"Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Tomek
Redaktor Kaktus
Posty: 4257
Rejestracja: pn maja 02, 2005 21:43 pm
Kontakt:

"Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#1 Post autor: Tomek » śr cze 01, 2011 23:56 pm

Do napisania tego tematu zainspirowało mnie określenie (całkiem fajne i słuszne :) jakim posłużył się Michał Turkowski w swojej relacji z pierwszego dnia FMF w Krakowie, gdzie Joe Hisaishi'ego nazwał jednym z ostatnich "wielkich symfoników". Jak uważacie, ilu pozostało w muzyce filmowej prawdziwych, "wielkich symfoników", kogo do nich można zaliczyć, kto do takiego miana może aspirować, kto "rokuje", że takowym twórcą będzie?

Oczywiście, muzyka filmowa się dziś bardzo zmienia, (czy na lepsze?) podąża mocno tropami muzyki rozrywkowej, coraz mniej miejsca jest na orkiestrę, na kompozytorów orkiestrowych, często z klasycznym wykształceniem. Liczne ograniczenia i sprostanie komercyjnym pół-celom filmowców i producentów być może zniechęca twórców, którzy mając odpowiednią wiedzę i umiejętności z tego zakresu, być może inna sytuacja zaowocowałaby odkryciem jakichś twórców pokroju dajmy na to Jamesa Hornera? Dlatego miejsca chyba na wielką symfonikę coraz mniej i mniej, a szkoda. Nie ukrywam, że brzmienie orkiestrowe a i wielka symfonika pisana z rozmachem i emocjami to coś, co w filmówce kocham najbardziej, dlatego też pojawianie się takowych twórców na scenie witam zawsze z dużym entuzjazmem :) Zresztą stąd, z takich brzmień i emocji tworzy się myślę cała spektakularność muzyki filmowej i jej dość ciekawa pozycja w stosunku do hermetycznej współcześnie muzyki poważnej/klasycznej.

Kogo można wydaje mi się rozumieć pod pojęciem "wielkiego symfonika"? Twórcę, który potrafi wykorzystać na pewno potencjał orkiestry, dziesiątków instrumentów i sekcji. Nie tylko, że potrafi napisać i nagrać głośną muzykę. Twórcę, który potrafi zaskoczyć nieszablonowym, zaskakującym rozwiązaniem tak w doborze instrumentacji jak i aranżacji muzyki. Twórcę, którego czasami słuchając, gdzieś tam w głowie kotłuje się słowo "geniusz", "wow", "fenomenalne". Twórcę potrafiącego pisać tak złożone tematy jak i interesujący underscore, często w nim mogąc się doszukać tych technicznych fajerwerków czy też emocji, które tak mile łechcą uszy :) Oczywiście twórcę mającego gdzieś tam jakieś doświadczenie, wykształcenie, "czującego" po prostu orkiestrę.

Jakie są Wasze typy, kogo powyżej pominięto, a może nie zasługuje, by być na tych listach :) Zapraszam do dyskusji :)

============================================================================================================================

EDIT 2/06/11:

"WIELCY SYMFONICY" UZNAWANI PRZEZ WIĘKSZOŚĆ FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: Bruce Broughton
:arrow: Don Davis
:arrow: Patrick Doyle
:arrow: Danny Elfman
:arrow: Michael Giacchino
:arrow: Elliot Goldenthal
:arrow: Christopher Gordon
:arrow: Joe Hisaishi
:arrow: James Horner
:arrow: James Newton Howard
:arrow: Trevor Jones
:arrow: Alan Menken
:arrow: Ennio Morricone
:arrow: Howard Shore
:arrow: Alan Silvestri
:arrow: Christopher Young
:arrow: John Williams

"WIELCY SYMFONICY" Z PODZIELONYMI ZDANIAMI FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: David Arnold/Nicholas Dodd
:arrow: Craig Armstrong
:arrow: Bill Conti
:arrow: Philip Glass
:arrow: Alexandre Desplat
:arrow: George Fenton
:arrow: Robert Folk
:arrow: David Hirschfleder
:arrow: Wojciech Kilar
:arrow: Naoki Sato

ASPIRANCI DO BYCIA "WIELKIMI SYMFONIKAMI" WEDŁUG FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: Murray Gold
:arrow: Christopher Lennertz
:arrow: Dario Marianelli
:arrow: John Powell
:arrow: Philippe Rombi
:arrow: Edward Shearmur

'CIEKAWE'/POJEDYŃCZE TYPY USERÓW FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: John Debney
:arrow: Yoshihisa Hirano
:arrow: Lee Holdridge
:arrow: Yoko Kanno
:arrow: Joel McNeely
:arrow: David Newman
:arrow: Thomas Newman
:arrow: John Ottman
:arrow: Conrad Pope
:arrow: Ryuichi Sakamoto
:arrow: John Scott
:arrow: Gabriel Yared
Ostatnio zmieniony czw cze 02, 2011 23:50 pm przez Tomek, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9369
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#2 Post autor: Paweł Stroiński » czw cze 02, 2011 00:09 am

Ja bym jednak za parę score'ów zwłaszcza kilkanaście lat temu (Dinozaur, Atlantis, Waterworld...) wrzucił JNH do tej kategorii, Rombiego bym chyba też zaliczył, ale kompozytorem, który mnie nie przekonuje na tej liście, i niestety prawie w ogóle, jest Alan Silvestri. Potrafi być głośny i rozpisać, ale finezji nawet JNH mu brakuje. Jeśli jest Silvestri, to trzeba włożyć też Giacchino.

