Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 14453
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#436 Post autor: lis23 » ndz gru 18, 2016 13:25 pm

Ten ostatni, komputerowy "Clone Wars" jest bardzo brzydki od strony graficznej i taki Anakin wygląda jak jakaś małpa - zresztą, większość postaci wygląda tu źle. Co by nie mówić o "Rebeliantach" to od strony graficznej są znacznie lepsi.
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#437 Post autor: Wojteł » ndz gru 18, 2016 13:28 pm

Koper pisze:
Lucas wstrzymał ich dystrybucję
Rozumiem, że dla papcia Lucasa były zbyt odważne?
Nie wiem, co było definitywnym czynnikiem, ale tamte CW to był taki projekt poboczny, który miał wprowadzać do zemsty sithów, podczas gdy Lucas zaczynał ją filmować, więc Tartakovsky dostał chyba dość dużą swobodę twórczą, tylko musiał np. wprowadzić postać Grievousa czy Ventress, która w ogóle była odrzutem z ataku klonów.

Natomiast w te nowe Lucas się dość mocno angażował i wykorzystywał je nie tylko po to, żeby zmieniać istniejący kanon EU, ale także swój własny, więc w połączeniu z tamtymi clone warsami robił mu się już taki burdel, że pewnie stwierdził, że lepiej będzie je zrejectować, tym bardziej, że są mniej "jego" niż te nowe, które współtworzył. Zresztą, jak Filoni opowiadał jak to wyglądało, to miałem wrażenie, że Lucas ma wyjebane na własne zasady

O postaci, która powinna być martwa w czasie TCW, bo zginęła na początku wojny w starym kanonie

Filoni: Can Eeth Koth still be alive?
Lucas:.... yeah


albo moje ulubione, Lucas wymyślił odcinek w stylu Gniewu Khana, gdzie Anakin dowodząc małym statkiem z polem maskującym musiał wymanewrować flotę Speratystow (zresztą score to była taka zrzyna z tego star treka, że aż zęby bolały)

Lucas: So there is a small ship with a cloacking device, balblablabla
Filoni: But George, "No ship that small has a cloaking device!"
Lucas:... well... this one... has


:mrgreen:
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#438 Post autor: Wojteł » ndz gru 18, 2016 13:31 pm

lis23 pisze:Ten ostatni, komputerowy "Clone Wars" jest bardzo brzydki od strony graficznej i taki Anakin wygląda jak jakaś małpa - zresztą, większość postaci wygląda tu źle. Co by nie mówić o "Rebeliantach" to od strony graficznej są znacznie lepsi.

A oglądałes całe TCW? Bo po trzecim sezonie bardzo poprawili grafikę, zresztą o tym mówili sami twórcy, że zaczynali od zera z nową technologią i stopniowo to rozwijali. Natomiast rebelsi wydają mi się zbyt "dziecięcy" pod względem kreski (chociaż doceniam takie smaczki, jak choćby fakt, że miecze świetlne czy wybuchy są animowane tak, żeby przypominać te ze starej trylogii)
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Marek Łach
+ Jerry Goldsmith +
Posty: 5671
Rejestracja: śr maja 04, 2005 16:30 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#439 Post autor: Marek Łach » ndz gru 18, 2016 13:34 pm

Mystery pisze:Nie wspomnieć o tym trailerowym chórze w "Battle of the Heroes", skoro jak napisał Marek ten w "Hope" taki był, to ten chyba też? ;) A z chórem Michael mógł przecież przedobrzyć (wspomniany "Doctor") i np dopieścić nim action score i dowalić takie "The Shadow Chase", no ale tego zrezygnował, choć pokusa pewnie była :)
Nigdy nie byłem wielkim entuzjastą BotH i w szczególności sposobu wykorzystania chórów w tym utworze. Moim zdaniem jeden z bardziej leniwych kawałków JW pod tym względem. "Hope" jest stylistycznie oczywiście trochę inny (czy nie bardziej w stronę Anakin's Dark Deeds? jeśli iść tym tokiem analogii) i znacznie mniej rozbudowany, ale też mnie nie przekonuje plus dochodzi tu kiczowaty element fan service z ociosanym do akordów tematem Vadera.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#440 Post autor: Wawrzyniec » ndz gru 18, 2016 13:43 pm

