
Hans Zimmer
Re: Hans Zimmer
To dobrze, bo jakbym tylko zobaczył, że w Twoim poście w temacie Zimmera w pierwszy zdaniu jest słowo "Apollo" to bym nawet reszty nie czytał i od razu zgłosiłbym post do usunięcia Markowi 

Gdyby nie piraci, byłbym jak Zbigniew Hołdys - Eric Clapton.
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Chciałbym podyskutować o jednej bardzo kontrowersyjnej rzeczy (i już przepraszam Marka za potencjalnie więcej roboty niż zwykle, zwłaszcza w TYM temacie; ale obiecuję, że sam będę tu dość ostrożny), ale mnie to bardzo ciekawi.
Chciałbym poprosić hejterów Zimmera o przedstawienie RACJONALNEJ argumentacji przeciwko niemu. Co rozumiem przez racjonalną argumentację? Po pierwsze niemówienie rzeczy nieprawdziwych merytorycznie. Uniosłem się bardzo (dzięki dla Marka za to, że mnie opieprzył prywatnie za to, co zrobiłem, miał oczywiście dużo racji) w sprawie mówienia, że temat Jokera nie jest w ogóle muzyką, tylko efektami dźwiękowymi. Publicznie przepraszam całe forum za to jak potraktowałem Agenta, ale także za całą kłótnię z Turkiem, która była totalnie bez sensu.
Zgodnie ze współczesnymi definicjami, tym, co określa muzykę jest nie melodia, ale zorganizowany rytm. To temat Jokera posiada. Ale dygresja dygresją. Chciałbym usłyszeć, co tak naprawdę hejterzy Zimmera mają przeciwko jego muzyce. Argumenty mogą być wszelakie, bo wszystko może być argumentacją słuszną. Mam pewną teorię na temat tego, co, moim zdaniem (i przepraszam za tak ostre słowo) wprost idiotycznie, uznano za podział na Zimmera magicznego i napuszonego. To naprawdę nie ma sensu. Ten sam kompozytor, co Batmana, napisał także Rain Mana i Thelmę i Louise.
Na razie zadaję tylko pytanie. Czekam na odpowiedzi, mam nadzieję, że nie będziecie się posuwać do ataków osobistych na kompozytora, choć od razu mówię, że jeśli ktoś będzie chciał zjechać PR, to bardzo proszę, tego nie będę się za bardzo czepiał i to niezależnie od tego czy się z tym zgadzam czy nie (o tym sam więcej powiem; na razie nie chcę wprowadzać swoich opinii dla dobra dyskusji, to zaczątek, mam nadzieję czegoś pięknego), tylko prosiłbym bez naszych ukochanych fraz-kluczy jak szukanie brzmienia, pomijając fakt, w jaki sposób ja osobiście interpretuję faile sprzed dwóch lat (mam pewną teorię) czy różnych takich.
I prosiłbym, by za bardzo nie mówiono o modelu biznesowym RCP. Mam tutaj swoje powody następujące: Po pierwsze, uważam, że o ile dyskusja na temat roli RCP w muzyce filmowej byłaby przydatna, to dla porządku forum fajnie by było, gdyby na ich temat (nie wiem, co na to Marek) zrobiono jeden zbiorczy temat zgodnie z regułami forum. Jest to moim skromnym zdaniem sensowne. Wrzucenie do tego tematu Raminów, Jablonskych, Jackmanów (tylko bez tych głupich żartów na temat rokowania, ani tu, ani nigdzie indziej, rokującego Jackmana Wawrzyniec nigdy nie podawał, lubi tylko pół jego score'u, więc o to, by z niego w tej kwestii zejść proszę zarówno jako zwykły czytelnik forum, jak i jego administrator) zrobiłoby niepotrzebny bałagan, a tego bym nie chciał i to nie tylko ze względów administracyjnych.
Proszę więc o skoncentrowanie się na argumentach ściśle muzycznych. Jeśli coś będzie niezgodne z pewnymi pojęciami nazwijmy to muzycznymi, to oczywiście będę o tym mówił. Ze swojej strony obiecuję maksymalną kontrolę samego siebie, na jaką sobie mogę pozwolić. Ale póki dyskusja będzie stricte merytoryczna bez LOL-ów, memów, itd., sądzę, że warto będzie posłuchać, co do powiedzenia mają użytkownicy, którzy za Hansem nie przepadają. Klasyczna argumentacja przeciwko antyikoniczności jego postępowania jest oczywiście dyskusją merytoryczną, chociaż moim zdaniem (nawet jeśli tylko moim, co oczywiście jestem w stanie doskonale zrozumieć, bo świat nie kręci się wokół mnie, no chyba że mój własny) intelektualnie jałową.
To zaczynamy
Chciałbym poprosić hejterów Zimmera o przedstawienie RACJONALNEJ argumentacji przeciwko niemu. Co rozumiem przez racjonalną argumentację? Po pierwsze niemówienie rzeczy nieprawdziwych merytorycznie. Uniosłem się bardzo (dzięki dla Marka za to, że mnie opieprzył prywatnie za to, co zrobiłem, miał oczywiście dużo racji) w sprawie mówienia, że temat Jokera nie jest w ogóle muzyką, tylko efektami dźwiękowymi. Publicznie przepraszam całe forum za to jak potraktowałem Agenta, ale także za całą kłótnię z Turkiem, która była totalnie bez sensu.
