Problemy z nazewnictwem.
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9369
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26567
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
W przypadku prac Zimmera i jego bandy to w ogóle często są problemy z autorem. Nie tylko zapisu nutowego ale i wszystkiego z tematami włącznie.
A partytura w naszych tekstach, to faktycznie jest w dość potocznym kontekście stosowana i bierze się to z wersji angielskiej, jak napisał powyżej Paweł i oczywiście ma na celu unikanie powtórzeń słowa 'muzyka'.
Myślę jednak, że w przypadku np. tego, kogo płyty chyba najczęściej recenzuję, czyli Ennio M., czy napiszę muzyka, czy partytura, czy score, czy ścieżka dźwiękowa, to kontrowersji nie będzie. :]


-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
zgodzę się - faktycznie jest to jedno ze znaczeń słowa "score".
Jednakże słownik Langenscheidta podaje jako tłumaczenie słowa score również po prostu "muzykę filmową".
Nie wiem czy spośród synonimów tego wyrazu (muzyka filmowa, ścieżka dźwiękowa, soundtrack, ilustracja muzyczna [do filmu], etc) akurat "partytura" jest najodpowiedniejsze.
Nie jest to bynajmniej jakiś srogi zarzut:)
Tak tylko sugeruje - pod rozwagę.
p.s.
Tak w ogóle, to gratuluję profesjonalizmu pisanych recenzji.
Szczególnie podobała mi się recenzja muzyki z Gladiatora
-ale a propos tematu z The Battle - to jest w sumie plagiat
tematu z "Marsa" - pierwszej częsci "Planet" Gustava Holsta.
pozdrawiam
Jednakże słownik Langenscheidta podaje jako tłumaczenie słowa score również po prostu "muzykę filmową".
Nie wiem czy spośród synonimów tego wyrazu (muzyka filmowa, ścieżka dźwiękowa, soundtrack, ilustracja muzyczna [do filmu], etc) akurat "partytura" jest najodpowiedniejsze.
Nie jest to bynajmniej jakiś srogi zarzut:)
Tak tylko sugeruje - pod rozwagę.
p.s.
Tak w ogóle, to gratuluję profesjonalizmu pisanych recenzji.
Szczególnie podobała mi się recenzja muzyki z Gladiatora
-ale a propos tematu z The Battle - to jest w sumie plagiat
tematu z "Marsa" - pierwszej częsci "Planet" Gustava Holsta.
pozdrawiam
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9369
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Sądzę jednak, że znaczenie "muzyka filmowa" jest wtórne do znaczenia "partytura", tzn. obowiązuje jako synonim muzyki filmowej, choć tak naprawdę (zapewne na poziomie Golden Age), po prostu chodziło o to, że się pisało partytury i wykonywało... Trzeba by pogrzebać w historii.
Dziękuję za miłe słowa. Tak, z Holsta zdaję sobie sprawę i chyba nawet o tym pisałem.
Dziękuję za miłe słowa. Tak, z Holsta zdaję sobie sprawę i chyba nawet o tym pisałem.
- Paweł Stroiński
- Ridley Scott
- Posty: 9369
- Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
- Lokalizacja: Spod Warszawy
- Kontakt:
Jeśli chodzi o tematy, to amerykańskie zasady są brutalnie jasne. Z wyjątkiem sytuacji, kiedy Zimmer podstawił swoje nazwisko, by nadać projektowi renomę (The Pledge, Invincible Badelta, Chill Factor Powella, choć tam podobno 2,5 tematu napisał, wcześniej Smilla's Sense of Snow, Whole Wide World H. Gregsona-Williamsa i Chicago Joe and the Showgirl - Walker napisała całość, choć robotę załatwił jej Hans i kazali mu zostawić nazwisko, nie jestem pewny Where Sleeping Dogs Lie Manciny i Zimmera, bo tam jest dużo czysto Zimmerowskiego materiału), podanie go jako *głównego* kompozytora (Music Composed by Hans Zimmer) oznacza ni mniej, ni więcej niż autorstwo tematów. Mógł zrobić dwie suity przerabiane przez wyrobników, ale prawnie jako autorowi tematów przysługuje mu główny credit.Koper pisze:W przypadku prac Zimmera i jego bandy to w ogóle często są problemy z autorem. Nie tylko zapisu nutowego ale i wszystkiego z tematami włącznie.A partytura w naszych tekstach, to faktycznie jest w dość potocznym kontekście stosowana i bierze się to z wersji angielskiej, jak napisał powyżej Paweł i oczywiście ma na celu unikanie powtórzeń słowa 'muzyka'.
