Ludwig Göransson - Tenet (2020)

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 18926
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#16 Post autor: Mystery » śr sie 26, 2020 16:04 pm

Czasy:
https://music.apple.com/nz/album/tenet- ... 1528573400

Niemal półtora godziny, także będzie wyzwanie. Muza bardzo w stylu Hansa (Dunkirk i Incepcja), głośna, czasami nieznośna, ale efektowna i ten dwuminutowy track ze zwiastuna jest jej dobrą zapowiedzią.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29562
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#17 Post autor: Wawrzyniec » śr sie 26, 2020 19:29 pm

OK, ready or not here I come. Właśnie wybywać i udaję się do kina na spotkanie z przeznaczeniem...
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
dougan
Kserujący nuty
Posty: 336
Rejestracja: pt paź 14, 2016 15:31 pm

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#18 Post autor: dougan » śr sie 26, 2020 21:03 pm

Już po kinie. To na pewno będzie ciężki album. Na początku Gorannson może robić jakieś wrażenie, jest głośno i doprawdy nieznośnie, gdzie kolejne tracki są już przeważnie wariacją na temat trrrutututu. Jest taki montaż skaczący pomiędzy scenami, gdzie postacie po prostu chodzą i rozmawiają, kamera kręci się wokół nich i w tle to irytujące trrrrutututu wwiercające się w twój mózg, co ani nie buduje żadnego napięcia, ani donikąd nie prowadzi, w którejś z kolejnych scen cichnie i tyle tego było. Jeżeli coś tu jest wartego uwagi to właśnie nie takie kawałki - tu kieruję wszystkich do końcówki filmu, tuż po finalnym starciu.
Ostatnio zmieniony śr sie 26, 2020 23:52 pm przez dougan, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29562
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#19 Post autor: Wawrzyniec » śr sie 26, 2020 23:38 pm

Hans Wróć!
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29562
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#20 Post autor: Wawrzyniec » czw sie 27, 2020 17:13 pm

OK zażyłem rano dwa razy soundtrack z Interstellar, jeden raz Memento, Inception i Dark Knight Rises i mogę się teraz wypowiadać o filmie i o "muzyce".

Dobry film zarżnięty przez okropną ścieżkę dźwiękową, której nie nazwę muzyką.


We wtorek zobaczę go w IMAX, a więc będę miał porównanie, ale już teraz jestem pewny, że raczej na tych dwóch seansach się skończy i nie będzie siedem jak w przypadku Interstellar. W ogóle w zestawieniu z Interstellar, Inception, Memento, Prestige, Batman Begins i The Dark Knight Tenet niestety wypada jako najsłabszy film Christophera Nolana. Co nie znaczy, że to jest zły film i jest o wiele lepszy od wszelakich Marveli, McFilmów i innych współczesnych produkcji. Ale jak na kino do którego przyzwyczaił mnie Nolan to przy Tenet nie odczułem ani efektu WOW!, ani poczucia skali otaczających mnie wydarzeń.


