"Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Tomek
Redaktor Kaktus
Posty: 4257
Rejestracja: pn maja 02, 2005 21:43 pm
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#31 Post autor: Tomek » czw cze 02, 2011 23:48 pm

No tak, fajnie, że temat znalazł odzew, tylko szkoda, że poszedł w kierunku, który nie chciałem za bardzo :) Może po kolei:
Paweł Stroiński pisze:
Dobrze, przesuwam Howarda do pierwszej grupy - są argumenty za tym :)

Co do Silvestri'ego - BTTF, Predator, Otchłań, Kontakt, Mumia... To jest symfonika przez duże "S" moim zdaniem. Jako kompozytor rozumiem, że nie przekonuje, no ale orkiestra symfoniczna zawsze u niego jakoś tak było, jakby nie popatrzeć na jego współczesne kipawe prace, w których na siłę próbuje tych modernistycznych rzeczy, on nadal pochodzi z tej "starej" hollywoodzkiej szkoły la 80 i 90-ych :)
DanielosVK pisze:
Powell - Hmm.... To, że posługuje się orkiestrą to fakt. Ale czy jego pisanie na orkiestrę to "wielka symfonika"? Wątpię :) Jeden "Smok" to trochę za mało. Powell pisze na orkiestrę bardzo dynamicznie, entuzjastycznie, potrafi stworzyć chwytliwy temat. Tylko, czy to jest "myślenie", komponowanie orkiestrowe, symfoniczne per se, czy jest to muzyka powstająca w komputerze, który później przez armię orkiestratorów zamieniana jest w to czym jest. Nie wiem, trudno mi to określić, ale to się da wyczuć :D
Mefisto pisze:
Arnold - tyle, że po świetnym początku (Stargate, Last of Dogmen, ID4), gdzie ta symfonika lśniła, tak naprawdę nigdy nie powrócił do tego typu brzmień. Jego orkiestrowa muzyka stała się jakaś bez magii, bez muzycznego "ja", oczywiście pod względem technicznym bardzo dobra, ale to chyba za mało. Mi chodzi też o twórców, którzy w biegu całej swojej kariery byli wierni pewnej swojej wizji.
Giacchino - czy to jest w obecnej chwili "wielki symfonik"? Rozgraniczajmy może umiejętność używania orkeistry od "czucia" jej i wielkiej symfoniki. Czy Giacchino stworzył coś np. na miarę Cliffhangera albo Ostatniego Mohikanina Jonesa? Czy w jego muzyce czuć powiew 'wielkiej symfoniki". Wydaje mi się, że musi jeszcze trochę udowodnić :) No ale jest więcej głosów za Giacchino.

Broughton, Conti - zgadzam się, OK.

Debney - trochę przesada :) Potrafi napisać barwnie na orkiestrę, ale nie przypinajmy łatki za jeden tylko score (czy dwa, trzy - Lair, Pasja, seaQuest). Tu akurat się z Wawrzyńcem zgodzę, że biorąc pod uwagę jego całą karierę, wielka symfonika stanowiła zaledwie małą część. Chodź osobiście bardzo go lubię i cenię.

