzie nudzić - gdyby było jota w jotę to co w książce to tylko by wędrowali
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John
Re: Howard Shore - Hobbit
Świetny film. Gdzie tu ktoś widzi rozwleczenie (a widzi wielu), pojęcia nie mam. Jakaś połowa historii to dodatkowe wątki, które zapewne przez 3 części będą budować fundament pod LotR.
Jest tu pełno nieobecnych w książkowym Hobbicie nawiązań do późniejszych wydarzeń, a najbardziej oczywistym jest chyba pojawienie się Froda (Elijah Wood strasznie zmienił się z wyglądu przez te kilka/naście lat) na początku w scenie, która dzieje się dosłownie tuż przed momentem spotkania Gandalfa i Froda w FotR.
Martin Freeman był rewelacyjnym wyborem, dźwiga film bardzo ładnie, a na drugim planie starzy znajomi dają czadu: Ian McKellen jest równie wyborny, co we Władcy Pierścieni. Cudowna Cate Blanchett wystarczy, że tylko coś mówi, a już można zapomnieć o całym świecie
Hugo Weaving kultowy jak zawsze, a 90-letnie Christopher Lee chyba zgubił na planie kilkanaście lat, bo różnica między jego wyglądem w realu, a prezencją jako Saruman, jest kolosalna (w czym pewnie pomagał ochoczo komputer, ale i tak jestem pod wrażeniem).
Genialne kilkanaście minut mają Andy Serkis i jego Gollum - to chyba najbardziej trzymający w napięciu moment filmu, chociaż każdy wie, jak ich spotkanie się zakończy. Wielki występ aktorsko-techniczny, idealnie pokazujący, jak ciekawą postacią jest Gollum, a jego płacz za Skarbem był autentycznie przejmujący.
Wszystko sfilmowane ładnie i z umiarem, chociaż nie ma to startu do Epickości (przez duże E!) Drużyny. Po części także dlatego, że sporą część lokacji już widzieliśmy przy jej okazji. Póki co nie ryzykowałem i byłem na 2D, ale z ciekawości wybiorę się na to całe 48fps w 3D
Nie chcę się bawić w ocenowe porównania z Władcą Pierścieni - Hobbit to po prostu bardzo udany powrót do Śródziemia.
Muzyka? Płakać się chce, gdy porówna się ją z muzyką do LotRa, to chyba jedyny element, który w tym powrocie nie wypalił. Ilość rżnięć z Drużyny jest ogromna. Jeden przypadek w ogóle mnie rozwalił, gdy pod atak Thorina na przywódcę orków podłożono... temat Nazguli!!! WTF?!
Nie kupuję argumentów, że to powrót do Śródziemia, więc powtórki wszystkiego muszą być. Jestem za powtórkami, ale pod warunkiem, że będzie też dużo nowego i to wszystko ładnie się połączy. Żeby daleko nie szukać, wystarczy podać przykład Starej Trylogii Star Wars i The Phantom Menace. Widać da się.
Przykład nieudanej kalki: w Drużynie wejście na ekran Rivendell było bajeczne od strony muzycznej, tutaj pojawiają się tylko te same kobiece chórki z początku Many Meetings z podstawowego albumu, a potem... nawet nie pamiętam, czy coś było, ale jeśli tak, to nic zajmującego.
Oczywiście tragedii nie ma, czasem jest dobrze, czasem bezbarwnie, ogólnie - bez szału. W ogóle muzyki, w porównaniu do LotRa, jest w Hobbicie strasznie mało. Przez większość filmu miałem wrażenie, jakby Shore miał na ten projekt kompletnie wywalone. Podobało mi się wejście czegoś, co nazwałbym roboczo tematem kompanii, bo pojawiło się ewidentnie w zastępstwie tematu Drużyny w scenie po rozmowie Gandalfa z Galadrielą. Ze starych tematów najfajniej wypadł często występujący w wiadomych scenach nieśmiertelny temat pierścienia.
Muzyka w filmie: 3/5, bo niższa ocena byłaby krzywdząca, jeśli zestawić Hobbita z Avengersami i im podobnymi. Teraz czas na płytę, ale póki co - rozczarowanie roku.
Jest tu pełno nieobecnych w książkowym Hobbicie nawiązań do późniejszych wydarzeń, a najbardziej oczywistym jest chyba pojawienie się Froda (Elijah Wood strasznie zmienił się z wyglądu przez te kilka/naście lat) na początku w scenie, która dzieje się dosłownie tuż przed momentem spotkania Gandalfa i Froda w FotR.
Martin Freeman był rewelacyjnym wyborem, dźwiga film bardzo ładnie, a na drugim planie starzy znajomi dają czadu: Ian McKellen jest równie wyborny, co we Władcy Pierścieni. Cudowna Cate Blanchett wystarczy, że tylko coś mówi, a już można zapomnieć o całym świecie
Genialne kilkanaście minut mają Andy Serkis i jego Gollum - to chyba najbardziej trzymający w napięciu moment filmu, chociaż każdy wie, jak ich spotkanie się zakończy. Wielki występ aktorsko-techniczny, idealnie pokazujący, jak ciekawą postacią jest Gollum, a jego płacz za Skarbem był autentycznie przejmujący.
Wszystko sfilmowane ładnie i z umiarem, chociaż nie ma to startu do Epickości (przez duże E!) Drużyny. Po części także dlatego, że sporą część lokacji już widzieliśmy przy jej okazji. Póki co nie ryzykowałem i byłem na 2D, ale z ciekawości wybiorę się na to całe 48fps w 3D
Nie chcę się bawić w ocenowe porównania z Władcą Pierścieni - Hobbit to po prostu bardzo udany powrót do Śródziemia.
Muzyka? Płakać się chce, gdy porówna się ją z muzyką do LotRa, to chyba jedyny element, który w tym powrocie nie wypalił. Ilość rżnięć z Drużyny jest ogromna. Jeden przypadek w ogóle mnie rozwalił, gdy pod atak Thorina na przywódcę orków podłożono... temat Nazguli!!! WTF?!
Nie kupuję argumentów, że to powrót do Śródziemia, więc powtórki wszystkiego muszą być. Jestem za powtórkami, ale pod warunkiem, że będzie też dużo nowego i to wszystko ładnie się połączy. Żeby daleko nie szukać, wystarczy podać przykład Starej Trylogii Star Wars i The Phantom Menace. Widać da się.
Przykład nieudanej kalki: w Drużynie wejście na ekran Rivendell było bajeczne od strony muzycznej, tutaj pojawiają się tylko te same kobiece chórki z początku Many Meetings z podstawowego albumu, a potem... nawet nie pamiętam, czy coś było, ale jeśli tak, to nic zajmującego.
Oczywiście tragedii nie ma, czasem jest dobrze, czasem bezbarwnie, ogólnie - bez szału. W ogóle muzyki, w porównaniu do LotRa, jest w Hobbicie strasznie mało. Przez większość filmu miałem wrażenie, jakby Shore miał na ten projekt kompletnie wywalone. Podobało mi się wejście czegoś, co nazwałbym roboczo tematem kompanii, bo pojawiło się ewidentnie w zastępstwie tematu Drużyny w scenie po rozmowie Gandalfa z Galadrielą. Ze starych tematów najfajniej wypadł często występujący w wiadomych scenach nieśmiertelny temat pierścienia.
Muzyka w filmie: 3/5, bo niższa ocena byłaby krzywdząca, jeśli zestawić Hobbita z Avengersami i im podobnymi. Teraz czas na płytę, ale póki co - rozczarowanie roku.
Ostatnio zmieniony sob gru 29, 2012 10:40 am przez Dexter, łącznie zmieniany 3 razy.
Re: Howard Shore - Hobbit
lis23 pisze:Widzisz, recenzji czytałem wiele i na niepochlebną jeszcze nie trafiłem - może nie ma euforii ale nie ma też rozczarowania i rozpaczy
i co z tego? co to mnie obchodzi? jakby Tolkien przez 2 rozdziały opisywał rozmyslania Bilba na kiblu, to znaczy że pół filmu miała by dokładnie taka sama scena zajmować jak Bilbo sobie siedzi i stawia kloca?Ty nie czytałeś książki, nie Wiesz więc zapewne, że pierwszy film to 6 pierwszych rozdziałów z książki + dodatki ( do " Powrotu Króla ", " Silmarilion " i " Niedokończone Opowieści " + notatki Tolkiena )
narzekając na to, ze film jest nudny nie Wiesz zapewne też tego, że w książce w ciągu tych pierwszych sześciu rozdziałów niewiele się dzieje,
przykład - nasze Nad Niemnem, najnudniejsza bodaj lektura ever, w całości przeczytała chyba tylko sama autorka
NO CD = NO SALE
Re: Howard Shore - Hobbit
Rozczarowanie jest ogromne, przecież na Rotten Tomatoes Hobbitowi niewiele brakuje do zgniłości, a wszystkie części LotRa nazbierały tam konkretny %. Zresztą Złote Globy totalnie olały Hobbita, a to też o czymś świadczy.lis23 pisze: Widzisz, recenzji czytałem wiele i na niepochlebną jeszcze nie trafiłem - może nie ma euforii ale nie ma też rozczarowania i rozpaczy
Co nie zmienia faktu, że ja tego rozczarowania nie rozumiem.
