Tak czytam te Wasze odpowiedzi i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać:
Mystery pisze:Widzę, że główne zarzuty Wojtka są takie, iż nie są to Star Warsy Johna Williamsa i muzyka nie sprostała jego wyobrażeniom, gustom i estetyce, czyli argumenty o których pisaliśmy, że będą tu padać na długo przed premierą ścieżki.
Soundtrack z pierwszego KOTORa ma dwa tematy Johna Williamsa: Main Title podczas sekwencji napisów początkowych i JEDNO użycie tematu Mocy, a mimo to ma świetny klimat, tematy i akcję i Giacchino nie ma do niego startu. Moje zarzuty są takie, że kiedy pojawiają się elementy stylu Williamsa (a pojawia się ich całkiem sporo), to Gjaczin bierze od Johna wszystkie te najgorsze elementy jego stylu, czyli taką kakofonię jak w Bitwie o Endor, lub że gdy odnosi się do tematów JW, aranżuje je po prostu kiepsko - nie powiecie mi chyba, że uważacie jego przeróbkę tematu głównego za coś dobrego? Pozwolę sobie zacytować Marka Łacha, który stwierdził, że to by pasowało do kosmicznych jaj.
Mystery pisze:Że są chóry? One robią tu tylko dobrą robotę, zresztą Giacchino zawsze często ich używa, po prostu używa ich jako instrumentu orkiestry, nawet w koncertowych suitach do utworów które chóru nie miały go dokłada (Lost, Roar, MOH), taki jego fetysz, z którego w Rouge One niemal całkowicie zrezygnował, no bo ile tu tego chóru mamy, głównie trzymał go na 2 ostatnie sceny.
Chóry u Giacchina nigdy nie robią dobrej roboty, są po prostu jakimś tam dodatkowym tłem, które ma podbijać emocje, ale robi to w strasznie sztuczny i nijaki sposób.
Mystery pisze:"Płaska" liryka? Po prostu liryka w stylu Michaela, na wielu w tym mnie działająca.
Patrz wyżej
Mystery pisze:Że nie ma tematów Williamsa?
Są, tylko źle użyte
Mystery pisze:Jak już było wcześniej powiedziane to nie Star Wars
>pierwszy spin off STAR WARS
>Film wojenny w uniwersum STAR WARS
>Rogue one: A STAR WARS STORY
seems pretty fuckin star wars to me, chyba, że ten tytuł, Imperium, Gwiazda Śmierci, blastery, szturmowcy i Darth Vader pojawiają się też w innego typu kinie, to sorry, mea culpa
Mystery pisze:a jego historie bez Jedi czy Skywalkerów
Słyszałeś kiedyś o upadłym Jedi, Darcie Vaderze, znanym wcześniej jako Anakin Skywalker?
Mystery pisze:z nowymi bohaterami i lokacjami, no i sądzę, że nawet nie mógł sobie pozwolić na przesadne korzystanie z dobrodziejstw muzycznej sagi i Disney trzymał na tym rękę, muzy SW ma być nie więcej, niż owe 5 % i tyle, inaczej nici z Oscarowej nominacji.
No i właśnie ten argument, że w tym w ogóle nie ma Williamsa, to też jest kompletne pitolenie. Williamsa tam jest znacznie więcej niż 20%, tylko sposób wykorzystania jest źle użyty - fanfara rebelii jakaś taka bez mocy, temat Vadera brzmiący jak jezioro łabędzie, muza akcji jak w bitwie o Endor, przeróbka głownego tematu brzmiąca jak parodia. Temat Mocy pojawia się tutaj wielokrotnie, więc proszę mi tu juz nie pierdolić o tym jak to koniecznie MG musiał się odciąć od Williamsa i tego nie robić, bo to robi, tylko niezbyt umiejętnie. Temat szturmowców użyty w scenie z Vaderem, wtf? To nawet w ANH Williams go nie używał w takiej scenie. Do tego jeszcze marsz Rogue One, który jest w swojej stylistyce tak bardzo Williamsowski, że w ciągu ostatnich 20 lat chyba tylko March of the Resistance jest powrotem Williamsa do tego brzmienia.
Mystery pisze:Michael dostarczył score na jaki w tym czasie było go stać i jakiego wielka mysz chciała, miał przy tym fun, jak i niektórzy słuchający mają i chyba o to chodzi, a nie jakieś dury-srury

To fajnie, że miał fun, szkoda, że słuchacz nie ma, ale moze to był score marzeń i zabawy jak te szroty od Hansa
Mystery pisze:lis23 pisze:Zgodzę się z Mysterym, że chór to też instrument i część orkiestry. Przecież nawet wielbiony tu przez niektórych Hans Zimmer używa nie tylko chóru ale i wokali jako instrumentów i chyba Sam o tym kiedyś mówił. Poza tym, ile tego chóru w RO jest? W "Strange'u" jest go znacznie więcej i nikt nie narzeka.
Ale to Star Wars, tam nie może być chóru, chyba, że używa go John Williams, bo Michael tylko przykrywa nim swoje niedoskonałości

Albo Jeremy Soule, albo mark Griskey, albo Jesse Harlin (odsyłam do mojej recki Republic Commando) albo pierdyliard innych kompozytorów, ktorzy pisali muzykę do gier SW i otrzymali o niebo lepszy rezultat, niż MG - proponowałbym któryś z tych panów awansować z kompozera growego na filmowego, bo potrafili i napisac coś w stylu Williamsa, i też napisać coś własnego i autonomicznego, ale spójnego klimatycznie z uniwersum. A jak juz się brali za aranże tematow JW (co też czynili nadzwyczaj rzadko - Soule w ogóle tego nie robił), to nie odstawiali parodii jak to Main Titles u Giacchina.
lis23 pisze:Mystery pisze:
Ale to Star Wars, tam nie może być chóru, chyba, że używa go John Williams, bo Michael tylko przykrywa nim swoje niedoskonałości

Tyle, że w tym jest pewna niekonsekwencja, gdyż jeden z najpopularniejszych utworów Williamsa ze SW to ... "Duel of the Fates"

a
Wojtek pisał, że:
Tak samo jego użycie chóru - takie coś zazwyczaj robią kompozytorzy drugiej i trzeciej ligii, jak nie potrafią wytworzyć emocji orkiestrą, to myślą, że jak dowalą chór, to to w czymś pomoże. Czy Williams i Goldsmith używali w tego typu kinie chóru w czasach nowej przygody? Prawie wcale, bo do stworzenia ogromnego ładunku emocjonalnego wystarczała im orkiestra.
czyli w "Mrocznym Widmie" Williams był kompozytorem drugiej lub trzeciej ligi?

Mówi Ci coś termin "kino nowej przygody"? Polecam wyguglować, na kiedy przypada powstawnie i rozkwit kina nowej przygody. Polecam też sprawdzić, ile w całości chóru używał Williamsa nie tylko w SW, ale ogólnie w swojej twórczości i kiedy na dobre zaczął go wykorzystywać, bo przed 1987 na dużą skalę to w zasadzie CE3K był takim wyjątkiem. Wreszcie, zauważ może, że tak jak Disney robi wszystko, żeby udawać, że prequele nie istnieją i wzoruje się na maksa starej trylogii, tak i ja porównuję stylistykę R1 przede wszystkim z muzą do ST, bo przez te 15 lat miedzy jej zakończeniem a prequelami zarówno kino nowej przygody kompletnie się zmieniło (właściwie blockbustery, który zaczęły się pojawiać w drugiej połowie lat 90tych i te wszystkie marvele, które mamy teraz, moim zdaniem juz niewiele mają wspólnego z nurtem lat 70tych i 80tych), jak i sama stylistyka JW.
Nie wiem, ilu z Was oglądało Clone Warsy, ale dla mnie są one idealnym przykładem, jak NIE POWINIEN brzmieć score do sw - a niestety R1 ma z nimi dużo więcej wspólnego, niż z Williamsem, co boli tym bardziej, że między Kinerem a MG przynajmniej teoretycznie jest jakieś 5 lat różnicy. Czyli skąpe odnoszenie się do tematyki Williamsa i kiepskie jej aranże, zajebanie akcji chaotycznymi dysonansami, sztuczne podbijanie emocji chórem, itd itp. Wiele score'ów z gier odnosi się do Williamsa jeszcze mniej, niż R1, a mimo to maja więcej klimatu i brzmią lepiej same w sobie i ponownie tu przytoczę przykład Soule'a, który do tematyki Williamsa w ogóle się nie odnosił (i chyba lepiej tak zrobić, niż odwalać takie kupy jak ta parodia main titles)