Kocham "Battle of the Heroes" i nie będę ukrywał, że przy pierwszym seansie wzruszyłem się przy tym utworze, kiedy pojawił się w filmie.
To tak na marginesie, ale wiadomo, że tutaj będę w mniejszości i już usuwam się w cień.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 14453
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#441 Post autor: lis23 » ndz gru 18, 2016 13:45 pm

Wojtek pisze:

A oglądałes całe TCW? Bo po trzecim sezonie bardzo poprawili grafikę, zresztą o tym mówili sami twórcy, że zaczynali od zera z nową technologią i stopniowo to rozwijali. Natomiast rebelsi wydają mi się zbyt "dziecięcy" pod względem kreski (chociaż doceniam takie smaczki, jak choćby fakt, że miecze świetlne czy wybuchy są animowane tak, żeby przypominać te ze starej trylogii)
Nie, tylko wyrywkowo jak właśnie leciał w tv, końcowych odcinków jeszcze nie widziałem. "Rebelianci" są całkiem fajni i pojawia się sporo postaci, zarówno z E I-III jak i IV-VI.
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#442 Post autor: Wojteł » ndz gru 18, 2016 13:47 pm

Tu też się nie zgodzę, bo w zasadzie szukałem specjalnie ile jest tam z tematu Vadera - 4 dźwięki, które mogą po prostu wynikać z właściwości tonacji i załapały się do kawałka z Vaderem, bo akurat przechodziły z tragarzami (tzn takich rzeczy się w muzyce używa na okrągło, więc z jednej strony jest Vader, to może celowo, ale z drugiej jest tego tak mało, że wcale niekoniecznie). Poza tym róznica między giacchinowskim a Williamsowskim chórem jest taka, ze ten drugi nawet, jak pisze na wysokie partie, to nie zaniedbuje mięcha w basie. I nawet, jeśli to było celowe nawiązanie do Anakin's Dark Deeds, to też bym to widział inaczej, poszedłbych raczej w stronę Vadera ze starej trylogii i by mi tu pasowały jakieś potężne akordy na blachy, albo taka potężna aranżacja Imperial Marcha jak w Carbon Freeze (albo po prostu jakaś progresja akordowa na blachy, ale nie wiem, ogólnie przez potężną posturę Vadera, to bym tu widział jakieś właśnie niższe i bardziej zbite akordowo brzmienie). W sumie wypowiem się więcej za parę dni, bo idę drugi raz.


Znaczy tak w skrócie, jakby iśc w jakiegoś Vadera muzycznie, to myślę, że najlepiej w tego z TESB. Nie z powrotu Jedi, nie z Zemsty sithów, nie na Stonogę, tylko na TESBów popierdoleńców.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 10478
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#443 Post autor: Ghostek » ndz gru 18, 2016 23:34 pm

BotH to najtańszy trick jakim posłużył się John w Zemście. Ciężko zresztą szukać jakichkolwiek zestawień tego, co popełnił John na potrzeby 7 filmów a co zdołał naprędce skleić MG dla stand alone spin offa. Imo dalej jest tu kosmiczna przepaść i w podejściu i w sposobie pracy i wielu wielu innych aspektach. I tak na dobrą sprawę wszystko rozbija się o wygórowane oczekiwania oraz gusta.
Obrazek

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#444 Post autor: Wojteł » ndz gru 18, 2016 23:57 pm

ja po MG nie spodziewałem się score'u na więcej niż 3,5 a i tak jestem rozczarowany.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

hp_gof

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#445 Post autor: hp_gof » pn gru 19, 2016 00:20 am

No dobra, widziałem, więc przyszedł czas i na moją wypowiedź, a będzie ona w miarę długa i wnikliwa.

Jak wiecie, czekałem na ten film od wielu miesięcy z wiadomo jakiego powodu, ostatecznie intensywność tego oczekiwania od września nieco zmalała, ale nadal była to pozycja obowiązkowa, żeby ją obejrzeć i przesłuchać. Zacznijmy więc od samego filmu.