Awatar użytkownika
DanielosVK
Howardelis Vangeshore
Posty: 7894
Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#3 Post autor: DanielosVK » czw cze 02, 2011 00:11 am

A Powell nie pasuje? Co prawda wiele on z elektroniki korzysta, ale... wystarczy posłuchać Smoka, by się przekonać, że z orkiestry potrafi korzystać jak mało kto z jego pokolenia. Świetne orkiestracje, rozmach, tematy, technika i aranżacje.
Fe.

Cóż za score, Howard Shore.

Mefisto

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#4 Post autor: Mefisto » czw cze 02, 2011 00:16 am

dziwna lista aspirujących - przecież Arnold, JNH, Jones i Giacchino powinni się znaleźć w pierwszej liście, bo jest to mimo wszystko klasa światowa, co udowodnili wg mnie dawno. Więc nie wiem do czego mieliby niby aspirować.

Kogo bym dodał? Na pewno Broughtona - komentarz moim zdaniem również zbędny. Także Debney i Conti. Edelman pokazał nie raz, że potrafi, choć on może faktycznie dalej aspirować :P Do tego jest kilku pomniejszych jak McNeely czy McCarthy, którzy świetnie czują orkiestrę i potrafią pisać niezłe tematy. No i Newman - tak, wtrynię go tu, bo może nie kojarzy się z miejsca z wielkoorkiestrowymi partyturami, ale choćby Nemo, Shawshank, czy przede wszystkim stylowe partytury do Małych kobietek, Oscar i Lucinda, no i rzecz jasna Wall-E i Meet Joe Black udowadniają, że z dużą orkiestrą i takimiż tematami czuje się on tak samo dobrze, jak z tymi delikatniejszymi, eskperymentatorskimi tematami na foliową torebkę i mydło.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#5 Post autor: Wawrzyniec » czw cze 02, 2011 01:47 am

Tomek pisze:Do napisania tego tematu zainspirowało mnie określenie (całkiem fajne i słuszne :) jakim posłużył się Michał Turkowski w swojej relacji z pierwszego dnia FMF w Krakowie, gdzie Joe Hisaishi'ego nazwał jednym z ostatnich "wielkich symfoników".
Z całym szacunkiem dla Michała, którego bardzo lubię, ale trochę zbyt emocjonalne to stwierdzenie. Oczywiście rozumiem, że każde z nas było oczarowane koncertem, ale mówienie o "ostatnich symfonikach" brzmi jakby był to gatunek na wymarciu i tylko czekać na film z wygenerowanym przez ILM komputerowym symfonikiem pt. "Symphoheart" w tłumaczeniu na polski: "Ostatni Symfonik". :)
Tomek pisze:Oczywiście, muzyka filmowa się dziś bardzo zmienia, (czy na lepsze?) podąża mocno tropami muzyki rozrywkowej, coraz mniej miejsca jest na orkiestrę, na kompozytorów orkiestrowych, często z klasycznym wykształceniem.
Nie jest to zjawisko ani nowe i muzyka filmowa się ciągle zmieniała. Trochę zapominamy, że np. takie arcydzieło muzyki symfonicznej jak "Star Wars" powstało w okresie, kiedy takie score'y nie były modne. Dla tego ja bym tradycyjnie nie dramatyzował i nie zaczynał dyskusji, kiedyś było lepiej, teraz jest gorzej plus złe RCP, gdyż niektóre zjawiska są naturalne i nie są też czymś zupełnie nowym.
Tomek pisze:Liczne ograniczenia i sprostanie komercyjnym pół-celom filmowców i producentów być może zniechęca twórców, którzy mając odpowiednią wiedzę i umiejętności z tego zakresu, być może inna sytuacja zaowocowałaby odkryciem jakichś twórców pokroju dajmy na to Jamesa Hornera?
Podczas tej fajnej konferencji Disneya podczas Festiwalu też między innymi było tłumaczone, dlaczego przy taki pierwszych "Piratach" najpierw tworzona była muzyka syntetyczna udająca instrumenty klasyczne.
Tomek pisze:Dlatego miejsca chyba na wielką symfonikę coraz mniej i mniej, a szkoda.
Jak wspominałem zjawisko wcale nie nowe.
Tomek pisze:Nie ukrywam, że brzmienie orkiestrowe a i wielka symfonika pisana z rozmachem i emocjami to coś, co w filmówce kocham najbardziej, dlatego też pojawianie się takowych twórców na scenie witam zawsze z dużym entuzjazmem :) Zresztą stąd, z takich brzmień i emocji tworzy się myślę cała spektakularność muzyki filmowej i jej dość ciekawa pozycja w stosunku do hermetycznej współcześnie muzyki poważnej/klasycznej.
Ma się rozumieć, też lubię dobrą muzykę symfoniczną. Tylko musimy też być ostrożni z tym entuzjazmem, gdyż dostrzegam, że czasami za bardzo stęsknieni muzyką symfoniczną od razu popadamy w zachwyt, czy też dajemy na wstępie punkty dodatnie dla score'u, tylko dlatego, że jest rozpisany na orkiestrę. Nazwę to "syndromem Clemmensena".
Tomek pisze:Kogo można wydaje mi się rozumieć pod pojęciem "wielkiego symfonika"?
A to jest właśnie dobre pytanie.
Tomek pisze:Twórcę, który potrafi wykorzystać na pewno potencjał orkiestry, dziesiątków instrumentów i sekcji. Nie tylko, że potrafi napisać i nagrać głośną muzykę. Twórcę, który potrafi zaskoczyć nieszablonowym, zaskakującym rozwiązaniem tak w doborze instrumentacji jak i aranżacji muzyki. Twórcę, którego czasami słuchając, gdzieś tam w głowie kotłuje się słowo "geniusz", "wow", "fenomenalne". Twórcę potrafiącego pisać tak złożone tematy jak i interesujący underscore, często w nim mogąc się doszukać tych technicznych fajerwerków czy też emocji, które tak mile łechcą uszy :) Oczywiście twórcę mającego gdzieś tam jakieś doświadczenie, wykształcenie, "czującego" po prostu orkiestrę.
I tu się pojawia problem, gdyż mnie pod wyrazem "wielki symfonik" kojarzy się przede wszystkim kompozytor, który wiadomo pisze na wielką orkiestrę, ale i sam nią dyryguje, tak jak John Williams. Ale wtedy to ta lista byłaby dwa razy krótsza, gdyby ktoś się moimi skojarzeniami kierował.
Tomek pisze:Tak więc wg mnie dzisiejsi "wielcy symfonicy":
To przyjrzyjmy się :)
Tomek pisze: :arrow: Craig Armstrong - chociaż jego twórczość nie jest kojarzona z wielką symfoniką, w wielu pracach udownił, że orkiestrę symfoniczną ma w jednym paluszku
:? Sam nie wiem. Na pewno coś w tym jest, ale ja słysząc Craig Armstrong nie myślę od rauz jako o kompozytorze muzyki filmowej. W ogóle za słabo znam jego twórczość, aby się wypowiadać.
Tomek pisze: :arrow: Don Davis - trylogia "Matrix", ale też i inne prace pokazały, że jego możliwości symfoniczne to klasa "światowa"
Geniusz :!: Niestety Geniusz w odwrocie, który chyba już zrezygnował z muzyki filmowej, a szkoda, wielka szkoda :cry: Davis na orkiestrę pisać potrafi i potrafi wykorzystać z niej maksimum. "Matrix: Revolutions" toż to istna masakra dla orkiestry i niełatwa muzyka do zagrania.
Tomek pisze: :arrow: Patrick Doyle - świetne "czucie" orkiestry, duży rozmach, tematy, sporo by się tego znalazło przez te wszystkie lata
OK.
Tomek pisze: :arrow: Danny Elfman - wykształcenia nie ma żadnego, ale jak się słucha jego muzyki orkiestrowo-symfonicznej, ma się wrażenie, że zjadł na niej zęby. Plus te inspiracje Herrmannem i kompozytorami XIX i XX-wiecznymi (Bartok, ). Choć też tu zasługa tutaj pewnie teamu świetnych orkiestratorów na czele z Stevem Bartkiem.
Nie obchodzi mnie jaki ma na to wpływ Bartek. Obchodzi mnie to co słyszę, a słyszę świetne wyczucie orkiestry. Bardzo lubię Elfmana i też jest on doskonałym przykładem i pstryczkiem w noc dla zarozumiałych buców, którzy twierdzą, że muzykiem może być tylko ktoś z muzycznym wykształceniem. Elfman - Symfonik jak się patrzy i wcale nie stary :)
Tomek pisze: :arrow: Philip Glass - niby minimalizm, ale z orkiestrą symfoniczną potrafi wyczyniać fenomenalne rzeczy - wystarczy się wsłuchać :) Zresztą to geniusz ;)
Czy geniusz to nie wiem :? Ogólnie kompozytor nie z mej beczki, więc się nie wypowiadam.
Tomek pisze: :arrow: Elliot Goldenthal - podobnież. Genialne umiejętności, fachura symfoniczny nie z tej ziemi, ten rozmach, te emocje, a i czasami fantastycznie rozpisany temat
Wszystko się zgadza. Ale niestety podobnie jak Davis, raczej kompozytor filmowy w odwrocie. :(
Tomek pisze: :arrow: Christopher Gordon - kompozytor, który do szerokiej świadomości trafił w sumie nie dawno, ale to jak operuje orkiestrą, jak potrafi wyczarować porywające, złożone formy (Master and Commander, Salem's Lot, Mao's Last Dancer) - jestem pod wrażeniem od jakiegoś czasu cały czas :)
Używając terminologii Adama: "Amen Brother" 8) Świetny kompozytor! Znam bardzo dobrze jego filmografię i słychać, że orkiestrę to on rozumie doskonale. W sumie może po uznaniu za "Daybreakers" kariera Gordona się rozkręci, czego mu bardzo życzę.
Tomek pisze: :arrow: Joe Hisaishi - komentarz zbędny
:arrow: James Horner - komentarz zbędny
Yep.
Tomek pisze: :arrow: Wojciech Kilar - wprawdzie to już pół-emerytura, ale dopisuję :)
Jaka "pół-emeretura" :? Emerytura jak się patrzy. Kilar to co najwyżej się zajmie za muzykę filmową jeżeli powstanie ten horror-thriller-science fiction o tym super-nowoczesnym i super złym lotnisku tworzącym sztuczną mgłę i posiadającym wielki magnes przyciągający samoloty :roll:
Tomek pisze: :arrow: Ennio Morricone - komentarz zbędny
Yep.

