Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35042
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Znajomi zrobili mi prezent świąteczny i kupili bilety na Rogue One na poniedziałek, gdyż wiedzieli, że jestem fanem Gwiezdnych wojen. No cóż, teraz to już raczej odwrotu nie ma... Cóż, bardzo się cieszę z prezentu. Hurra.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
To oddaj biednym dzieciom z bidula.
NO CD = NO SALE
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Adam pisze:oho Wojteł się uaktywniłzaczyna się widze opiniowanie techniczne
przypomnę że Beatlesów też nikt nie chciał wydać, takie same wykształciuchy-krytyki
jest moc i nikogo nie obchodzi czy jest fuga czy nie ma.. te same profesory akademickie twierdziły, że taki Lorenc, Preisner czy Elfman nie mogą pisać muzyki filmowej bo nie znają nut i że to obraza majestatu..
>bądź Adamem
>przeczytaj cały post ironicznie mówiacy o tym, że Giacchino olewa tematy Williamsa, pisze kiepskie tematy, jego aranż tematu Williamsa brzmi jak jakaś parodia, a zamiast płynnej akcji zapierdala wszystko jakąś kakofonią, do tego liryka jest zwykle jest sztampowa, chujowa, bez wyrazu i na siłę próbuje podbijać emocje chórem, i ogólnie użycie chóru w obrazie kiksuje i wali kliszą
>przeczytaj jedno jedynie zdanie wchodzące w technikalia i akurat jest to zdanie, które chwali muzę MG i użyj go jako argumentu w dyskusji, że ktoś krytykuje muzę że jest za mało techniczna
polecam kurs czytania ze zrozumieniem czy coś takiego

Ostatnio zmieniony sob gru 17, 2016 20:50 pm przez Wojteł, łącznie zmieniany 1 raz.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9369
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Przynajmniej w odróżnieniu od Ciebie, Adam, ma cokolwiek do powiedzenia na temat tej ścieżki czy jakiejkolwiek muzyki w ogóle.
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Ghostek, nie wprowadzaj offtopu
Świat nie kończy się na blockbusterach. Bardziej bym martwił się o film Bessona niż o muzykę Ola.
A opinię o R1 wydam jutro, jak w końcu zobaczę film.

A opinię o R1 wydam jutro, jak w końcu zobaczę film.
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35042
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Nie wypada prezentu oddawać. To bardzo niekulturalne.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Dokładnie. Dobre ziomeczki uchodźcy z chęcią by się kulturowo ubogacili.Adam pisze:To oddaj biednym dzieciom z bidula.

- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Właśnie problem w tym że się zaczyna.hp_gof pisze: Świat nie kończy się na blockbusterach.



- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35042
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Po pierwsze jak pisałem, nieładnie oddawać prezentów. Po drugie nie wiem jaki ten film jest, a jak zły, to tym bardziej nie mogę dzieci narażać. Po trzecie, tak jak chyba już ponad rok minął tak na razie nie spotkałem jeszcze ani jednego uchodźcy. Polacy to myślą, że oni wszyscy leżą na każdym rogu ulicy.Ghostek pisze:Dokładnie. Dobre ziomeczki uchodźcy z chęcią by się kulturowo ubogacili.Adam pisze:To oddaj biednym dzieciom z bidula.
#WinaHansa #IStandByDaenerys
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Dodam więcej: tu nie chodzi o to, że u MG nie ma techniki, bo jest. Tylko nic z tego nie wynika, umie pisać wszystko technicznie fajnie i jak widac w tym kawałek umiał napisać coś w takim stylu, jak pisał Williams w tamtym okresie - ten marszyk i sposób aranżacji brzmią jak żywcem wyjęte z bitwy o Hoth. No ale to jest jedyny taki kawałek, do tego jest jeszcze dobry temat Krennica, ale poza tym w wielu momentach aż się prosiło o użycie tematów JW. Przeróbka tematu głównego tak masakrycznie kiksowała z obrazem, że bardziej się nie dało. Nie wiem, gdzie tu miałeś moc, bo właśnie przez swoje technikalia MG zamiast napisać płynną i emocjonalną ilustrację, poleciał takimi dysonami, jak Williams w najsłabszych momentach bitwy o Endor, która była najsłabszą i najmniej płynną muzycznie ilustracją bitewną całej starej trylogii. Do tego technikę MG ponownie widać np. w suicie Jyn Orso - nawet solówki na skrzypce wrzuca, i fajnie, tylko co z tego, skoro ten temat jest płaski, bez wyrazu i nie ma emocji jak cała liryka MG? Tak samo jego użycie chóru - takie coś zazwyczaj robią kompozytorzy drugiej i trzeciej ligii, jak nie potrafią wytworzyć emocji orkiestrą, to myślą, że jak dowalą chór, to to w czymś pomoże. Czy Williams i Goldsmith używali w tego typu kinie chóru w czasach nowej przygody? Prawie wcale, bo do stworzenia ogromnego ładunku emocjonalnego wystarczała im orkiestra. Giacchino się zesra, ale czegoś takiego nie osiągnie, będzie mógł pisać takie dysonanse, jak Williams w Bitwie o Endor czy action score do Jurassic Park, ale co z tego, skoro swoje umiejętności technicznie wykorzystuje albo do ładnego, ale nudnego aranżu tematow na orkiestrę, albo do pisania właśnie action score wstylu "współczesna awangarda"? Jak widać nie brakowało mu techniki, żeby napisac bardzo gwiezdnowojenny marszyk, ale tego nie kierunkuje tego w odpowiedni sposób. No i jest jeszcze jego miks dźwięku - ja nie wiem, jak można być zawodowym muzykiem i taki paździerz dopuszczać. Ojciec mu w dzieciństwie grał solówki na papierze ściernym i ma sentyment, czy co?
Ogólnie, cała ta techniczna kakofonia i kliszowe użycie chóru sprawiło, że czułem się, jakbym oglądał kolejny odcinek Clone Wars czy Rebelsów (Btw. Ten aranż tematu Williamsa, który Kiner zrobił do TCW i został z miejsca okrzyknięty profanacją, to jest kurwa geniusz przy wersji MG). Powinni zatrudnić do tych spin offów kompozytorów współpracujących z Lucasarts przy grach, bo oni potrafią i dobrze podrobić styl Williamsa, jak i napisać coś bardziej autonomicznego, ale nie oddalajacego się zbytnio od duch SW - tutaj jedyne, co mogę uznać za pozostające w klimacie SW, to parę wstawek underscoru, przytaczany utwór i kakofonię a la bitwa o Endor (ale to ostatnie to akurat nie jest zaleta). Nawet aranże tematu Williamsa były jakieś dziwne - The Imperial March brzmiał bardziej jak jezioro łabędzie (chyba, że taki był zamysł sceny, żeby bardziej skupić się na aurze tajemnicy), a fanfara rebelii jak już była, to jakaś taka bez mocy. Jedynie temat Mocy wyszedł dobrze, ale żeby to zarżnąć, to naprawdę się trzeba postarać, bo to największe lamy potrafiły zgrabnie wpleść w swoje szrotowe OSTy.
Tak więc jakbym to napisał za mało wyraźnie, nie krytykuję MG, że ma za mało techniki, tylko właśnie za to że ma, ale nic z tego nie wynika. Ten kawałek pokazuje, że mógłby to wykorzystać, żeby stworzyć raz, że bardziej Williamsowskie brzmienie, dwa, że dodać elementy własnego stylu, trzy, że stworzyć kawałek, w którym coś się dzieje, jest energia, są jakieś emocje. Temat Krennica to też taka postwilliamsowska stylistyka JW, czyli z jednej strony słychać, że to Giacchino, ale z drugiej slychać, że Williams ma wpływ na jego twórczość - nie idzie w imitację tak mocno, jak w marszu Rogue one, ale słychać, że się na nim wychowywał, tak jak po Williamsie słychać, że lubi Wagnera, Strawińskiego i Waltona, co nie znaczy, że ich podrabia i nie ma własnego głosu. I to tyle z pozytywów, jeśli idzie o ten ost.
Ogólnie, cała ta techniczna kakofonia i kliszowe użycie chóru sprawiło, że czułem się, jakbym oglądał kolejny odcinek Clone Wars czy Rebelsów (Btw. Ten aranż tematu Williamsa, który Kiner zrobił do TCW i został z miejsca okrzyknięty profanacją, to jest kurwa geniusz przy wersji MG). Powinni zatrudnić do tych spin offów kompozytorów współpracujących z Lucasarts przy grach, bo oni potrafią i dobrze podrobić styl Williamsa, jak i napisać coś bardziej autonomicznego, ale nie oddalajacego się zbytnio od duch SW - tutaj jedyne, co mogę uznać za pozostające w klimacie SW, to parę wstawek underscoru, przytaczany utwór i kakofonię a la bitwa o Endor (ale to ostatnie to akurat nie jest zaleta). Nawet aranże tematu Williamsa były jakieś dziwne - The Imperial March brzmiał bardziej jak jezioro łabędzie (chyba, że taki był zamysł sceny, żeby bardziej skupić się na aurze tajemnicy), a fanfara rebelii jak już była, to jakaś taka bez mocy. Jedynie temat Mocy wyszedł dobrze, ale żeby to zarżnąć, to naprawdę się trzeba postarać, bo to największe lamy potrafiły zgrabnie wpleść w swoje szrotowe OSTy.
Tak więc jakbym to napisał za mało wyraźnie, nie krytykuję MG, że ma za mało techniki, tylko właśnie za to że ma, ale nic z tego nie wynika. Ten kawałek pokazuje, że mógłby to wykorzystać, żeby stworzyć raz, że bardziej Williamsowskie brzmienie, dwa, że dodać elementy własnego stylu, trzy, że stworzyć kawałek, w którym coś się dzieje, jest energia, są jakieś emocje. Temat Krennica to też taka postwilliamsowska stylistyka JW, czyli z jednej strony słychać, że to Giacchino, ale z drugiej slychać, że Williams ma wpływ na jego twórczość - nie idzie w imitację tak mocno, jak w marszu Rogue one, ale słychać, że się na nim wychowywał, tak jak po Williamsie słychać, że lubi Wagnera, Strawińskiego i Waltona, co nie znaczy, że ich podrabia i nie ma własnego głosu. I to tyle z pozytywów, jeśli idzie o ten ost.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
"Score dobry technicznie ale"
O Boże ileż już tu takich jałowych dyskusji było 