T.Newman - sorry, ale jesteś jedynym, który wspomiał o Tomku :P Czego akurat spodziewać się należało :P Nie przeczę, finał "Meet Joe Black" czy też "Anioły w Ameryce" mają kapitalne, wielkie momenty orkiestrowe, ale rozgraniczajmy to, że ktoś potrafi pisać na orkiestrę a jest 'wielkim symfonikiem' ;)
Wawrzek pisze:
No tak, a Wawrzek, jak to Wawrzek, od razu znalazł w tym wszystkim trzecie dno i musiał trochę popłakać i pogrymasić... :)
Wawrzyniec pisze:Podczas tej fajnej konferencji Disneya podczas Festiwalu też między innymi było tłumaczone, dlaczego przy taki pierwszych "Piratach" najpierw tworzona była muzyka syntetyczna udająca instrumenty klasyczne.
Ale co tu tłumaczyć. Przecież tak to powstało ponieważ nie było wymagania aby ta muzyka powstała jako dzieło orkiestrowe ani też ludzie, którzy to pisali, nie potrafią pisać muzyki i myśleć w sposób 'orkiestrowy'. To przykład powstawania partytur w komputerze, z sampli, ludzi, którzy całe kompozytorskie życie spędzają przez monitorami. Potem jak nawet tego rodzaju muzyka zostanie 'przetłumaczona' na orkiestrę, wprawne ucho wychwyci jej ograniczenia i uproszczenia jeżeli chodzi o język orkiestrowy.
Wawrzyniec pisze:I tu się pojawia problem, gdyż mnie pod wyrazem "wielki symfonik" kojarzy się przede wszystkim kompozytor, który wiadomo pisze na wielką orkiestrę, ale i sam nią dyryguje, tak jak John Williams. Ale wtedy to ta lista byłaby dwa razy krótsza, gdyby ktoś się moimi skojarzeniami kierował.
I dość słuszna uwaga, którą można by odnieść do 'definicji' wielkiego symfonika. Zauważmy też, że kiedyś tych kompozytorów/dyrygentów było znacznie więcej. Z czego to wynikało każdy wie, i każdy wie jak to się przekładało na jakość samej muzyki.
Wawrzyniec pisze:Geniusz :!: Niestety Geniusz w odwrocie, który chyba już zrezygnował z muzyki filmowej, a szkoda, wielka szkoda :cry: Davis na orkiestrę pisać potrafi i potrafi wykorzystać z niej maksimum. "Matrix: Revolutions" toż to istna masakra dla orkiestry i niełatwa muzyka do zagrania.
Ale są i też inne świetne prace, w których orkiestrę wykorzystuje w nader symfoniczny sposób - Behind Enemy Lines, Warriors of Virtue, The Unsaid...
Wawrzyniec pisze:Ja jestem oryginalny i dlatego dla mnie jednak komentarz nie jest taki zbędny. Gdyż przynajmniej dla mnie Shore jako Wielki Symfonik to wchodzi głównie przez pryzmat "Władcy Pierścieni". Oczywiście nie zamierzam polemizować, ale tylko stwierdzam, że gdyby nie "LOTR" to nie wiem czy komentarz byłby aż tak zbędny.
Nie widzę tu oryginalności, tylko wydaje mi się, że słabo znasz twórczość Shore'a :) Długo przed tym, kiedy Shore napisał LOTR-y miał na koncie prace, w których popisywał się wielkimi symfonicznymi wizjami. Zresztą to doskonały też przykład trój-profesji, która dziś też absolutnie ginie: kompozytor/dyrygent/orkiestrator w jednym.
Wawrzyniec pisze:Zgadzam się :twisted: I słuchając "Priesta" dobitnie można ten talent i umiejętności odkryć. I zauważyć, że mimo "złego Hollywoodu" można jednak nie zatracać swojego głosu jak to zrobił Doyle przy "Thorze.
Tak, tylko ile Young musiał się przy tym namęczyć, by ten głos "utrzymać" :D
Wawrzyniec pisze:Dla mnie komentarz musi być :) GENIUSZ :!: Największy kompozytor muzyki filmowej - symfonicznej muzyki filmowej i kwintesencja "Wielkiego Symfonika". :!:
Dobra, spoko, wyluzuj :D
Wawrzyniec pisze:Temat oczywiście jest ciekawy i należą się słowa uznania jego autorowi :) Ale boję się strasznie abyśmy nie popadli w "Syndrom Clemmensena" i brali pod uwagę każdego kompozytora, który tworzy na orkiestrę, przy udziale orkiestry, lub się umie nią zająć, gdyż tak to to trzeba będzie Briana Tylera na liście uwzględnić :?
Dlatego właśnie chodziło mi o selekcję, żeby nie wskazywać 'wielkim symfonikiem' każdego, kto pisze na orkiestrę :)
Wawrzyniec pisze:Innym problemem jest fakt, że wielu kompozytorom przynajmniej raz, czy dwa w swej karierze udało się stworzyć naprawdę świetny score symfoniczny. Weźmy chociażby Badelta i "The Promise" czy "The Time Machine", bądź "Sinbada" Harry'go Gregsona-Williamsa. I czy te prace wystarczą, aby znaleźć się na liście :? Chyba raczej nie :?
Oczywiście, że nie - powyżej o tym właśnie piszesz :)
Bucholc Krok pisze: Panowie, bez przesady.. niedługo będziecie określać kogoś "prawdziwym wielkim symfonikiem" tylko dlatego, że coś napisał. W życiu nie uwierzę, że jest kilkudziesięciu "prawdziwych wielkich symfoników". PWS może być kilku a jeśli jest ich więcej to znaczy, że ten termin ma niewielką wartość. Może łatwiej i szybciej będzie jesli zrobicie listę kompozytorów, którzy się nie łapią? :D Albo niech każdy wybierze 5 jego zdaniem najlepszych, później się zsumuje wszystkie głosy i będzie 3 tych faktycznie najlepszych. Ale to znowu zrobi się lista "mój ulubiony kompozytor". :)
No i zgadzam się zdecydowanie z Bucholcem. Nie szastajmy terminem :) Dlatego też listę dzielę na 3 części - kompozytorzy, co do których wypowiadający się tutaj zgadzają, co do których zdania są podzielone i odosobnione typy.
Mystery Man pisze:Dobry wątek. Z "wielkich symfoników" wyrzuciłbym Craiga Armstronga, nie raz pokazał, że potrafi, ale ni jak nie pasuje do takiego towarzystwa jak Horner, Williams czy Hisaishi i mimo wszystko dziwnie tu wygląda i jego nazwisko nie przywodzi mi od razu wielkiego epickiego brzmienia.


