Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
swordfish
Zdobywca Oscara
Posty: 3266
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#61 Post autor: swordfish » czw lip 04, 2024 07:07 am

Epickość do bólu realizacyjnie na poziomie serialu "Dr. Quinn" niż spaghetti-westernów Sergio Leone. Co chwila przeskakujemy do innego wątku i postaci bez większego celu. Dłużyzny i mnóstwo dialogów typowych dla realizacji telewizyjnej, aby odcinek wydłużyć do godzinnej emisji lub na 3 kwadranse, aby jeszcze zmieścić reklamy. Spokojnie można poszatkować na mniejsze części i puszczać w tv.
Muzycznie jest klasyczne granie. Ładne i miłe dla ucha. Ciągle jednak mam wrażenie, że gdzieś to już słyszałem. Tak jakby ktoś grał maestro Ennia z elementami "Titanica" Jamesa Hornera.
Zdjęcia pocztówkowe z barwnymi widoczkami skąpanymi w pełnym słońcu. Na próżno szukać zabawy światłocieniem i interesujących ujęć.
Nuda. Aż chce się wyjść z kina. Na pewno nie jest to żaden "Tańczący z wilkami". Serial proceduralny puszczony w kinie. Kevin Costner nadal pozostaje aktorem. Daleko mu do bycia reżyserem. Jedyny przypadek jaki znam, gdzie aktor udowodnił, że potrafi kręcić filmy to Clint Eastwood.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#62 Post autor: Adam » czw lip 04, 2024 08:39 am

Pisz o aktorze, który dostał Oscary za najlepszą (swoją) reżyserię i za najlepszy (swój) film roku, że nie potrafi kręcić filmów.........
Logiczne :roll:
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
swordfish
Zdobywca Oscara
Posty: 3266
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#63 Post autor: swordfish » czw lip 04, 2024 11:14 am

Ale nie otrzymaliśmy "Tańczącego z wilkami". Tamten film bardziej mnie angażował i poruszał. Tu otrzymałem secesyjną cepelię jaką spotkać można w serialach "Dr. Quinn" i "Północ - Południe". Jak na razie nie ma nic co łączyłoby w całości naszych bohaterów, po za prerią. Oglądam luźne historie, która każda z nich może stanowić osobny odcinek serialu proceduralnego (nawet nie tego wymagającego binge watching). Zatem bez znajomości rozdziału 1, można spokojnie oglądać kolejne części.

Cały czas myślałem, że "Tańczący z wilkami" wyreżyserował Kevin Reynolds, nie wiem czemu uciekło mi, że to jednak Costner był głównym reżyserem.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#64 Post autor: Adam » czw lip 04, 2024 11:23 am

Ale rozumiesz, że jedyny w zasadzie główny zarzut mediów wobec tego filmu, jest taki, że pokazano kilka wątków i bohaterów z których za wiele nie wynika i przez to jest niby nudno i nijako...
No tak, bo to będzie rozwijane w kolejnych filmach, co już widać po montażu na końcu, że w Dwójce paru bohaterów się ze sobą spotka.

Jakbyś jednocześnie dostał obie części do oglądania, to już odbiór byłby na pewno lepszy.

Costner dał sobie to do kin, żeby zarobić na tym. i zarobi. Gdyby dał od razu na streaming, to by nie zarobił ile by mógł.

Film na dziś z całego świata zarobił 15 mln. A budżet na 4 części to 60 mln (pomijając dodatkowe 40 mln, które Costner wyciągnął z tylnej kieszeni jeansów, sprzedając jedną ze swoich wielu posiadłości).
Wybudowane wielkie studio w Utah już ma klientów z Hollywood na kolejne filmy - i na tym on też będzie zarabiał jako właściciel studia.

Gość nie wie ile ma hajsu, jest legendą w Hollywood i mógł sobie pozwolić na własną wizję i własny projekt. Po prostu.
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
swordfish
Zdobywca Oscara
Posty: 3266
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#65 Post autor: swordfish » czw lip 04, 2024 12:37 pm

Sam pomysł nie jest zły. Doceniam trud i scenograficzne budowanie stopniowo osady, w międzyczasie ją niszcząc po ataku Indian.

Brakuje mi takiego epickiego spojrzenia Sergio Leone czy Terrence’a Malicka. U nich jest bardzo wolne opowiadania. Filmy są kobyłami po 3-4 godziny jak tutaj. Ale tam jako widz jestem jako widz bardziej zahipnotyzowany.

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#66 Post autor: Adam » czw lip 04, 2024 12:48 pm

tylko że tutaj jest wielowątkowa historia rozpisana na 12 godzin - 4 filmy po 3 godziny każdy (wg słów Costnera).
a u Leone miałeś jedną zamkniętą historię na 3 godziny.

dlatego film Costnera traci na odbiorze i ma takie recenzje, bo faktem jest, że jest pozaczynane sporo wątków niezależnych od siebie, z których większa część się w ogóle nie zazębia (jeszcze).

w sumie jedyny wątek jaki zaczął się rozwijać w Jedynce po przypadkowym spotkaniu dwóch nieznajomych ludzi, to - prawdopodobny - początek związku tej matki którą gra Miller, z tym pułkownikiem którego gra gość z Avatara.

mogę się założyć, że jak już będzie całość historii znana i do obejrzenia, to ta saga zacznie wtedy zyskiwać na odbiorze.

i tak, uważam jak recenzenci, że dla odbioru fabularnego, błędem było puszczać te filmy do kin w takich odstępach.

ale nie będę pisał jak większość, że film jest chujowy bo z żadnego wątku nic nie wynika. no nie może wynikać, bo nie znamy 3 kolejnych filmów, które te wątki będą rozwijać :roll:
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#67 Post autor: Wawrzyniec » czw lip 04, 2024 13:37 pm

Dobry tekst Roberta Ziębińskiego:
https://www.facebook.com/photo?fbid=109 ... 9354214022
Kevin Costner zastawił willę za 38 milionów dolarów. Kevin Costner straci dom, bo jego film za sto milionów jest niewypałem. Film Kevina Costnera zarobił mniej niż przewidywano. Trudno mi przypomnieć sobie inny, współczesny projekt filmowy, który zbierałby tak gigantyczne cięgi od dziennikarzy. I który byłby bezustannie pod tak zmasowanym ostrzałem.

Czytając kolejne doniesienia dotyczące „Horyzontu” odnoszę wrażenie, że dziennikarze (i po części blogerzy, ale tu to zostawmy) wręcz czerpią satysfakcję z wrzucania kolejnych komentarzy i tekstów omawiających skalę porażki Costnera. Zupełnie jakby wydawał on ich pieniądze i ryzykował ich domem. A tymczasem jest zupełnie na odwrót. Costner nie sięgnął do portfeli pana z „New York Timesa” czy „Variety”. Wyłożył własne pieniądze, sam znalazł finansowanie. Składał ten film w głowie blisko czterdzieści lat. Od dwudziestu lat pisał. Ma wszelkie prawo do bycia do niego przywiązanym, tak jak ma wszelkie prawo do popełniania z nim błędów. Ale media wiedzą lepiej.

Bardzo często cytowany tak w polskiej prasie, jak w blogosferze tekst o klęsce Costnera z „Variety” jest równie malowniczy, przepełniony fałszywą troską, jak po prostu głupi i nieprawdziwy. A jego głupota zaczyna się od pierwszego zdania. „W Hollywood obowiązuje stara zasada, że nie należy inwestować w film własnych pieniędzy.” Ładne zdanie. Ładna zasada. Tyle, że stosowana dość wybiórczo. United Artists powstało w 1919 roku jako inicjatywa Charliego Chaplina, Douglasa Fairbanksa, Mary Pickford i D.W. Griffitha. Wszyscy zaryzykowali i zbudowali giganta, który tak naprawdę przestał istnieć dopiero w 2019 roku. Ryzykowali - tak, tak, własnymi pieniędzmi, jak własną reputacją. Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku Paul Newman z kolegami i koleżankami założył First Artists. Produkowali filmy w oparciu o własne pieniądze do 1980 roku. Clint Eastwood ma swoją firmę producencką Malpaso, którą założył by zainwestować pieniądze jakie zarobił na trylogii Leone. Firma działa do dziś. Czasami zarabia krocie, czasami traci. Eastwood wciąż wkłada w nią własne pieniądze. Gerard Butler zmęczony walkami z producentami założył swoje G-BASE, gdzie produkuje wybrane przez siebie filmy sensacyjne. Dokłada do nich połowę budżetu, zarabia na sprzedaży pół eksploatacji. Jeśli pierwsze zdanie tekstu analizującego klęskę Costnera wykłada się na tezie, to trudno chyba traktować go poważnie.