NO CD = NO SALE
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
No mniej więcej tyle, ile takich jałowych scorów dalej wypuszczają 

Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
- Ghostek
- Hardkorowy Koksu
- Posty: 10478
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
- Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
- Kontakt:
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Ale to, co piszesz Wojtek, wynika tylko i wyłącznie ze sposobu w jaki Giacchino opisuje filmową rzeczywistość. Zgodzę się, że niektóre chóralne wejścia, czy też liryka trąci tanimi rozwiązaniami rodem z fabryki dźwięków Hollywood, ale właśnie tak działa Giacchino. On serio wierzy, że tak pisząc podbija dramaturgię, co niedokrojenie można było już zauważyć np w Trekowych pracach.
Rozumiem, że akcja tutaj jest największą kością niezgody, a dokładnie sposób jej pisania. Zasłanianie się Johnem i jego metodologią tworzenia narracji i zabawy tematyką nie jest tutaj dobre, bo popatrzmy, co wyczyniał w Ataku klonów, czy w Zemście, w momencie, gdy opisywał akcję z Fettem lub Grievousem. Przecież to podobne skupianie się na konstrukcji samej w sobie, a nie na opowiadaniu jakiejś muzycznej historii.
Kolejny aspekt tego soundtracku, to sposób pojmowania filmu. Williams wchodząc w te uniwersum pisał do space-opery. No tutaj ewidentnie wszyscy mówili o Łotrze, że to dramat wojenny osadzony w realiach SW. Podejście musiało więc być adekwatne. Już nie chodzi o same odwołania do tego, co na potrzeby serii MoH poczynił Giacchino, ale o sposób opowiadania tego typu historii. Jakby Giacchino zrobił drugie Jupiter Ascending, to bym chyba śmiechem walnął. Ładnie by sie tego na płycie słuchało, ale w filmie by kiksowało na potęgę.
Wszystkie pretensje tyczące się tego jak pisze Giacchino to właściwie pretensje względem obsady na stanowisku kompozytora akurat tego człowieka.
Rozumiem, że akcja tutaj jest największą kością niezgody, a dokładnie sposób jej pisania. Zasłanianie się Johnem i jego metodologią tworzenia narracji i zabawy tematyką nie jest tutaj dobre, bo popatrzmy, co wyczyniał w Ataku klonów, czy w Zemście, w momencie, gdy opisywał akcję z Fettem lub Grievousem. Przecież to podobne skupianie się na konstrukcji samej w sobie, a nie na opowiadaniu jakiejś muzycznej historii.
Kolejny aspekt tego soundtracku, to sposób pojmowania filmu. Williams wchodząc w te uniwersum pisał do space-opery. No tutaj ewidentnie wszyscy mówili o Łotrze, że to dramat wojenny osadzony w realiach SW. Podejście musiało więc być adekwatne. Już nie chodzi o same odwołania do tego, co na potrzeby serii MoH poczynił Giacchino, ale o sposób opowiadania tego typu historii. Jakby Giacchino zrobił drugie Jupiter Ascending, to bym chyba śmiechem walnął. Ładnie by sie tego na płycie słuchało, ale w filmie by kiksowało na potęgę.
Wszystkie pretensje tyczące się tego jak pisze Giacchino to właściwie pretensje względem obsady na stanowisku kompozytora akurat tego człowieka.


- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9895
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Ghostek pisze:Ale to, co piszesz Wojtek, wynika tylko i wyłącznie ze sposobu w jaki Giacchino opisuje filmową rzeczywistość. Zgodzę się, że niektóre chóralne wejścia, czy też liryka trąci tanimi rozwiązaniami rodem z fabryki dźwięków Hollywood, ale właśnie tak działa Giacchino. On serio wierzy, że tak pisząc podbija dramaturgię, co niedokrojenie można było już zauważyć np w Trekowych pracach.
Więc mam nie mieć pretensji do niego, że napisał złą ilustrację, bo jest zawodowym kompozytorem filmowym i ma problem ze zrozumieniem jak powinna brzmieć poprawna ilustracja?