Zgodnie ze współczesnymi definicjami, tym, co określa muzykę jest nie melodia, ale zorganizowany rytm. To temat Jokera posiada. Ale dygresja dygresją. Chciałbym usłyszeć, co tak naprawdę hejterzy Zimmera mają przeciwko jego muzyce. Argumenty mogą być wszelakie, bo wszystko może być argumentacją słuszną. Mam pewną teorię na temat tego, co, moim zdaniem (i przepraszam za tak ostre słowo) wprost idiotycznie, uznano za podział na Zimmera magicznego i napuszonego. To naprawdę nie ma sensu. Ten sam kompozytor, co Batmana, napisał także Rain Mana i Thelmę i Louise.
Na razie zadaję tylko pytanie. Czekam na odpowiedzi, mam nadzieję, że nie będziecie się posuwać do ataków osobistych na kompozytora, choć od razu mówię, że jeśli ktoś będzie chciał zjechać PR, to bardzo proszę, tego nie będę się za bardzo czepiał i to niezależnie od tego czy się z tym zgadzam czy nie (o tym sam więcej powiem; na razie nie chcę wprowadzać swoich opinii dla dobra dyskusji, to zaczątek, mam nadzieję czegoś pięknego), tylko prosiłbym bez naszych ukochanych fraz-kluczy jak szukanie brzmienia, pomijając fakt, w jaki sposób ja osobiście interpretuję faile sprzed dwóch lat (mam pewną teorię) czy różnych takich.
I prosiłbym, by za bardzo nie mówiono o modelu biznesowym RCP. Mam tutaj swoje powody następujące: Po pierwsze, uważam, że o ile dyskusja na temat roli RCP w muzyce filmowej byłaby przydatna, to dla porządku forum fajnie by było, gdyby na ich temat (nie wiem, co na to Marek) zrobiono jeden zbiorczy temat zgodnie z regułami forum. Jest to moim skromnym zdaniem sensowne. Wrzucenie do tego tematu Raminów, Jablonskych, Jackmanów (tylko bez tych głupich żartów na temat rokowania, ani tu, ani nigdzie indziej, rokującego Jackmana Wawrzyniec nigdy nie podawał, lubi tylko pół jego score'u, więc o to, by z niego w tej kwestii zejść proszę zarówno jako zwykły czytelnik forum, jak i jego administrator) zrobiłoby niepotrzebny bałagan, a tego bym nie chciał i to nie tylko ze względów administracyjnych.
Proszę więc o skoncentrowanie się na argumentach ściśle muzycznych. Jeśli coś będzie niezgodne z pewnymi pojęciami nazwijmy to muzycznymi, to oczywiście będę o tym mówił. Ze swojej strony obiecuję maksymalną kontrolę samego siebie, na jaką sobie mogę pozwolić. Ale póki dyskusja będzie stricte merytoryczna bez LOL-ów, memów, itd., sądzę, że warto będzie posłuchać, co do powiedzenia mają użytkownicy, którzy za Hansem nie przepadają. Klasyczna argumentacja przeciwko antyikoniczności jego postępowania jest oczywiście dyskusją merytoryczną, chociaż moim zdaniem (nawet jeśli tylko moim, co oczywiście jestem w stanie doskonale zrozumieć, bo świat nie kręci się wokół mnie, no chyba że mój własny) intelektualnie jałową.
To zaczynamy

- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26567
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Absolutnie nie uważam się za hejtera Hansa (ani w sumie żadnego kompozytora, no może Batesa, ale to każdy normalny w pewnym sensie jest
), dlatego nie będę się wyrywał do odpowiedzi, ale mogę ewentualnym hejterom dwie podpowiedzi rzucić, gdzie szukać argumentów. Uwaga, oto one:


BTW Pawle, czy adresaci zatytułowani "hejterzy Zimmera" w ogóle istnieją? Można nie przepadać za jego współczesnymi pracami, ale chyba nikt nie odrzuca Hansa w całości.




BTW Pawle, czy adresaci zatytułowani "hejterzy Zimmera" w ogóle istnieją? Można nie przepadać za jego współczesnymi pracami, ale chyba nikt nie odrzuca Hansa w całości.
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35042
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Nazwij ich miłośnikami, czy nostalgikami "magicznego Zimmera", lub "przeciwnikami..." hejterami napuszonego Zimmera", albo "osobami uważającymi trylogię Batmana za SFXy, plamę dźwięków, bez tematów".Koper pisze:BTW Pawle, czy adresaci zatytułowani "hejterzy Zimmera" w ogóle istnieją? Można nie przepadać za jego współczesnymi pracami, ale chyba nikt nie odrzuca Hansa w całości.
