NAGRODY BRANŻOWE
- Wojteł
- John Williams
- Posty: 9919
- Rejestracja: sob mar 15, 2008 23:50 pm
- Lokalizacja: Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody
Re: NAGRODY BRANŻOWE
A no, widziałem i cieszę się, że okazuje się, że opera jest tak popularna. Wszyscy oburzeni chodzą przynajmniej kilka razy w miesiącu do pobliskich oper albo chociaż oglądają je dzięki subskrypcji na Medici, i to nowości, a nie samych Bizetów i Verdich z XIX wieku. Zresztą, jak ktoś łaknie nowych XXI-wiecznych oper, to proszę, oczywiście bez problemu je znajdzie w pobliskich operach, teatrach, filharmoniach, bo wiadomo, że to mainstream i wcale nie będzie trudno obejrzeć sobie operę, która ma mniej niż 150 lat. Podobnie z baletem. Wiadomo, te formy sztuki/rozrywki są równie popularne jak 200 lat temu i wcale nie zostały zepchnięte do niszy przez np. kino.
No ale tak na poważnie, może i przybucował, i przede wszystkim mocno uprościł, ale jednak porównywanie popularności kina i opery, zwłaszcza w ich kontekście historycznym, granego obecnie repertuaru i rodzaju publiczności, jaka na jedno i drugie chodzi, jest trochę przegraną walką. Może nie jest to umierająca forma sztuki, nie jest tak, że nikogo to nie obchodzi, ale przeszła z mainstreamu do czegoś dość hermetycznego, a większość oburzonych to pewnie co najwyżej Carmen sobie gwiżdże przy goleniu albo kojarzy z reklam lub rolek na Instagramie, ewentualnie pracuje w branży i się poczuli osobiście dotknięci. Oczywiście, nie wszyscy, ale na akademii muzycznej przekonałem się, że nawet wśród muzyków opera nie jest zbyt popularnym gatunkiem, dlatego jak dostałem pytanie o Wagnera na egzaminie, to egzaminatorzy skwapliwie mi dali piątkę, bo jako jedyny nie gadałem kompletnych bzdur. A nowsze, bardziej awangardowe opery to też domena głównie kompozytorów i teoretyków. Jeśli sami muzycy mają na to wywalone, to czego oczekiwać od szarego Kowalskiego? Oczywiście, nie wszyscy, bo to środowisko muzyczne to też nie jest jakiś homogeniczny monolit, tylko mnóstwo drobniejszych, wyspecjalizowanych podgrup, ale chodzi mi o to, że opera i balet nie są tam jednogłośnie doceniane, a sam balet to raczej do słuchania niż tańczenia - w tym drugim aspekcie, to interesuje raczej tancerzy i aktorów, niż muzyków. No i pytanie, jak tu widzieć tę "umierającą formę sztuki" w kontekście rentowności, bo nawet jeśli chodzi o orkiestry symfoniczne, to ciężko znaleźć taką, która się nie utrzymuje dzięki współdofinansowaniu rządu czy urzędu miasta.
Zresztą — jakby powiedział coś takiego o muzyce klasycznej, to pewnie nie jest tak, że ona nikogo nie obchodzi, ale też jest czymś, co dwieście lat temu było mainstreamem, a teraz ustępuje popularności innym gatunkom. I jeśli ktoś już się wybiera na nią do filharmonii, to najczęściej właśnie na repertuar z tamtych czasów, a nie nowości.
I wcale nie mówię, że to jest dobrze, ani nie uważam, że nie powiedział niczego krzywdzącego, ale też trudno udawać, że opera i balet to popularne gatunki - myślę, że nawet tu na forum mało kto był w operze, tym bardziej na czymś nowszym albo w ogóle jakąś operę widział. I znowu: po części to jest problem z dostępnością, bo jak sprawdziłem repertuar dwóch najbliżych oper, to trudno mi było znaleźć coś, co było miało "9" jako drugą cyferkę. Przypuszczam, że gdyby ludzie chętniej chodzili na coś innego niż gryzących piach od 150 lat włochów, to i grano by częściej rzeczy z XXwieku. No i żeby to jakoś wypośrodkować - teatr też ustępuje popularnością filmom, ale jednak łatwiej jest iść na coś nowszego niż sztuki sprzed kilku stuleci. Ba, nawet można iść na spektakle, których autor jeszcze żyje i pracuje. A kina i opery są po przeciwnych stronach spektrum - do kina ciężko iśc na coś starego, a z operą na odwrót.
No ale tak na poważnie, może i przybucował, i przede wszystkim mocno uprościł, ale jednak porównywanie popularności kina i opery, zwłaszcza w ich kontekście historycznym, granego obecnie repertuaru i rodzaju publiczności, jaka na jedno i drugie chodzi, jest trochę przegraną walką. Może nie jest to umierająca forma sztuki, nie jest tak, że nikogo to nie obchodzi, ale przeszła z mainstreamu do czegoś dość hermetycznego, a większość oburzonych to pewnie co najwyżej Carmen sobie gwiżdże przy goleniu albo kojarzy z reklam lub rolek na Instagramie, ewentualnie pracuje w branży i się poczuli osobiście dotknięci. Oczywiście, nie wszyscy, ale na akademii muzycznej przekonałem się, że nawet wśród muzyków opera nie jest zbyt popularnym gatunkiem, dlatego jak dostałem pytanie o Wagnera na egzaminie, to egzaminatorzy skwapliwie mi dali piątkę, bo jako jedyny nie gadałem kompletnych bzdur. A nowsze, bardziej awangardowe opery to też domena głównie kompozytorów i teoretyków. Jeśli sami muzycy mają na to wywalone, to czego oczekiwać od szarego Kowalskiego? Oczywiście, nie wszyscy, bo to środowisko muzyczne to też nie jest jakiś homogeniczny monolit, tylko mnóstwo drobniejszych, wyspecjalizowanych podgrup, ale chodzi mi o to, że opera i balet nie są tam jednogłośnie doceniane, a sam balet to raczej do słuchania niż tańczenia - w tym drugim aspekcie, to interesuje raczej tancerzy i aktorów, niż muzyków. No i pytanie, jak tu widzieć tę "umierającą formę sztuki" w kontekście rentowności, bo nawet jeśli chodzi o orkiestry symfoniczne, to ciężko znaleźć taką, która się nie utrzymuje dzięki współdofinansowaniu rządu czy urzędu miasta.