Ale idźmy dalej. W owym tekście pojawia się jeszcze jedno bardzo ciekawe stwierdzenie - że Costner stworzył dziesięciogodzinny miniserial i że lepiej ten film sprawdziłby się w telewizji. Bosko. Rozumiem, że polskim recenzentom pewien drobny detal może umknąć, bo u nas ten film nosi inny tytuł niż w Stanach. Ale tam „Horyzont. Rozdział 1” ma tytuł „Horizon: An American Saga – Chapter 1”. I kluczem do rozumienia tego, co jest pokazane na ekranie jest słowo - saga. Saga jest wielowątkowym, epickim gatunkiem, charakteryzującym się rozmachem i mnogością postaci. Fabuły sag rozciągnięte zwyczajowo były na dekady. Nie wspominając o tym, że za „Sagę rodu Forsyte’ów” John Galsworthy dostał Nobla.

Film Costnera będący z założenia sagą, musi być rozciągnięty na lata, mnogość postaci i wątków. Czy jest to serialowe? I tak, i nie. Serialowe, bo dziś spotykamy się z tą opowieścią najczęściej w seriach. Nie, bo mieliśmy w kinie mnogość sag od „Ojca chrzestnego” przez „Gwiezdne wojny”, po „Mad Maxa”. Costner zrobił o tyle inną rzecz, że w obrębie swojego filmu buduje świat bardzo zamknięty, a co za tym idzie - pierwsza część jest tylko jego ekspozycją. Ale wciąż konstrukcyjnie i w założeniu daleko jej do serialu. Ale ponoć jest narracyjnie za wolna. Powinno być szybko.

W tym dążeniu do robienia i opowiadania szybko, dotarliśmy do punktu, w którym ludzie, którzy kochają opowiadać z tego rezygnują. Dennis Lehane powiedział rok temu, że przestaje pisać książki, bo nie chce się z nikim już ścigać, wydawać bóg jeden wie ilu powieści rocznie i schodzić z jakości w imię ilości, bo tego od niego chce rynek. Na to nikt w mediach nie zareagował. Najlepszy obok Dona Winslowa autor rzucił ręcznikiem. Smutne.

Za to biedni dziennikarze jednak drżąc tak o stan konta reżysera, jak komfort widzów, rozpaczają nad tym, jak to widzowie nie będą potrafili się za rok połapać w fabule. Rozumiem, że media martwią się o widzów, ale dlaczego pokładają tak niską wiarę w ich inteligencję? Czyżbyśmy na przestrzeni ostatnich dwustu lat zgłupieli i stali się niezdolnymi do koncentracji półgłówkami? Aleksander Dumas drukował w odcinkach „Hrabiego Monte Christo” od sierpnia 1844 do stycznia 1845. Nie było wtedy internetu. Nie było archiwum gazety. Odcinek był publikowany i znikał. „Hrabia…” był gigantycznym hitem, który czytała cała Francja. Jako powieść wydano go rok później. Trwa do dziś. Co ciekawe - krytycy nie przyjmowali tej historii zbyt dobrze, wieszcząc jej zapomnienie. Najnowsza adaptacja „Hrabiego…” zaraz trafi do kin. Nieźle jak na powieść, którą mieli wszyscy zapomnieć.

A wspominam o tym tylko przez to, że w wieku dziewiętnastym ludzie nie mieli radia, telewizji, internetu, byli gorzej wyedukowani i rozwinięci a jednak nie mieli problemu z czytaniem i pamiętaniem. Skąd więc dziś ta niewiara w ludzi współczesnych? Wszak przecież stoimy w rozwoju o wiele wyżej.

Być może wynika ona z faktu, że my dziś wszystko wiemy lepiej. Analizą budżetu filmu zajmują się ludzie, których życiowym osiągnięciem było budżetowanie rodzinnego wypadu do Jastarni. Analizą strategii sprzedaży tytułu ludzie, którzy grają w strategiczne gry, zaś o zastawieniu przez Costnera willi za 40 milionów, piszą ci, którzy siedzą w ciasnym M2. Trochę to wszystko śmieszne. I trochę pachnie złymi intencjami oraz starą, dobrą zawiścią.

