#29
Post
autor: Paweł Stroiński » sob lut 06, 2010 20:58 pm
Mam trochę interesujących informacji. Kompozytorzy w Hollywood są na Facebooku często dość otwarcie i z kilkoma można bardzo fajnie pogadać. Wolałbym nie rzucać nazwiskami jednak (chyba że w ostateczności).
Z dwoma-trzema kompozytorami się trochę koleguję, regularnie rozmawiając na czacie (z dwoma na czacie, z jednym na MSN i Skype). Jeden nawet od dwóch lat jest nominowany przez IFMCA jako odkrycie roku.
Ten, o którym mówię, jest bardzo fajną postacią, ponieważ razem z kilkoma kompozytorami stworzył platformę dyskusji nad tym, co się dzieje w muzyce filmowej, co by się dało zmienić, czego nie, i, przede wszystkim, jak do sytuacji, którą mamy dzisiaj, wprowadzić znowu sztukę. Dowiedziałem się dzięki temu także trochę tego, jak "Hansu" jest postrzegany w środowisku, więc zacznę od tego, a potem przejdę do platformy, jaką ten kumpel współtworzył, bo mam nadzieję, że zrozumiecie, że tak źle nie jest, jak sądzimy. Taką wiarę daje mi przynajmniej ta platforma i znajomość z tym człowiekiem.
Najpierw jednak Zimmer, byście zrozumieli, że Adam zupełnie nie ma racji mówiąc o braku szacunku dla niego. Hans jest osobą lubianą i dającą się lubić i jego muzyka jest ceniona. Jedną rzeczą jest zazdrość. Wszyscy zazdroszczą mu filmów, które dostaje i komercyjnego sukcesu. Drugą rzeczą jest, jak rozumiem, angażowanie się bezpośrednie Zimmera w to, by jego chłopcy dostawali jak najwięcej angaży i przez to bezpośrednio, Zimmer jest winny (i to jest prawda) uniformizacji brzmienia muzyki filmowej. Wszystko jest zbyt jednolite, poza Clash of the Titans i zastąpieniu Armstronga przez Ramina (pomysł kretyński i, co gorsza, Zimmer jest na 1000% producentem tego score), ostatnio wyszła także plotka, że główny temat do adaptacji Prince of Persia (muzyka HGW) ma być Zimmera. To już przesada. Kompozytorów w Hollywood (mówimy rzecz jasna o kompozytorach, którzy albo zaczynają pracę, albo powoli robią już karierę, ALBO jeszcze o kompozytorach starszych, którzy w ogóle nie dostają pracy, jak Broughton, Conti, jeśli chodzi o sensowne projekty, David Newman) wkurza to, że dostają oni większą część projektów, TAKŻE dlatego, że działa to na zasadzie "Nie stać cię na mnie? To weź Ramina, w razie czego (patrzcie Iron Man!) poprawię sam"). I tego mu zazdroszczą. Natomiast nie mają nic do zarzucenia jego muzyce. Mój kolega odróżnia jakościowo Zimmera od jego chłopców, twierdząc, że tam, gdzie Zimmer robi muzykę względnie sam (czytaj, tam gdzie ma samodzielny credit, bo jak z kimś dzieli to w 99% nic nie zrobił), słychać, że to on. Różnica jest w tym, że Zimmer ma pasję, oni tylko kopiują konwencję. Także nigdy nie było problemów z szacunkiem dla Zimmera w branży. Nikt go nie nienawidzi i nigdy nie nienawidził.
Nie bronię tutaj Hansa w żaden sposób, bo o ile bardzo go cenię jako człowieka (mam za sobą doświadczenie, które potwierdza, że faktycznie jest świetnym człowiekiem, ale i tak mi nie uwierzycie) i kompozytora, to jego zabiegi jako producenta zasługują na dużą krytykę. Sprzeciwiam się ujednoliceniu brzmienia muzyki filmowej.
Teraz platforma. Nazywa się ona SCORECast i zbiera kilka osób, pracujących w telewizji i w kinie, ale nie są to żadne duże nazwiska. Największym osiągnięciem mojego kumpla jest praca nad Wolfmanem (o którym mam kilka informacji, których nie mogę podać oficjalnie, nad przeróbkami tematów Elfmana pracowało kilkanaście osób, pracował on także z Haslingerem). Rozmowy dotyczą przyjmowania pracy, sprzętu, jaki posiadają. Wymieniają się doświadczeniami. Jak mi powiedział sam kompozytor, świat się za bardzo zmienił, by wrócił Golden Age taki, jaki był, nawet jeśli wiele osób chce tego w samej Hollywoodzkiej śmietance. Chodzi o to, by stworzyć nowy Golden Age dla muzyki filmowej, pasujący do dzisiejszych czasów. I ja jestem za.