Ale to jest dokładne przeciwieństwo tego czego uczyłem się na kursach, festiwalach od scenopisarstwa. Czy w ogóle czytałem we wszystkich podręcznikach do pisania scenariuszy. Często nawet pokazywano przykłady, gdzie scena zyskuje, przez pokazanie czegoś kosztem dialogu. Ba, banalny przykład:Koper pisze: ↑pt sty 16, 2026 17:59 pmTak ostatnio niechcący trafiłem.
https://next.gazeta.pl/next/7,151243,32 ... esnie.html
Jak donoszą kolejne źródła z branży rozrywkowej, na które w swoich publikacjach powołują się m.in. "The Guardian", Vox oraz Fast Company, platformy zaczęły wywierać presję na twórców, by dostosowali swoje dzieła do nowej rzeczywistości. Skoro widz nie patrzy na ekran, musi usłyszeć, co się dzieje.Objawia się to m.in. przez przesadną ekspozycję w dialogach. Bohaterowie w nienaturalny sposób opisują swoje stany emocjonalne, plany oraz to, co właśnie się zdarzyło. Zamiast pokazać, że postać jest smutna poprzez grę aktorską, niewerbalne gesty, odpowiednie światło bądź muzykę, inny bohater zapyta wprost: "Dlaczego jesteś taki smutny z powodu tego, co stało się wczoraj?Idealnym przykładem tej transformacji, na który wskazują krytycy, jest ewolucja serialu "Stranger Things".![]()
Dialog: "Ty ciągle tylko Desplata słuchasz, jakby nie było innej muzyki! Czy to poza Desplatem świat w ogóle widzisz".
Albo zamiast tego dajemy scenę:
"Postać A wchodzi do pokoju, w którym wiszą zdjęcia i plakaty Desplata w najróżniejszych apaszkach. Na ścianie wiszą też wycinki prasowe informujące, że Alexandre Desplat zdobył Oscar za Grand Budapest Hotel kosztem Interstellar Hansa Zimmera". W pokoju siedzi Postać B, która emocjonalnie słucha muzyki Alexandre Desplata, przymierzając przy tym podobne do tych desplatowskich apaszek. I wtedy Postać A mówi wzdychając i z pewną rezygnacją w tonie:
- "Naprawdę?"
Otrzymujemy podobny efekt, a może nawet lepszy bez zbędnej ekspozycji i mówienia wprost nas widzów co się dzieje.