Ja się z dyskusji z wiadomych względów wyłączam.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Hans Zimmer
W odpowiedzi na post Kopra - ja jestem hejterem na pół etatu, ale nie będę się udzielał w kolejnej dyskusji na temat Zimmera. Myślę, że zarówno dla forum, jak i opinii o Hansie lepiej by było, jakby na jakiś czas nie gadać o nim tyle co zwykle. Połowa tego forum to fanboje Williamsa (przynajmniej jest ich jakieś 3-4 razy tyle, co fanbojów Hansa), a jednak o Johnie pisze się dużo mniej, niż o Zimmerze. Podobnie o innych żyjących "mistzach". Zmarłych nie liczę, bo o Goldsmithe mówi się tylko przy okazji rerecu, nikt nie rozmawia o metodologii jego pracy, klasykach, nie mówiąc już o zakładaniu mu stu tematów i offtopowaniu nim, tak, jak to jest z Zimmerem.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26567
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Ale Paweł wyraźnie zwraca się do HEJTERÓW Zimmera. To, że wolę jego starsze prace, to nie znaczy, że w 100% hejtuje jego współczesny dorobek, choć umówmy się - jak facet firmuje swoim nazwiskiem jakieś Henryki IV, tworzy jakieś Madagaskary 1-3 i bawi się dobrze (w przeciwieństwie do słuchacza) przy Szerlokach, no to trudno pisać, że współczesny Hans jest ciekawszy od dawnego, bo i kiedyś chyba się aż w takim stopniu pod byle czym nie podpisywał. Co nie znaczy, że jak chce i jest zainspirowany, to nie potrafi.
Tak naprawdę tzw. "hejterzy Zimmera" raczej wkurzają się na wynoszących go pod niebiosa fanbojów i na kopiujących go bezmyślnie uczniaków z RCP, niż na samego Hansa. Każdy kompozytor ma swój styl, który nie każdemu się musi podobać. Wielu kompozytorów mnie nie rajcuje, wielu cenię zdecydowanie niżej niż Zimmera, ale problem leży w tym, co napisał Wojtek, a nie w samym warsztacie pracy Hansa (w którym wkurza mnie tylko nadmierna wiara w sample
).
Tak naprawdę tzw. "hejterzy Zimmera" raczej wkurzają się na wynoszących go pod niebiosa fanbojów i na kopiujących go bezmyślnie uczniaków z RCP, niż na samego Hansa. Każdy kompozytor ma swój styl, który nie każdemu się musi podobać. Wielu kompozytorów mnie nie rajcuje, wielu cenię zdecydowanie niżej niż Zimmera, ale problem leży w tym, co napisał Wojtek, a nie w samym warsztacie pracy Hansa (w którym wkurza mnie tylko nadmierna wiara w sample

"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Hans Zimmer
To też prawda, wystarczy spojrzeć co się dzieje na takich filmwebach i youtubach. Zresztą w takich fanbojów swoim trollingiem celował kiedyśgrześ, no i wszyscy wiemy jak się skończyłoKoper pisze:Tak naprawdę tzw. "hejterzy Zimmera" raczej wkurzają się na wynoszących go pod niebiosa fanbojów i na kopiujących go bezmyślnie uczniaków z RCP, niż na samego Hansa.

Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Są ludzie, którzy odrzucają twórczość Hansa Zimmera w całości, ale tak, bardzo często są wyśmiewani nawet przez "hejterów na pół etatu".Koper pisze:Absolutnie nie uważam się za hejtera Hansa (ani w sumie żadnego kompozytora, no może Batesa, ale to każdy normalny w pewnym sensie jest), dlatego nie będę się wyrywał do odpowiedzi, ale mogę ewentualnym hejterom dwie podpowiedzi rzucić, gdzie szukać argumentów. Uwaga, oto one:
![]()
BTW Pawle, czy adresaci zatytułowani "hejterzy Zimmera" w ogóle istnieją? Można nie przepadać za jego współczesnymi pracami, ale chyba nikt nie odrzuca Hansa w całości.
To, co wniósł do gatunku i to, co zrobił źle, cóż, bardzo trudno to, cholera, ocenić poprawnie. Po prostu przyznam, że robienie z niego tego, co najlepsze w muzyce (W ogóle. Mozart i Beethoven to przy Zimmerze NIKT, zupełnie NIKT) albo tego, co w niej najgorsze (99% forum FSM) mnie ostro wkurza. Dlatego taka chęć racjonalnych argumentów przeciw jego twórczości, a nie po prostu jechania na emocjach.
Tak samo ta cała dyskusja o klęczeniu przed Hansem. Doprowadzało mnie to do szału, bo cholera, gdzie w tym wszystkim człowiek? Czy, za przeproszeniem, patrząc na naszych wielkich mistrzów, niezależnie od nazwiska, musimy zapominać, że to gość, który czasem (przepraszam za przykład) wychodzi ze studia po to, żeby pójść do łazienki na przykład?
Na pewno marzy mi się jedna rzecz. Nie lubię powszechnego uwielbienia ani powszechnego hejterstwa. Wiem, że wiele osób docenia to, co dobrego zrobił Hans w gatunku, nawet jeśli Adam próbuje umniejszyć sukces Cienkiej czerwonej linii (i niech nie mówi ciągle o Berlinale w 1998 czy 1999 roku, bo jakoś nie słyszę, by ktokolwiek na świecie kopiował Nic Lorenca, a TTRL się nawet czasem i w Europie kopiuje) i fajnie. Tylko spójrzmy na Hansa sine ira et studio. Dostrzeżmy to, że może i Zimmer mylił się (a się mylił!) ilustracyjnie w Batmanach, ale nie dlatego, że zignorował tradycję Elfmanowską, tylko z powodu własnej niekonsekwencji myślowej. Nie odrzucajmy Man of Steel tylko dlatego, że nie brzmi jak Williams, bo dlaczego miałoby to zachowywać brzmienie jak Williams.