Tomek pisze: :arrow: Howard Shore - komentarz zbędny
Ja jestem oryginalny i dlatego dla mnie jednak komentarz nie jest taki zbędny. Gdyż przynajmniej dla mnie Shore jako Wielki Symfonik to wchodzi głównie przez pryzmat "Władcy Pierścieni". Oczywiście nie zamierzam polemizować, ale tylko stwierdzam, że gdyby nie "LOTR" to nie wiem czy komentarz byłby aż tak zbędny.

Tomek pisze: :arrow: Alan Silvestri - ostatnio sporo "żółtych kartek", gdzieś zagubił tą wielką, porywającą symfonikę z kiedyś. A może to wina tego cholernego Hollywood... Ale chyba miejsce tu mu się należy.
Nie demonizujmy Hollywoodu. Zwłaszcza, że jak Adam wspomniał u nas nie ma Hollywoodu, a i tak na score'y na pełną orkiestrę nie ma co liczyć w największych produkcjach.
Wiadomo, że ostatnio z formą tak sobie, ale mimo wszystko miejsce się należy. I niestety nie mogę się zgodzić do końca z Pawłem. Gdyż akurat za "Forresta Gumpa" i końcówkę "Abyss", Silvestri to coś więcej niż tylko głośna muzyka symfoniczna i w tych score'ach jest finezja.
Tomek pisze: :arrow: Christopher Young - wielki talent, wielkie umiejętności, rozmach, wiele symfonicznych uczt na koncie
Zgadzam się :twisted: I słuchając "Priesta" dobitnie można ten talent i umiejętności odkryć. I zauważyć, że mimo "złego Hollywoodu" można jednak nie zatracać swojego głosu jak to zrobił Doyle przy "Thorze.
Tomek pisze: :arrow: John Williams - komentarz zbędny
Dla mnie komentarz musi być :) GENIUSZ :!: Największy kompozytor muzyki filmowej - symfonicznej muzyki filmowej i kwintesencja "Wielkiego Symfonika". :!:

"Aspirujący":
Tomek pisze: :arrow: David Arnold/Nicholas Dodd - :D
Może, ale tutaj ja mam takie odczucia jak Paweł względem Silvestriego. :?
Tomek pisze: :arrow: Alexandre Desplat - świetne "czucie" orkiestry, fantastyczny 'technik' na pewno, choć jego muzyka do wielkiej symfoniki aspiruje raczej rzadko
No niestety. Ale Desplat jest idealnym przykładem wspomnianej przeze mnie "pułapki orkiestrowej" zwanej też "Syndromem Clemmensena". Co nie zmienia faktu, że Francuz zna się na orkiestrze, ale nie pasuje zupełnie do mojego obrazu "Wielkiego Symfonika".
Tomek pisze: :arrow: George Fenton - kilka prac (Deep Blue, Anna and the King) pokazujących, że wielka symfonika jest mu nie obca i bardzo dobrze się w niej czuje. Jednak nadal wydaje mi się, że to kompozytor w sumie dość mało znany
To fakt mało znany, najmocniej przepraszam :oops:
Tomek pisze: :arrow: Robert Folk - tak jak powyżej. Wystarczy posłuchać utworów z jego twórczości dostępnych na jego stronce, żeby się przekonać, że orkiestra symfoniczna to dla niego żadne tabu. Takie "Toy Soldiers" albo napisy końcówe z "Miles From Home": symfonika pełną gębą :D

No tak, ale to raczej, zapomniany kompozytor, o którym raczej patrząc w przyszłość nie będziemy rozmawiać.
Tomek pisze: :arrow: Michael Giacchino - na jak najlepszej drodze, żeby osiągnąć grupę powyżej już wkrótce :)
Dla mnie już osiągnął.
Tomek pisze: :arrow: David Hirschfleder - Austraylijczyk, który swoimi wczesnymi "Shine" czy "Elizabeth" udowadniał, że formy symfoniczno-klasyczne nie są mu obce; w ostanich latach potwierdza, że pisana z rozmachem symfonika to nie pierwszyzana dla niego (Legend of Guardians, Australia)
OK, może być.
Tomek pisze: :arrow: James Newton Howard - zastanawiałem się gdzie go przypisać, bo umiejętności ogromne, i ten artyzm w muzyce orkiestrowej w porywach wielki (Osada, Cedry pod śniegiem), ale jakoś etykietka mimo niewątpliwego geniuszu tego kompozytora jakoś mi nie pasuje :)


Tu się chyba zgadzamy. Gdyż z całym moim szacunkiem do JNH, to jednak "Wielki Symfonik" i muzyka orkiestrowa to nie są pierwsze słowa, jakie mi przychodzą do głowy, kiedy myślę o Howardzie.
Tomek pisze: :arrow: Trevor Jones - sporo świetnych score'ów z wykorzystaniem wielkiej orkiestry


Kompozytor na emeryturze. Dlatego bardziej zasadne jest sformułowanie: "Napisał sporo świetnych score'ów w wykorzystaniem wielkiej orkiestry".
Tomek pisze: :arrow: Dario Marianelli - dla mnie "wielka nadzieja" muz. filmowej, kompozytor nr 1 swojego pokolenia, "czuje" orkiestrę jak stary wyjadacz


Te same odczucia co przy Desplacie.
Tomek pisze: :arrow: John Ottman - kompozytor stale się wg mnie rozwijający, nie jest to może geniusz kompozycji, ale też jego muzyka orkiestrowa nie raz zachwycała (Superman Returns, Valkyrie, X2) i nie brakowało jej symfonicznej nutki "magii", więc dla zachęty dopisuję :)


Czy ja wiem :? Orkiestra jest, ale polotu w niej nie słyszę.
Tomek pisze: :arrow: Philippe Rombi - genialna wrażliwość orkiestrowa, umiejętność tworzenia pięknych tematów, umiejętności gdzieś tam w rejonach Williamsa, musimy czekać jak się jego kariera rozwinie jeszcze
Z tymi rejonami to nie przesadzajmy i najlepiej jak słusznie zauważyłeś, poczekajmy co to będzie.
Tomek pisze: :arrow: Ryuichi Sakamoto - choć wywodzi się zupełnie skąd inąd (pop/rock), to umiejętności w dziedzinie brzmień symfonicznych z najwyższej półki. Na dodatek zdolnośc tworzenia kapitalnych tematów i zakakujące zapędy w "klasycyzowanie"
Nie wypowiadam się.
Tomek pisze: :arrow: Naoki Sato - twórca, którego "odkrywam". Fantastyczny technik, symfonika w starym stylu, mocne tematy, nie typowa raczej dla Japończyków zachodnia barwa brzmień. Spokojnie może aspirować na zastępcę Hisaishi'ego
Pewnie tak, chociaż tutaj ostatnie słowa należą do Adama i Mystery'ego. :)
Tomek pisze: :arrow: Edward Shearmur - kilka pozycji na koncie z budzącym respekt symfonicznym rozmachem i tematyką (Sky Captain, Reign of Fire) czy też umiejętnościami orkiestrowymi (Skeleton Key). Szkoda tylko, że ostatni zupełnie cicho nim. Pojętny uczeń śp. Michaela Kamena.
Może i tak, ale w sumie i tak moim ulubionym i według mnie najlepszym scorem Shearmura jest "K-Pax", które jest akurat najmniej orkiestrowe.
Tomek pisze:Jakie są Wasze typy, kogo powyżej pominięto, a może nie zasługuje, by być na tych listach :)
Tutaj w sumie dodałbym wymienione przez Danielosa i Mefisto nazwiska:

Thomasa Newmana bym mimo wszystko i głównie za Pixara bym dał.

Broughton i Conti niby tak, ale podobnie jak Jones czy Folk to kompozytorzy niestety zapomnieni i już raczej nie liczący się na rynku.

Debney, może być, ale sam do końca nie jestem przekonany.

Powella bym dał jak najbardziej. Nawet jak nie do pierwszej kategorii, to do drugiej się jak najbardziej zalicza. Zwłaszcza za "Smoka" przy którym, używając sformułowanie Pawła: nie jeden kompozytor by się zesrał, zanim napisałby coś takiego.


Temat oczywiście jest ciekawy i należą się słowa uznania jego autorowi :) Ale boję się strasznie abyśmy nie popadli w "Syndrom Clemmensena" i brali pod uwagę każdego kompozytora, który tworzy na orkiestrę, przy udziale orkiestry, lub się umie nią zająć, gdyż tak to to trzeba będzie Briana Tylera na liście uwzględnić :?

Innym problemem jest fakt, że wielu kompozytorom przynajmniej raz, czy dwa w swej karierze udało się stworzyć naprawdę świetny score symfoniczny. Weźmy chociażby Badelta i "The Promise" czy "The Time Machine", bądź "Sinbada" Harry'go Gregsona-Williamsa. I czy te prace wystarczą, aby znaleźć się na liście :? Chyba raczej nie :?

Osobnym zupełnie przypadkiem jest mój japoński No.1 Kenji Kawai, który chociażby takim "Avalon", czy tez paroma innymi score'ami pokazał, że świetnie potrafi pisać na orkiestrę. Ale i tak nie uwzględniłbym go na tej liście, gdyż nie o muzyce symfonicznej myślę, kiedy rozmyślam nad Kenji Kawaiem. Przynajmniej na pewno nie od razu.