OK, zgadzam się, niemniej wystarczy posłuchać jego orkiestrowych aranżacji w Moulin Rouge, Romeo+Juliet, czy też pracy koncertowej "Memory Takes My Hand" by trochę docenić jego symfoniczne zdolności ;-)
Mystery Man pisze:Podobnie z Philipem Glassem. Geniusz to wiadomo, w swojej karierze nie raz brzmiał epicko (Itaipu, Symphony No. 3) , ale w muzyce filmowej słynie raczej od strony minimalisty, Thin Blue Line, Undertow, Fog of War, Secret Agent, Neverwas, to nie są ścieżki rozpisane na duże składy orkiestry, a takie tytuły jak Mishima to raczej sporadyczne wyjątki.
OK, zgadzam się również. W sumie w pracy koncerowej pokazywał wielkość orkiestry głównie (takie Akhnanten albo Satyagraha), w filmówce raczej głównie minimalizm.
Mystery Man pisze:Z aspirujących dorzuciłbym do tych "wielkich":
- James Newton Howard - Znaki, Waterworld, Dinosaur, King Kong, Atlantyda, jak przydarzy mu się odpowiedni projekt, albo moment w filmie, to wie jak okrasić go bogatym symfonicznym brzmieniem
- Michael Giacchino - jeszcze 5 lat temu można byłoby się zastanawiać, obecnie ma miejsce w czołówce, jak dla mnie może się pochwalić najciekawszą sekcją smyczkową w Hollywood
OKi, "dorzuceni" :)
Mystery Man pisze:A do "wielkich symfoników"
Alan Menken - bez komentarza
Hmmm... No tak, "Beauty and the Beast" i mega-finał "Pocahontas", fragmenty "Dzwonnika" - to mówi samo za siebie, ma umiejętności nie małe.
Mystery Man pisze:Trevor Jones, John Scott, David Newman, Broughton, Holdridge, Folk, Conti, Pope czy McNeely to również ścisła czołówka, tylko trochę o nich za cicho, by mówić, że są dzisiejszymi "wielki symfonikami", choć takimi niewątpliwie są :)
Pope w sumie znany jest z ledwie jednego score'u, więc nie wiem czy to ma duży sens :) D.Newman, Scott, Holdridge, McNeely - OK.

Dzięki za infa od Mystery'ego i Pokemona o kilku japońskich twórcach, o których nawet szczerze mówiąc nie słyszałem :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Tomek
Redaktor Kaktus
Posty: 4257
Rejestracja: pn maja 02, 2005 21:43 pm
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#32 Post autor: Tomek » czw cze 02, 2011 23:50 pm

EDIT 2/06/11:

"WIELCY SYMFONICY" UZNAWANI PRZEZ WIĘKSZOŚĆ FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: Bruce Broughton
:arrow: Don Davis
:arrow: Patrick Doyle
:arrow: Danny Elfman
:arrow: Michael Giacchino
:arrow: Elliot Goldenthal
:arrow: Christopher Gordon
:arrow: Joe Hisaishi
:arrow: James Horner
:arrow: James Newton Howard
:arrow: Trevor Jones
:arrow: Alan Menken
:arrow: Ennio Morricone
:arrow: Howard Shore
:arrow: Alan Silvestri
:arrow: Christopher Young
:arrow: John Williams

