Elfman jako jedyny stworzył coś nowego zachowując ducha Fiedela.
Ale w tym zalinkowanym Beltramim to za bardzo ducha Fiedela nie czuć.
A filmowo Salvation to najlepszy niecameronowski Terminator. Oczywiście trochę na zasadzie "w krainie ślepców jednooki królem" czy "na bezrybiu i rak ryba" no ale zawsze.
"Hans Zimmer w tej chwili nic nie potrzebuje. (...) Ciebie też nie potrzebuje." - Paweł Stroiński
Dokładnie, po Genisys i Dark Fate i wyczynach Balfe i Junkiego, Salvation jawi się teraz jako dobre kino i score, choć za tą muzą akurat zawsze przepadałem.
Bardzo fajne. Ale właśnie problem T3 był taki, że muzycznie to w ogóle nie brzmiało jak Terminator. Nie wspominając, że i na początku zrezygnowano z tradycyjnego terminatorowskiego Intro. Muzyka sama w sobie nie była zła, ale nie była dla mnie terminatorska.