To na razie tyle z mojej strony i dziękuję za uwagę :)
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Mefisto

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#6 Post autor: Mefisto » czw cze 02, 2011 02:12 am

Wawrzyniec pisze:Broughton i Conti niby tak, ale podobnie jak Jones czy Folk to kompozytorzy niestety zapomnieni i już raczej nie liczący się na rynku.
Broughton nie liczy się? Bo Conti to mogę jeszcze zrozumieć, gdyż już od jakiegoś czasu siedzi w niszy. Ale niech to nie przysłoni jego dokonań i umiejętności.
Debney, może być, ale sam do końca nie jestem przekonany.
Za samą Wyspę piratów mu się należy :P

No i Powell rzecz jasna jak najbardziej, nie wiem jak mogłem pominąć.

w sumie jest jeszcze Shore i Yared....

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#7 Post autor: Wawrzyniec » czw cze 02, 2011 02:15 am

Mefisto pisze:
Debney, może być, ale sam do końca nie jestem przekonany.
Za samą Wyspę piratów mu się należy :P
Wiedziałem, że padnie ten argument :) Ale niech będzie, gdyż w sumie na tę orkiestrę Debney pisze.
Mefisto pisze:No i Powell rzecz jasna jak najbardziej, nie wiem jak mogłem pominąć.
Też nie wiem, jak mogłeś go pominąć :?
Mefisto pisze:w sumie jest jeszcze Shore i Yared....
Shore'a Tomek wymienił od razu.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Bucholc Krok
Jean-Baptiste Lully
Posty: 17506
Rejestracja: wt wrz 16, 2008 20:21 pm
Lokalizacja: Golden Age

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#8 Post autor: Bucholc Krok » czw cze 02, 2011 09:35 am

Wawrzyniec pisze:
Mefisto pisze:
Debney, może być, ale sam do końca nie jestem przekonany.
Za samą Wyspę piratów mu się należy :P
Wiedziałem, że padnie ten argument :) Ale niech będzie, gdyż w sumie na tę orkiestrę Debney pisze.
Panowie, bez przesady.. niedługo będziecie określać kogoś "prawdziwym wielkim symfonikiem" tylko dlatego, że coś napisał. W życiu nie uwierzę, że jest kilkudziesięciu "prawdziwych wielkich symfoników". PWS może być kilku a jeśli jest ich więcej to znaczy, że ten termin ma niewielką wartość. Może łatwiej i szybciej będzie jesli zrobicie listę kompozytorów, którzy się nie łapią? :D Albo niech każdy wybierze 5 jego zdaniem najlepszych, później się zsumuje wszystkie głosy i będzie 3 tych faktycznie najlepszych. Ale to znowu zrobi się lista "mój ulubiony kompozytor". :)
"Wszyscy się koncentrują na tej wymianie słów z Lechem Wałęsą, który jest niesłychanie szybki, jeżeli chodzi o riposty, i tutaj ma taki intelekt najwyższych lotów" Rafał "Rafaello" Trzaskowski, prezydęt Warszawy

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 25347
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#9 Post autor: Mystery » czw cze 02, 2011 12:30 pm

Dobry wątek. Z "wielkich symfoników" wyrzuciłbym Craiga Armstronga, nie raz pokazał, że potrafi, ale ni jak nie pasuje do takiego towarzystwa jak Horner, Williams czy Hisaishi i mimo wszystko dziwnie tu wygląda i jego nazwisko nie przywodzi mi od razu wielkiego epickiego brzmienia.
Podobnie z Philipem Glassem. Geniusz to wiadomo, w swojej karierze nie raz brzmiał epicko (Itaipu, Symphony No. 3) , ale w muzyce filmowej słynie raczej od strony minimalisty, Thin Blue Line, Undertow, Fog of War, Secret Agent, Neverwas, to nie są ścieżki rozpisane na duże składy orkiestry, a takie tytuły jak Mishima to raczej sporadyczne wyjątki.

Z aspirujących dorzuciłbym do tych "wielkich":
- James Newton Howard - Znaki, Waterworld, Dinosaur, King Kong, Atlantyda, jak przydarzy mu się odpowiedni projekt, albo moment w filmie, to wie jak okrasić go bogatym symfonicznym brzmieniem
- Michael Giacchino - jeszcze 5 lat temu można byłoby się zastanawiać, obecnie ma miejsce w czołówce, jak dla mnie może się pochwalić najciekawszą sekcją smyczkową w Hollywood

Do aspirujących dorzuciłbym:
Christopher Lennertz
http://www.youtube.com/watch?v=PFsYYV_z ... re=related
gościu brzmi rewelacyjnie, poziom bliski Giacchino, cierpi tylko na brak ciekawych projektów, nie ma takiego szczęścia jak w grach i zaszufladkował się w parodiach i głupawych familijnych filmach i jakoś nie może się z nich przebić dalej, myślę, że jakby skomponował do jakiegoś filmu pokroju nowego Spidermana czy Supermana to czekała by nas nie lada uczta.

Murray Gold
http://www.youtube.com/watch?v=o371hdLGtZ8
Mój numer 1 który wprowadził mnie w nowy, wcześniej mi nie znany wymiar epiki.