Albo to nieszczęsne szukanie brzmienia, które tak naprawdę nie jest wymierzone w Hansa, tylko we mnie (zwłaszcza przez Turka). Wszyscy sobie robili jaja na tym forum, jak to Zimmer tak bardzo szukał brzmienia, że wyszli mu z tego aż Piraci 4 i Sherlock 2. Tylko, czy nikt nie pomyślał, że być może Zimmerowi te score'y nie wyszły, dlatego, że szukanie brzmienia olał? Dlaczego jeśli mówię, że w przypadku Piratów 4 Hans musiał powtarzać stare score'y (co wymusił Bruckheimer i po czym jadą na privie wszyscy możliwi kompozytorzy w RCP, czyli cała ekipa), więc to olał, a w przypadku Sherlocka 2 wybrał się do Czech nagrywać Cyganów, by otrząsnąć się po traumie, zamiast skoncentrować się na pisaniu dobrego score'u, to się nagle mówi, że bronię Hansa? A czy nie jest może tak, pomyślcie chwilę, że dla mnie to jest przykład tego, że Hans po prostu postąpił dziecinnie i nieprofesjonalnie? Że po prostu strzelił focha i zrobił beznadziejny score (do czego, dzięki Bogu, sam się przyznaje), a potem wolał wyleczyć się z osobistej traumy? Czy wy autentycznie uważacie, że postrzegam Hansa jako doskonałego człowieka w ogóle bez wad? Sądzicie, że uważam, że takie historie, jak wywalenie Notta z Chicken Run, bo odmówił wzięcia ghostwriterów z RCP (a potem wsadzenie tam HGW i Powella) to postępowanie uczciwe? Powiedzcie mi szczerze.
Wojtek ma dużo racji, ale komu poza względnie Muaddibem, Wojtkiem i Markiem chciałoby się dyskutować nad metodami ilustracyjnymi Goldsmitha w Tora! Tora! Tora! na czym polega (lub nie) geniusz Chinatown albo na temat strukturalnego mistrzostwa (bądź nie) Black Sunday. Tylko że większość forum takich rzeczy nie słucha.
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Hans Zimmer
Paweł Stroiński pisze: Dlaczego jeśli mówię, że w przypadku Piratów 4 Hans musiał powtarzać stare score'y (co wymusił Bruckheimer i po czym jadą na privie wszyscy możliwi kompozytorzy w RCP, czyli cała ekipa), więc to olał, a w przypadku Sherlocka 2 wybrał się do Czech nagrywać Cyganów, by otrząsnąć się po traumie, zamiast skoncentrować się na pisaniu dobrego score'u, to się nagle mówi, że bronię Hansa?
Pawle, chciałbym Ci zwrócić uwagę, że używasz tego określenia w stosunku do Zimmera zbyt często i na wyrost. Hans dostał mierną fuchę, którą odbębnił zrzucając wszystko na ghostów, zgarnął za to grubą kasę, fanboje się cieszyli. Może i Zimmer nie był najszczęśliwszy w świecie, że to robił (chociaż jakby było mu tak źle, to z głodu by nie umarł, jakby ten film sobie odpuścił), ale gdzie tu mowa o traumie, w porównaniu do (przepraszam za brutalny przykład) molestowanych dzieci? Nikt z jego rodziny nie zginął na jego oczach podczas pisania tej pracy, szefowie też go raczej nie bili i nie znęcali się psychicznie, dlatego uważam, że używanie tego słowa jest co najmniej niewłaściwie, żeby nie powiedzieć niesmaczne.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
Re: Hans Zimmer
Trudno mi się z tym nie zgodzić, bowiem parę lat temu, już po premierze TDK, stałem sobie na przystanku i podjeżdżający tramwaj wykonał przy hamowaniu IDENTYCZNY dźwięk, co temat Jokera właśnie (żałuję do dziś, że tego nie nagrałem). Nie zmienia to faktu, że to JEST temat, lecz niekoniecznie muzyczny i Hansu bynajmniej nie byłby pionierem w takim podejściu do sprawy.Paweł Stroiński pisze:Uniosłem się bardzo (dzięki dla Marka za to, że mnie opieprzył prywatnie za to, co zrobiłem, miał oczywiście dużo racji) w sprawie mówienia, że temat Jokera nie jest w ogóle muzyką, tylko efektami dźwiękowymi.
Natomiast co do problemów ogólnych Florianka, to moim zdaniem ostatnimi czasy trochę za dużo myśli. Zamiast iść na żywioł i bawić się muzyką jak dawniej (Ptaszek na uwięzi, True Romance, Cool Runnings, Days Of Thunder i cała masa innych jego prac z lat 80 i wczesnych 90, to przecież techniczna bieda w wielu przypadkach, ale słucha się tego znakomicie właśnie ze względu na nieskrępowaną przebojowość i chwytliwość), gość zapieprza po całym świecie i szuka brzmienia. I to bynajmniej nie robi tego przy okazji jakichś super ważnych, skomplikowanych fabularnie lub strukturalnie wielkich arcydzieł, tylko popierdółek pokroju Sherlocka 2. Przecież to jest niepoważne. Zresztą potem wychodzi z tego to, co wychodzi, czyli kupa. Za bardzo więc Hansu spina poślady, próbując bezsensownie nawiązywać do mistrzów (temat Ennia w Sherlocku właśnie) i robić coś z niczego, a za mało zajmuje się muzyką względem jej podstawowej funkcji, stąd te parę ostatnich lat jest "bez szału". I stąd tyle narzekania. Powinien się albo obudzić albo zakumplować z Hornerem, który nawet kopiując po raz 100 te same melodie osiąga znacznie lepsze efekty, bo działające na poziomie ilustracyjno-emocjonalnym. Tyle.