"WIELCY SYMFONICY" Z PODZIELONYMI ZDANIAMI FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: David Arnold/Nicholas Dodd
:arrow: Craig Armstrong
:arrow: Bill Conti
:arrow: Philip Glass
:arrow: Alexandre Desplat
:arrow: George Fenton
:arrow: Robert Folk
:arrow: Wojciech Kilar
:arrow: Naoki Sato

ASPIRANCI DO BYCIA "WIELKIMI SYMFONIKAMI" WEDŁUG FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: Murray Gold
:arrow: David Hirschfleder
:arrow: Christopher Lennertz
:arrow: Dario Marianelli
:arrow: John Powell
:arrow: Philippe Rombi
:arrow: Edward Shearmur

'CIEKAWE'/POJEDYŃCZE TYPY USERÓW FORUM FILMMUSIC.PL:

:arrow: John Debney
:arrow: Yoshihisa Hirano
:arrow: Lee Holdridge
:arrow: Yoko Kanno
:arrow: Joel McNeely
:arrow: David Newman
:arrow: Thomas Newman
:arrow: John Ottman
:arrow: Conrad Pope
:arrow: Ryuichi Sakamoto
:arrow: John Scott
:arrow: Gabriel Yared
Obrazek

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#33 Post autor: Wojteł » pt cze 03, 2011 01:09 am

Ej, a Zimmer, Harry Gregson-Williams, Ramin Djawadi? Albo Jablonsky i jego fenomalne transy i Parochłop :!:

Ramin to co najmniej na aspirującego zasługuje :?

Btw. Pokemon uświadomił mi, że za mało Kitajców słucham
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Ele
Początkujący orkiestrator
Posty: 626
Rejestracja: ndz maja 17, 2009 16:05 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#34 Post autor: Ele » pt cze 03, 2011 01:22 am

Wojtek pisze:Ej, a Zimmer, Harry Gregson-Williams, Ramin Djawadi? Albo Jablonsky i jego fenomalne transy i Parochłop :!:

Ramin to co najmniej na aspirującego zasługuje :?

Btw. Pokemon uświadomił mi, że za mało Kitajców słucham
Oj radzę Tobie szybko wykasować/zmienić tego posta, bo zaraz będziesz ofiarą śmiechów lolów i innych takich :)

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 25350
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#35 Post autor: Mystery » pt cze 03, 2011 11:27 am

Napisał bym LOL, ale ten post o jawna prowokacja :P

Awatar użytkownika
Tomek
Redaktor Kaktus
Posty: 4257
Rejestracja: pn maja 02, 2005 21:43 pm
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#36 Post autor: Tomek » pt cze 03, 2011 11:38 am

Naprawdę jest tyle tematów na forum, w których ile dusza zapragnie można pisać o Gregsonach-Williamsach, Jablonskych i Djawadich tego świata... Myślałem, że ten wątek jakoś się "obroni", ale jednak się myliłem :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 25350
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#37 Post autor: Mystery » pt cze 03, 2011 12:30 pm