Myślę jednak, że w przypadku np. tego, kogo płyty chyba najczęściej recenzuję, czyli Ennio M., czy napiszę muzyka, czy partytura, czy score, czy ścieżka dźwiękowa, to kontrowersji nie będzie. :]
-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
jeszcze a propos recenzji z Gladiatora - napisałeś o Wagnerze, nie o Holście, dla tego przytoczyłem to nazwisko;)
W gruncie rzeczy jest dość smutne, że na wymarciu są "kompozytorzy" w świecie filmu...
Nie oszukujmy się - przy całej mojej sympatii do Hansa Zimmera, jest on absolutnie muzycznym dyletantem (Mówię to jako kształcący się "klasycznie" kompozytor i instrumentalista).
Bardzo często w jego kompozycjach (czy może sygnowanych jego nazwiskiem) daje się wysłyszeć pewne niefrasobliwości harmoniczne, są to drobnostki, detale (nagminne dwojenie tercji, nadużywanie kiczowatego trójdźwięku zmniejszonego, pewne irytujące nawyki: identyczne połączenia harmoniczne w co najmniej trzech kompozycjach (nie daje głowy za tytuły):
1. Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka - (zdaje się) Hello Beastie
2. Król Artur - (prawdopodobnie) - Excalibur
3. i któryś z ostatnich utworów z Gladiatora
Często (widoczne również w wyżej wymienionych soundtrackach) stosuje wręcz "mozartowskie" zabiegi harmoniczne, mieszając to z wszechobecną samplowaną perkusją.
Podobna, choć zupełnie inna sytuacja zarazem jest moim zdaniem sytuacja Danny'ego Elfmana.
On również bywa "na bakier z zasadami muzyki", jednak u niego widać wyraźny talent i zmysł muzyczny.
Strasznie mnie ciekawi jaką rolę Elfman pełnił w tworzeniu muzyki do Batmanów i szczególnie do Serenady Schizophrany, która jest naprawdę niezwykle interesująca.
I mam na myśli głównie miodną instrumentację - przecież Elfman nie może mieć pojęcia jak instrumentować, skoro nie ma nawet najbardziej podstawowego wykształcenia muzycznego.
I czy przy Batmanie to było również na zasadzie "pisania tematów" (jak w przypadku niektórych prac twórców z MV sygnowanych przez Zimmera
a całą robotę wykonali Elfmanowi Walker i Bartek), czy tak jak John Williams, Elfman dał wyraźne wskazówki orkiestracyjne?
pozdrawiam
W gruncie rzeczy jest dość smutne, że na wymarciu są "kompozytorzy" w świecie filmu...
Nie oszukujmy się - przy całej mojej sympatii do Hansa Zimmera, jest on absolutnie muzycznym dyletantem (Mówię to jako kształcący się "klasycznie" kompozytor i instrumentalista).
Bardzo często w jego kompozycjach (czy może sygnowanych jego nazwiskiem) daje się wysłyszeć pewne niefrasobliwości harmoniczne, są to drobnostki, detale (nagminne dwojenie tercji, nadużywanie kiczowatego trójdźwięku zmniejszonego, pewne irytujące nawyki: identyczne połączenia harmoniczne w co najmniej trzech kompozycjach (nie daje głowy za tytuły):
1. Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka - (zdaje się) Hello Beastie
2. Król Artur - (prawdopodobnie) - Excalibur
3. i któryś z ostatnich utworów z Gladiatora
Często (widoczne również w wyżej wymienionych soundtrackach) stosuje wręcz "mozartowskie" zabiegi harmoniczne, mieszając to z wszechobecną samplowaną perkusją.
Podobna, choć zupełnie inna sytuacja zarazem jest moim zdaniem sytuacja Danny'ego Elfmana.
On również bywa "na bakier z zasadami muzyki", jednak u niego widać wyraźny talent i zmysł muzyczny.
Strasznie mnie ciekawi jaką rolę Elfman pełnił w tworzeniu muzyki do Batmanów i szczególnie do Serenady Schizophrany, która jest naprawdę niezwykle interesująca.
I mam na myśli głównie miodną instrumentację - przecież Elfman nie może mieć pojęcia jak instrumentować, skoro nie ma nawet najbardziej podstawowego wykształcenia muzycznego.
I czy przy Batmanie to było również na zasadzie "pisania tematów" (jak w przypadku niektórych prac twórców z MV sygnowanych przez Zimmera
a całą robotę wykonali Elfmanowi Walker i Bartek), czy tak jak John Williams, Elfman dał wyraźne wskazówki orkiestracyjne?
pozdrawiam
- Koper
- Ennio Morricone
- Posty: 26567
- Rejestracja: pn mar 06, 2006 22:16 pm
- Lokalizacja: Zielona Góra
- Kontakt:
Napisał o jednym i o drugim: "Jest to oczywiście kopia ze słynnego Marsa Holsta, coś do czego kompozytor przyznał się późno, jakiś rok po wydaniu płyty."ajdżnatz pisze:jeszcze a propos recenzji z Gladiatora - napisałeś o Wagnerze, nie o Holście, dla tego przytoczyłem to nazwisko;)

Co do Elfmana - dobre pytanie.

-
- Parkingowy przed studiem nagrań
- Posty: 18
- Rejestracja: sob mar 22, 2008 17:40 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
To zdanie wynika z jego dosyć brzydkich i nieprawdziwych zwyczjanie wypowiedzi.
Jedna z nich: "W dzisiejszych czasach, kompozytorzy zapomnieli, że najtrudniejszą rzeczą jest napisanie ładnej melodii. Bawią się w jakieś bzdurne schematy, grafikę etc. Sam popełniłem kiedyś taki utwór: kolorowa pokreślona partytura. Jak widać żaden problem"
To cytat z wywiadu dla "Wprost" pare miesięcy temu.
Jedna z nich: "W dzisiejszych czasach, kompozytorzy zapomnieli, że najtrudniejszą rzeczą jest napisanie ładnej melodii. Bawią się w jakieś bzdurne schematy, grafikę etc. Sam popełniłem kiedyś taki utwór: kolorowa pokreślona partytura. Jak widać żaden problem"
To cytat z wywiadu dla "Wprost" pare miesięcy temu.
- Łukasz Wudarski
- + Sergiusz Prokofiew +
- Posty: 1326
- Rejestracja: czw kwie 07, 2005 19:41 pm
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
Mnie Preisner strasznie zawiódł ostatnią swoją płytą - Silent Night and Dreams. Mówił że jest to płyta gdzie wreszcie może poczuć się wolny bo pozbył się tyranii obrazu, miał pełną swobodę artystycznej wypowiedzi. A tu co, napisał wtórnego klocka, brzmiącego jak skrzyżowanie Aberdeen, Beautiful Country i Requiem dla mojego przyjaciela. Szkoda, bo Zbyszek ma talent, tylko chyba czasem zaprzepaszcza go w meandrach swego trudnego charakteru (stosunek do wydawania płyt z soundtrackami...)
Why So Serious !?
- Łukasz Wudarski
- + Sergiusz Prokofiew +
- Posty: 1326
- Rejestracja: czw kwie 07, 2005 19:41 pm
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt: