Project Hail Mary (2026) - Daniel Pemberton
: ndz mar 15, 2026 21:23 pm
Milan Records 20.03.2026
Normalnie, po tym jak zobaczę film w kinie, pierwsze co robię, to sięgam po soundtrack. W przypadku tego obrazu, na ścieżkę dźwiękową przyjdzie mi jeszcze z parę dni poczekać. I będzie warto, bo muzyka w filmie bardzo mi się podobała, jak i sam film, który na razie jest najlepszym jaki widziałem w tym roku!
"Project Hail Mary" - niemiecki tytuł: DER ASTRONAUT: Project Hail Mary
- to adaptacja książki Andy'ego Weira o tym samym tytule. Ten autor napisał także "Marjsanina", którego później bardzo dobrze zaadaptował Ridley Scott z bardzo dobrą muzyką Harry'ego Gregona-Williamsa. I teraz mamy kolejną bardzo dobrą adaptację Weira z dobrym soundtrackiem brytyjskiego kompozytora.
Przy czym zarówno filmowo, jak i książkowo "Project Hail Mary" bardziej mi się podoba.
To na razie najlepszy film, zaraz po "Good Luck, Have Fun, Don't Die" jaki widziałem w tym roku. I mamy dobry początek dla kina science-fiction, co mnie szczególnie cieszy! Wszystko co mogę pisać o fabule sprawi, że za dużo będę spoilerował. A kiedy czytałem książkę to o niej nic nie wiedziałem. I super duper miałem zaskoczenia i nie chciałbym tego zepsuć. Ale w kategorii filmowej, film wygląda pięknie i przede wszystkim filmowo! Zdjęcia, oświetlenie, scenografia, efekty specjalne, które sprawiają wrażenie naturalnych, to wszystko wygląda bardzo filmowo, a nie jak kręcenie wokół jakiejś tam kurtyny. Plus jest to naprawdę piękna historia o człowieczeństwie, ludzkiej sile i przyjaźni, z bardzo dobrym Ryanem Goslingiem w roli głównej. Sandra Hüller też wypada bardzo dobrze, jak i... (spoilery spoilery spoilery). To bardzo ładna historia z sercem i humorem. Ale nie takim humorem, a la Marvel. Bo kiedy jest poważnie i kiedy trzeba być serio, to jest serio i nie ma rozładowywania tych ważnych momentów, głupimi dowcipami.
W sumie film jest też bardzo wierną adaptacją i niesamowite to było, bo dokładnie tak sobie to wyobrażałem. Znaczy film prezentował się tak, jak go sobie wyobrażałem czytając książkę. Ale, że wyszło tak dobrze się nie dziwię, wszak za tym filmem odpowiadają Phil Lord i Christopher Miller. Wszystko co ta utalentowana dwójka filmowców tworzy mi się podoba. A wyreżyserowane przez nich film czy animowane "Klopsiki..." "Lego Movie", czy świetne komedie "21 i 22 Jump Street" - wszystko uwielbiam! Ale nie powinno to dziwić, bo to naprawdę niezwykli filmowcy i trzeba byłoby być super niekompetentną osobą, która nie ma pojęcia o filmach i kinie, aby nie dostrzec ich talentu i umiejętności.
Przejdźmy do muzyki. W filmie jest parę piosenek, ale jednak muzyka Daniela Pembertona jest tu ważniejsza. Jak na brytyjskiego kompozytora przystało, jest kolorowo, czasami nawet zaskakująco, ale jak najbardziej pasująco do obrazu. Od samego początku można zwrócić uwagę na bardzo klasyczny, piękny chór, który idealnie pasuje do "Hail Mary/Zdrowaś Maryjo". W sumie uważam go za coś jak główny motyw filmu. Ale jak na Pembertona przystało mamy trochę żonglowania gatunkami i nawet coś a la walczyk się pojawia. Ale przede wszystkim czekam na soundtrack, aby przesłuchać motyw z "łowienia". W kinie ta scena, (jak pięknie i emocjonalnie zrealizowana), w połączeniu z muzyką zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Ba! Zaryzykuję się powiedzieć, że prawie ale zaznaczam PRAWIE, to było bliskie "dokowania" w Interstellar od geniuszy Christophera Nolana i Hansa Zimmera WIelkiego i Kosmicznego! I na ten moment na soundtracku czekam.
Soundtrack widzę, że będzie długi. I po tym co usłyszałem w filmie, może być trochę eklektyczny, ale w filmie jak najbardziej się sprawdza.
Tak też, kto nie widział, niech wybiera się do kina. A potem porozmawiamy o muzyce Daniela Pembertona.