Dobrze, że nie ma blada :mrgreen:
Już kompletnie zapomniałem, że istnieje taki człowiek jak HGW :wink:
Dobrze, przesuwam Howarda do pierwszej grupy - są argumenty za tym :)
OKi :)
Co do Silvestri'ego - BTTF, Predator, Otchłań, Kontakt, Mumia... To jest symfonika przez duże "S" moim zdaniem. Jako kompozytor rozumiem, że nie przekonuje, no ale orkiestra symfoniczna zawsze u niego jakoś tak było, jakby nie popatrzeć na jego współczesne kipawe prace, w których na siłę próbuje tych modernistycznych rzeczy, on nadal pochodzi z tej "starej" hollywoodzkiej szkoły la 80 i 90-ych :)
Może Silvestri popada ostatnio w tandetniejsze brzmienia, ale za to przeszłość ma nie do przecenienia, Block War i wszystko jasne 8)
Powell - Hmm.... To, że posługuje się orkiestrą to fakt. Ale czy jego pisanie na orkiestrę to "wielka symfonika"? Wątpię :) Jeden "Smok" to trochę za mało. Powell pisze na orkiestrę bardzo dynamicznie, entuzjastycznie, potrafi stworzyć chwytliwy temat. Tylko, czy to jest "myślenie", komponowanie orkiestrowe, symfoniczne per se, czy jest to muzyka powstająca w komputerze, który później przez armię orkiestratorów zamieniana jest w to czym jest. Nie wiem, trudno mi to określić, ale to się da wyczuć :D
No z Powellem jest trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony muzyka uchodząca z epicką (Smok, Ice Age 3, Happy Feet) z drugiej strony to co piszesz. Do wielkich mimo wszystko bym go nie dał, ale do inspirujących jak najbardziej. W jego przypadku ogromnym plusem jest to, iż wypracował sobie swój własny, charakterystyczny i niepodrabialny styl, co jest cholernie trudne i filmówka bez niego, bez wątpienia straciła by na atrakcyjności.
Arnold - tyle, że po świetnym początku (Stargate, Last of Dogmen, ID4), gdzie ta symfonika lśniła, tak naprawdę nigdy nie powrócił do tego typu brzmień. Jego orkiestrowa muzyka stała się jakaś bez magii, bez muzycznego "ja", oczywiście pod względem technicznym bardzo dobra, ale to chyba za mało. Mi chodzi też o twórców, którzy w biegu całej swojej kariery byli wierni pewnej swojej wizji.
Nie ma już tego Arnolda z lat 90, ale nie ma również, tych filmów, a sama muzyka filmowa się od tamtego czasu sporo zmieniła, więc winny Arnolda w tym wszystkim raczej nie dostrzegam. Ciągle pokazuje, że coś tam potrafi, choć pomysły trochę się może pokończyły.
Giacchino - czy to jest w obecnej chwili "wielki symfonik"? Rozgraniczajmy może umiejętność używania orkeistry od "czucia" jej i wielkiej symfoniki. Czy Giacchino stworzył coś np. na miarę Cliffhangera albo Ostatniego Mohikanina Jonesa? Czy w jego muzyce czuć powiew 'wielkiej symfoniki". Wydaje mi się, że musi jeszcze trochę udowodnić :) No ale jest więcej głosów za Giacchino.
A Medal of Honor, Secret Weapons, Call of Duty, symfoniczne brzmienie pierwszej klasy i to osiągnięte na 60+ osobowych składach orkiestry. Potrafi on wydusić z orkiestry i z poszczególnych sekcji naprawdę wiele, Lost był nagrywany przez 30+ muzyków, a brzmiało to na trzy razy więcej. Zresztą nie dość, że dobrze pisze na orkiestrę, to jej brzmieniem się bawi, żonglując tematami, bądź prowadząc na raz kilka melodii, mało kto teraz tak potrafi. W mimo wszystko, krótkiej karierze filmowej, też już zdarzały mu się mocne momenty, Roar, Grand Ol' Prix, Seizing The Spirit Of Adventure, Bridge Battle, The Incredits. Myślę, że dopiero teraz, gdzie przez ostatnie 6 lat był zajęty LOST, wyjdzie na jaw jego prawdziwa wartość. Póki co myślę, że do Super 8 możemy mu dać kredyt zaufania :wink:
Debney - trochę przesada :) Potrafi napisać barwnie na orkiestrę, ale nie przypinajmy łatki za jeden tylko score (czy dwa, trzy - Lair, Pasja, seaQuest). Tu akurat się z Wawrzyńcem zgodzę, że biorąc pod uwagę jego całą karierę, wielka symfonika stanowiła zaledwie małą część. Chodź osobiście bardzo go lubię i cenię.
W sumie kompozytor, mimo kilku markowych prac, to może średni, ale symfonik (i oto tu chodzi) to jednak sporych rozmiarów. Niech Lair stanowi tu dobry przykład, choć jednak jak przy T.Newmanie, Glassie czy Armstrongu obstawiałbym, że po prostu panowie potrafią pisać na orkiestrę :)

"WIELCY SYMFONICY" UZNAWANI PRZEZ WIĘKSZOŚĆ FORUM FILMMUSIC.PL:
Może być :)

"WIELCY SYMFONICY" Z PODZIELONYMI ZDANIAMI FORUM FILMMUSIC.PL:
Kilar, Folk, Conti, Fenton - oni to chyba słyną najbardziej z tego, że wiedzą jak okiełznać wielką orkiestrę, skoro wyżej mamy Broughton i Trevor Jonesa to czemu nie Folk czy Conti. Tego pierwszego przynajmniej na naszym forum doceńmy :) Takie tytuły jak Toy Soldiers czy drugie części Beastmaster , Lawnmower Man i The NeverEnding Story aż się o to proszą :)
ASPIRANCI DO BYCIA "WIELKIMI SYMFONIKAMI" WEDŁUG FORUM FILMMUSIC.PL
To zestawienie mi się podoba :) Parę latek, parę scorów i większość można będzie dać wyżej :)
'CIEKAWE'/POJEDYŃCZE TYPY USERÓW FORUM FILMMUSIC.PL:
John Scott, Joel McNeely, Yoko Kanno, Lee Holdridge, bez wątpienia są wielcy :)
Brajan Trajler w sumie daje radę. Gdyby trochę głową ruszył pisząc swoje skory, to pewnie pierwszoligowi kompozytorzy mieliby niezłą konkurencję. Warsztatu odmówić mu nie można, więc niezłym symfonikiem też jest :)
Ja tam lubię słuchać Tylerowskiego pumpinu, ale jego brzmienie to oszustwo :wink: Przecież żywy skład orkiestra nie zagra takich utworów jak Clutch Then Shift, Decimation Proclamation, Symphonic Touge czy Landtrain, w takich wersjach jakie występują na albumach. Nagrywa on oddzielnie każdą sekcję, instrument, później łączy, odpicowuje i voila, mamy skrzętnie przyrządzoną łupaninę :)

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9370
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#38 Post autor: Paweł Stroiński » pt cze 03, 2011 12:31 pm

To ja odpowiem na poważnie.

Zimmer miałby wbrew pozorom potencjał stać się wielkim symfonikiem, gdyby podążył ścieżką, jaką szedł na początku lat 90. Dlaczego w końcu nią nie poszedł?

Po pierwsze, trzeba zdać sobie z tego sprawę w pełni. Z jego wypowiedzi wynika, że to, że nie ma pełnego wykształcenia muzycznego to jego świadomy i pełny wybór i to chyba wybór, którego sam pewnie dziś żałuje (ostatnio wyciągnięto jego wypowiedź sprzed 3 lat, w której pyta "gdzie jest następny Jerry Goldsmith? Za mało wykształconych kompozytorów", a on sam jest niewykształcony muzycznie to jedno, po drugie to uniformistyczne, jednolite brzmienie muzyki filmowej to JEST w dużej mierze jego wina, więc wyciąga się to bardzo przeciw niemu jako typ ironii losu albo i ironii samego Zimmera; po drugie wystarczy posłuchać jego wypowiedzi sprzed zeszłorocznych Oskarów, także w moim wywiadzie, po tym mogę powiedzieć i to chyba bez zbyt dużej przesady, że Zimmer jest fanbojem Giacchino). Trzeba pamiętać, że pierwsze lata muzycznej kariery Zimmer spędził jako sesyjny keyboardzista w Londynie, a także członek zespołu. W elektronikę poszedł, ponieważ Myers potrzebował programisty syntezatorów i to był bardzo szybki kurs.

Po drugie, sądzę, że Zimmerowskim "pocałunkiem śmierci" jeśli chodzi o jego rozwój jako kompozytora na orkiestrę była współpraca z Bruckheimerem i Simpsonem w połowie lat 90. Ile osób na tym forum słuchało House of the Spirits? Ile osób zadziwił fakt, że nie dość, że to Zimmer, to jeszcze to jest Zimmer z 1993 roku? Przejdźmy do lat 95-97. Ile z tych score'ów wykorzystuje w pełni orkiestrę? Z muzyki akcji? I na 4-5 filmów akcji z tego okresu 2 to Bruckheimer, jeden to mocno elektroniczny John Woo. A potem posłuchajcie Muppet Treasure Island i Peacemakera... No właśnie. Peacemaker to zapowiedź tego, co się stanie w 1998 roku. A ostatnio odechciało mu się pisać na wielkie orkiestry.

