1. John Powell - How To Train Your Dragon 2
2. James Newton Howard - Maleficent
3. Hans Zimmer - Interstellar
4. Victor Reyes - The Grand Piano
5. Bruno Coulais & Kila - Song of the Sea
6. Michael Giacchino - Dawn of the Planet of the Apes
7. Philippe Rombi - Une Nouvelle Anie
8. Gustavo Dudamel - The Liberator
9. Ben Foster - Hidden Kingdoms
10. Alexandre Desplat - The Grand Budapest Hotel
W przeciwieństwie do zeszłorocznej tragedii, miniony rok był naprawdę fantastyczny i przyniósł najwięcej przyjemności ze słuchania filmówki od paru lat. Co prawda żadnej praca nie zasługiwała na najwyższą ocenę, nawet drugi Smok Powella, który mimo wszystko trochę za bardzo inspirował się poprzednim albumem, jednak wszystkim dziesięciu pracom bez wątpliwości mogłem wystawić co najmniej pełną czwóreczkę, co w ostatnich latach nie było rzeczą oczywistą. Zestawienie wygrały dwa wielkie symfoniczne scory z potężną bazą tematyczną i przepysznymi orkiestracjami, nie wyróżniające się może pod względem oddziaływania w filmie, ale słuchać ich na płycie to był prawdziwy miód dla uszu. Do nich też wracałem najczęściej. Z bardziej wyciszonych ścieżek przypadło mi do gustu oczywiście
Une Nouvelle Anie, ale nowego Coulaisa także się cudownie słuchało, szczególnie wieczorami, kiedy trzeba było odpocząć od nadmiaru przedsesyjnej nauki

Najbardziej zaskoczył Giacchino, bo choć
Ewolucja... od początku zapowiadała się na bardzo dobre kino, to nie spodziewałem się takiej emocjonalnej bomby od strony muzycznej. No i Zimmer w końcu wrócił do łask, tutaj naprawdę byłem zszokowany