Film jest całkiem dobry (oceniłem go 7/10 w skali filmwebu), aczkolwiek moim zdaniem nie aż tak genialny, jak niektórzy twierdzą. Na pewno bardzo pozytywnie odebrałem pokazanie świata i wydarzeń Gwiezdnych Wojen od strony militarystycznej. To był faktycznie jeden z bardziej brutalnych, realistycznych filmów tego uniwersum. I to jest na plus. Tutaj Gareth się spisał, bo jak już zaczęły się sekwencje bitewne, to była jazda bez trzymanki, a nie nudna telenowela przerywana wojskowymi wstawkami jak w Godzilli. Bardzo podobała mi się też większość (nowych) postaci, zwłaszcza w duetach: Cassian/Jyn oraz Chirrut/Baze; fajny był oczywiście również K2SO. Reszta - albo tylko "ok" (Galen, Krennic), albo fatalnie (Saw). Przy czym Krennic moim zdaniem nie był do końca dopracowany, jego rola sprowadzała się do krzyczenia albo denerwowania się, nawet
Spoiler:
Podobał mi się klasyczny, tradycyjny design statków (krążowników?) w bitwach z ich udziałem; ciekawie wyglądały one w zestawieniu montażowym ze scenami niczym z filmu wojennego - tak jakbyśmy przenosili się z Gwiezdnych Wojen do Szeregowca Ryana itd. Widać było ten kontrast, co było ciekawym doświadczeniem. Oczywiście Disney nie odmówił sobie powklejania kilku znajomych postaci:
Spoiler:
Przejdźmy może do muzyki. Najpierw album. Po pierwszych odsłuchach byłem raczej rozczarowany - tapeta/ilustracja bez większego wyrazu, natrętne williamsonaśladownictwo (czasami lepsze, czasami gorsze), najlepsze utwory to moim zdaniem: Rogue One, Hope i trzy ostatnie suity. Potem do tego jeszcze doszły Your Father Would Be Proud i The Master Switch (to drugie zwłaszcza po obejrzeniu filmu). To zacznijmy po kolei:
1) Motyw Jyn jest słaby. Spodziewałem się nieco bardziej rozbudowanej melodii, a jest ona tak prymitywnie prosta (zwłaszcza w zestawieniu z zeszłorocznym tematem Rey), że to nieco razi. W suicie wypada nieco lepiej, ale suita niestety nie ma takiego powera jak powinna. Ale to już szczegół. Na tle całego albumu i tak wypada dobrze. W filmie się oczywiście sprawdza, bo jest dość krótki i elastyczny, a więc wpasowuje się w krótkie przejścia montażowe między scenami chociażby i podbija emocje ;) Niestety razi też wtórność tego motywu - na początku zlewał mi się z motywem Chirruta, nie potrafiłem ich odróżnić, a przez to oba mi się kojarzyły z Across the Stars.
2) Imperial Suite - wolałbym Imperial Waltz, ale z braku laku... :mrgreen: A tak na serio - od początku mi się podobał ten utwór, chociaż wydawał mi się lekko pastiszowy - no wiecie, Majkel jest jajcarzem, więc byłoby w jego stylu zrobienie "kosmicznych jaj". W każdym razie motyw Krennica musiał się w filmie pojawić i z jednej strony spełnia swoją funkcję, pozwala na opatrzenie scen imperialnych bez wykorzystania kultowego Imperial March (który jest zarezerwowany dla ważniejszych scen) i świetnie się go słucha na płycie. W tym przypadku nie mają sensu porównania z Imperial March, co czynią niektórzy w komentarzach na różnych forach i portalach, bo tych dwóch utworów nie da się porównać, bo jeden z nich ma status legendy. Ale temat Majkela brzmi bardzo imperialnie i star-warsowo, czyli tak jak powinien :)
3) Motyw Chirruta - w nielicznych scenach gdzie się pojawia jest poprawnie, mistycznie, religijnie, suitka ładna i emocjonalna, więcej od tego motywu nie wymagam, bo to motyw poboczny.
4) Rogue One - to co Wojteł mówił o tym utworze - w pełni popieram. Czuć Williamsa, czuć Gwiezdne Wojny, dobrze zrobiona kompozycja, dobrze wpleciony motyw mocy, dobrze się słucha.
5) Hope - ten kawałek bardzo mi się podoba i uważam, że Majkel bardzo fajnie użył chóru. I to jest scena, której jestem bardzo ciekaw w wykonaniu Olka, bo podejrzewam, że jego podejście byłoby mniej "pumpinowe" ;) Scena mocna i świetnie, precyzyjnie zilustrowana.

