Hansu vs TurboDymomen
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35435
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Wawrzyniec wyluzuj chłopie !!!!!!!!!!!!!!!!! Normalnie jak młodzież wszechpolska.. skacze jak wesz na kożuchu nie wiadomo o co. Z procy Cie karmili w dzieciństwie, że taki nerwowy jesteś i wszystko na klate bierzesz? Nikt tak nigdzie nie pisał!!!!!!!Wawrzyniec pisze:Ale gdzie ja napisałem, że ja lubię ZanelliegoGdzie
Gdzie
Gdzie
A po za tym to nie ma sennsu utrzymywania tego tematu na siłę przy życiu. Zwłaszcza, że według mnie już dawno powinien zostać przez moderatora usunięty.
NO CD = NO SALE
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9425
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
- Łukasz Wudarski
- + Sergiusz Prokofiew +
- Posty: 1326
- Rejestracja: czw kwie 07, 2005 19:41 pm
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
Ludziska!
Jako admin piszę tak:
Nie usuwamy tematów bo to wbrew naszym zasadom. Na FM zawsze była wolność wyrażania opinii choćby najbardziej niedorzecznych.
Jak ktoś chce se pisać o Turbodymomenie jego sprawa, jak ktoś chce pisać o Bernardzie Herrmannie tez nie ma problemu.
I jeszcze jedno pamiętajcie że to nasze wypowiedzi nas określają. Nie żądajmy od moderatora żeby usuwał debilizmy, to nie moderator tworzy idiotów, oni rodzą się sami (żeby było jasne to slogan nie mam nikogo konkretnego na myśli).
I tyle. Koniec wątku
Status Closed
Jako admin piszę tak:
Nie usuwamy tematów bo to wbrew naszym zasadom. Na FM zawsze była wolność wyrażania opinii choćby najbardziej niedorzecznych.
Jak ktoś chce se pisać o Turbodymomenie jego sprawa, jak ktoś chce pisać o Bernardzie Herrmannie tez nie ma problemu.
I jeszcze jedno pamiętajcie że to nasze wypowiedzi nas określają. Nie żądajmy od moderatora żeby usuwał debilizmy, to nie moderator tworzy idiotów, oni rodzą się sami (żeby było jasne to slogan nie mam nikogo konkretnego na myśli).
I tyle. Koniec wątku
Status Closed
Why So Serious !?
- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26704
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
A gdzie JA napisałem, że lubisz?Wawrzyniec pisze:Ale gdzie ja napisałem, że ja lubię ZanelliegoGdzie
Gdzie
Gdzie
![]()
-
Mefisto
ale szczerze ten temat zabawny nie jest - raczej męczącydziekan pisze:W sumie taki temat wcale nie musi byc gorszy od innych.Wystarczy podejsc z dystansem,obudzic w sobie dziecko(co uwielbiam wprost robic) i poniesc sie troche wodzy fantazji i czasami bywa,że jest zabawnie
nie bój się - nie dostałem na Ciebie zlecenia... jeszczeA Mefisto sądząc po wypowiedziach prawdziwy z niego Gangsta
Urodzony morderca
a cóż to za apostrof?Koper pisze:Mefi'm
Wawrzyniec zasadził w doniczce stokrotki. Przed wejściem na forum odrywa pojedyncze listki i mówi przy każdym : napiszą coś / nie napiszą / napiszą / nie napiszą.. i czeka w napięciu na ostatni listek, który określi ostatecznie czego ma się spodziewaćKoper pisze:A gdzie JA napisałem, że lubisz?Adam ma rację - wyluzuj. Następnym razem przed zajrzeniem na forum, weź sobie herbatki ziołowej zaparz, jakiś nervosol, czy co tam Ci pomaga. W domu też takiś nerwowy? Współczuję współlokatorom, jeśli tak.
NO CD = NO SALE
- muaddib_dw
- Zdobywca Oscara
- Posty: 3237
- Rejestracja: wt lis 24, 2009 16:40 pm
- Lokalizacja: Kargowa
Nie warto sie przejmować decyzjami akademi juz od połowy lat 90-tych oscary za najlepszą muzykę zaczeły być kontrowersyjne i zapowiadały to co obecnie mamy. Oscara pewnie zgarnie Michał nie zdziwi mnie jak dostanie James. Zimmer dostał tą nominacją niczym z plaskacza w twarz i tyle (pewnie podobnie jak i ja ma to w głębokim poważaniu) a jakie mieliście odczucia jak miast Johna oscara dostał Gustavo Santablablabla? Mnie juz nic nie zdziwi. Najważniejsze czy to nagradzana czy zapomniana aby się muza wam, nam podobała. Nooo chyba, że dla niektórych z szanownego grona, nagrody podnosza wartość słuchanej muzyki! Oby jednak nie!