A do "wielkich symfoników"
Alan Menken - bez komentarza

Yoko Kanno
http://www.youtube.com/watch?v=tOLTcuBC ... re=related
można się czepiać oryginalności, ale jeśli chodzi o brzmienie to z filmówki chyba tylko John Williams jest górą, ta sama półka co Hisaishi, acz kobita ma momenty, że brzmi jak sam Czajkowski czy Prokofiew

Trevor Jones, John Scott, David Newman, Broughton, Holdridge, Folk, Conti, Pope czy McNeely to również ścisła czołówka, tylko trochę o nich za cicho, by mówić, że są dzisiejszymi "wielki symfonikami", choć takimi niewątpliwie są :)

Pokemon
Parkingowy przed studiem nagrań
Posty: 39
Rejestracja: czw cze 08, 2006 14:57 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#10 Post autor: Pokemon » czw cze 02, 2011 13:19 pm

Panowie, nie zapędzajcie się tak z tą wielkością. To, że ktoś umie pisać na orkiestrę, nie znaczy od razu, że jest wielki. Tu nie chodzi o narzędzie wykonawcze jakim sie kompozytor posługuje, ale o jakość tego co mu wychodzi. Taki Debney to przecież wyrobnik, który zna orkiestrę jak własną kieszeń, ale czy to go czyni "wielkim"? No nie sądzę. Czy ktoś będzie pamiętał jego prace za 50 lat? Glass zaś nie pisze muzyki symfonicznej, pisze na orkiestrę, ale daleko temu co on tworzy do muzyki stricte symfonicznej. Horner? Tak. Goldenthal? Z jednej strony geniusz, ale czy będziemy go pamiętać za ileś tam dekad? Hisaishi? Bez dwóch zdań. Kanno? Choć to postać kontrowersyjna, to włada orkiestrą jak mało kto obecnie na świecie. Warto też zwrócić uwagę na takiego Yoshihisę Hirano, koleś jest obecnie chyba najlepszym orkiestratorem w Japonii, ma bardzo charakterystyczny styl, który albo się podoba albo nie, ale imo facet ma potencjał na bycie "wielkim" (na razie chyba za mało jeszcze napisał), z resztą niech parę przykładów przemówi: http://www.youtube.com/watch?v=CnoxWz69d-0 ; http://www.youtube.com/watch?v=D1FWMc2e ... re=related . A gdy tylko orkiestruje, to jego styl przenika przez cały utwór, nadaje on niepowtarzalnego klimatu muzyce innych kompozytorów: http://www.youtube.com/watch?v=5PnJwUY_v4s ; http://www.youtube.com/watch?v=qP3OeMUvMUU.

Ostatecznie jednak zgadzam się z tezą, ze wielkich obecnie jest kilku, w żadnym razie kilkunastu. I tak jak wspomniałem, liczy się jakość materiału, a nie sprawność w posługiwaniu się instrumentem jakim jest orkiestra, oraz fakt, czy muzyka przetrwa próbę czasu. Bo to czas tak naprawdę weryfikuje wielkość. Rozumiem jednak, ze w temacie chodzi raczej o tych po prostu piszących głównie orkiestrowo... Bo patrząc na niektóre nazwiska to tylko tak mogę ten temat rozumieć;).

Awatar użytkownika
DanielosVK
Howardelis Vangeshore
Posty: 7894
Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#11 Post autor: DanielosVK » czw cze 02, 2011 14:16 pm

Wawrzyniec pisze:Ja jestem oryginalny i dlatego dla mnie jednak komentarz nie jest taki zbędny. Gdyż przynajmniej dla mnie Shore jako Wielki Symfonik to wchodzi głównie przez pryzmat "Władcy Pierścieni". Oczywiście nie zamierzam polemizować, ale tylko stwierdzam, że gdyby nie "LOTR" to nie wiem czy komentarz byłby aż tak zbędny.
"Looking for Richard" chociażby. Z resztą, co Ci tu nie pasuje? Shore potrafi wykrzesać z orkiestry ogromną moc i możliwości, a że często nie robi tego w melodyjny sposób, to to chyba konieczne nie jest?
Fe.

Cóż za score, Howard Shore.

Mefisto

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#12 Post autor: Mefisto » czw cze 02, 2011 14:40 pm

Mystery Man pisze:Trevor Jones, John Scott, David Newman, Broughton, Holdridge, Folk, Conti, Pope czy McNeely to również ścisła czołówka, tylko trochę o nich za cicho, by mówić, że są dzisiejszymi "wielki symfonikami", choć takimi niewątpliwie są :)
Dziwna teoria, bo skoro są takimi, to już nie ma znaczenia, iż jest o nich za cicho.
Pokemon pisze:Tu nie chodzi o narzędzie wykonawcze jakim sie kompozytor posługuje, ale o jakość tego co mu wychodzi. Taki Debney to przecież wyrobnik, który zna orkiestrę jak własną kieszeń, ale czy to go czyni "wielkim"?
Najpierw piszesz o jakości tego co im wychodzi, a potem nazywasz Debneya wyrobnikiem? No bez jaj. Jasne, że gro projektór tego pana to nic wielkiego. Ale też ma wystarczającą ilość prac świetnych, które spokojnie go w tym gronie umieszczają.
Czy ktoś będzie pamiętał jego prace za 50 lat?(...)Goldenthal? Z jednej strony geniusz, ale czy będziemy go pamiętać za ileś tam dekad?
(...)
Kanno? Choć to postać kontrowersyjna, to włada orkiestrą jak mało kto obecnie na świecie.
No proszę Cię - najpierw zsyłasz na zapomnienie Goldenthala i Debneya, a potem przywołujesz anonimową postać jaką jest Kanno (anonimową dla mas rzecz jasna). Jak dla mnie to będzie odwrotnie.
Warto też zwrócić uwagę na takiego Yoshihisę Hirano, koleś jest obecnie chyba najlepszym orkiestratorem w Japonii
Jeszcze lepszy przykład - to to już w ogóle człowiek-zagadka.