Zresztą — jakby powiedział coś takiego o muzyce klasycznej, to pewnie nie jest tak, że ona nikogo nie obchodzi, ale też jest czymś, co dwieście lat temu było mainstreamem, a teraz ustępuje popularności innym gatunkom. I jeśli ktoś już się wybiera na nią do filharmonii, to najczęściej właśnie na repertuar z tamtych czasów, a nie nowości.
I wcale nie mówię, że to jest dobrze, ani nie uważam, że nie powiedział niczego krzywdzącego, ale też trudno udawać, że opera i balet to popularne gatunki - myślę, że nawet tu na forum mało kto był w operze, tym bardziej na czymś nowszym albo w ogóle jakąś operę widział. I znowu: po części to jest problem z dostępnością, bo jak sprawdziłem repertuar dwóch najbliżych oper, to trudno mi było znaleźć coś, co było miało "9" jako drugą cyferkę. Przypuszczam, że gdyby ludzie chętniej chodzili na coś innego niż gryzących piach od 150 lat włochów, to i grano by częściej rzeczy z XXwieku. No i żeby to jakoś wypośrodkować - teatr też ustępuje popularnością filmom, ale jednak łatwiej jest iść na coś nowszego niż sztuki sprzed kilku stuleci. Ba, nawet można iść na spektakle, których autor jeszcze żyje i pracuje. A kina i opery są po przeciwnych stronach spektrum - do kina ciężko iśc na coś starego, a z operą na odwrót.
Haha Śląsk węgiel zadupie gwara
Re: NAGRODY BRANŻOWE
Tak właściwie, już tutaj mieliśmy dyskusję na temat tej wypowiedzi.
viewtopic.php?f=1&t=5183&start=30#p365721
viewtopic.php?f=1&t=5183&start=30#p365721
Gdyby nie piraci, byłbym jak Zbigniew Hołdys - Eric Clapton.
- Wawrzyniec
- Hans Zimmer
- Posty: 35598
- Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
- Kontakt:
Re: NAGRODY BRANŻOWE
Ale gdyby Ci się Wojtek tam nie chciało zaglądać, to tutaj mogę się tylko powtórzyć z tym co wtedy tam napisałm.
Wawrzyniec pisze: ↑czw mar 12, 2026 12:54 pmAle ogólnie przecież oper nie ma Pcimiu Dolnym i podobnych tego typu miejscowościach. Opery, które są często reprezentacyjnymi budynkami są właśnie w tych największych miastach. Plus Timothy Chalamet pochodzi z Nowego Jorku, a więc mówiąc, że nikt nie interesuje się operą, czy baletem, to raczej nie myśli o Operze Narodowej w Pcimiu Dolnym, tylko raczej Metropolitan Opera. I tutaj naprawdę trudno mi uwierzyć, aby oni nie mieli wykupionych spektaklów.Kaonashi pisze: ↑śr mar 11, 2026 09:09 amNiemniej kontrargumenty oburzonych w postaci stwierdzeń typu "sale w operach są przecież w pełni wypełnione" też nie są do końca trafne. Opery i teatry baletowe są w stanie utrzymać się tylko w dużych miastach, gdzie znajdzie się dostateczna ilość osób zainteresowanych tą jednak - jakby nie było - rzeczywiście niszową już sztuką.
W Berlinie mamy 3 opery, ja pracuję w Staatsoper i bardzo często mamy wykupione spektakle i to często na miesiąc jak nie dłużej przed premierą. A weekendy to są z natury wykupione. Ostatnia sobota Leoš Janáček "Przygody Lisiczki Chytruski" - spektakl wykupiony i nawet trochę dzieci było na widowni.
Oczywiście można dyskutować na ile opera i balet mają przyszłość i ile pojawia się współcześnie napisanych oper, które cieszą się taką samą popularnością jak te dawne? Ale to już zupełnie inna debata. I to raczej Timothy Chalamet powinien się martwić o swoją pracą. Ba, nawet podczas tego Berlinale miałem okazję być na panelu, gdzie zachwalano możliwości jakie daje AI. I prowadzący dał właśnie przykład Timothy'ego Chalameta. A mianowicie, że w przyszłości nie będą aktorzy potrzebni na planie. Można takiego Timothy'ego Chalameta w jeden dzień zeskanować i potem robić w swoim AI filmie, żywcem co się podoba. Aktorzy/śpiewacy operowi i tancerze baletowi, raczej przetrwają bo ich nie można zastąpić AI, ale takiego Timothy'ego Chalemta już można.
#WinaHansa #IStandByDaenerys