Rzeczą, która bawi mnie niezwykle jest także nagłe odkrycie przez dziennikarzy, że Kevin Costner ponoć ma wielkie ego. No cóż, jest to objawienie porównywalne do Apokalipsy świętego Jana. A poważnie - każdy zawód artystyczny to praca na ego. Kwestią osobną jest to, jak ono się objawia. Dla Clinta Eastwooda to dominowanie na planie i chwalenie się tym, że nigdy nie przekracza budżetów i kończy zdjęcia przed czasem (taki jestem mistrz). Dla Nolana budowanie intelektualnej głębi. Dla Spielberga udawanie dziecka. I tak dalej. Dla Costnera to robienie projektów życia i bycie mentorem. A dla całej masy to chlanie i krzyczenie jak to są ważni. Każdemu jego poklask i drobne fetysze. Nie ma w tym niczego nowego czy zaskakującego. Jest za to szukanie na siłę afery i powodów do tego, żeby komuś przywalić. A najlepiej bije się bezbronnego. A Costner jest bezbronny. To jego pomysł, jego życie, jego ambicja. Teraz z kolei zamiast kończyć film, musi kopać się z koniem.

Wczoraj przeczytałem sobie tekst o „Horyzoncie” w „Rzeczpospolitej”. Na dziewięć akapitów, cztery poświęcone są nieszczęsnej willi i temu, że Costner wszystko straci. Potem mamy trochę o filmie (ewidentnie widzieliśmy inny film niż autorka) i tym jaki jest zły. Cały film, nie dopiero pierwsza jego część. Ale ja nie o tym. Wspomniałem o zawiści i że mam wrażenie, że w tej całej nagonce na Costnera ona jest siłą napędową. I czytając ową recenzję (napisaną przez wartościową, poważną krytyczkę) zrozumiałem, że dokładnie tak jest.

Mamy w tym tekście takie zdania: „Pierwszą część „Horyzontu” pokazał w maju podczas festiwalu canneńskiego. Po seansie wysłuchał dziesięciominutowej owacji. Niestety, zwyczajowej." Deprecjonujemy więc aplauz i ciepłe przyjęcie. Co to za osiągnięcie - żadne. To zwykła kurtuazja. Ta narracja przebija nie tylko z tego tekstu. A teraz dla przypomnienia - kiedy rok wcześniej pisano o owacji po pokazie „Zielonej granicy”, mieliśmy entuzjastyczne przyjęcie i piętnastominutowe owacje. Czyli one były szczere, a dla Costnera kurtuazyjne. To jak to do diaska jest z tymi owacjami? Są zwyczajowe czy nie są. Czy też może ich percepcja zależy od nastawienia dziennikarza do opisywanego przez niego filmu? Obstawiam, że to ostatnie.

Zastrzegam od razu. Nie chcę oceniać filmu Costnera. Nie teraz. Nie po tym małym kawałku. Wychodzę ze staroświeckiego założenia, że skoro ktoś włożył w pracę czterdzieści lat i masę swoich pieniędzy to należy mu się odrobina szacunku. Nawet jeśli koncertowo się pomylił i finalnie stworzył zakalec. I nie, nie chodzi o to, żeby nie mówić, ale żeby mówić prawdę.

Łatwo jest pisać w pięć dni po premierze pierwszego filmu o porażce. Trudniej jak widzę, dopuścić do głosu autora, który jasnym i klarownym tekstem mówi, że zwroty inwestycyjne z „Horyzontu” zaplanowane są na długie lata. Co mnie wcale nie dziwi. Od co najmniej dekady Costner powtarza, że na „Wodnym świecie” zarobił finalnie dwa razy tyle, ile włożył. Ale w mediach nikt tego nie słucha (dobra, czasami pojawiają się informacje o zwrocie, ale bardzo drobnym drukiem, tak żeby przypadkiem nie burzyły tezy) i wciąż dominuje narracja o jego porażce.

Łatwiej jest sycić się czyjąś porażką. Bo to bardziej ludzkie. Może i żyjemy we wspaniałych czasach kiedy to Taylor Swift śpiewa a ziemia się trzęsie, ale my tak naprawdę się nie zmieniamy. Wciąż jesteśmy tak samo mali jak byliśmy. I tak samo małostkowi. Tylko dziś z tego co kiedyś było powodem do wstydu, czynimy coś, z czego jesteśmy dumni.