Jeśli chodzi o ogólne wrażenia co do albumu: solidna, ale dość przeciętna ilustracja. Jest głośno i są trąbki, więc w całej tej kakofoni dźwięków w kinie jest po prostu poprawnie i nie dziwię się, że wielu spośród was się to podobało. Co prawda momentami Majkelowi udaje się "podrobić" styl Williamsa (nie znam się na szczegółach technicznych, które poruszał tu Wojteł) i czasami nawet fajnie to brzmi, ale jednak po tej pracy od początku spodziewałem się bardziej indywidualnej stylistyki. Bardziej wojennej, mniej williamsowsko-starwarsowej, choć wciąż opartej przede wszystkim o tradycyjną orkiestrę. Disney poszedł jednak w kierunku bezpiecznej imitacji Williamsa, no i trzeba to uszanować. Niestety ten score obnaża poziom warsztatu Giacchino (brakuje trochę wyrafinowania), już o jakości nagrania nie wspominam. Są takie momenty kiedy wali Star Trekiem - np. ujęcie pierścienia Kafrene na początku filmu z muzyką Majkela i podpisem planety; momentami bije po uszach czystym Majkelem (początek Your Father Would Be Proud - typowa giacchinowska liryka jak w każdym jego filmie, niestety (moim zdaniem) gryzie się w tym miejscu z obrazem, choć na albumie bardzo lubię tego słuchać; dalej: fortepianowa końcówka Star-Dust to typowy Majkel; albo jeśli chodzi o akcję - początek Jedha City Ambush). I nie piszę tutaj o tym "czystym Majkelu" jakobym nie lubił jego stylu, bo wiele jego prac mi się podoba, niestety w Gwiezdnych Wojnach takie obce przeszczepy się nie przyjmują.

No dobra, to teraz wypadałoby płynnie przejść do muzyki w filmie. Przede wszystkim jestem wściekły, że Disney nie wykorzystał potencjału czołówki. Mogli poszaleć i zrobić coś zajebistego wizualnie i muzycznie, a wyszedł jeden wielki mindfuck.
Spoiler:
Baaaaaaaaaardzo podobała mi się muzycznie sekwencja
Spoiler:
Szkoda, że nie było więcej w filmie takich momentów muzycznych. Trochę na niekorzyść muzyki działał jej montaż w filmie - krótkie przejścia między scenami niepozwalające na wybrzmienie muzyki (choć nie zawsze), a czasami mocne cięcia między sekwencjami, gdzie nastrój muzyki zmienia się tak gwałtownie, że to po prostu zgrzyta.

To by było tak ogólnie. Ciekawi mnie jeszcze jeden aspekt - temp-tracku. Może jestem przewrażliwiony, ale słyszę miejscami drobne nawiązania do Desplata, głównie z jego Godzilli (co nie byłoby głupim tropem ze względu na postać reżysera). Ale to już marginalny aspekt. Ten score jest przesączony Williamsem i Giacchino przede wszystkim. I tak to zostawmy.

Na koniec muszę wylać z siebie trochę żalu na Disneya. Żałuję, że musieli robić te dokrętki. Z jednej strony może to i uratowało film (aczkolwiek nie wiemy jaka była pierwotna wersja - może bardziej militarystyczna, jeszcze bardziej brutalna i podchodziłaby już pod wyższą kategorię wiekową?), ale z drugiej strony wpłynęło to, moim zdaniem - negatywnie, na muzykę. Z jednej strony możemy gdybać co by napisał Olek, ale z drugiej strony - gdyby zaangażowali Majkela od samego początku, to też by było inaczej. Co prawda nie sądzę, że poziom pracy znacząco by się podniósł, ale pewnie wiele szczegółów zostałoby dopracowanych. Na pewno wielki szacun dla Giacchino za podjęcie się karkołomnego zadania napisania scoru do olbrzymiego widowiska w 4,5 tygodnia z całkiem przyzwoitym skutkiem. Czekałem na score Majkela w uniwersum Gwiezdnych Wojen, ale bardziej go widziałem w spin-offie o Hanie Solo, tam bardziej mi pasował (bo będzie zapewne bardziej humorystycznie i przygodowo). I podejrzewam, że Disney go weźmie - za wierność, posłuszeństwo i zamiłowanie do SW i Williamsa, a ewentualne niedostatki w scorze do R1 zwali na dokrętki i będzie się spodziewał lepszych efektów przy większej ilości dostępnego czasu.