-
bladerunner
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9425
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Mam trochę interesujących informacji. Kompozytorzy w Hollywood są na Facebooku często dość otwarcie i z kilkoma można bardzo fajnie pogadać. Wolałbym nie rzucać nazwiskami jednak (chyba że w ostateczności).
Z dwoma-trzema kompozytorami się trochę koleguję, regularnie rozmawiając na czacie (z dwoma na czacie, z jednym na MSN i Skype). Jeden nawet od dwóch lat jest nominowany przez IFMCA jako odkrycie roku.
Ten, o którym mówię, jest bardzo fajną postacią, ponieważ razem z kilkoma kompozytorami stworzył platformę dyskusji nad tym, co się dzieje w muzyce filmowej, co by się dało zmienić, czego nie, i, przede wszystkim, jak do sytuacji, którą mamy dzisiaj, wprowadzić znowu sztukę. Dowiedziałem się dzięki temu także trochę tego, jak "Hansu" jest postrzegany w środowisku, więc zacznę od tego, a potem przejdę do platformy, jaką ten kumpel współtworzył, bo mam nadzieję, że zrozumiecie, że tak źle nie jest, jak sądzimy. Taką wiarę daje mi przynajmniej ta platforma i znajomość z tym człowiekiem.
Najpierw jednak Zimmer, byście zrozumieli, że Adam zupełnie nie ma racji mówiąc o braku szacunku dla niego. Hans jest osobą lubianą i dającą się lubić i jego muzyka jest ceniona. Jedną rzeczą jest zazdrość. Wszyscy zazdroszczą mu filmów, które dostaje i komercyjnego sukcesu. Drugą rzeczą jest, jak rozumiem, angażowanie się bezpośrednie Zimmera w to, by jego chłopcy dostawali jak najwięcej angaży i przez to bezpośrednio, Zimmer jest winny (i to jest prawda) uniformizacji brzmienia muzyki filmowej. Wszystko jest zbyt jednolite, poza Clash of the Titans i zastąpieniu Armstronga przez Ramina (pomysł kretyński i, co gorsza, Zimmer jest na 1000% producentem tego score), ostatnio wyszła także plotka, że główny temat do adaptacji Prince of Persia (muzyka HGW) ma być Zimmera. To już przesada. Kompozytorów w Hollywood (mówimy rzecz jasna o kompozytorach, którzy albo zaczynają pracę, albo powoli robią już karierę, ALBO jeszcze o kompozytorach starszych, którzy w ogóle nie dostają pracy, jak Broughton, Conti, jeśli chodzi o sensowne projekty, David Newman) wkurza to, że dostają oni większą część projektów, TAKŻE dlatego, że działa to na zasadzie "Nie stać cię na mnie? To weź Ramina, w razie czego (patrzcie Iron Man!) poprawię sam"). I tego mu zazdroszczą. Natomiast nie mają nic do zarzucenia jego muzyce. Mój kolega odróżnia jakościowo Zimmera od jego chłopców, twierdząc, że tam, gdzie Zimmer robi muzykę względnie sam (czytaj, tam gdzie ma samodzielny credit, bo jak z kimś dzieli to w 99% nic nie zrobił), słychać, że to on. Różnica jest w tym, że Zimmer ma pasję, oni tylko kopiują konwencję. Także nigdy nie było problemów z szacunkiem dla Zimmera w branży. Nikt go nie nienawidzi i nigdy nie nienawidził.
Nie bronię tutaj Hansa w żaden sposób, bo o ile bardzo go cenię jako człowieka (mam za sobą doświadczenie, które potwierdza, że faktycznie jest świetnym człowiekiem, ale i tak mi nie uwierzycie) i kompozytora, to jego zabiegi jako producenta zasługują na dużą krytykę. Sprzeciwiam się ujednoliceniu brzmienia muzyki filmowej.
Teraz platforma. Nazywa się ona SCORECast i zbiera kilka osób, pracujących w telewizji i w kinie, ale nie są to żadne duże nazwiska. Największym osiągnięciem mojego kumpla jest praca nad Wolfmanem (o którym mam kilka informacji, których nie mogę podać oficjalnie, nad przeróbkami tematów Elfmana pracowało kilkanaście osób, pracował on także z Haslingerem). Rozmowy dotyczą przyjmowania pracy, sprzętu, jaki posiadają. Wymieniają się doświadczeniami. Jak mi powiedział sam kompozytor, świat się za bardzo zmienił, by wrócił Golden Age taki, jaki był, nawet jeśli wiele osób chce tego w samej Hollywoodzkiej śmietance. Chodzi o to, by stworzyć nowy Golden Age dla muzyki filmowej, pasujący do dzisiejszych czasów. I ja jestem za.