Celowo nawet nie przywoływałem akcji w Nowej Trylogii, bo ona tez była mocno oddalona od większosc action score'u w starej. Za to podałem przykład Bitwy o Endor, z której Giacchino nawet zjazdy blach przeszczepia, jako przykład złego wzorowania się na Williamsie, bo Powrót Jedi był pod tym względem zbyt ilustracyjny i wynikało to zapewne z tego, ze to przemontowywali pierdyliard razy.Ghostek pisze:Rozumiem, że akcja tutaj jest największą kością niezgody, a dokładnie sposób jej pisania. Zasłanianie się Johnem i jego metodologią tworzenia narracji i zabawy tematyką nie jest tutaj dobre, bo popatrzmy, co wyczyniał w Ataku klonów, czy w Zemście, w momencie, gdy opisywał akcję z Fettem lub Grievousem. Przecież to podobne skupianie się na konstrukcji samej w sobie, a nie na opowiadaniu jakiejś muzycznej historii.
Z kolei muza akcji w prequelach, mimo, że też nie ma takiej płynności jak Stara Trylogia, to też często ma jakiś motyw czy wzór rytmiczny, który ją niesie - choćby the conveyr belt, Jango's Escape, w którym tez mamy świetny motyw, dużo bardziej "płynne w swym chaosie" od czegokolwiek, co wytworzył Michael "Zam the Assasain" czy oparty na mocarnym motywie kawałek z areny, który w sumie częsciej był używany w rots. Rots z kolei miało świetne marszowe wstawki w otwierającej ją bitwie, nerwowe ostina i ponownie, np Grievous and the Droids czy General Grievous są oparte na jakimś pomyśle rytmicznym, który ten utwór jakoś spaja i nie ogranicza do roli ilustracyjnego hałasu, który tak często gości zarówno w bitwie o Endor, jak i w scorze Michaela.
Ok, ale w takim przypadku to właśnie nawet w gwiezdnych wojnach można znaleźć od groma militarystycznych motywów, które pojawiają się właśnie tylko jako ilustracja danej sceny bitewnej (np. początek battle of endor czy jeden marsz z bitwy o hoth - to nie są żadne wielki, wagnerowskie leitmotywy, tylko właśnie spające montaż i nadające militarystyczny charakter wstawki.Ghostek pisze:Kolejny aspekt tego soundtracku, to sposób pojmowania filmu. Williams wchodząc w te uniwersum pisał do space-opery. No tutaj ewidentnie wszyscy mówili o Łotrze, że to dramat wojenny osadzony w realiach SW. Podejście musiało więc być adekwatne. Już nie chodzi o same odwołania do tego, co na potrzeby serii MoH poczynił Giacchino, ale o sposób opowiadania tego typu historii. Jakby Giacchino zrobił drugie Jupiter Ascending, to bym chyba śmiechem walnął. Ładnie by sie tego na płycie słuchało, ale w filmie by kiksowało na potęgę.
Film wojenny też dałoby się chyba zilustrować płynniej, niż, jak to pięknie kiedyś ująłeś w recce RotJ "orkiestrowym zgiełkiem" - a żeby nie szukać daleko i trzymać się stylistycznej spójności, to można by odnieść się choćby do twórczości JW w latach 70tych, bo parę tam filmów z wojskiem w tle mu się przewijało (i nie mówię tutaj o midway, raczej o tych militarystycznych akcentach u Spielberga). Poza tym, Giacchinowska liryka i your father would be proud brzmi dokładnie jak te jego podniosłe, ale mdłe i nijakie suity z Jupiter ascending.
I giacchino miał lepsze ścieżki pod względem strukturalnym, choćby w Super 8 czy Star Trekach, gdzie akcja, mimo, że typowo Giacchinowska z wszystkimi jej grzeszkami, brzmiała dużo lepiej i mniej chaotycznie niż w R1. Tutaj dobrze wyszło budowanie napięcie, bo może nie było genialne, ale Giacchino użył swoich typowych metod i to się sprawdza. Natomiast jak już dochodzi do bitwy, to albo dostajemy kliszę, albo "orkiestrowy zgiełk" - a przecież Michaela stać na trochę więcej, prawda?
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
Re: Rogue One: A Star Wars Story - Michael Giacchino
Lisu, jak reklamacja płyty? Ja jeszcze nie kupiłem, bo mnie przestraszyłeś że może empik dostał jakąś wadliwą pierwszą partię, a nie chce mi się kopać z debilami potem 

NO CD = NO SALE