No i mamy. Zimmer mógł pójść w kierunku symfoniki, ale zdecydował się tego nie zrobić. Znalazł niszę szybko, ale miał pewien potencjał i nie można o tym zapomnieć.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 35042
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#39 Post autor: Wawrzyniec » pt cze 03, 2011 17:54 pm

Bardzo fajna i zdecydowanie klarowniejsza nam teraz lista powstała :)

Co do wspomnianego Zimmera, za którego pewnie Tomek nie będzie zadowolony, że się w tym temacie znalazł, to według mnie ciekawe jest też przeanalizowanie jego kariery patrząc też na karierę Danny'ego Elfmana. Podobnie zaczynali, a jednak Elfman bez muzycznego wykształcenia stał się Wielkim Symfonikiem, za co należy mu się tym większe uznanie, plus soczyste "Fuck Off" dla tych co uważają, że aby nazywać się kompozytorem należy mieć muzyczne wykształcenie 8)

Ale co do samego Zimmera, to ja w sumie sam nie wiem czy ja jako słuchacz żałuję drogi jaką obrał :? Nie uwzględniam jego osobistej analizy. Ale przynajmniej dla mnie odpowiada właśnie ten specyficzny styl Zimmera i chyba najbardziej lubię, kiedy miesza orkiestrę z elektroniką. Czyli nie klasyczne symfoniczne score"y, ale tez nie czyta syntetyka. Mnie się ta muzyka i jej brzmienie podoba, plus własnie dobrze wpisuje się do mojego muzyczno-filmowego gustu. I tak też mam PRZEIWIELKIEGO SYMFONIKA pod postacią Johna Williamsa jako mego muzycznego No.1 i innego stylem Hansa Zimmera jako mego No.2. A tak dwóch symfoników to byłoby zbyt monotonnie. :)

A jeżeli miałbym wymienić jakiego kompozytora, która dopiero co zaczyna swoją symfoniczną przygodę, to uznałbym Arnaua Battalera, którego oba "Valdemary" wprost wgniatają w fotel swoim symfonicznym brzmieniem. Wiem, że to tak trochę za mało, ale w grupie oczekującym bym go dał. :)
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Ghostek
Hardkorowy Koksu
Posty: 10478
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 23:17 pm
Lokalizacja: Wyłoniłem się z Nun
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#40 Post autor: Ghostek » pt cze 03, 2011 19:02 pm

Mystery Man pisze:
Brajan Trajler w sumie daje radę. Gdyby trochę głową ruszył pisząc swoje skory, to pewnie pierwszoligowi kompozytorzy mieliby niezłą konkurencję. Warsztatu odmówić mu nie można, więc niezłym symfonikiem też jest :)
Ja tam lubię słuchać Tylerowskiego pumpinu, ale jego brzmienie to oszustwo :wink: Przecież żywy skład orkiestra nie zagra takich utworów jak Clutch Then Shift, Decimation Proclamation, Symphonic Touge czy Landtrain, w takich wersjach jakie występują na albumach. Nagrywa on oddzielnie każdą sekcję, instrument, później łączy, odpicowuje i voila, mamy skrzętnie przyrządzoną łupaninę :)
Myślę, że to jest kwestia wygody w nagrywaniu i miksowaniu ścieżki. Większość "oldschoolowców" woli nagrywać całościowo, Tyler woli sobie rozbijać na części niektóre kawałki. To nie wyklucza go z grona osób, które dobrze komponują i potrafią komponować na orkiestrę, domagam się więc wciągnięcia Tylera na listę. :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#41 Post autor: Wojteł » pt cze 03, 2011 19:44 pm

Mystery Man pisze:Napisał bym LOL, ale ten post o jawna prowokacja :P
Ranisz mnie :cry:

Tyler mi nie pasuje na wielkiego symfonika, bo to nie jest kompozytor, który ma jakąś wielką symfoniczną wizję muzyki. Dla mnie to taki rzemieślnik z warsztatem.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Mefisto

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#42 Post autor: Mefisto » pt cze 03, 2011 20:07 pm