Z dwoma-trzema kompozytorami się trochę koleguję, regularnie rozmawiając na czacie (z dwoma na czacie, z jednym na MSN i Skype). Jeden nawet od dwóch lat jest nominowany przez IFMCA jako odkrycie roku.
Ten, o którym mówię, jest bardzo fajną postacią, ponieważ razem z kilkoma kompozytorami stworzył platformę dyskusji nad tym, co się dzieje w muzyce filmowej, co by się dało zmienić, czego nie, i, przede wszystkim, jak do sytuacji, którą mamy dzisiaj, wprowadzić znowu sztukę. Dowiedziałem się dzięki temu także trochę tego, jak "Hansu" jest postrzegany w środowisku, więc zacznę od tego, a potem przejdę do platformy, jaką ten kumpel współtworzył, bo mam nadzieję, że zrozumiecie, że tak źle nie jest, jak sądzimy. Taką wiarę daje mi przynajmniej ta platforma i znajomość z tym człowiekiem.
Najpierw jednak Zimmer, byście zrozumieli, że Adam zupełnie nie ma racji mówiąc o braku szacunku dla niego. Hans jest osobą lubianą i dającą się lubić i jego muzyka jest ceniona. Jedną rzeczą jest zazdrość. Wszyscy zazdroszczą mu filmów, które dostaje i komercyjnego sukcesu. Drugą rzeczą jest, jak rozumiem, angażowanie się bezpośrednie Zimmera w to, by jego chłopcy dostawali jak najwięcej angaży i przez to bezpośrednio, Zimmer jest winny (i to jest prawda) uniformizacji brzmienia muzyki filmowej. Wszystko jest zbyt jednolite, poza Clash of the Titans i zastąpieniu Armstronga przez Ramina (pomysł kretyński i, co gorsza, Zimmer jest na 1000% producentem tego score), ostatnio wyszła także plotka, że główny temat do adaptacji Prince of Persia (muzyka HGW) ma być Zimmera. To już przesada. Kompozytorów w Hollywood (mówimy rzecz jasna o kompozytorach, którzy albo zaczynają pracę, albo powoli robią już karierę, ALBO jeszcze o kompozytorach starszych, którzy w ogóle nie dostają pracy, jak Broughton, Conti, jeśli chodzi o sensowne projekty, David Newman) wkurza to, że dostają oni większą część projektów, TAKŻE dlatego, że działa to na zasadzie "Nie stać cię na mnie? To weź Ramina, w razie czego (patrzcie Iron Man!) poprawię sam"). I tego mu zazdroszczą. Natomiast nie mają nic do zarzucenia jego muzyce. Mój kolega odróżnia jakościowo Zimmera od jego chłopców, twierdząc, że tam, gdzie Zimmer robi muzykę względnie sam (czytaj, tam gdzie ma samodzielny credit, bo jak z kimś dzieli to w 99% nic nie zrobił), słychać, że to on. Różnica jest w tym, że Zimmer ma pasję, oni tylko kopiują konwencję. Także nigdy nie było problemów z szacunkiem dla Zimmera w branży. Nikt go nie nienawidzi i nigdy nie nienawidził.
Nie bronię tutaj Hansa w żaden sposób, bo o ile bardzo go cenię jako człowieka (mam za sobą doświadczenie, które potwierdza, że faktycznie jest świetnym człowiekiem, ale i tak mi nie uwierzycie) i kompozytora, to jego zabiegi jako producenta zasługują na dużą krytykę. Sprzeciwiam się ujednoliceniu brzmienia muzyki filmowej.
Teraz platforma. Nazywa się ona SCORECast i zbiera kilka osób, pracujących w telewizji i w kinie, ale nie są to żadne duże nazwiska. Największym osiągnięciem mojego kumpla jest praca nad Wolfmanem (o którym mam kilka informacji, których nie mogę podać oficjalnie, nad przeróbkami tematów Elfmana pracowało kilkanaście osób, pracował on także z Haslingerem). Rozmowy dotyczą przyjmowania pracy, sprzętu, jaki posiadają. Wymieniają się doświadczeniami. Jak mi powiedział sam kompozytor, świat się za bardzo zmienił, by wrócił Golden Age taki, jaki był, nawet jeśli wiele osób chce tego w samej Hollywoodzkiej śmietance. Chodzi o to, by stworzyć nowy Golden Age dla muzyki filmowej, pasujący do dzisiejszych czasów. I ja jestem za.