Film jest naprawdę dobrze nakręcony. Sceny akcji są takie jak lubię, bardzo czytelne i niektóre pomysłowe. Tylko oglądając ten film czułem się trochę, że mam do czynienia z wideoprezentacją, do filmów o Jamesie Bondzie. Film jest bardzo bondowski, sceny akcji, pościgi, luksus, jachty, lokalizacje i zły złoczyńca. Tylko fabuła jest trochę mniej wciągająca i sam motyw cofania czasu zostałem moim zdaniem tylko muśnięty. Od drugiej połowy kiedy wreszcie mamy z nim do czynienia jest naprawdę fajnie, ale znowu trzeci akt był dla mnie zbyt poprawny. Poza Nolanem, wiadomo, że kocham Lucasa u którego w jego Gwiezdnych wojnach trzeci akt, jest zawsze najbardziej emocjonalny, najbardziej dramatyczny i najbardziej efektowny. Przyznaję cała szarża pod koniec jest efektowna i z rozmachem, ale ogólnie sam koniec był dla mnie dość antyklimatyczny. Tym bardziej, że w międzyczasie mieliśmy świetny pościg w Talinie, efektowny wyścig katamaranów i pomysłową i dobrze nakręconą bijatykę w korytarzu. (Samolot był OK, ale poza rozmiarami aż tak wielkiego wrażenia nie zrobił).
Bohaterowie też tylko byli OK. NieDenzel Washington jest głównym bohaterem i tyle mogę o nim powiedzieć. Zdecydowanie ciekawszy jest Robert Pattinson i był najsympatyczniejszą z postaci. Elizabeth Debicki w porządku i jest wysoka. Kenneth Branagh trochę balansuje, ale w sumie go lubię i też widzę, że chciał coś zrobić z tej postaci i się nią trochę pobawić. A i tak znamiennym jest, że Michael Caine w swym króciutkim występie był najbardziej charyzmatyczny i roztaczał aurę elegancji i klasy.


I jak na film Nolana, zabrakło mi trochę tego uczucia, że mamy do czynienia z super ważnymi rzeczami. Jakoś nie czułem, że tutaj jestem świadkiem wydarzeń, które mogą wpłynąć na los całego świata. I tak też nie do końca zrozumiałem dlaczego NieDenzelowi tak zależało na Debicki, skoro jakiejś specjalnej więzi między nimi nie poczułem.


Ale skłamałbym, gdybym napisał, że nie bawiłem się dobrze na tym filmie. Właśnie ja się bardziej bawiłem, a więc czułem się bardziej jak w bawialni niż war room, gdzie ważyły się losy wszechświata, jak przy innych filmach Nolana. A pewnie bawiłbym się jeszcze lepiej, gdyby nie ścieżka dźwiękowa Ludwiga Göranssona, którą już teraz mogę określić najgorszą ze wszystkich filmów Christophera Nolana.
Wiadomo można mówić, że nie podobała mi się, gdyż jestem fanbojem Hansa Zimmera. Ale jakby co ja lubię także ambientowe prace Davida Julyana, które w dawnych filmach Nolana potrafiły tworzyć niesamowity klimat. A co tworzy ta ścieżka? HAŁAS!


Właściwie Ludwig bardzo dosłownie potraktował początek filmu z niszczeniem instrumentów. I sam niszczy instrumenty, melodie, tematy na rzecz wrzaskliwego sound designu, ciągłych loopów i innych zmiksowanych odgłosów z gabinetu dentystycznego. Ja nie mam nic do eksperymentów, ale w przypadku tej ścieżki dźwiękowej naprawdę chciałem, aby przestała grać i ktoś ją wyłączył. Nie tylko moim zdaniem nie wnosi ona nic do filmu, a wręcz go sabotuje.



Ludwig Göransson może i wygląda jak Jezus, ale tą ścieżką dźwiękową nie zbawia tego filmu, a wręcz go krzyżuje. Nie ma tu żadnych tematów, ani też jakiejkolwiek funkcji narracyjnej, to zwykła krzykliwa tapeta. I naprawdę nieraz podczas seansu ta ścieżka zabijała mi przyjemność oglądania, czy delektowania się, lub ekscytowaniem naprawdę dobrze nakręconymi scenami.

