Brutalizm Smarzowskiego (miejscami przypominał Wołyń i Wesele 2 ze sceną palenia stodoły z Żydami), poetyckość Eggersa.
Świetny montaż i rewelacyjne kolory. W końcu film, gdzie nie przytłacza mnie szarość i ciemność.
Muzyka bez eksperymentowania. Standardowe granie przeplatane pieśniami. Opowieść w formie ballady.
Depresji w moim odczuciu było mało. Może dlatego, że bardziej przygnębił mnie ostatnio finał Obsesji. Tu z kolei dostałem piękne zakończenie z symboliką wypuszczania strzały.
Jim Ghedi - The Death of Robin Hood
- lis23
- + Ludvig van Beethoven +
- Posty: 15311
- Rejestracja: czw lis 12, 2009 03:50 am
- Lokalizacja: Sosnowiec
Re: Jim Ghedi - The Death of Robin Hood
Nie przepadam za Krzysztofem Majem ( Gość chwalił się, że do końca życia może co tydzień lub dwa oglądać Władcę Pierścieni Jacksona
) ale zgodzę się z Jego recenzją i obserwacją, że My, widzowie potrzebujemy legend, mitów i bohaterów ale pozytywnych i nie po to idzie się do kina, żeby oglądać świat, który jest jeszcze gorszy niż w rzeczywistości, na Jego seansie do końca zostały tylko dwie osoby, w tym On, reszta wyszła w połowie
Muzykę akurat chwali 
youtu.be/kLYehxQT4zI
youtu.be/kLYehxQT4zI
Tylko On, Williams John 
Tylko on, Elton John

Tylko on, Elton John