Wreszcie przesluchalem i pluje sobie w brode, ze tak dlugo odkladalem.
Ale po kolei.
Kentuckian
Po kilku pierwszych utworach czulem sie troche tak, jakbym pierwszy raz zobaczyl ojca w 'odmiennym stanie swiadomosci'. Jest lirycznie, a liryka jakos mi do Herrmanna nie pasuje. Oczywiscie nie twierdze, ze jest slabo czy wieje nuda, bo jednak co mistrz to mistrz, a nie na przyklad Djawadi, prawda.. Mimo poznej pory odsluchu jakos ta liryka nie sprawiala mi trudnosci, nie przysypialem

Oczywiscie nie jest to wszystko jednolite, bo sa utwory, ktore zaczynaja sie lirycznie, a koncza 'hermanowsko', czyli po naszemu

Pojawily sie takze 2 utworki na pianino w takim salonowym stylu. Bardzo sympatyczne (cokolwiek by to mialo znaczyc). Koncowka to juz przewaga starego, dobrego Herrmanna.
W kilku miejscach slychac zajawki ladnej melodii i az by sie prosilo,
zeby to wykorzystac. Nic z tego. Moze pociagnal w innym filmie

Co do dlugosci utworow to nawet one nie przeszkadzaja, bo niektorych przejsc zwyczajnie nie slychac i ma sie wrazenie, ze to sa dluzsze fragmenty.
Williamsburg
Totalne zaskoczenie. Chyba nie naduzyje wyrazu jesli napisze, ze ta sciezka jest rewelacyjna. Przynajmniej ja ją tak widze. Zaczyna sie przepiekna uwertura, ktorej mozna sluchac i sluchac. Wesola, ale
rownoczesnie podniosla ('szlachetna'), w zadnym razie jakas glupkowata.
W ogole caly W. jest taki 'klasycyzujacy', choc sa miejsca, kiedy slychac 'prawdziwego' Herrmanna

Z muzyki klasycznej mocny nie
jestem, ale wydawalo mi sie pare razy, ze slysze dosc znajome motywy.
W jednym miejscu jakbym uslyszal ducha Vivaldiego, a w innym krociutki
fragment "Przybiezeli do Betlejem" (choc to klasyka tylko dla nas?)

.
Sa tez 2 swietne aranzacje Yankee Doodle. Jedna z nich konczy dzielo.
To tak na goraco. Ide jeszcze raz przesluchac

Chyba predko sie
od tego albumu nie odpedze