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
No, co do tego, że myśli więcej teraz niż kiedyś, to nie jestem tego taki pewien. Zacznijmy od tego, że Rain Man był oparty na pewnym pomyśle: Zrobię muzykę świata, bo facet żyje we własnym świecie i nie wie, co się dokoła niego dzieje. True Romance to w dużej mierze odwołanie do Badlands w kwestii tematu. Chciałbym się dowiedzieć więcej na temat tego, dlaczego dzisiaj tak jedzie po Days of Thunder, może coś mu się koncepcyjnie nie podobało.
Natomiast tutaj mogę przejść do pewnej mojej teorii. Fakt, że Hans tak dużo myśli to jest problem, o tyle, o ile. Fajnie, że jest gość, z którego koncepcjami można albo nie polemizować i to na poziomie względnie intelektualnym, nie emocjonalnym, ale nie jest tak, że to z niczego nie wynika...
Wynika, i owszem. Hans może dawno temu w odległej galaktyce był bardzo przebojowy. Ale słusznie zwróciłeś uwagę na techniczną biedę. Tu leży pies pogrzebany. Większe wsłuchanie się w nawet Crimson Tide (mam complete, więc mogę o tym mówić więcej; swoją drogą można by pogadać bardzo dużo na temat koncepcji tego score'u, nie jest bezmyślnie przebojowy, jak sądzisz), ale także i Króla lwa czy, wiem, że będę tu bardzo kontrowersyjny, czasem i Backdraft (tu pomaga complete), a także i Król lew (Hans twierdzi(ł), że oficjalny album to jedyne, czego da się w ogóle z tego score słuchać; ale w niektórych fragmentach np. tak poszukiwany kawałek z ostatniej bitwy o Lwią Ziemię to pokazuje) wykazują, że Hans miał pewien bardzo, bardzo poważny problem...
Zwróćmy uwagę, że najlepsze score'y Zimmera to te, w których Hans idzie niejako wbrew akcji na ekranie (tak, ja do najlepszych score'ów Zimmera w karierze dorzucam Incepcję). Kiedy Hans ilustruje sceny "na Williamsa" (uproszczenie tylko dla celów dyskusji), czyli idąc od punktu synchronizacyjnego do punktu synchronizacyjnego, wszystko się muzycznie rozłazi. Brakuje mu techniki. Więc kiedy mógł i się nauczył podejścia wbrew akcji na ekranie (jakby co, sceny batalistyczne w Cienkiej czerwonej linii to nie pierwszy taki przypadek, elegie idące wbrew akcji to pół pomysłu na dramatyczne sceny Prawdziwego romansu), to w to poszedł. Po prostu nie licząc się z synchronizacją (jak gadałem z nim po premierze TDKR, powiedział mi, że dla niego "punkty synchronizacyjne" to raczej punkty fabularne, w które chce trafić), rozwija pewien kawałek mniej lub bardziej dynamiczny, starający się być niejako w filmie i ponad filmem. Bird on a Wire (moim zdaniem przypadek akurat pewnej hiperintelektualizacji, bo Hans wrzuca wszystko co się da i się to rozlatuje, ja nie znoszę tego score'u) idzie od punktu do punktu i się rozwala od wewnątrz.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz i nie wiem, czy to nie jest problem trochę bardziej psychologiczny, pisałem o tym lata temu na forum, ale mnie wyśmiano, że próbuję o tym mówić: Hans Zimmer to kompozytor w tej chwili Wielkiej Idei. Piszę tak specjalnie z wielkiej litery, a także, jeśli mogę sobie pozwolić, z lekką ironią, bo to jego podstawowy problem. Wpada na Wielką Ideę i trzyma się jej tak bardzo, jak się da. Tak bardzo się jej trzyma, że kiedy musi wyjść poza nią i zilustrować scenę, dajmy na to, bez udziału Jokera, to mu się wszystko rozłazi, bo nie ma w tej scenie jego Wielkiej Idei (choć to i tak nieźle, ponieważ, jak tej Wielkiej Idei nie ma żadnej, . Poprawiło się to lekko w TDKR, który nie ma w filmie żadnych (moim zdaniem, Southall sądzi inaczej) ilustracyjnych faili. A nie wszędzie walił Bane'em po oczach. Dla mnie to jest podstawowy problem Hansa - oparcie się na Wielkiej Idei, tak, często przeintelektualizowanej i przez to zbyt mało uwagi dla tego, co czasem jest cholernei ważne, choć szkoda, że nie dla niego. Taka jest moja teoria.
A co do samplowanego brzmienia to, o ile znam tłumaczenia Hansa, zgadzam się z Koprem w pełni. To, że nie można odróżnić dema Gladiatora od nagrania z orkiestrą i w ogóle technika nakładania na siebie (overdubu) sampli i orkiestry, no, głupie to, no
Natomiast tutaj mogę przejść do pewnej mojej teorii. Fakt, że Hans tak dużo myśli to jest problem, o tyle, o ile. Fajnie, że jest gość, z którego koncepcjami można albo nie polemizować i to na poziomie względnie intelektualnym, nie emocjonalnym, ale nie jest tak, że to z niczego nie wynika...