Podsumowując: daję za całość (album plus film) 3,5/5. Może i surowo, ale niestety, ten score ma swoje ograniczenia, nie zawsze też z winy Majkela. Jednakże spodziewałem się więcej po muzyce do takiego filmu.

Awatar użytkownika
lis23
+ Ludvig van Beethoven +
Posty: 14453
Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#446 Post autor: lis23 » pn gru 19, 2016 00:43 am

hp_gof -
Spoiler:
Tylko On, Williams John ;)
Tylko on, Elton John ;) ;)

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#447 Post autor: Wojteł » pn gru 19, 2016 07:24 am

Gof - odniosę się raczej do tego, co mówiłeś o samym filmie:

Dla mnie większość postaci była ok/10, za to fajnie były poprowadzone relacje między nimi. Przyjaźń Jyn i Cassiana buduje się trochę za szybko, za szybko zaczyna im na sobie zależeć - zgaduję, że coś wyleciało przy montażu. Ale od momentu misji na tej deszczowej planecie jest naprawdę fajnie.

Kompletnie się nie zgodzę co do Krennica - jak dla mnie najlepsza postać w tym filmie, raz, że wygląda jak żywcem wyjęty z ANH, dwa, że podoba mi się, że zżera go ambicja i liczy na awans, podczas gdy wszyscy zwierzchnicy nim pomiatają i prowadzi to do fajnych tarć między postaciami. Do tego dobrze zagrany - więc jeśli miałbym porównywać wszystkich star warsowych villainów z TFA i Krennica, to ten drugi wygrywa w cuglach (chyba, że liczyć tego szturmowca, który spuszczał łomot Finnowi tą pałką :mrgreen: )
Spoiler:
Spoiler:

No i przestańcie już tak bronić Michaela, że miał nieco ponad miesiąc na napisanie score'u, skoro w Hollywood teraz to jest norma, że się dostaje temp track i w 3 tygodnie score ma być gotowy. Niewielu kompozytorów ma luksus kilku miesięcy na napisanie muzy i wgląd w film.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#448 Post autor: Wojteł » pn gru 19, 2016 09:01 am

Muszę jeszcze dodać, że jak dla mnie najlepiej ożywioną postacią CGI był Jerzy Nowak z Wiedźmina, pełen szacun :mrgreen:

Obrazek
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60155
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#449 Post autor: Adam » pn gru 19, 2016 09:34 am

epicki film. bardzo dobry score w filmie, a momentami epicki i porywający. na płycie traci przez małą liczbę minut, ale to i tak - dla mnie - najlepszy score Gjaczino od czasów Frontline. takich Star Warsów chce słuchać, dużo nerdowskiego feelingu w nich czuje, całkowicie godne i porządne zastępstwo za Dżona.

jałowych dyskusji nie chce mi się prowadzić, ale skoro recki i filmu i scoru są takie dobre od lewa do prawa, to gdzie są ci wszyscy hejterzy medialni w takim razie? :P W jakże wielkiej liczbie na forum filmmusic :mrgreen:
NO CD = NO SALE

Awatar użytkownika
Tomek
Redaktor Kaktus
Posty: 4257
Rejestracja: pn maja 02, 2005 21:43 pm
Kontakt:

Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino

#450 Post autor: Tomek » pn gru 19, 2016 10:31 am

Adam pisze:najlepszy score Gjaczino od czasów Frontline.
Od kilku miesięcy powtarzasz jak mantrę "to będzie najlepszy Dżiakin od czasów MoH: Frontline", to co innego mogłeś napisać :roll:
Adam pisze:jałowych dyskusji nie chce mi się prowadzić
LOL. Ale słabe :P
Obrazek

ODPOWIEDZ