Weźmy na przykład wyścig katamaranów, który wygląda naprawdę ładnie i wszystko się zgadza i aż prosiłoby się o jakiś ładny podkład, a zamiast tego otrzymujemy jakieś skrzypiące dźwięki. Ale to nic w porównaniu z genialnym pościgiem w Talinie, który Ludwig masakruje swoją "muzyką". Perfekcyjnie nakręcona scena, a jako podkład wchodzi elektronika z pogranicza techno i eksperymentów DJów z Ibizy i podziemnych berlińskich klubów, którzy zjedli halucynogenne grzybki, przegryźli je LSD i popili wódką z płynem chłodniczym. A najgorsze, że to wszystko takie banalne, wręcz za proste. Ciągłe elektroniczne loopy robiące DU Du Du Du Du Du DU DU DU DU DU DU i mamy action score. A reszta krzyczy, kwiczy, skrzypi, jęczy, dudni, wali, pierdzi, trzaska, mlaska... i wszystko stosując się do pierwszej zasady metalu: "Play it fucking loud!"
I to nie jest tak, że Zimmer u Nolana nie eksperymentował i nie było sound designu. Ale mimo wszystko u niego dalej były melodie, były tematy. A Tenet to jawi się trochę jak taki szkielet Inception i Dunkirk, podłożony bardzo głośno i to ma niby wystarczyć.


I jak pisałem we wtorek zobaczę po raz drugi film i ciekawe czy się moja opinia zmieni. Ale naprawdę nie wiem, czy potem będę chciał jeszcze raz do niego wrócić. Chyba, że ktoś zrobi w przyszłości ładną wersję, gdzie podłożony zostanie inny score.


Tak też dziękuję Christopher Nolan za to, że znowu mogłem pójść do kina i cieszyć się kinem na dużym ekranie. I mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł się delektować jeszcze wiele razy. I przy następnym filmie Christophera Nolana oczywiście będę w kinie i liczę, że będzie lepiej niż Tenet. Gdyż nawet jak tu jest słabiej, to w końcu:
"Why do we fall?" :)

Obniżam niestety ocenę końcową za muzykę i liczę na zmianę przy następnym filmie. Chris, kochasz Bondy, to posłuchaj jaką tam muzykę skomponował John Barry i takiej zażądaj na przyszłość od Hansa. Gdyż ja wierzę, że będziemy jeszcze mieli Dark Hans Rises, czy też Dark Hans Returns. :)
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
DanielosVK
Howardelis Vangeshore
Posty: 7779
Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#21 Post autor: DanielosVK » czw sie 27, 2020 17:32 pm

Wawrzyniec pisze:Perfekcyjnie nakręcona scena, a jako podkład wchodzi elektronika z pogranicza techno i eksperymentów DJów z Ibizy i podziemnych berlińskich klubów, którzy zjedli halucynogenne grzybki, przegryźli je LSD i popili wódką z płynem chłodniczym. A najgorsze, że to wszystko takie banalne, wręcz za proste. Ciągłe elektroniczne loopy robiące DU Du Du Du Du Du DU DU DU DU DU DU i mamy action score. A reszta krzyczy, kwiczy, skrzypi, jęczy, dudni, wali, pierdzi, trzaska, mlaska... i wszystko stosując się do pierwszej zasady metalu: "Play it fucking loud!"
Czekaj, to o Tenet czy o Dunkirk? Bo się pogubiłem... :P
Fe.

Cóż za score, Howard Shore.

Arthur.Flowerkis
Kserujący nuty
Posty: 265
Rejestracja: pn lut 12, 2018 10:23 am

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#22 Post autor: Arthur.Flowerkis » czw sie 27, 2020 18:27 pm

Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm

Co nie znaczy, że to jest zły film i jest o wiele lepszy od wszelakich Marveli, McFilmów i innych współczesnych produkcji.
Kontropinia:
Tenet jeszcze nie widziałem (hajp duży), ale na razie Infinity War i Endgame przebiły (Incepcje o setne punkta) wszystkie filmy Nolana w moim rankingu

Arthur.Flowerkis
Kserujący nuty
Posty: 265
Rejestracja: pn lut 12, 2018 10:23 am

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#23 Post autor: Arthur.Flowerkis » czw sie 27, 2020 18:30 pm

To ja gorszy czy lepszy od Ludwiga?

viewtopic.php?f=3&t=4791

Awatar użytkownika
narkoman
Gość od wnoszenia fortepianu
Posty: 113
Rejestracja: pn gru 02, 2019 00:05 am