Tomek pisze:Powell - Hmm.... To, że posługuje się orkiestrą to fakt. Ale czy jego pisanie na orkiestrę to "wielka symfonika"? Wątpię :) Jeden "Smok" to trochę za mało.
Paycheck, X3, Ice age wszystkie, prace z HGW, Mr & Mrs Smith, Robots... jasne, Powell wszystko zakrapia dodatkowo elektroniką, ale czy to go skreśla z listy symfoników. Wg mnie nie.
Arnold - tyle, że po świetnym początku (Stargate, Last of Dogmen, ID4), gdzie ta symfonika lśniła, tak naprawdę nigdy nie powrócił do tego typu brzmień.
Do listy dodałbym jeszcze Godzillę i Wing Commander chociaż. A co do zaniku tych brzmień, to nie znaczy, że jest to jego wina. Pisał potem to, co od niego wymagali, a że wymagania się zmieniły, to i Arnold się zmienił (tu patrz choćby nowe Bondy).
sorry, ale jesteś jedynym, który wspomiał o Tomku :P Czego akurat spodziewać się należało :P Nie przeczę, finał "Meet Joe Black" czy też "Anioły w Ameryce" mają kapitalne, wielkie momenty orkiestrowe, ale rozgraniczajmy to, że ktoś potrafi pisać na orkiestrę a jest 'wielkim symfonikiem' ;)
Dodaj do tego to, co wymieniłem, a nie to co Ty pamiętasz - a więc większość jego prac "z epoki" jak Oscar i Lucinda, Little woman, How to make an america quilt..., czy też kolaboracje z Pixarem (Wall-E jest przecież potężny) i masz połowę dyskografii. Jasne, że Tomek nie jest kojarzony z wielkim symfonikiem, ale bez wątpienia ma wszystko co potrzeba, by go za takiego uważać.

Zresztą, najpierw piszesz, że:
Debney - trochę przesada :) Potrafi napisać barwnie na orkiestrę, ale nie przypinajmy łatki za jeden tylko score (czy dwa, trzy - Lair, Pasja, seaQuest). Tu akurat się z Wawrzyńcem zgodzę, że biorąc pod uwagę jego całą karierę, wielka symfonika stanowiła zaledwie małą część.
a potem:
OK, zgadzam się, niemniej wystarczy posłuchać jego orkiestrowych aranżacji w Moulin Rouge, Romeo+Juliet, czy też pracy koncertowej "Memory Takes My Hand" by trochę docenić jego symfoniczne zdolności ;-)


więc nie powiem czy fanboizm tu przemawia głośniej - Armstronga z miejsca dałeś, choć wg mnie znacznie gorszy z niego materiał na symfonika, niż z Debneya i Newmana. 8)

Awatar użytkownika
Wojteł
John Williams
Posty: 9895
Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#43 Post autor: Wojteł » sob cze 04, 2011 02:25 am

Podzielmy na Wielkich Symfoników i na Symfoników - będzie prościej.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara

Awatar użytkownika
Koper
Ennio Morricone
Posty: 26567
Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#44 Post autor: Koper » sob cze 04, 2011 15:24 pm

ani Armstrong ani Tomek Newman to żadni "wielcy symfonicy" - to tak do dysputy fanbojów jednego i drugiego ;)
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński

Awatar użytkownika
Adam
Jan Borysewicz
Posty: 60155
Rejestracja: wt lis 24, 2009 19:02 pm

Re: "Wielcy symfonicy" w muzyce filmowej

#45 Post autor: Adam » ndz cze 05, 2011 10:00 am

chwile mnie nie było i tu fajny temat :D co prawda dużo czytania i mi się nie chce :P ale już widzę parę braków.. Taro Iwashiro :!: (nie, nie dlatego że gościa uwielbiam).. no ludzie, słuchaliście gościa? Mefi, czemuś go nie dał Judaszu? fail! i drugie nazwisko - Tan Dun :!: Nie lubię gościa, jego scory oceniam jako średnie (poza Hero), poza filmowej działalności nie trawię (na koncercie fmf niefilmowym mało się nie porzygałem), ale oddaję gościowi że ma fach do orkiestry. Z innych skośnawych mamy jeszcze Toshiyuki Watanabe - znam tylko 7 prac ale to fachura pełną gębą. No i brak Trevora Jonesa i Lalo Schifrina? (a chyba ich nie zauwazyłem tutaj?) :?
NO CD = NO SALE

ODPOWIEDZ