#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60152
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#68 Post autor: Adam » czw lip 04, 2024 13:59 pm

Genialnie i BARDZO mądrze napisane, dziękuję Wawrzek za linka :!:

NIECH SE TO KAŻDY NA SPOKOJNIE PRZECZYTA :!:

Szkoda, że ja nie umiem tak ładnie pisać :(
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
swordfish
Zdobywca Oscara
Posty: 3266
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#69 Post autor: swordfish » czw lip 04, 2024 17:05 pm

:(
Adam pisze:
czw lip 04, 2024 12:48 pm
tylko że tutaj jest wielowątkowa historia rozpisana na 12 godzin - 4 filmy po 3 godziny każdy (wg słów Costnera).
a u Leone miałeś jedną zamkniętą historię na 3 godziny.
Trylogia Dolarowa trwa 409 minut - prawie 7 godzin.

Hejtowanie Costnera zaczęło się w okolicy porażki finansowej "Wodnego Świata", przypieczętowane "Listonoszem". Do dziś pamiętam ten rechot widowni na skecz Billy Crystala podczas gali oscarowej. Obecnie Costnerowi łatwiej otrzymać nominacje do Złotych Malin niż do Globów i nagród Akademii.

Mści się na nim, że jest przedstawicielem białych konserwartystów, a nie kolorowych i LGBT+. Politycznie wspiera Republikanów, a nie Demokratów, co już może być powodem ostracyzmu.

Pomijając aspekty polityczne odbieram film jako robotę rzemieślniczą, miejscami kiczowatą. Są dobre momenty. Podobał mi się wstęp z pierwszymi mieszkańcami oraz atak Indian. Jako całość oceniam 6/10.

Historia zaczyna się w 1859 roku. Czy wiadomo do którego roku chce pociągnąć opowieść?

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 25347
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#70 Post autor: Mystery » czw lip 04, 2024 19:24 pm

Jest również teoria by ten film, podobnie jak Megalopolis zniszczyć w zarodku i by zarobiły jak najmniej i nie wytworzyły precedensu, gdzie to sami twórcy będą finansować swoje filmy i na nich zarabiać, a to w Hollywood się nie podoba, toteż stąd ta sterowana odgórnie przez produkcyjne molochy nagonka na te filmy :P :wink:

Awatar użytkownika
swordfish
Zdobywca Oscara
Posty: 3266
Rejestracja: śr gru 01, 2010 11:44 am
Lokalizacja: Polska

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#71 Post autor: swordfish » czw lip 04, 2024 22:49 pm

Taki cichy protest rządzących w Hollywood, aby zniszczyć kino autorskie?

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#72 Post autor: Wawrzyniec » czw lip 04, 2024 23:35 pm

W sumie jest cod na rzecz, gdyż kojarzę, że od czasu, kiedy Coppola zabrał się za Megalopolis, Variety, Hollywood Reporter i inne pisma, strony prześcigiwały się w pisaniu o "rzekomych" problemach na planie. A potem były teksty, że film jest dla nikogo, żaden dystrybutor go nie chce i też pisali, że oklaski w Cannes były kurtuazyjne.

A jednocześnie na każdym kroku broni się Leasley Headland i wychwala, że George Lucas nie wpadłby na pomysł, że prawdziwa Moc leży u lesbijskich czarownic, które nożyczkując tworzą dzieci. A wszystkie negatywne opinie to trolling i review-bombing.

Coś jednak jest na rzeczy..
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Koper
Ennio Morricone
Posty: 26567
Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#73 Post autor: Koper » czw lip 04, 2024 23:44 pm

Wawrzyniec pisze:
czw lip 04, 2024 13:37 pm
Dobry tekst Roberta Ziębińskiego:
https://www.facebook.com/photo?fbid=109 ... 9354214022
Niby dobry, ale bez przesady że Mad Max to jakaś saga. Ot, trzy odrębne historie połączone głównym bohaterem... de facto w każdej Gibson mógłby grać inną postać i fabularnie wiele by to nie zmieniło.
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 14453
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#74 Post autor: lis23 » pn lip 08, 2024 12:17 pm

Jeśli jesteśmy w temacie muzyki do westernów: Bruce Broughton - "Tombstone" - 2CD - warto brać? Samego filmu nie pamiętam poza rolą Killmera bo wolę "Wyatta Earpa" a muzyka jest za ok. 130 zł z Intrady.
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 10478
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: Horizon: An America Saga (2024 -) - John Debney

#75 Post autor: Ghostek » pn lip 08, 2024 13:14 pm

Klasyk. Brać i się nie zastanawiać.
Obrazek

ODPOWIEDZ