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#24 Post autor: narkoman » czw sie 27, 2020 21:47 pm

Właśnie wróciłem z kina i szczerze nie wiem co powiedzieć. Bo wiele rzeczy mi w tym filmie grało, a wiele nie.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
W ogóle w zestawieniu z Interstellar, Inception, Memento, Prestige, Batman Begins i The Dark Knight Tenet niestety wypada jako najsłabszy film Christophera Nolana. Co nie znaczy, że to jest zły film i jest o wiele lepszy od wszelakich Marveli, McFilmów i innych współczesnych produkcji. Ale jak na kino do którego przyzwyczaił mnie Nolan to przy Tenet nie odczułem ani efektu WOW!, ani poczucia skali otaczających mnie wydarzeń.
W pełni się zgadzam. To dobry film, ale jak na Nolana oczekiwałem czegoś... lepszego? Sam nie wiem jak to powiedzieć. Przy Incepcji cała fabuła była nieźle przekminiona i ostatni akt niesamowicie wciągający i emocjonujący. Ale był taki dlatego, że wcześniej poświęcono trochę czasu na wyjaśnienie wielu rzeczy tak abyśmy mogli się w tym świecie odnaleźć. Dlatego na koniec czerpaliśmy taką satysfakcję z rozwoju zdarzeń bo byliśmy w stanie ogarnąć zawiłości no i przede wszystkim mieliśmy na to czas. Fabuła dawała nam możliwość na przetrawianie niektórych faktów. W Tenet właśnie tego brakuje. A gdy przy czasie trwania 2,5 godziny większość ekranowego czasu zajmuje pędząca na łeb na szyję akcja to ciężko złapać oddech i sobie na spokojnie kilka informacji przetrawić.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
Film jest naprawdę dobrze nakręcony. Sceny akcji są takie jak lubię, bardzo czytelne i niektóre pomysłowe. Tylko oglądając ten film czułem się trochę, że mam do czynienia z wideoprezentacją, do filmów o Jamesie Bondzie. Film jest bardzo bondowski, sceny akcji, pościgi, luksus, jachty, lokalizacje i zły złoczyńca. Tylko fabuła jest trochę mniej wciągająca i sam motyw cofania czasu zostałem moim zdaniem tylko muśnięty. Od drugiej połowy kiedy wreszcie mamy z nim do czynienia jest naprawdę fajnie, ale znowu trzeci akt był dla mnie zbyt poprawny. Poza Nolanem, wiadomo, że kocham Lucasa u którego w jego Gwiezdnych wojnach trzeci akt, jest zawsze najbardziej emocjonalny, najbardziej dramatyczny i najbardziej efektowny. Przyznaję cała szarża pod koniec jest efektowna i z rozmachem, ale ogólnie sam koniec był dla mnie dość antyklimatyczny. Tym bardziej, że w międzyczasie mieliśmy świetny pościg w Talinie, efektowny wyścig katamaranów i pomysłową i dobrze nakręconą bijatykę w korytarzu. (Samolot był OK, ale poza rozmiarami aż tak wielkiego wrażenia nie zrobił).
Film jest niesamowicie nakręcony. Piękne zdjęcia, kaskaderka, świetne sceny akcji + efekty no po prostu miazga. Na IMAXowym ekranie prezentuje się to nieziemsko. Ale.... też muszę przyznać, że zabrakło mi efektu WOW chociażby jak w przypadku Incepcji czy Iterstellar. Tyczy się to właśnie tego co napisałem wcześniej, ze bardzo łatwo można zgubić się w fabule i przez to później nie oddziałuje na nas tak mocno i intensywnie jak powinna. To samo tyczy się finału. Co do całej inwersji też uważam, że można by jakoś lepiej ją przedstawić. Bardziej odpowiednio budować napięcie i w ogóle bo w pewnym momencie odczułem, ze Nolan zwalił mi na głowę ciężarówkę z informacjami, akcją i tak dalej po której ciężko mi było nawet policzyć do 10 a co dopiero podążać za akcją fabuły. Tak jakbym był przytłoczony momentami tym co się działo. Co za dużo to nie zdrowo.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
Bohaterowie też tylko byli OK. NieDenzel Washington jest głównym bohaterem i tyle mogę o nim powiedzieć. Zdecydowanie ciekawszy jest Robert Pattinson i był najsympatyczniejszą z postaci. Elizabeth Debicki w porządku i jest wysoka. Kenneth Branagh trochę balansuje, ale w sumie go lubię i też widzę, że chciał coś zrobić z tej postaci i się nią trochę pobawić. A i tak znamiennym jest, że Michael Caine w swym króciutkim występie był najbardziej charyzmatyczny i roztaczał aurę elegancji i klasy.
Robert Pattinson zdecydowanie najlepszy. Jego postać również.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