Wynika, i owszem. Hans może dawno temu w odległej galaktyce był bardzo przebojowy. Ale słusznie zwróciłeś uwagę na techniczną biedę. Tu leży pies pogrzebany. Większe wsłuchanie się w nawet Crimson Tide (mam complete, więc mogę o tym mówić więcej; swoją drogą można by pogadać bardzo dużo na temat koncepcji tego score'u, nie jest bezmyślnie przebojowy, jak sądzisz), ale także i Króla lwa czy, wiem, że będę tu bardzo kontrowersyjny, czasem i Backdraft (tu pomaga complete), a także i Król lew (Hans twierdzi(ł), że oficjalny album to jedyne, czego da się w ogóle z tego score słuchać; ale w niektórych fragmentach np. tak poszukiwany kawałek z ostatniej bitwy o Lwią Ziemię to pokazuje) wykazują, że Hans miał pewien bardzo, bardzo poważny problem...
Zwróćmy uwagę, że najlepsze score'y Zimmera to te, w których Hans idzie niejako wbrew akcji na ekranie (tak, ja do najlepszych score'ów Zimmera w karierze dorzucam Incepcję). Kiedy Hans ilustruje sceny "na Williamsa" (uproszczenie tylko dla celów dyskusji), czyli idąc od punktu synchronizacyjnego do punktu synchronizacyjnego, wszystko się muzycznie rozłazi. Brakuje mu techniki. Więc kiedy mógł i się nauczył podejścia wbrew akcji na ekranie (jakby co, sceny batalistyczne w Cienkiej czerwonej linii to nie pierwszy taki przypadek, elegie idące wbrew akcji to pół pomysłu na dramatyczne sceny Prawdziwego romansu), to w to poszedł. Po prostu nie licząc się z synchronizacją (jak gadałem z nim po premierze TDKR, powiedział mi, że dla niego "punkty synchronizacyjne" to raczej punkty fabularne, w które chce trafić), rozwija pewien kawałek mniej lub bardziej dynamiczny, starający się być niejako w filmie i ponad filmem. Bird on a Wire (moim zdaniem przypadek akurat pewnej hiperintelektualizacji, bo Hans wrzuca wszystko co się da i się to rozlatuje, ja nie znoszę tego score'u) idzie od punktu do punktu i się rozwala od wewnątrz.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz i nie wiem, czy to nie jest problem trochę bardziej psychologiczny, pisałem o tym lata temu na forum, ale mnie wyśmiano, że próbuję o tym mówić: Hans Zimmer to kompozytor w tej chwili Wielkiej Idei. Piszę tak specjalnie z wielkiej litery, a także, jeśli mogę sobie pozwolić, z lekką ironią, bo to jego podstawowy problem. Wpada na Wielką Ideę i trzyma się jej tak bardzo, jak się da. Tak bardzo się jej trzyma, że kiedy musi wyjść poza nią i zilustrować scenę, dajmy na to, bez udziału Jokera, to mu się wszystko rozłazi, bo nie ma w tej scenie jego Wielkiej Idei (choć to i tak nieźle, ponieważ, jak tej Wielkiej Idei nie ma żadnej, . Poprawiło się to lekko w TDKR, który nie ma w filmie żadnych (moim zdaniem, Southall sądzi inaczej) ilustracyjnych faili. A nie wszędzie walił Bane'em po oczach. Dla mnie to jest podstawowy problem Hansa - oparcie się na Wielkiej Idei, tak, często przeintelektualizowanej i przez to zbyt mało uwagi dla tego, co czasem jest cholernei ważne, choć szkoda, że nie dla niego. Taka jest moja teoria.
A co do samplowanego brzmienia to, o ile znam tłumaczenia Hansa, zgadzam się z Koprem w pełni. To, że nie można odróżnić dema Gladiatora od nagrania z orkiestrą i w ogóle technika nakładania na siebie (overdubu) sampli i orkiestry, no, głupie to, no

- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9370
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Prawda, upraszczam, poza tym HAns mówi tak, jak mówisz: "To najgorsza rzecz jaką zrobiłem, pracowało mi się przy tym fatalnie, ale na co się skarżę, w końcu pieniądze dostałem".Wojtek pisze:Paweł Stroiński pisze: Dlaczego jeśli mówię, że w przypadku Piratów 4 Hans musiał powtarzać stare score'y (co wymusił Bruckheimer i po czym jadą na privie wszyscy możliwi kompozytorzy w RCP, czyli cała ekipa), więc to olał, a w przypadku Sherlocka 2 wybrał się do Czech nagrywać Cyganów, by otrząsnąć się po traumie, zamiast skoncentrować się na pisaniu dobrego score'u, to się nagle mówi, że bronię Hansa?
Pawle, chciałbym Ci zwrócić uwagę, że używasz tego określenia w stosunku do Zimmera zbyt często i na wyrost. Hans dostał mierną fuchę, którą odbębnił zrzucając wszystko na ghostów, zgarnął za to grubą kasę, fanboje się cieszyli. Może i Zimmer nie był najszczęśliwszy w świecie, że to robił (chociaż jakby było mu tak źle, to z głodu by nie umarł, jakby ten film sobie odpuścił), ale gdzie tu mowa o traumie, w porównaniu do (przepraszam za brutalny przykład) molestowanych dzieci? Nikt z jego rodziny nie zginął na jego oczach podczas pisania tej pracy, szefowie też go raczej nie bili i nie znęcali się psychicznie, dlatego uważam, że używanie tego słowa jest co najmniej niewłaściwie, żeby nie powiedzieć niesmaczne.