Pokemon
Parkingowy przed studiem nagrań
Posty: 39
Rejestracja: czw cze 08, 2006 14:57 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#13 Post autor: Pokemon » czw cze 02, 2011 15:03 pm

Najpierw piszesz o jakości tego co im wychodzi, a potem nazywasz Debneya wyrobnikiem? No bez jaj.
Ma parę solidnych prac, ale czy to może uczynić go "wielkim"? Przecież 90% tego co napisał to rzemieślnicze przygrywki. Ok, kilka rzeczy mu wyszło, ale to nie czyni jego dorobku, a tym bardziej jego nazwiska "wielkim". Stosunek ilości do jakości zdecydowanie przeważa szalę na rzecz wyrobnictwa, a nie "wielkości". Tym bardziej, że Debney nie ma jakiegoś własnego, interesującego głosu w muzyce. Jestem pewien, że zostanie on zapomniany, może nie jutro, ale tak się stanie. Goldenthal z drugiej strony ma bardzo mocny, wyrazisty styl, jego muzyki nie da się pomylić z nikim innym, jednak pisze on rzeczy często mocno hermetyczne. Ale i tak to on prędzej przejdzie do historii niż ten Debney.

Co do Kanno, to nie mówię, iż jest "wielka" i będzie zapamiętana po wsze czasy. Stwierdzam dość obiektywny fakt, że orkiestrą posługuje się jak mało kto na świecie. I imo stylem, jakością, kreatywnością (nawet pomimo plagiatów) zjada takiego Debneya na śniadanie. Nie lubię Debneya (Lair i Piraci to jedyne do czego od niego wracam), prawda, ale nazwanie go wielkim nawet przez mega fana to zwyczajna głupota, kiedy mamy takiego Williamsa, Poledourisa, Goldsmitha (którego owszem, też nie lubię, ale cenię). Jeżeli Debney jest wielki to kim oni są? Skali brakuje;).
to już w ogóle człowiek-zagadka
Zapewniam, iż warto "odzagadkowić" tę postać;).

I tak jak wspomniałem, jeżeli przez "wielkość" rozumiemy tu tylko kunszt w posługiwaniu się orkiestrą, moc płynącą z muzyki, symfoniczny feeling, rozmach, to mamy takich na świecie dziesiątki. Przy takim założeniu "Debney jest wielkim symfonikiem". Ale jednak imo nazwanie kogoś "wielkim" wymaga nieco więcej niż samego skilla i paru niezłych prac;).

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#14 Post autor: Wawrzyniec » czw cze 02, 2011 15:13 pm

Tak jak ostrzegałem, niestety za wiele tych nazwisk pada. I tutaj Pokemon ma rację, że należy odróżnić muzykę na orkiestrę od muzyki symfonicznej.

Co do Debneya to wiadomo "Wyspa Piratów" to score symfoniczny jak w mordę strzelił, ale 2/3 prac Debneya to raczej komedyjki i tym podobne filmy, w których muzykę trudno nazwać stricte symfoniczną. :?

Goldenthala jakby co nie pozwalam ruszać.

Podawanie takie Lennartza tylko dlatego, że ma talent też uważam za błędne: Christopher Lennartz Wielki Symfonik twórca muzyki do "Hop".

Z Yoko Kanno też bym uważał, gdyż u niej to nigdy nie wiadomo kto co napisał i wcale bym się nie zdziwił, gdyby ktoś za nią pisał na orkiestrę. A zresztą po za "Escaflowne" to Kanno nie za bardzo kojarzy mi się z muzyką symfoniczną.
Może łatwiej i szybciej będzie jesli zrobicie listę kompozytorów, którzy się nie łapią? :D Albo niech każdy wybierze 5 jego zdaniem najlepszych, później się zsumuje wszystkie głosy i będzie 3 tych faktycznie najlepszych. Ale to znowu zrobi się lista "mój ulubiony kompozytor". :)
Niezupełnie. Mój drugi ulubiony kompozytor nie jest "Wielkim Symfonikiem", ale pierwszy to już co innego :) Ale taka lista i tak nie ma sensu, gdyż i tak naturalne, że wygra John Williams, gdyż nie ma lepszego Symfonika na Świecie od niego. A jak ktoś jest innego zdania niech się wali :P :wink:
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
DanielosVK
Howardelis Vangeshore
Posty: 7894
Rejestracja: sob cze 26, 2010 13:43 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#15 Post autor: DanielosVK » czw cze 02, 2011 15:17 pm

Wawrzyniec pisze:A jak ktoś jest innego zdania niech się wali
<wali się>
Weeeee :mrgreen:
Wawrzyniec pisze:I tutaj Pokemon ma rację, że należy odróżnić muzykę na orkiestrę od muzyki symfonicznej.
No to czym jest muzyka symfoniczna?
Fe.

Cóż za score, Howard Shore.

ODPOWIEDZ