I jak na film Nolana, zabrakło mi trochę tego uczucia, że mamy do czynienia z super ważnymi rzeczami. Jakoś nie czułem, że tutaj jestem świadkiem wydarzeń, które mogą wpłynąć na los całego świata. I tak też nie do końca zrozumiałem dlaczego NieDenzelowi tak zależało na Debicki, skoro jakiejś specjalnej więzi między nimi nie poczułem.
Dokładnie. Właśnie o tym pisałem też wcześniej. To nie ten sam efekt WOW i stan emocjonalny. Ta relacja protagonisty z postacią Debicki też była jakaś naciągana.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
Ale skłamałbym, gdybym napisał, że nie bawiłem się dobrze na tym filmie. Właśnie ja się bardziej bawiłem, a więc czułem się bardziej jak w bawialni niż war room, gdzie ważyły się losy wszechświata, jak przy innych filmach Nolana. A pewnie bawiłbym się jeszcze lepiej, gdyby nie ścieżka dźwiękowa Ludwiga Göranssona, którą już teraz mogę określić najgorszą ze wszystkich filmów Christophera Nolana.
Wiadomo można mówić, że nie podobała mi się, gdyż jestem fanbojem Hansa Zimmera. Ale jakby co ja lubię także ambientowe prace Davida Julyana, które w dawnych filmach Nolana potrafiły tworzyć niesamowity klimat. A co tworzy ta ścieżka? HAŁAS!
Ścieżka dźwiękowa w filmie nie zachwyca. Ma swoje momenty, aleeeeeee.... ogólnie wypada raczej słabo. Jest głośna, natarczywa, impulsywna i wszystko co wielkie, niezgrabne i hałaśliwe. Hansik też taki bywa to prawda, ale ma mimo wszystko w tym więcej polotu i lekkości. Jest bardziej melodyczny, nawet w nielubianej przez większości Dunkierce. Bo tam mimo wszystko jakoś to wygląda. Dudni i wgl ale uważam, że mimo wszystko ma to jakieś ręce i nogi. Tutaj tego nie odczułem. Poczekamy na score i sie zobaczy jak jest na płycie.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
Weźmy na przykład wyścig katamaranów, który wygląda naprawdę ładnie i wszystko się zgadza i aż prosiłoby się o jakiś ładny podkład, a zamiast tego otrzymujemy jakieś skrzypiące dźwięki. Ale to nic w porównaniu z genialnym pościgiem w Talinie, który Ludwig masakruje swoją "muzyką". Perfekcyjnie nakręcona scena, a jako podkład wchodzi elektronika z pogranicza techno i eksperymentów DJów z Ibizy i podziemnych berlińskich klubów, którzy zjedli halucynogenne grzybki, przegryźli je LSD i popili wódką z płynem chłodniczym. A najgorsze, że to wszystko takie banalne, wręcz za proste. Ciągłe elektroniczne loopy robiące DU Du Du Du Du Du DU DU DU DU DU DU i mamy action score. A reszta krzyczy, kwiczy, skrzypi, jęczy, dudni, wali, pierdzi, trzaska, mlaska... i wszystko stosując się do pierwszej zasady metalu: "Play it fucking loud!"
I to nie jest tak, że Zimmer u Nolana nie eksperymentował i nie było sound designu. Ale mimo wszystko u niego dalej były melodie, były tematy. A Tenet to jawi się trochę jak taki szkielet Inception i Dunkirk, podłożony bardzo głośno i to ma niby wystarczyć.
O boże tak! Ta scena z katamaranami była tak pięknie nakręcona, że jedyne co tam nie pasowało to muzyka, która zagłuszyła i przytłoczyła całą scenę.
Wawrzyniec pisze:
czw sie 27, 2020 17:13 pm
I jak pisałem we wtorek zobaczę po raz drugi film i ciekawe czy się moja opinia zmieni. Ale naprawdę nie wiem, czy potem będę chciał jeszcze raz do niego wrócić. Chyba, że ktoś zrobi w przyszłości ładną wersję, gdzie podłożony zostanie inny score.
Raczej też wybiorę się na seans jeszcze raz. Jednakże, głównie po to aby się przekonać czy przy drugim podejściu będę w stanie już wszystko bez problemu pojąć. Nie lubię gdy wszystko jest wykładane na tacę, ale zaś w tym przypadku uważam, że reżyser zwalił mi na głowę za dużo jak na jeden raz. Więc pójdę się przekonać czy drugim razem też będę miał takie same odczucia. Bo to, że wszystko się fajnie na koniec układa w całość to dla mnie za mało. Puzzle się połączyły ale to tylko tyle. Za szybko to wszystko było podane by na spokojnie przetrawić i po prostu się z seansu cieszyć. Zły nie był. Bawiłem się całkiem przednie, aleeeee.... to mimo wszystko nie było TO!
As an ending, Tenet's is less ambiguous than the spinning top which closed out Inception, and less emotionally powerful than Tom Hardy setting his plane alight in the closing moments of Dunkirk. Instead, it feels a puzzle piece has been placed which allows us to see the full picture. https://www.esquire.com/uk/culture/film ... ed-ending/


Jak dla mnie idealne podsumowanie TENET

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 8809
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#25 Post autor: Ghostek » pt sie 28, 2020 18:20 pm

Sama koncepcja odwracania czasu - super.
Wizualia i strona techniczna - miód.
Scenariusz, dialogi i gra aktorska - tragedia...

Film męczarnia, który pseudonaukowym bełkotem próbuje nadrabiać brak pomysłu na rzetelne rozprawienie się z tematem. Masa dziur logicznych i niedopowiedzeń. Film montażowo ocierający się o patologię - jakby z 6-godzinnego materiału wywalono ponad połowę. No i na dokładkę dźwiękowy miks który zawstydza w decybelach uszojebną Dunkierkę. Nie chce myśleć jak to musi trqgicznie smagać po uszach w imaxach.
Co do samej muzy, to wbrew pozorom Goransson dał tu rade, bo dokładnie tego się po muzyce do tego filmu spodziewałem. No ale szkoda że zabrakło większej odwagi w eksperymentowaniu.

P. S. Wawrzek, jest w tej muzie masa nawiązań do brzmień z lat 80... Przed i po efekcie reverse ;)
Obrazek

Awatar użytkownika
Kaonashi
Joe Hisaishi
Posty: 12653
Rejestracja: pt sie 19, 2011 17:36 pm
Lokalizacja: Kraina Bogów

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#26 Post autor: Kaonashi » pt sie 28, 2020 19:38 pm

Ghostek pisze:
pt sie 28, 2020 18:20 pm
Co do samej muzy, to wbrew pozorom Goransson dał tu rade, bo dokładnie tego się po muzyce do tego filmu spodziewałem. No ale szkoda że zabrakło większej odwagi w eksperymentowaniu.
Czyli jak spodziewam się, że kompozytor X przygotuje do filmu Y gówniany score, i tak też się stanie, to znaczy, że kompozytor dał radę? :D
Gdyby nie piraci, byłbym jak Zbigniew Hołdys - Eric Clapton.

mixon
Szofer w RCP
Posty: 189
Rejestracja: ndz paź 19, 2014 17:31 pm

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#27 Post autor: mixon » sob sie 29, 2020 00:00 am

Trudno pisać o Waszych wrażeniach, bo jednak idziecie w jednym tonie. Ale! nie mogę się zgodzić co do głośności (mnie to zawsze irytuje w kinie). Byłem dziś na seansie, była nas dwójka na sali, ale muzycznie/dźwiękowo na sali było mega okej co do głośności muzyki w filmie.
I jeśli chodzi o podejście do muzyki w filmie to wybitnie się sprawdza, zwłaszcza ze swoim "odwróceniem" i melodią, która daje finał.
Także, może dostaliście "ten bełkot dźwiękowy od kina"? wiem, może bezczelnie prowokuję, ale tak jak pisałem, u mnie w kinie głośność dziś nie była problemem i dialogów nie zagłuszała jak i sam film trutut tutu nie był zagłuszony.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 53122
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#28 Post autor: Adam » sob sie 29, 2020 00:59 am

To idź do Imaxa. Wizyta u laryngologa potem murowana. I pisze to zwolennik głośnego w kinie i stały bywalec Imaxa, który nie uznaje innych wersji filmu, jedli tylko jest wyświetlany w IMAXie.

Ten score w filmie to koszmar, szkoda czasu na pisanie o tym kakofonicznym, irytującym i zagłuszającym absolutnie wszystko koszmarku. Gorannson się na dobre jeszcze nie zaczął w kinie, a już się skończył. Niech wraca do rapu i Gambino - w tym radzi sobie lepiej i do tego się przykłada, bo i hajs większy.

No more sound design shit composers :!:

A Nolan niestety na starość ogłuchl, że takie coś sobie życzył i przyklepał, nie wspominając o reżysersko-scenariuszowej formie która tu jest średnia. To chyba jego najsłabszy film, a na pewno najsłabszy od 3 Batmana. Choć tyle, że Hoytema ma tu życiówkę.
SOUNDTRACKS.PL

Awatar użytkownika
swordfish
Z oscarową nominacją
Posty: 1816
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#29 Post autor: swordfish » sob sie 29, 2020 08:52 am

W IMAXie zawsze jest za głośno. Przejść przez reklamy na początku jest wyzwaniem. W moim CC dźwięki z IMAXa przebijają się do innych sal.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 53122
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Ludwig Gorannson - Tenet (2020)

#30 Post autor: Adam » sob sie 29, 2020 09:03 am

swordfish pisze:
sob sie 29, 2020 08:52 am
W IMAXie zawsze jest za głośno.
nie jest. chodzę tam odkąd się pojawił w pl. i nigdy nie miałem problemu, aż do wczoraj. oczywiście bywało raz głośniej, raz ciszej, ale to były zawsze sfx, a nie score, a tu jest kakofoniczne coś inspirujące do bycia muzyką filmową, które zagłuszało totalnie (sic!) nawet wybuchy czy strzelaniny i od której po 30 minutach po prostu bolało i szumiało w głowie.

miałem fajne porównanie, bo ledwo tydzień temu byłem na powtórce Dunkierki w Imaxie. I to, że to najsłabszy Hans dla Nolana, wiemy. Nie jestem fanem tego scoru, ale tam muzyka nie była tylko jazgotem - jak niektórzy zarzucają - i był na nią jakiś konkretny i nieprzypadkowy zamysł. No i - ewentualny - ból uszu i głowy był niczym w porównaniu z aktualnym po koszmarku Gorannsona i koszmarnym miksie.
SOUNDTRACKS.PL

ODPOWIEDZ