Re: Hans Zimmer
Właśnie to miałem na myśli, pisząc o jego myśleniu. Gość ostatnio za bardzo skupia się na "uszlachetnianiu" swojej muzyki, zamiast po prostu usiąść i napisać coś fajnego, co przy okazji będzie pasowało do sceny, przynajmniej na poziomie koncepcji.Paweł Stroiński pisze:Wpada na Wielką Ideę i trzyma się jej tak bardzo, jak się da. Tak bardzo się jej trzyma, że kiedy musi wyjść poza nią i zilustrować scenę, dajmy na to, bez udziału Jokera, to mu się wszystko rozłazi, bo nie ma w tej scenie jego Wielkiej Idei
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35042
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Hans Zimmer
Nie chcę Pawłowi zepsuć dyskusji, tym bardziej, że wiem, ze względu na jej treść nie jestem w niej zbyt mile widziane, a co dopiero uprawniony. Dlatego też pozwolę się ograniczyć do kilku kwestii:
Po drugie, czy to się komuś podoba czy nie, to Zimmer jest jednym z ważniejszych kompozytorów na świecie. A więc raczej ciężko o nim nie rozmawiać i liczyć, że nie będzie budził zainteresowania. Tak samo zresztą z Nolanem, może niektórzy mają go dość (jacyś nienormalni czy co co?
), ale nie da się udawać, że go nie ma i olewać jego filmy.
A taki stan rzeczy nie wynika też z ilości nowych projektów Williamsa? Zresztą tematy są, ale co z tego, skoro i tak kończą się na "Lincolnie". Jak sam zauważyłeś po "merytorycznie" jedno z popularniejszych zwrotów na forum.
Mam dla odmiany użyć opinii przy każdym nawet niespecjalnie ciekawym wznowieniu Goldsmitha, czy to tutaj na forum, czy na forum FSMu, czy gdzie indziej, gdzie nie ważna jest muzyka, a nazwisko. Naprawdę tego chcecie? Moje zabawki w piaskownicy, wcale nie muszą być gorsze od Waszych.
@Mefisto, aż strach korzystać z warszawskiej komunikacji miejskiej.
Jak napisane uwagi, rozwalają dyskusję, psują Wasz światopogląd i są tutaj niemile widziane, to jestem gotowy na cięcia. A za wszystko z góry najmocniej przepraszam.
Szukanie winy w tzw. "fanbojach" to niezwykle proste rozwiązanie. Najlepiej znaleźć winnego. Ale podoba mi się ta druga część. Gdyż ja jednak widzę tutaj problem, w tym, że niektórzy nie mogą zaakceptować, że niektórym taki taki styl ma się prawo podobać. Niektórzy wolą brzmienie Batmanów Zimmera od Elfmana. Co fanbojstwo, to fanbojstwo, ale brak pewnej tolerancji i próby zrozumienia, a zamiast tego szyderstwo to już co innego. Ciekawy trop, ale raczej prowadzący na moczary.Koper pisze:Tak naprawdę tzw. "hejterzy Zimmera" raczej wkurzają się na wynoszących go pod niebiosa fanbojów...Każdy kompozytor ma swój styl, który nie każdemu się musi podobać..

Po pierwsze dziękuję za szczerość. Po drugie "gadać" to bardzo kolokwialny zwrot, a skoro chcemy tworzyć nową jakość forum, to starajmy się używać innych zwrotów. Jednocześnie najmocniej przepraszam, że się tak doszukuję, ale to dla dobra nas wszystkich.Wojtek pisze:W odpowiedzi na post Kopra - ja jestem hejterem na pół etatu, ale nie będę się udzielał w kolejnej dyskusji na temat Zimmera. Myślę, że zarówno dla forum, jak i opinii o Hansie lepiej by było, jakby na jakiś czas nie gadać o nim tyle co zwykle.

Po drugie, czy to się komuś podoba czy nie, to Zimmer jest jednym z ważniejszych kompozytorów na świecie. A więc raczej ciężko o nim nie rozmawiać i liczyć, że nie będzie budził zainteresowania. Tak samo zresztą z Nolanem, może niektórzy mają go dość (jacyś nienormalni czy co co?

Naprawdę o Williamsie się mało pisze?Wojtek pisze:Połowa tego forum to fanboje Williamsa (przynajmniej jest ich jakieś 3-4 razy tyle, co fanbojów Hansa), a jednak o Johnie pisze się dużo mniej, niż o Zimmerze.


A kto Wam broni zakładać takiego tematy? Rozmawiajcie, z chęcią to sobie poczytam, oczywiście do czasu, do kiedy takie tematy nie przesiąknął lukrem i nie skończą się na nostalgicznie-sentymentalnie-narzekającym-jak-stara-baba stwierdzeniu, jak to kiedyś wszystko było lepsze i jak to Goldsmith lepiej by od współczesnych kompozytorów napisał i w ogóle kupmy DeLoreana i cofnijmy się w czasie.Wojtek pisze: Podobnie o innych żyjących "mistzach". Zmarłych nie liczę, bo o Goldsmithe mówi się tylko przy okazji rerecu, nikt nie rozmawia o metodologii jego pracy, klasykach, nie mówiąc już o zakładaniu mu stu tematów i offtopowaniu nim, tak, jak to jest z Zimmerem.
Przekonajcie więc resztę forum.Paweł Stroiński pisze:Wojtek ma dużo racji, ale komu poza względnie Muaddibem, Wojtkiem i Markiem chciałoby się dyskutować nad metodami ilustracyjnymi Goldsmitha w Tora! Tora! Tora! na czym polega (lub nie) geniusz Chinatown albo na temat strukturalnego mistrzostwa (bądź nie) Black Sunday. Tylko że większość forum takich rzeczy nie słucha.
I to jest najgorsze i najbardziej nieprofesjonalne i niemerytoryczne, opieranie się na filmwebie, na komentarzach na youtubie i może jeszcze na Pudelku... A sorry już niektórzy używają tego jako wiarygodne źródło informacji.Wojtek pisze:To też prawda, wystarczy spojrzeć co się dzieje na takich filmwebach i youtubach.

Mam dla odmiany użyć opinii przy każdym nawet niespecjalnie ciekawym wznowieniu Goldsmitha, czy to tutaj na forum, czy na forum FSMu, czy gdzie indziej, gdzie nie ważna jest muzyka, a nazwisko. Naprawdę tego chcecie? Moje zabawki w piaskownicy, wcale nie muszą być gorsze od Waszych.
@Mefisto, aż strach korzystać z warszawskiej komunikacji miejskiej.

Jak napisane uwagi, rozwalają dyskusję, psują Wasz światopogląd i są tutaj niemile widziane, to jestem gotowy na cięcia. A za wszystko z góry najmocniej przepraszam.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Hans Zimmer
A może jest dokładnie na odwrót - niektórzy nie mogą zaakceptować, że nie każdy musi lubić Zimmera, stąd Twoje niekończące się obrony Hansa i pytania Pawła, co nam w nim nie leży?Wawrzyniec pisze: Ale podoba mi się ta druga część. Gdyż ja jednak widzę tutaj problem, w tym, że niektórzy nie mogą zaakceptować, że niektórym taki taki styl ma się prawo podobać.
Tak, o Williamsie się pisze zdecydowanie mniej niż o Zimmerze i dzięki Bogu za to. Jasne, często pada zwrot Lincoln - ale zwróć uwagę, że to od nieco ponad pół roku, bo wtedy wyszedł score. A i to słowo pada głównie wtedy, gdy Lis stara się wszystkich przekonać, że to nie jest zła muzyka, lub gdy walnie jakiegoś absurdalnego faila - wtedy Lincolnem Lis obrywa, jak Ty "dziełem doskonałym" czy czymś takim. Odkąd jestem na tym forum, o Zimmerze jest mniej więcej co trzeci temat, a te, które o nim nie są, i tak się takimi stają, na skutek offtopu. Poza tym średnio raz na miesiąc Paweł napisze post-elaborat na temat metodologii pracy Hansa (specyficzne ustawianie mikrofonów przy Piratach 3) lub też prosi, by powiedzieć, co w scorze X komu nie pasuje. Za to o Morricone, Williamsie, Hisaishim gada się 10 razy rzadziej, nieco już częściej o Hornerze, ale też dużo rzadziej niż o Zimmerze. I wiesz co? Wychodzi im to na dobre, bo jakbym ja wchodził codzienne na forum i wszędzie byłby Williams, to chyba bym się udał na wygnanie i przerzucił na Goldsmitha.Wawrzyniec pisze:Naprawdę o Williamsie się mało pisze?Wojtek pisze:Połowa tego forum to fanboje Williamsa (przynajmniej jest ich jakieś 3-4 razy tyle, co fanbojów Hansa), a jednak o Johnie pisze się dużo mniej, niż o Zimmerze.A taki stan rzeczy nie wynika też z ilości nowych projektów Williamsa? Zresztą tematy są, ale co z tego, skoro i tak kończą się na "Lincolnie". Jak sam zauważyłeś po "merytorycznie" jedno z popularniejszych zwrotów na forum.
A jeśli już miałbym powiedzieć, co mi ostatnio nie leży w Zimmerze, to to, o czym zarówno Mefi i Paweł wspomnieli - przeintelektualizowanie. Za takowe uważam scory do Batmanów. TDK to zbiór jakichś dziwacznych pomysłów, które nie dają się słuchać. TDKR jest dużo lepszy pod względem słuchalności, ale tez ma kilka błędów - Chant Bane'a traci swój sens w chwili, gdy dowiadujemy się, że Bane nigdy nie uciekł z dziury w Sparcie. Paweł pisał coś kiedyś coś o tym, że tutaj temat Wayne'a staje się tematem Batmana, bo Wayne staje się Batmanem. A przez dwa poprzednie filmy to kim on był? Mistrzem Cosplaya? Oczywiście, to nie jedyne moje problemy z Hansem. Wkurzają mnie jego fanboje, wkurza mnie RCP, wkurza mnie to, że kręci nieziemski PR zamiast przysiąść porządnie nad kawałkiem, no i tak jak już to padło - nie każdemu się musi taki styl podobać. Dla mnie ten styl jest pół na pół - Gladiator mi się podoba, Crimson Tide mi się podoba, ale np. Backdraft to już nie. I nie dlatego, że coś tam nie pasuje względem filmu (którego nota bene nie widziałem) tylko dlatego, że mnie to nie rusza i już.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara