Zaliczyłem to w końcu, pierwszy raz od 9 roku życia zdarzyło mi się odpuścić star warsy w kinie. Film zdecydowanie dla młodszych widzów, bo każdy o dwucyfrowym wieku zanudzi się na śmierć. I to nie dlatego, że brakuje dynamiki wizualnej, tylko dlatego, że nie ma dość fabuły, by pociągnąć te dwie godziny. Słyszałem głosy, że pierwsza scena akcji jest zbyt brutalna dla małych dzieciaków, ale nie wiem, czy to się jakoś szczególnie różni od tego, co oglądają na co dzień w Marvelu. Sceny akcji całkiem spoko, niektóre trochę przydługie, wizualnie parę świetnych pomysłów, zwłaszcza te animowane poklatkowo roboty. Nie wiem, czy to takie smaczki były próbą dania dzieciakom podobnego doświadczenia, jakie miało poprzednie pokolenie oglądając filmy fantasy, czy to było żerowanie na nostalgii 50latków. Segment z Baby Yodą w lesie nawet uroczy, ale znowu - dla 8latka to może być naprawdę super, dla 12latka już będzie za nudne, a co dopiero dla dorosłego. Widzę, że grifterzy obwieścili to najgorszymi star warsami ever, a są dość dalekie od tego, i przede wszystkim przeznaczone dla ludzi tak z 30 lat młodszych od tych chłopów, którzy drą mordę do kamery. Dla dorosłego widza to chyba najbardziej nijakie star warsy ever, bo nie są niekompetentne, scenariusz nie jest okropny, po prostu tu jest za mało fabuły. Zastanawiam się, czy scenariusz miał choćby 20 stron, bo w tym filmie jest wiele scen, które trwają z 15 minut jak nie więcej, ale w scenariuszu można je opisać jednym albo dwoma akapitami. Dla małych dzieciaków to może być ok punkt wejścia w Gwiezdne wojny (o ile są na tyle młode, by złapać się na Baby Yodę), natomiast dla kogoś starszego, ale nieznającego serialu, już nie, bo mimo że nie trzeba go oglądać, żeby zrozumieć fabułę, to tam odbyły się cała droga i rozwój postaci; tutaj nie ma praktycznie niczego. A dla tych, co oglądali serial, to ten film jest bardzo zbędny, bo ta historia się tak naprawdę skończyła w drugim sezonie, a trzeci musiał dokonać regresu postaci i zburzył całą dobrą wolę, jaką widownia miała po pierwszych dwóch sezonach. W dodatku wyszedł o parę lat za późno.
Ogólnie taki to se lecący dwie godziny film, nie ma ani za bardzo co pochwalić, poza puppetami, ani do czego się przyczepić, poza tym, że to są bardziej rozwleczone trzy-cztery odcinki serialu do formatu filmu kinowego. Najbardziej mnie irytowała zmiana formatu obrazu, która w niektórych scenach akcji zmieniała się z ujęcia na ujęcie, co świadczy o kiepskim planowaniu tych sekwencji przy nagrywaniu scen z aktorami. Takie 4, może 5 na 10, nawet ci najbardziej konserwatywni fani nie mają co się dosrać o niszczenie kanonu czy coś takiego, polecałbym to ludziom, którzy mają małe dzieci i chcą na coś iść do kina, albo tym, którzy lubią jeść gotowany ryż z kurczakiem bez żadnych przypraw, masła i soli. Chyba lepiej by im wyszło zrobić taki film od razu na streaming, bo przy dystrybucji kinowej ponieśli większe koszty i muszą się mierzyć z nagłówkami piszącymi o słabym wyniku box office. A tak by to dali na disney+, żadnych wyników BO, żadnych kosztów dystrybucji, na marketingu też by mogli przyoszczędzić, a dla dzieciaków to by było spoko zagospodarowane niedzielne popołudnie.
Ludwig Göransson - Star Wars: The Mandalorian and Grogu (2026)
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9987
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: Ludwig Göransson - Star Wars: The Mandalorian and Grogu (2026)
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara