Ugoda cywilna nie jest równoznaczna z przyznaniem się do winy – w wielu krajach, w tym w USA, zawiera się je właśnie po to, żeby zakończyć spór bez wieloletniego procesu i kosztów, z wyraźnym zapisem o braku przyznania się do winy.
Artykuł z Variety też nie mówi o żadnej „przegranej części sprawy o molestowanie”, tylko o tym, że sąd pozwolił, żeby sprawa o zniesławienie toczyła się dalej. To nie jest wyrok co do tego, czy doszło do przestępstwa.
Adam pisze: ↑pt lut 13, 2026 14:16 pm
Sprawa z MJ była inna - bo po latach ludzie którzy dostali od niego pieniądze powiedzieli, że rodzice ich wtedy zmusili do takich zeznań by wyciągnąć od niego kasę. No i on od wielu lat nie żyje - moje wypowiedzi były po fakcie, po procesach, po kaczkach dziennikarskich.
Jordan Chandler nigdy publicznie nie odwołał swoich oskarżeń ani nie powiedział, że zostały wymuszone przez rodziców – nie ma takiej jego wypowiedzi.
Jedyny proces karny przeciwko Jacksonowi zakończył się uniewinnieniem ze wszystkich zarzutów. A ugoda cywilna z 1994 roku nie rozstrzygała kwestii winy, tylko kończyła spór cywilny.
To, że Jackson nie żyje, ma znaczenie tylko o tyle, że nie może już dojść do żadnego postępowania karnego – nie zmienia to statusu prawnego spraw zakończonych za jego życia.
Adam pisze: ↑pt lut 13, 2026 14:16 pm
Jakoś nie widzę, żeby pani od Elfmana przepraszała i wycofywała zarzuty. Jeśli to zrobi kiedyś, lub Elfman wygra, ok.
Czyli Twoim zdaniem sprawa będzie zamknięta dopiero wtedy, gdy ona przeprosi albo Elfman wygra. To podejście odwraca podstawową zasadę prawa – w tej logice ktoś jest winny, dopóki sam się nie uniewinni. W prawie działa to odwrotnie: brak wyroku oznacza brak stwierdzonej winy.
Przy Jacksonie sam rozdzielałeś status prawny od tego, co pisały media, i liczył się dla Ciebie wyrok uniewinniający, a nie ugody czy późniejsze wypowiedzi stron. Teraz stosujesz dokładnie odwrotne kryteria.
Adam pisze: ↑pt lut 13, 2026 14:16 pm
To oczywiście nie wpływa na ocene jego twórczości artystycznej i nie mam z tym problemu, nawet jechałem do Londynu na jego genialny koncert już po wybuchu tej afery - i prawdopodobnie wybiorę się tego lata na powtórkę do Rzymu. Chodzi tylko o stwierdzenie, że poza twórczością, to święty nie jest. Natomiast to zdjęcie to znak czasów, że goście którzy mają coś na sumieniu, Besson szczególnie, zamiast sie nie wychylać, to błaznują jak gdyby nigdy nic. Choć znów to małe Miki w porównaniu z tym, co robią ludzie z list Epsteina.
a z Epsteinem to był oczywiście żart bo nieprzypadkowo wpisałem tam takie a nie inne jedno nazwisko.
Między „święty nie jest” a „predator” jest zasadnicza różnica. Tak samo między stwierdzeniem, że „mają coś na sumieniu”, a stanem faktycznym. Może mają, a może nie – ale Elfman nie został za nic skazany i nie „przegrał częściowo” żadnej sprawy karnej. Warto więc powstrzymać się od takich określeń – w przeciwieństwie do spraw zakończonych prawomocnymi wyrokami, np. Cosby’ego czy Weinsteina.
O winie nie decydują przypuszczenia, „żarty” czy sympatie. O winie decydują wyroki.